Wilczyca

Dodane przez: kukunamuniu1, 20.08.2013, 10:27
Reklama:
Była niepokorna od samego początku. Już jako noworodek darła się najgłośniej na oddziale, wciąż nie dając spać innym maluchom. Ani pielęgniarki, ani własna matka nie były w stanie uspokoić Anne. W przedszkolu ciągnęła inne dziewczynki za włosy, wyrywała i psuła im zabawki, a chłopców kopała bezceremonialnie w krocze, gdyż doskonale wiedziała, że chowają tam czuły punkt.. Rówieśnicy wyczuwali bijące od niej zło. Dlatego na podwórku Anne zawsze siedziała sama. Stała w izolacji obarczając inne dzieci nienawistnym spojrzeniem. Na jej pozornie niewinnej twarzyczce nigdy nie gościł uśmiech.Chyba,że sprawiała ból innej istocie.. Wtedy czuła rozkoszną radość i satysfakcję. Ludzie pytali"co jest z tym dzieckiem?". Niestety, tego nie wiedział nikt. Anne była wiecznie wściekła, rządna zła. Nie cieszyła jej dobra pogoda. Ona uwielbiała burze z piorunami, oraz mroczne, ciemne noce. Z zafascynowaniem przyglądała się ulicznym wypadkom, cierpiącym ludziom, starym niedołęgom.. Kochała zło. Od samego początku. Zawsze była niepokorna, przesiąknięta trującym jadem..

W szkole trzymała się na uboczu. Nikt nawet nie śmiał powiedzieć jej"cześć". Jako nastolatka, grzeszyła na wszelkie możliwe sposoby, także urodą. W jej życiu nie było miejsca na miłość. Nauczyciele wiele razy wysyłali ją do psychologa. Twierdzili bowiem, że Anne ma wielkie problemy z koncentracją. Tym czasem nie mieli racji. Podczas gdy oni prowadzili lekcję, Anne fantazjowała na temat brutalnego i powolnego mordowania swoich koleżanek i kolegów z klasy. Założyła specjalny zeszyt, w którym
opisywała jak zamorduje poszczególne osoby z klasy.
Robiła to bardzo skrupulatnie. Na początek wpisywała
imię i nazwisko swej pożądanej ofiary. Później tworzyła opis jej wyglądu i charakteru, nie szczędząc przy tym wulgaryzmów i obelg takich, jak"blond dziwka", "napakowany, bezmózgi mutant", "nieatrakcyjne zero społeczne", "tchórzliwy chwast". Ulubioną częścią tego opisu był opis samego morderstwa. Anne dobierała go do osobowości kandydata. Spokojnych, wycofanych introwertyków pragnęła wrzucić do klatki pełnej wygłodniałych wilków, by walczyli o przetrwanie. Koleżankę uwielbiającą mocny makijaż pragnęła utopić w kwasie solnym tak, by cała tapeta spłynęła wraz ze skórą, ścięgnami i mięśniami..

Jedynym towarzystwem, z jakim się zadawała byli równie nienawistni i zepsuci narkomani, sataniści, oraz członkowie sekt. Anne nie wiązała się bliżej z żadnym z tych ludzi, lecz zaspokajała naturalną potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Nie mogła znieść interakcji z dobrymi, ciepłymi osobami dlatego wybierała kogoś swojego pokroju. Jednak nikt nie dorastał jej do pięt.

Nikt nie był tak zły..

Mijały lata, a Anne stała się piękną, tajemniczą 18-
latką. Mieszkała w dużym, drewnianym domu położonym
centralnie przy lesie. Chociaż zło w jej duszy kwitło z każdym dniem, a ona sama gardziła calutkim światem, istniało jednak coś, co ją fascynowało i wzbudzało podziw zawistnej dziewczyny - wilki.. Uwielbiała te zwierzęta. Jej mały, ciemny pokój wypełniały zdjęcia i plakaty szarych wilków o błękitnych, dzikich oczach. Ich wolność i panowanie nad okrutnym lasem były dla niej doskonałym żywiołem. Anne często wychodziła wieczorami na werandę. Słyszała wtedy wilcze wycie zanoszone z szacunkiem do księżyca - hymn nocy. Dziewczyna pragnęła być jednym z nich, przywódczynią watahy. Nocami śniła o pięknych, szarych futrach i białych kłach goniących sprawnie po śniegu.. Tylko to marzenie nadawało szczęścia jej życiu.

To był zimowy dzień. Śnieg pięknie zaścielił okolice miasta. Na szczęście przedświąteczna gorączka jeszcze się nie zaczęła. Jak co rano Anne powstała z łóżka niezwykle wcześnie. Było jeszcze ciemno. Dziewczyna nie mogła spać przez wiecznie w niej nad aktywne złe emocje. Spojrzała na zegarek wskazujący 3:49. Nie mając nic innego do roboty, sięgnęła do szafy. Wyciągnęła z niej czarne, skórzane spodnie oraz bordowy sweter z koronkowymi rękawami. Ubrała się, wsuwając części garderoby na swoje smukłe, długie ciało. Spojrzała w lustro. Kasztanowe, pełne objętości loki opadały dziś na ramiona. Owalna, blada twarz cudownie kontrastowała z ciemnym makijażem oczu, który zawsze wykonywała. Jej tęczówki były jasno-błękitne. Zupełnie tak, jak u wilka, lub psa rasy husky. Zmysłowej dzikości dodawały jej idealnie zarysowane, łukowate brwi. Anne była piękną dziewczyną. Zupełnie tak, jak apetyczne, różowe jabłko, które jest kompletnie zepsute od środka. Skończywszy poranną toaletę, usiadła na łóżku, by popatrzeć na zdjęcia wilków. Po chwili przerzuciła wzrok na stojak z biżuterią, który mieścił się pod sąsiednią ścianą.

Zauważyła, że wisi na nim tajemniczy naszyjnik..

Dziewczyna wstała i ujęła go w swoje jasne dłonie. Był to gotycki krzyż, pięknie przyozdobiony czarnymi i czerwonymi diamentami, umocowany na skórzanym rzemieniu. Anne przypomniała sobie, że jest to pamiątka po jej babce, która również nie szczędziła otoczeniu jadu i zła.. Zaginęła kilkanaście lat temu. Nikt nie wie, co się z nią stało, ponieważ ślad po niej zaginął, a ciała nie odnaleziono. Pozostał po niej jedynie naszyjnik, który
Anne postanowiła dziś założyć. Obejrzała się w lustrze. Krzyż pasował jej genialnie. Posłała sobie chytry uśmiech i wyszła z domu. Postanowiła przejść się po lesie.

Zaszyła się między drzewami, krocząc po kostki w świeżym śniegu. Postanowiła nacieszyć się pięknem ciszy i umierającej powoli nocy. Dopóki nie nastanie świt..
Anne przeszła już spory kawałek. Jej niewinny spacer
przybrał niejako formę ucieczki, gdyż nie miała w ogóle ochoty wracać do domu. Czuła, że chętnie pobiegłaby lasem na sam koniec świata.. Nagle usłyszała wycie wilków. Całkiem niedaleko. Poczuła podniecenie. Donośne wycie sprawiło, że jej skórę przeszedł dreszcz. Anne kluczyła między drzewami przez dłuższą chwilę, gdy nagle stanęła oko w oko z szarą bestią. Był to przepiękny wilk o bujnej sierści. Patrzył na nią mądrze i spokojnie. Lekko skinął łbem w lewo. Anne spojrzała w tamtym kierunku. Dostrzegła grupę wilków otaczających kołem
jakąś staruszkę. Zwierzęta kłębiły się wokół niej,
traktując jak swą panią. Ale przecież dzikie wilki nie potrzebują protekcji człowieka.. Anne podeszła kilka kroków w stronę tego dziwnego zjawiska. Stara kobieta była ubrana w szarą, doszczętnie zniszczoną suknię. Jej długie skołtunione włosy zwisały, całkowicie zasłaniając twarz.
- Hej, stara! Uważaj, bo cię jeszcze pogryzą! - Krzyknęła pogardliwie Anne. W tym samym momencie kobieta odwróciła głowę..
- Co do?... - Szepnęła dziewczyna, dostrzegłszy, że
staruszka nie posiada twarzy. Zamiast tego miała wilczy pysk.. Anne wrzasnęła, zasłaniając usta ręką. Stara kobieta patrzyła na nią, jakby zastygła w bezruchu.
"Jeśli chcesz, możemy sprawdzić, czy jesteś jedną z nas.." - wypowiedział straszliwy głos w głowie Anne.
Dziewczyna nie zareagowała. W tej samej chwili wszystkie wilki zaczęły powoli kroczyć w jej stronę. Powarkiwały, unosząc czarne dziąsła i odsłaniając wielkie, białe kły. Anne drżała lekko, z podniecenia, oraz niepokoju. Bestie zbliżały się powoli.. Anne postępowała do tyłu. W mgnieniu oka pierwszy wilk skoczył na jej pierś i powalił na ziemię. Dziewczyna była sparaliżowana lękiem, więc nie dała rady krzyczeć. Zaczęła to robić dopiero,
gdy reszta wilków dopadła jej tkanek.. Dzika sfora
szarpała świeże, białe mięso. Rozrywały ubrania,
ciągnęły za ręce i nogi. Krew sikała małymi strumieniami w każdym miejscu ukąszenia. Anne krzyczała z niewyobrażalnego bólu, ale w głębi duszy czuła.. radość? Euforię? Można było by nazwać to w ten sposób. W pewnej chwili jeden z wilków dobrał się jej do gardła, rozrywając tętnice. Majestatyczna plama krwi powoli wstąpiła na biały śnieg.. Anne przestała się ruszać. Leżała z rozłożonymi rękami przegryzionymi do gołych kości, jej nogi, równie zmasakrowane, leżały bezwładnie powykręcane. Wilki zniknęły.. Teraz Anne czuła wielką ulgę, dumę i szczęście. Jednocześnie opuszczały ją wszelkie siły..Czuła się doceniona przez wilczą potęgę. Patrzyła w górę na jaśniejące niebo. Niebo z każdym ułamkiem sekundy stawało się jaśniejsze, aż w końcu oczy Anne całkowicie zalały się bielą. Nie widziała już nic.. absolutnie nic. Zamknęła oczy. To dziwne. Wciąż było biało. Była tak słaba.. Po kilku minutach Anne otworzyła oczy. W jednej chwili wypełniła ją wielka energia. Dziewczyna czuła w swoim ciele ogromną siłę. Oderwała nagle wzrok od bieli i doszło do niej, że cały ten czas wpatrywała się w nieskazitelnie czysty śnieg. Podniosła głowę. Stała na czterech łapach.

Miała teraz ciało wilka. Była jednym z nich.

Niezwykle szybkim susem skoczyła w stronę leśnego potoku. Biegła tak przez chwilę, a przepełniała ją ogromna siła. W życiu nie czuła się lepiej.. Anne spojrzała w taflę wody. Miała imponującą, wilczą fizys. Jasno-kremowe futro z elementami szarości oraz duże, magnetyzujące błękitne oczy. Jej uszy okolone brązowymi obwódkami słyszały każdy szmer lasu. Słyszała pomruki swoich towarzyszy, delikatny trzepot ptasich skrzydeł, oraz wszystko to, czego nie była w stanie docenić w swoim beznadziejnym, ludzkim ciele. Anne odwróciła się. Otaczały ją inne wilki. Patrzyły w jej stronę z szacunkiem i respektem.

"Potrzebujemy władcy.." - powiedział chór głosów w
głowie Anne. Kątem oka zauważyła ruch w oddali. Była to stara, niedołężna wilczyca kulejąca w stronę ucieczki. Anne wiedziała co robić. Jej wataha potrzebuje silnego wodza. A wódz może być tylko jeden. Skoczyła więc szybko w stronę starego zwierzęcia, które wznowiło ucieczkę. Anne biegła szybko i sprawnie, odbijając się od ośnieżonej ziemi niczym od trampoliny. Reszta wilków biegła jej śladami. Gdy znalazła się wystarczająco blisko, dopadła starą wilczycę, szybko powaliła na ziemię i rozszarpała gardło. Dokończywszy dzieła, warknęła zadziornie i spojrzała na swoją watahę.
"Jestem waszym władcą" - przekazała im w myślach. Wilki patrzyły zdumione na trupa starej przywódczyni. Po chwili uniosły łby do nieba i zawyły głośno chórem. Uznały w ten sposób swoją nową władczynię, opłakując przy tym starą. Anne dołączyła do nich. Na chwilę cały las zadrżał z trwogi przed wilczym hymnem.
"Krew.. chcemy krwi. Zabierz nas w stronę krwi" - powiedziały wilki. Anne pociągnęła swym wybitnie wyczulonym nosem. Z niewiadomego kierunku dobiegał ją słodki, nęcący zapach.. Z każdym pociągnięciem nosa jej umysł wręcz wariował. Czuła.. głód. Ruszyła szybko za zapachem. Reszta stada uczyniła to samo. Nowa przywódczyni mknęła przed siebie ogromnymi susami pokonując las. Szukała ofiary, która wydzielała tę piękną woń. Po dłuższym czasie zobaczyła go. Stał spokojnie po środku małej, leśnej polanki. Sporych rozmiarów jeleń nerwowo grzebiący nosem w śniegu. Utykał na jedną nogę, z której małym ciurkiem sączyła się krew. Anne wiedziała, że musi go zaskoczyć, inaczej zwierzę ucieknie. Jej pierwsze polowanie przebiegło bez zarzutu. Jeleń zaskoczony na leśnej polanie przez wygłodniałą, wilczą sforę nie ma żadnych szans. Pozostali otoczyli go, gdy Anne podbiegła i skoczyła zwierzęciu na plecy. Próbowała pochwycić go za gardło, lecz udało się to dopiero za drugim podejściem. Gdy rogacz padł, jej grupa zabrała się łapczywie do jedzenia. Również ona
skosztowała mięsa. Było wyborne. Nigdy w życiu nie czuła takiego głodu i satysfakcji z jedzenia..
Anne stała się panią lasu. Nie obchodziła ją jej ludzka przeszłość. Jej wewnętrzne zło wreszcie znalazło upust.. Gdy zanosiła nocne wycie do księżyca w akompaniamencie swej wiernej watahy, pozdrawiała równie złych, jaką zwykła być.. Życzyła im, by ich nienawistne marzenia się spełniły. Nie spełniła co prawda swoich planów o zamordowaniu niektórych rówieśników.. Była to zwykła dziecinada. Teraz była groźnym wilkiem, leśnym mordercą.
I zamierzała nim zostać przez długie lata. Dopóki nikt nie odnajdzie naszyjnika jej babki..
Źródło: ueb
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!