Historia

Co się dzieje?

_j_ 12 9 lat temu 10 689 odsłon Czas czytania: ~13 minut

Otworzyłam oczy. Nic nie widzę. Krzyczę. Nie słyszę własnego głosu. Co się dzieje? Gdzie jestem? Czemu jest ciemno? Nic nie czuję. Boję się. Próbuję się poruszyć. Czemu nie mogę się ruszać? Cholera, co ona mi zrobiła? Czuję, że coś jest nie tak. Staram się skoncentrować i nie odpływać. O mamusiu, co się ze mną dzieje? Czy ja nie żyję? Nie! Chwila! Robi się jaśniej! Otwieram oczy i uderza mnie nieskazitelna biel. Żyję!

Zatem jestem w szpitalu, obok siedzi mama. Nic nie mówi, a jej twarz jest bez wyrazu. Wiem, że chce wyjść. Wiem, gdzie chce iść. Pokazuję głową, że dam sobie radę i może spokojnie się oddalić. Chwilę się zawahała, dała mi od niechcenia całusa w czoło, wzięła czarną, zniszczoną torebkę i wyszła. Zostałam sama, czekając na rozmowę, która z pewnością nie będzie miła. Wykorzystuję tę chwilę i staram się przywołać wszystkie szczegóły z ostatniego czasu. W takim zamyśleniu trwam 15, może 30 minut. Nie wiem, moja głowa nie działa jak powinna.

Drzwi się leniwie otwierają, a zza nich wychyla się twarz o ostrych rysach. Mężczyzna jest bardzo przyjazny. Bardzo młody. Szkoda, że spotykamy się w takich warunkach…

Zerka błękitnymi oczami w moją stronę i niepewnie wchodzi do szpitalnego pokoju, który po tygodniu zaczął przyprawiać mnie o mdłości.

Dokładnie tydzień zajęło mi pozbieranie strzępków mojej psychiki na tyle, aby w końcu podzielić się z policją tym, co się wydarzyło.

- Zapraszam, nie ugryzę. – I nagle zdałam sobie sprawę, że nie jest to już takie zabawne. Nie po tym co się wydarzyło.

Młody policjant uśmiechnął się blado i zajął miejsce, gdzie jeszcze niedawno siedziała moja mama. Wiedziałam, że czeka mnie długa opowieść i chciałam mieć już ją z głowy, więc bez słowa zaczęłam opowiadać.

Już dawno moi rodzice się rozwiedli, a ja zamieszkałam z mamą i ojczymem. Wszystko pięknie, ładnie. Miły koleś, myślałam. Szkoda, że to tylko pozory. Już po kilku miesiącach, kiedy całkowicie stanęłam po stronie mamy, z tatą straciłam kontakt, wszystko wyszło na jaw. Jako dziecko kochałam mamę i wierzyłam we wszystko, co mówiła. Mama jest kochana, mama ma rację. Szkoda, że tak samo jak ja byłam wpatrzona w nią, to ona była wpatrzona w tego kretyna. Eh… Tak jak wspomniałam, po kilku miesiącach skończyło się niebo. Ja zaczęłam dostawać absurdalne zakazy i nakazy, a moja mama zaczęła się niemiłosiernie kłócić. Oczywiście nie z mojego powodu. Oboje lubili wypić dziennie po kilka piw i tyle wystarczało, aby znaleźć powód do kłótni. Z początku siedziałam cicho w pokoju i płakałam z zatkanymi uszami. Później stawałam w progu pokoju i nawoływałam mamę. Kiedy się zjawiała u mnie po średnio 30 minutach, błagałam ją, aby przestali. Jak nie trudno się domyślić, to nie działało. W momencie, gdy słyszałam jak się biją i nabrałam odwagi, aby wyjść za próg, wkraczałam do kuchni, gdzie działa się akcja i krzyczałam, płakałam, błagałam. Czasami stawałam między nimi i odpychałam od siebie. To trwało wieki, nie kończyło się. Każdy koniec kłótni zwiastował początek nowej. To nadal boli, jak wspominam. Pamiętam, jak mama próbowała się powiesić w łazience, a on rozbijał szybę w drzwiach gołą ręką. Łapał ją i bił, gdy leżała na ziemi. A po wszystkim ja chodziłam i cicho zbierałam szkło z podłogi. Albo, jak wracali w nocy z imienin mojej cioci. Oboje się najebali. Obudził mnie domofon „zejdź na dół po swoją matkę”. Mieszkaliśmy na 2. piętrze i gdy zeszłam w piżamie, to ona leżała na kilku pierwszych schodkach, a on ciągnął ją za ubranie w górę. Tak, to było straszne. Zwłaszcza, że miałam ile? Może z 13 lat? Nie wiem, czy nawet tyle. Takie sytuacje nie miały końca. Ile razy ona go pakowała, tyle samo razy sama wykładała jego rzeczy. Cierpiałam, ale byłam bezsilna. Moja własna matka nie interesowała się mną. Udawała czasami, że jej na mnie zależy, ale to nie było prawdziwe. Zdałam sobie z tego sprawę po kilku latach, kiedy nie tylko ona zaczęła dostawać od tego typa. Dorastałam, zaczęłam walczyć o swoje. Te dziwne zasady zaczęły mi działać na nerwy. Zaczęły się kłótnie z nim. W pewnym momencie złapał mnie za szyję i po chwili popchnął mnie na łóżko. Wystraszyłam się, i wtedy moja mama stanęła po mojej stronie. Ale to był tylko powód do kłótni między nimi. Po 3 dniach wszystko wróciło do normy, a moja mama zapomniała o mnie jak zawsze. Taka akcja miała się nie powtórzyć, jednak to były tylko słowa. Już niedługo znowu oberwałam. A to ścierką w twarz mi rzucił, a to z liścia, a to zasilaczem się zamachnął i „niechcący” trafił mi w głowę. To się ciągnęło i ciągnęło, bez końca. Codziennie kładłam się do łóżka i przed snem wylewałam morze łez, aby rano wstać z zapuchniętymi oczami i udawać przed światem, że wszystko jest w porządku. Nic dziwnego, że chciałam się wyrwać z tego domu wariatów.

Udało się. Znalazłam pracę z zakwaterowaniem daleko od domu. Jakieś małe miasteczko na wschodzie Polski. Miałam pracować w sklepiku jednej z mieszkających tam rodzin. Oferowali pokój, wyżywienie i stałe godziny pracy. Ze względu na to, że moja mama i tak za bardzo o mnie nie dbała, pozwoliła mi jechać. Miałam niedługo skończyć 18 lat, więc nie było też dużego problemu. Poza tym, razem z moim odejściem z domu, odszedł jeden powód do kłótni. Cieszyłam się, i minęło niewiele czasu, kiedy zajechałam do mojego nowego miejsca zamieszkania.

Mała rodzinka. Ojciec, matka, dwie dziewczynki. Jedna miała 6 lat, a druga 21. Małą Asię po raz pierwszy ujrzałam na zdjęciu, które stało w bardzo widocznym miejscu w salonie. Na regale było tylko jej zdjęcie, wyróżnione. Wyglądało dziwnie, ale sama dziewczynka sprawiała wrażenie beztroskiej i pełnej życia. Magda, starsza ode mnie o 3 lata, była interesującą postacią. Szybko się zakumplowałyśmy. Jej tata był strasznie cichy i właściwie mało co go było widać. Bardzo dużo czasu poświęcał pracy nad sklepem. Za to pani Grażyna od pierwszego momentu wydała mi się okropnie dziwna. Chodziła blisko ścian, szybko rozglądała się dookoła i wąchała wszystko zanim coś zjadła, czy wypiła. Pomyślałam, że z natury niektórzy są dziwni i nic na to nie poradzę.

Kiedy tylko zostawiłam walizki w moim nowym pokoju, Magda zaproponowała herbatę. Napiłam się, zjadłam coś szybko i poszłyśmy przejść się po mieście, abym mogła się trochę oswoić. Popytałam trochę o małą dziewczynę ze zdjęcia. Odpowiedzi były krótkie i zwięzłe, ale nie przywiązywałam większej wagi.

Już pierwsza noc była dziwna. Sama pogoda za oknem nie dodawała otuchy. Padał deszcz, a duże krople regularnie uderzały o parapet. Po wypiciu kolejnej herbaty szybko przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Zanim zasnęłam, usłyszałam trzeszczenie drzwi. Szybko podnosząc się, zdołałam ujrzeć twarz pani Grażyny wykrzywioną w dziwny, przerażający grymas. Z pośpiechem uciekła korytarzem w prawo i zniknęła z pola mojego widzenia. Jej miejsce zajęła mała dziewczynka, która rzuciła krótkie „dzień dobry” i w podskokach pobiegła za mamą.

Taka sytuacja powtarzała się przez pierwszy miesiąc. Przez ten czas do tego przywykłam. Z moją mamą nie miałam kontaktu od czasu wyjazdu, ale jakoś nie zwracałam na to uwagi. Polubiłam to miasteczko, Magdę i uzależniłam się od wieczorków z herbatką w ręku. Nie musiałam prawie nic sama robić, jedynie sprzątać w pokoju. Było fajnie, ale przerażała mnie pani Grażyna. Jej dziwne zachowanie sprawiało, że byłam niepewna i zdezorientowana.

Pewnego wieczora, po odwiedzinach w moim pokoju, szybko wyskoczyłam z łóżka i podbiegłam do drzwi. Chciałam zapytać, czemu to robi. Poszłam korytarzem za nimi. Lekko zakręciło mi się w głowie, więc się zatrzymałam za rogiem. Nagle usłyszałam kawałek rozmowy.

- Bo nie.

- Ale czemu?

- Bo ja Ci tak powiedziałam.

Obydwa głosy były tak piskliwe i dziwnie zdeformowane, że nie mogłam rozróżnić do kogo należą. Siedziałam cicho, ponieważ nie chciałam przeszkadzać. Wychylając lekko głowę zza ściany, zobaczyłam jak pani Grażyna przygląda mi się z tym swoim przerażonym, ale jednocześnie wściekłym grymasem. Za jej wzrokiem podążyła Asia, która miała dziwnie obłąkany uśmiech. Cicho przeprosiłam i wróciłam do łóżka. Odwracając się, zobaczyłam, że w tym samym salonie na kanapie siedzi Magda, która tylko pokiwała głową. Przyszła po 5 minutach do mnie do pokoju z herbatą i powiedziała, żebym się nie przejmowała. Chwilę pogadałyśmy i poszła spać. Ale mi się to nie udało. Leżałam i przewalałam się przez jakąś godzinę, aż usłyszałam skrzywienie drzwi. W progu stała Asia. Mrugnęłam kilka razy i dotarło do mnie, że kiwa poziomo głową z tym samym uśmiechem, a w ręku trzyma zwyczajną tarkę do warzyw. „Co do cholery?” pomyślałam. Podniosła ją na wysokość głowy i zaczęła poruszać nią w powietrzu. Coraz bliżej głowy i coraz bliżej. Zabrało mi dech w piersi z przerażenia i nie mogłam nic powiedzieć. Gapiłam się jak głupia. Nagle zaczęła pocierać tarką głowę, włosy skakały to w górę to w dół. Trwało to kilka sekund, a miałam wrażenie, że wieki. Po chwili przestała i ruszyła dalej w podskokach korytarzem. W jej ręku widziała tarka zabarwiona lekko na czerwono.

Nie wiem, co się stało, ale obudziłam się rano zlana potem. Nie wiedziałam, czy mi się to śniło, czy działo naprawdę. Ale po chwili doszłam do wniosku, że musiał to być tylko sen. Siedziałam cicho, bo nie chciałam, żeby wzięli mnie za nienormalną. Aśki nigdy nie widziałam w dzień, właściwie tylko wieczorami, kiedy zaglądała do mojego pokoju. To było okropnie dziwne. A po tym śnie, nie wiedziałam co myśleć. Następną noc spędziłam leżąc i patrząc w sufit. Co jakiś czas zamykałam oczy na dłuższą chwilę. W pewnym momencie, po otworzeniu, ukazał mi się dziwny obraz. Całe ściany we krwi i mała Asia siedząca na środku dywanu. Uśmiechnięta, z zakrwawioną głową. Była szczęśliwa. Dookoła było dużo lalek. Każda miała jakąś wadę, połamana ręka, oderwana głowa i tak dalej. Wszystkie poza jedną. Ta, który trzymała w ręku, była cała i zdrowa. Przez chwilę, kiedy to wszystko widziałam, zdałam sobie sprawę, że ta lalka jest podobna do mnie. Obraz zniknął. Szybko się podniosłam. W drzwiach mignęła mi pani Grażyna, która w pośpiechu uciekła. Wystraszyłam się, wiedziałam, że muszę wracać do domu.

Z samego rana zadzwoniłam do mamy. Mogłam wrócić dopiero za tydzień, bo przyjechali jego starzy znajomi i wszyscy nocowali u nas w domu. Nie miałam gdzie spać. Chciałam przetrwać tylko ten tydzień. I to były najgorsze dni w moim życiu.

Przy wieczornej herbacie u mnie w pokoju zaczęłam temat z Magdą. Wstydziłam się trochę o tym mówić. Bo właściwie nigdy nie rozmawiałyśmy o jej rodzinie. Od Magdy wiedziałam tylko tyle, czego dowiedziałam się z krótkich odpowiedzi pierwszego dnia. Wysłuchała mnie cierpliwie, kiedy mówiłam, podgryzając co chwilę kanapkę z wędliną i popijając herbatkę. Na koniec uśmiechnęła się kwaśno i powiedziała, że jej siostra zaginęła 15 lat temu. Były bliźniaczkami, a Asia pewnego dnia zniknęła na podwórku i nikt jej nie widział do tej pory. Śledztwo umorzyli po pewnym czasie i uznali ją za zmarłą. Tłumaczyłam, że widzę ją i jej mamę codziennie wieczorem. Opowiedziałam o akcji z tarką i tej wizji, czy co to w ogóle było. Na twarzy Magdy było widać różne emocje, jednak wszystkie zniknęły i nagle się roześmiała tak głośno jak potrafiła.

- Co Ty bierzesz dziewczyno? – Tym śmiechem rozładowała całe napięcie. Pomyślałam, że może ma racje, może ten dziwny klimat domu tak na mnie działa. Coś ze mną jest nie tak, więc skończyłam ten temat.

- Przyznam, że moja mama jest dziwna, mnie też często przeraża. Jest taka od zaginięcia Aśki. Patrzy na mnie jakby to była moja wina, ale jednocześnie jakby skrywała jakąś tajemnicę. Zawsze mnie to zastanawiało, ale w końcu się przyzwyczaiłam. Skończmy ten temat na dziś. – Powiedziała i jeszcze na koniec się zaśmiała na wspomnienie.

Wyszła z pokoju i zostałam znowu sama. Skoro zaginęła 15 lat temu, to nawet bez sensu, że widziałam ją jako małą dziewczynkę ze zdjęcia. Hmm… dziwne. Dalej mnie to nurtuje.

Tamtego wieczoru nie pojawiła się ani Asia, ani jej mama. Zasnęłam, ale przez sen słyszałam przeraźliwe skrzypienie. Wewnętrznie wiedziałam, co to za dźwięk. Zimny metal tarki do owoców pocierany o kość. To było okropne. Takie głośne, nie mogłam się schować przed tym dźwiękiem, był wszędzie. Czułam podświadomie ten ból. Słyszałam, jak tarka przedziera się przez kolejne warstwy kości. Ah… okropne. Szybko otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że nie jestem u siebie w pokoju. Byłam na podwórku. Rozejrzałam się szybko, byłam przerażona i zdezorientowana. Na trawie, jakieś 15 metrów ode mnie siedziała zakrwawiona Asia ze łzami w oczach. Już się nie uśmiechała, tylko płakała. Coś mamrotała pod nosem, ale nie słyszałam. Nie rozumiałam, słowa były zniekształcone. Strasznie sepleniła. Po chwili oczy przyzwyczaiły mi się do ciemności. Wiedziałam, czemu jej nie rozumiałam. Jej prawa część twarzy była zmasakrowana. Dosłownie jakby ktoś ją potraktował tarką do warzyw. Zaczęłam krzyczeć. Chciałam uciekać, ale nie dałam rady się ruszyć. Boże, jak ja się bałam. Za plecami Asi pojawiła się jej mama. Przeszła przez nią jak przez powietrze i szła w moją stronę. Z ust Asi dało się tylko wyczytać „uciekaj”, czemu towarzyszył dziwny dźwięk wydobywający się z jej buzi. Pani Grażyna szła w moją stronę z tym dziwnym grymasem. Przerażenie i zdenerwowanie. Chciałam wstać, ale ktoś złapał mnie za ramię. Asia zniknęła, pani Grażyna stanęła w miejscu, a po chwili szybkim krokiem odeszła gdzieś w cień. Czyjaś dłoń uszczypnęła mnie w szyję. Uścisk był tak mocny, że paznokcie wbiły mi się pod skórę. Zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Ktoś złapał mnie jeszcze mocniej. Nagle poczułam mocne uderzenie w tył głowy.

Otworzyłam oczy. Pierwsze co poczułam, to przenikliwy ból dochodzący z każdej cząstki mojego ciała. Czułam ciepłą ciecz pod głową. Zdałam sobie sprawę, że to moja krew. Nie wiedziałam gdzie jestem, aż w końcu dotarło do mnie, że to jeden z magazynów w sklepie. Miałam przywiązane ręce do jakiegoś blatu. Nogi tak samo. Dodatkowo, dałam radę zauważyć, że jeden z palców lewej dłoni mam przybity gwoździem do tego właśnie blatu. Wydałam z siebie głośny ryk rozpaczy. Wszystko mnie bolało. Na szyi poczułam dotyk szorstkiej dłoni. Postać stanęła przede mną, a ja wpatrywałam się w nią w osłupieniu. Magda. Stała przede mną Magda z kubkiem herbaty. Jej postawa była inna niż zwykle, była szorstka i wyniosła. Nic nie mówiła. Wlała mi herbatę do gardła, a ja poczułam znany mi już jej smak. Jednak była jakaś mocniejsza. Zemdlałam, nie wiem na jak długo. Kiedy się znowu obudziłam, Magda stała i patrzyła na mnie. Zaczęła krzyczeć coś do swojej mamy, która stała w rogu. Pani Grażyna była przerażona i posłusznie wykonywała polecenia córki. Przyniosła jej tarkę do warzyw.

- Tak, to ta sama, której użyłam aby pozbyć się Aśki. Zawsze mnie wkurwiała. Jej krew byłą wszędzie. – Uśmiechnęła się lekko. – W herbacie, którą zawsze piłaś była moja własna mieszanka. Dziwnie jak widać zadziałała. Musiałaś mieć jakieś popierdolone wizje, więc cóż. Zabawimy się.

Potem pamiętam tylko dużo bólu, ale kiedy się obudziłam, byłam właśnie tutaj. Nie wiem, jak się tu znalazłam. Nie wiem, co się stało. Wiem tylko, że wszystko mnie cholernie boli.

- Rozmawiała pani z matką o tym? – Zapytał delikatnym głosem policjant. Widziałam w jego oczach współczucie.

- Nie, za każdym razem jak przychodzi, to o nic nie mówi oprócz głupot. Wypytuje, czy chcę coś do picia. I zaraz ucieka.

-W takim razie, przykro mi, że muszę panią o tym poinformować. Nie wyjeżdżała pani nigdzie z miasta. Co więcej, nie opuściła pani domu. Regularne pobicia do utraty przytomności trwały mniej więcej 3 miesiące. Kilka połamanych żeber, rany kłute oraz znaczne uszkodzenie głowy. To wszystko to działania pani ojczyma. Interweniowaliśmy dzięki sąsiadom zza ściany, którzy zaczęli się niepokoić. Pańska matka i ojczym byli nieprzytomni, pod wpływem alkoholu. Matka leży w pokoju obok, ponieważ także ma rozległe obrażenia. Jednak czeka ją proces, a pani zamieszka w rodzinie zastępczej do czasu, aż stanie na nogi.

Potem wstał i wyszedł, a ja zostałam, oddzielając prawdę od tego, co siedzi w mojej głowie. Nie wiedziałam, co jest rzeczywiste. Może jego tu nie było? Może dalej leżę gdzieś poobijana?

Zrobiło się ciemno. Znowu nic nie widzę. Czemu nic nie widzę? Czemu mam zamknięte oczy? Nie mogę się ruszyć. Jestem skrępowana. Wszystko mnie boli. Gdzie ja do cholery jasnej jestem?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

:'c sztłaszne ;o
Odpowiedz
10/10
Odpowiedz
Mocne :D
Odpowiedz
Suuper 10/10
Odpowiedz
Super :)
Odpowiedz
Suuper :D
Odpowiedz
nuda to nie było straszne tylko obrzydliwe a to coś innego
Odpowiedz
Ten pomysł z tarkowaniem twarzy... <33
Odpowiedz
Cudowne ♥
Odpowiedz
Mocne
Odpowiedz
Świetne
Odpowiedz
MOCNE! Świetne! Na główną!!!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje