Historia

Wyroby drewniane

opikowski 3 6 lat temu 5 205 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Piotrek sięgnął ręką ponad głowę i chwycił się wystającego ponad krawędź fragmentu barierki. Podciągnął się bez większego wysiłku i już po chwili stał w najwyższym pomieszczeniu opuszczonego budynku. Uwielbiał industrialne klimaty, zwłaszcza gdy owiane były tajemnnicą, tak jak ta fabryka wyrobów drewnianych. Nieczynna od co najmniej dziesięciu lat stanowiła nie lada gratkę dla miłośników miejskich legend i przyciągała ich uwagę makabryczną historią sprzed kilku dekad. W latach świetności produkowano tu z drewna wszystko czego tylko mogli zapragnąć mieszkańcy pobliskiego miasteczka, a także kilku większych miast do których kilka razy w miesiącu wyjeżdżał transport pięknych mebli, łóżek, stołów, a także trumien które zamawiały zakłady pogrzebowe. Pewnego dnia syn właściciela fabryki pomylił zlecenia i jego ojciec wściekł się, jakby sam diabeł go opętał. Biegał po całym zakładzie, wrzeszczał, rzucał narzędziami. Rozchodziło się o robioną na zamówienie trumnę z bardzo rzadkiego drewna. Syn źle zanotował wymiar i już przy wykańczaniu okazało się że skrzynia jest dużo za krótka. Mężczyna miał się tak wściec, że zamordowł własnego syna i uciął mu nogi poniżej kolan tak aby zmieścił się w trumnie, która nie mogła się zmarnować. Nikt nie wiedział czy tak naprawdę było, ale faktem jest, że od tamtego wieczoru nikt nie widział ani rzeczonej trumny, ani syna właściciela. Pracownicy nie dociekali, szef był wybuchowy ale dobrze im płacił, a większość z nich pracowała tutaj tak długo i była w takim wieku, że po zwolnieniu praktycznie nie miałaby szans na znalezienie innej posady. Więc wszyscy zgodnie przyjęli wersję, że śmiertelnie skłócony pierworodny po prostu opuścił rodzinny dom w poszukiwaniu nowej pracy, bo tak było łatwiej i mogli oczyścić sumienie.

Od tamtego czasu w fabryce widywano ducha chłopaka poruszającego się o kulach.

Piotrek rozejrzał się po pomieszczeniu świecąc latarką po ścianach. Noc jeszcze nie nadeszła w najlepsze, ale słońce zaszło już pół godziny temu i bez pomocy sztucznego oświetlenia niewiele by dostrzegł. Drewniana podłoga cicho skrzypiała przy każdym jego kroku, a w powietrzu nadal unosił się zapach trocin. Pomieszczenienw którym się znajdował było dawnym pokojem szefa firmy. Mógł z niego kontrolować prawie całą halę, a dwanaście metrów różnicy poziomów sprawiało, że górował nad pracownikami, co bardzo mu się podobało.

Zaświecił latarką pod nogi i ostrożnie wszedł na ogrodzony barierką balkon, z którego lata wcześniej szef chwalił się swoim dobytkiem przed kontrahentami. Omiatał snopem światła zakurzone maszyny, porozrzucane kawałki drewna i robocze ubrania. Usłyszał za sobą hałas i odwrócił się gwałtownie. Spodziewał się zobaczyć szczura, a nie miał ochoty by któreś z tych wrednych stworzeń zatopiło mu zęby w łydce. Stał nieruchomo i po chwili dźwięk się powtórzył. Zamarł i prawie przestał oddychać. Tych dźwięków nie wydawał szczur, ani żadne inne zwierze. Brzmiało trochę jak kroki. Albo raczej jak ktoś poruszający się o ciężkich kulach.

Piotrek zaczął nerwowo wymachiwać latarką na boki ale nigdzie nie mógł dostrzec nigdzie źródła dźwięku. A gdy go w końcu dostrzegł zaczął żałować, że w ogóle tutaj przyszedł.

Chłopak wyglądał okropnie. Czarna nieregularna linia na łączeniu kolan ze zmasakrowanymi, powykrzywianymi we wszystkie strony nogami sugerowała, że ktoś próbował je nieudolnie przyszyć. Jedna stopa był nienaturalnie wykrzywiona w bok, druga wyglądała na przetrąconą i raczej ciągnął ją za sobą niż na niej stawał. Ale siekiera ojca nie dosięgnęła tylko nóg biednego syna. Wiszący z ramienia płat ciała sugerował, że chciał mu uciąć także rękę, ale nie trafił bo chłopak próbował uciec. Najgorsza jednak była głowa, gdzie cios widocznie dosięgnął celu. Z rozpołowionej czaszki wypływała szara maź, a oderwana z połowy twarzy skóra obnażała wybite uzębienie.

Piotrek krzyknął, rozpaczliwie odchylił się do tyłu i trafił plecami na spróchniałą barierkę, która pod naporem jego ciężaru chrupnęła i pękła na pół. Machając rękami próbował złapać równowagę ale było już za późno. Lot w dół wydawał mu się wiecznością, mimo że trwał tylko dwie sekundy. Z łoskotem uderzył o posadzkę, z której poderwały się wielkie tumany kurzu. Jego ciało leżało w nienaturalnej pozycji, a z uszu i nosa pociekła krew.

***

Piotrek powoli otworzył oczy i zobaczył przed sobą śnieżnobiałe ściany. Jego pierwszą myślą było, że jednak jakimś cudem przeżył upadek i znajduje się w szpitalu. Jednak nic go nie bolało, co było raczej dziwne po tak spektakularnym locie. Wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu. Było nieskazitelnie białe, tak bardzo że wydawało się całkiem oderwane od rzeczywistości. I w gruncie rzeczy takie właśnie było.

- O, obudziłeś się - powiedział jakiś męski głos i chłopak natychmiast odwrócił się w jego stronę.

- Kim jesteś? I gdzie ja jestem?

Przystojny brunet w roboczym, ale czystym jak pomieszczenie, w którym się znajdowali ubraniu przez chwilę milczał i z uśmiechem wymownie spojrzał na boki.

- Naprawdę nic ci nie przychodzi do głowy? - zapytał.

- Czy... Czy ja umarłem? To jakiś czyściec...?

Młodzieniec zaśmiał się szczerze.

- I tak, i nie mój drogi. To znaczy tak, owszem, umarłeś - uśmiechnął się serdecznie jakby opowiadał świetny dowcip przyjacielowi - Ale nie na zawsze.

Piotrkowi przez myśl przeszły wszystkie artykuły o przypadkach śmierci klinicznej jakie przeczytał. Czyli umarł ale go odratują, Boże, jaka ulga!

- To nie tak jak myślisz - odezwał się robotnik. I widząc zdziwienie malujące się na twarzy żyjącego-nieżyjącego dodał - Potrafię czytać w myślach. Tutaj każdy potrafi.

- Więc są inni?

- Oczywiście. Tacy jak ja, jak ty.

Zeszkliły mu się oczy a gardło ścisnął żal.

- A czy są tu... Są tu moi bliscy?

- Niestety są po drugiej stronie. Oczywiście mogę Cię do nich zabrać, ale musisz wiedzieć że stamtąd nie ma już powrotu. A wydaje mi się, że masz jeszcze kupę życia przed sobą - puścił mu oko - Tam zawsze zdążysz. Widzisz, jesteś tu przeze mnie i wydaje mi się, że już się domyślasz kim jestem.

Piotrek stał w osłupieniu. Spojrzał na plakietkę z imieniem na piersi pracownika i zaczął układać historię w całość.

- Nazywasz się Eryk. Jesteś tym duchem który...

- Oj nie mój drogi, jestem tutaj, cały i zdrowy. To co widziałeś... To taka specyficzna cząstka mnie, która została na ziemskim świecie w wyniku tamtych wydarzeń - znowu się uśmiechnął, a uśmiech miał tak serdeczny, że Piotrek nie był w stanie pojąć jak można było skrzywdzić w tak okrutny sposób tak miłego chłopaka.

- A ja?

- A ty, mój przyjacielu, zaraz wrócisz do siebie - chłopak dopiero zdał sobie sprawę, że przez całą rozmowę Eryk poleruje ściereczką jakiś przedmiot - Proszę, to dla ciebie.

Wyciągnął dłoń a Eryk wsadził mu na palec pięknie wykonany drewniany pierścień z trzema żłobieniami, w których tkwiły kawałki lśniącego metalu.

- Pierścień jest zrobiony z kawałka mojej trumny, a dlatego że cząstka mnie została na ziemi mogę cię tam odesłać - zaakcentował ostatnie słowo - Ale musisz mi obiecać, że będziesz na siebie uważał i nie wrócisz tu za szybko. Nie lubię przeprowadzać tak młodych osób.

- Oczywiście! - Piotrek był podniecony świadomością powrotu do żywych.

Eryk dotknął pierścienia na ręce i wypowiadał raz po raz jego imię.

- Piotrek.

- Piotrek

***

- Piotrek

- Piotrek ej, wstawaj!

Poczuł, że zaczyna budzić się ze snu.

- Wstawaj już. Chciałeś żebym cię obudziła z popołudniowej drzemki, miałeś iść zwiedzać tą opuszczoną fabrykę na uboczu.

- Tak mamo, dziękuję, już wstaje.

Przetarł oczy i usiadł na łóżku.

- Nie uwierzysz jaki miałem dziwny sen! Istne wariactwo! - zawsze dzielił się z mamą takimi historiami, lubiła go słuchać, a on lubił opowiadać, choćby najbardziej niestworzone rzeczy wyczytane w internecie. Ocknał się do końca, wstał i założył spodnie. Jego ręka zaczepiła o szlufkę, podniósł ją i w sekundę pobladł kiedy zdał sobie z czegoś sprawę.

- Co mówiłeś synku? - Mama otworzyła drzwi do pokoju i zajrzała do środka - Strasznie pobladłeś, dobrze się czujesz? Może odpuścisz sobie ten dzisiejszy wypad?

- Tak mamo, chyba tak. Zostanę w domu.

Na palcu którym zahaczył miał drewniany pierścień z trzema wyżłobieniami.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Cudowne! Świetnie się czyta, a najlepsze, że z dobrym zakończeniem. 10/10 ☺
Odpowiedz
Podobało mi się ładnie napsiane i z happy endem :D
Odpowiedz
Wspaniałe!♡
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje