Upadły

Dodane przez: straszomakaron, 1.02.2013, 10:40
Reklama:
Dziś znów nie mogłem spać. Nic nie pomagało. One znowu wróciły. Głosy. Zawsze przychodziły w nocy, kiedy zgiełk dnia opadał i zostawiał mnie sam na sam z moimi myślami. Zwykle mogłem Je ignorować lub zagłuszać. Dziś nic nie pomagało. Nie jestem schizofrenikiem, chciał bym być, chciał bym żeby te głosy były tylko moją wyobraźnią, chciał był dostać leki dzięki którym Głosy by znikły. Lecz lecz nie byłem schizofrenikiem, a głosy były realne. Nie wiem kiedy pierwszy raz je usłyszałem. Na początku były nikłe, ignorowałem je a One znikały. Lecz z czasem zaczęły być bardziej natarczywe, trudne do zignorowania. Z plątaniny chaotycznych słów zaczęły się wyłaniać zdania. Oni zaczęli do mnie przemawiać. Teraz już wiedziałem że te głosy nie były moją wyobraźnią. Moja wyobraźnia nie przedstawia się jako Upadły, moja wyobraźnia nie sprawia mi bólu, moja wyobraźnia nie che mojej DUSZY. Jestem wierzącą osobą, więc w pierwszym odruchu zacząłem się modlić. Pomogło, Upadły odszedł. Lecz nie na długo. Za kilka nocy wrócił, tym razem musiałem modlić się dłużej. I tak za każdym razem kiedy przychodził, musiałem modlić się dłużej, a modlitwa sprawiała mi coraz większy ból. Dziś, kiedy tylko wyczułem Jego obecność, wziąłem do ręki krucyfiks, ukląkłem i zacząłem się modlić. Ojcze nasz któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, Przyjdź królestwo Twoje. Przybył. Uderzył w momencie, w którym już myślałem że się nie pojawi. Zaznaczył swą obecność sprawiając mi niewyobrażalny ból. On nie mógł zrobić mi krzywdy, nie potrafił skrzywdzić mego ciała, lecz mógł zadawać nieskończone cierpienie mojej duszy. Bądź wola Twoja jako w Niebie, tak i na ziemi. Ból rósł w miarę wypowiadania słów modlitwy, a ja mimo zamkniętych powiek zacząłem widzieć, jak krucyfiks w mych rękach zaczyna świecić. Wypełnił swym światłem cały pokój. Wtedy go zobaczyłem. Na tle wszechobecnej jasności w pokoju, On był czarny. Był tak czarny, że wydawało się że pochłania światło i zostawia tylko ciemność. Emanował nienawiścią. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Wtedy przemówił, a jego głos sprawił że moje ciało zostało przeszyte włócznią niewyobrażalnego strachu i cierpienia. Chciał mojej DUSZY. I nie wódź nas na pokuszenie. Jego słowa zdawały się wnikać w mój umysł i miażdżyć psychikę. Każde słowo zostawiało nieodwracalne bruzdy w mojej psychice. Mogłem to zakończyć, zakończyć moje cierpienie. Wystarczyło tylko że przerwę modlitwę. Lecz wiedziałem, że wtedy został bym bez ochrony Boga, sam na sam z Upadłym. Musiałem modlić się dalej. Ale zbaw nas ode złego. Odszedł. Udało się, zdążyłem tylko pomyśleć i zemdlałem. Rano obudziłem na swoich wymiocinach, byłem cały mokry od potu i pokrwawiony, krwią która z wycieńczenia zaczęła mi lecieć z nosa. Poszedłem się wykapać. Po długiej, gorącej kąpieli przejrzałem się w lustrze. To co zobaczyłem sprawiło, że ze strachu osunąłem się na podłogę. Na piersiach
miałem wypalone słowa : WRÓCĘ.
Źródło: Napisana przeze mnie
Oceń:
18
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!