Historia

Miś

dan alf in ce 3 10 11 4 4 lata temu 4 163 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Wilki?... Ja ich całą zgraję

Pozabijam i pokraję!

"Stefek burczymucha" Konopnicka Maria

wierszyk dla dzieci...

Jestem zrozpaczony. W jednej chwili straciłem wszystko. Dom, miłość i przyjaciela. Moje pluszowe uczucia zostały zbezczeszczone przez osobę której najmocniej ufałem, którą kochałem. Gdzieś w głębi serca czułem że kiedyś nadejdzie ten moment. Jednak w wirze mijających dni pełnych zabawy i uśmiechu zapomniałem poświęcić choć sekundkę na refleksję i przemyślenia. A teraz spadło to na mnie tak nagle. Przygniotło do ziemi ze stu tonową siłą swego ciężaru. To boli. Tak bardzo boli tym bardziej że zostałem potraktowany jak śmieć. Jak śmieć! Tak, dosłownie. On złapał mnie za łapkę i po prostu cisnął do kosza na śmieci. Wtedy właśnie runął mój świat. Puchaty dramat na dnie czeluści cuchnącego piekła.

Wstrzymałem łzy ale wewnątrz płakałem. Dziwi was to?

Zanim tu trafiłem byłem najukochańszym przyjacielem Romcia. Każdą noc spędzaliśmy razem. To ja głaskałem go po głowie kiedy dręczył go koszmarny sen. To ja hałasem budziłem jego rodziców kiedy zaatakowała go gorączka. Zaraz potem udawałem kogoś kim naprawdę nie jestem. Mały pluszowy miś. Ulubiona maskotka waszych pociech. Taka bez której wasze dziecko nie potrafi samo zasnąć. Pewnie też taką mieliście, prawda? Dziękujcie Bogu jeżeli ciągle ją macie...

Tak wiele robimy dla waszych pociech. Przykrywamy je kocykiem kiedy się rozkopią. Opowiadamy im bajki kiedy wy nie znajdujecie na to czasu. I wiele, wiele innych rzeczy. Taka jest prawdziwa natura pluszowych misiów. Nie wierzycie? To udowodnijcie że nie! Powinniście być nam za to wdzięczni. Jednak nigdy nie byliście i nigdy nie będziecie.

Dzisiaj Romek wyrzucił mnie do kosza. Pozbył się mnie bo wydoroślał. Jest już za duży aby bawić się misiem. Ma już przecież dziewięć lat. Niedługo zacznie tulić dziewczyny a nie pluszowe maskotki. Pora zrobić miejsce na inne rzeczy. To słowa rodziców mojego Romcia.

Leżałem tak porzucony głową w dół. Przygnieciony coraz to większą stertą niepotrzebnych zabawek. I wtedy właśnie wspomnienia tych ciepłych chwil uderzyły tak mocno. Bardzo mocno. Tak bardzo że w ułamku sekundy zamieniły się w nienawiść. Uczucie które pluszakom jest tak obce i dalekie.

Kochałem tego chłopca. Opiekowałem się nim. Poświęciłem mu aż dziewięć lat a teraz w dowód wdzięczności leżałem na dnie kosza na śmieci.

Niektóre kości są zbyt ostre aby przejść przez gardło.

Nie chciałem tak umierać. Wy ludzie umieracie szybko. Rozkładacie się pod ziemią około dwudziestu lat. Jednak takie pluszaki jak ja czeka niewyobrażalna męka. Pal diabli jak spalicie nas w piecu. Boleśnie ale szybko. Dramat zaczyna się kiedy jednak trafiamy do kosza a potem na wysypisko śmieci.

Tam rozkładamy się w cuchnącej masie odpadów nawet kilkaset lat. Tyle czasu zanim całkowicie znikniemy i przestaniemy odczuwać fizyczny ból. Pośród smrodu zgnilizny i wijących się wszędobylskich robaków. Pogrążeni w bólu minionych wspomnień, umieramy w ciszy.

Czara goryczy została przelana. Pękła we mnie wezbrana tama rozpaczy. W jednej chwili zawładnęły mną złowieszcze myśli. Wiły się w główce niczym stado rozwścieczonych żmij któremu próbuję wykraść się jajko. Ja jednak odważnie sięgnąłem po nie. Rozłupałem jego delikatne skorupki i ze środka wydobyło się słowo które lodowatym cierniem pochwyciło moje mechate łapki i uszka. Tym słowem była Zemsta!

Bezszelestnie wydostałem się z kosza. Musiałem się śpieszyć niebawem zacznie świtać. Kilka minut zajęło mi pokonanie kilkunastu schodów w dół. Kiedy znalazłem się w kuchni wygramoliłem się na drewniany taboret. Otworzyłem szufladę ze sztućcami i wyjąłem z niej długi, ostry nóż. Metalową melodię mającą zanucić kołysankę na strunach ich gardeł. Taki był plan. Po chwili dotarłem pod uchylone drzwi sypialni rodziców Romcia. Nigdy nie zamykali ich na noc w obawie przed niespokojnym snem ich syncia. Jednak w gruncie rzeczy to ja zawsze musiałem zrobić hałas aby obudzić ich zaspane dupy bo płacz Romcia nigdy nie wystarczał. Wyspindrałem się na łóżko. Szybkim ruchem łapki otworzyłem tętnice szyjne mamusi. Tatuś zawsze spał głębokim snem . Była większa szansa że nie obudzą go przedśmiertne wstrząsy rzucającej się po łóżku mamusi. Jednak trochę się przeliczyłem. Tata podniósł głowę z poduszki. Popatrzyłem w jego zaspane oczy nie mogące uwierzyć w to co właśnie widzą. Czarna sylwetka pluszowego zabójcy zalewana fontanną ciemnej posoki. To musiał być koszmarny sen. Machnąłem nożem malując mu na gardle podwójny uśmiech. Rzucił się jak opętany bezskutecznie próbując zatamować krwotok. Dotarło do niego że to jednak nie był sen a śmierć była już tylko kwestią kilku sekund. Ucieszyłem się. Poszło gładko.

Teraz pora na Romcia. Nie wahałem się ani chwili. Przerażająca wizja mojej kilkuset letniej agonii dodawała mi tylko zapału w dokończeniu dzieła zemsty. Zbliżyłem się do jego łóżka. Spał tak słodko... Niebawem zaśnie najgłębszym snem. Dobranoc Romciu. Zamachnąłem z całych sił. Ostrze trafiło w ucho przebijając czaszkę na wylot. Wyszarpnąłem nóż i ponownie skierowałem go w dół. Ciach, szassss! Wydaje mi się że już pierwsza rana była śmiertelna ale nie potrafiłem przerwać tego szaleńczego amoku. Ciąłem, kroiłem tą śliczna buźkę niezliczoną ilością razów. Podziurawiłem brzuch i plecy zamieniając to ciałko w makabryczną imitacje sera szwajcarskiego. Krwawe rany przypominające globusowe równiki i równoleżniki. Ciach i szasss, ciach i szasss!

Zaczęło świtać. Postanowiłem dostać się na pobliski plac zabaw. Musiałem się śpieszyć zanim na ulice miasta wyleje się masa wiecznie śpieszących się ludzi. Miałem nowy plan. Znowu zapragnąłem być kochany i przytulany. Tylko dzieci mogą podarować mi tą miłość. Usiadłem na ławce i spokojnie czekałem na wschód słońca. Niebawem na placu pojawią się dzieci. W końcu któreś mnie zauważy (być może nawet twoje) i postanowi przygarnąć. Tak myślę. Jestem przecież ślicznym, kochanym pluszowym misiem. Mam brązowe oczka i szarą łatkę na prawym pośladku...

- Mamo! Mamo, zobacz ktoś zostawił tutaj misia. Czy mogę go przygarnąć? Proszę, mamo...

- Tak córeczko, myślę, że tak ale najpierw będziemy musieli pana misia porządnie wyprać...

- Dziękuje mamo! Jesteś najwspanialszą mamą na świecie. A ciebie, misiu nazwę Teddy i będę cię kochała już do końca życia...

No, ja myślę...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Dobre dobrze. :)
Odpowiedz
Ciekawe opowiadanie, w którym głównym bohaterem jest miś. W sumie dobry pomysł. Dlaczego na te najprostsze pomysły tak rzadko wpadam? Pewnie temu, że próbuję wymyślić coś rzeczywiście wyszukanego... a ta prostota jest naprawdę świetna. Szczerze życzę powodzenia w dalszym życiu twórczym, produkuj się jak najwięcej ^^
Odpowiedz
Fajne, łap główną! :)
Odpowiedz
Bardzo mi się podoba. Troszkę głupio to zabrzmi, ale napisałam kiedyś podobny wiersz: Miś To właśnie, mój, stary, pluszowy miś. Leży na tym segmencie już nie od dziś. Za dnia jedynie jego kolor wyblakły odrobinę, Zaś w noc zawsze morduje jedną rodzinę. Nikomu o tym nie powiem, choć wiem, Że, gdy ulegnę temu, co odpoczynkiem, snem, On niechybnie wyruszy w swej misji potwornej. Lecz jeśli postaram się spędzić noc bardziej przezornie, Nie zasypiając do bladego, zimowego świtu, Wtedy będę mieć więcej problemów, bez liku. Cóż, więc, mam zrobić? Może po prostu schowam go w olbrzymiej komodzie, Gdzieś tam, na samiutkim jej spodzie? Albo po prostu pluszaka nożyczkami zniszczę I pochłoną go piekieł okrutnych zgliszcze? Nie, to bardzo, niezmiernie głupie! Prędzej w efekcie siebie ukatrupię. Więc on dziś noc kolejną rodzinę zamorduje... Czemu coraz mniej winna się czuje?
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje