Historia

Moi rodzice byli chirurgami

mariella 46 5 lat temu 29 159 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Moi rodzice byli chirurgami, a ja rozmawiałem z meblami.

Dorastałem w okolicy, gdzie pełno było ogromnych posiadłości i bogatych rodzin. Ich wille tworzyły zamknięty, prywatny raj, a kontakt z sąsiadami zdarzał się tylko dziwnym przypadkiem. Uczyłem się w domu do siódmego roku życia, gdzie kończy się ta historia.

Wszystko zaczęło się gdy miałem cztery lata, tam sięgają moje pierwsze wspomnienia. Jako mały chłopiec myślałem, że izolacja jest normalna. Zawsze gdy moi rodzice wychodzili, prosiłem by zabrali mnie ze sobą, ale zawsze odmawiali i tłumaczyli, że tylko dorośli wychodzą z domu w bardzo ważnych przypadkach. Oprócz tego, nigdy nie miałem zabawek czy aktywności, więc wykształciłem, jak to moi rodzice określili, dziką wyobraźnię. Zacząłem wytwarzać relacje z meblami, spędzałem dnie rozmawiając z nimi i nadając im imiona.

Rodzice wydawali się podsycać moją imaginację dramatycznie zwiększając ilość mebli w domu. Mój ojciec uważał się za złotą rączkę i często tłumaczył mi swoją miłość do konstruowania rzeczy, wyjaśniając przy okazji jak stworzył poszczególne części.

Przez 3 lata pogłębiałem relacje z meblami. Arnold był miękką sofą w salonie, która wydawała się poruszać w górę i w dół gdy leżałem na niej czytając książkę. Sophia była moim łóżkiem, które delikatnie kołysało mnie do snu, czasem nawet słyszałem jak pomrukiwało. Gdy kładłem głowę na stoliku w moim pokoju, Claudio, słyszałem silne bicie serca odpowiadające mojemu. Ciągle gadałem z Theodorem, małym krzesłem, które chętnie mi odpowiadało, pomrukiwło i wydawało dziwne wibracje, nawet gdy nie było ruszane. Ale ponad wszystko kochałem Gladys, największą, najbardziej miękką kanapę w domu - wydawała się dzielić ze mną oddech. Wszystkie meble wydawały mi się delikatne, ciepłe i pełne życia.

To dziwne, jak rzeczy szybko się zmieniają. Był poniedziałek, moje siódme urodziny. Rodzice byli w swoim warsztacie, budowali nowy mebel, który miał być prezentem urodzinowym. Pewna kobieta zgubiła się jadąc przez nasze miasto i mimo, że bramy były zamknięte na amen, dała radę przedostać się do nas. Zapukała delikatnie do drzwi, a ja podskoczyłem, bo nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby ktoś do nas przyszedł. Gdy otworzyłem drzwi, jej wyraz twarzy się zmienił - była kompletnie przerażona. Pociągnęła nosem i się zakrztusiła. Złapała mnie i zaczęła biec.

Jutro skończę 27 lat i rozważam, czy powinienem siedzieć na widowni, gdy moi rodzice zostaną straceni. Nagłówki gazet określiły ich jako "gorszych od Karla Brandta". Zdeformowali 167 osób do moich siódmych urodzin. Nigdy nie nazwano ich mordercami, bo nikt nie zginął, ale ich zbrodnia była nawet gorsza od morderstwa. 167 osób do zrobienia 71 mebli, 664 kończyny poustawiane w niewyobrażalny dla normalnych ludzi sposób. Teraz niektórzy ludzie myślą, że jestem buddystą, bo w moim mieszkaniu nie ma mebli...

Moi rodzice byli chirurgami, a ja rozmawiałem z meblami.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetne, choć przewidywalne. Będzie jakiś sequel?
Odpowiedz
Nudne
Odpowiedz
Przecież to normalne
Odpowiedz
O.o
Odpowiedz
Bardzo dobre opowiadanie, ale niestety przewidywalne od pierwszego zdania.
Odpowiedz
Ale co z tymi meblami?!
Odpowiedz
dlaczego nie ma strasznych creepypastów ???
Odpowiedz
Przypomniało mi to o creepypaście Roześmianego Jackiego, kiedy to Isaac zrobił krzesło z martwej dziewczyny. :D
Odpowiedz
Zajebiste *.*
Odpowiedz
Beznadziejny poczatek, zacheca do przelaczenia na inne
Odpowiedz
Nie do końca rozumiem ;_;
Odpowiedz
jego rodzice robili meble z ludzi :p
Odpowiedz
Słodko, że chłopiec przeżył c:
Odpowiedz
Kurwa jestem psychopatą ;/ przewidzialem to jak większość :c
Odpowiedz
Ja pie%^&%!
Odpowiedz
Przewidywalne, ale spoko :)
Odpowiedz
Wow ale co z tą kobietą
Odpowiedz
Jestem psychopatą... Od początku zorientowałam się o co chodzi
Odpowiedz
Witaj w klubie... imię zobowiązuje, nie?
Odpowiedz
Michalina Cielińska Dokładnie, zoobowiązuje
Odpowiedz
Chciałbym takie meble!
Odpowiedz
Zorientowałąm się o co chodzi po skończeniu trzeciego akapitu. Bardzo fajny pomysł na opowiadanie :3
Odpowiedz
(y)
Odpowiedz
e nie straszne 5/10 :p
Odpowiedz
Nie straszne? Pomyśl że Ty jesteś tym meblem...
Odpowiedz
Niezłe . tylko trochę za kròtkie
Odpowiedz
Super
Odpowiedz
Bardzo przewidywalne. Ale pomysl super :)
Odpowiedz
Ujdzie, ale nie rozumiem fenomenu kobiety, która zabrała chłopca.
Odpowiedz
Znajdujesz małe dziecko w domu, w którym meble są wykonane z ludzi - w sumie nie takie dziwne, że próbujesz go z tamtąd zabrać, uratować czy coś.
Odpowiedz
głupie i nie straszne opowiadanie krótko i na temat
Odpowiedz
Bo nie rozumiesz. :)
Odpowiedz
Em jakoś nie rozumiem zakończenia z tą kobietą która zaczęła ciągnąc a potem biec z tym chłopcem :'
Odpowiedz
tylko, że czy oni byli tak powykrzywiani czy pokrojeni. bo tam jest że chirurgami, a skoro one jeszcze jako tako wydawały z siebie dźwięki no to chyba żyły. Ale z drugiej strony jak mogły tworzyć meble? Ale serio fajny pomysł 9/10
Odpowiedz
tak słabo oceniać pastę za to że nie ma ciągu dalszego
Odpowiedz
8/10 za fajny klimat opowiadania :)
Odpowiedz
Jestem psychopatką :3
Odpowiedz
W ogóle bym nie wpadła na takie zakończenie... serio O.O
Odpowiedz
Ciekawe, ale przewidywalne.
Odpowiedz
Czuje lekki nie dosyt-fajne ale krótkie
Odpowiedz
Pisze się niedosyt xD
Odpowiedz
looool niespodziewane zakończenie :o
Odpowiedz
Opowiadanie przewidywalne od pierwszego zdania. Albo to ja jestem psychopatą
Odpowiedz
Ja chyba tez xD
Odpowiedz
Ja chyba także XDDDD
Odpowiedz
Bardzo dziwne.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~7 minut Wyświetlenia: 3 541

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje