Historia

Poród

narrator 32 8 lat temu 27 068 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Dariusz Wirecki przestąpił próg szpitala i podszedł do kobiety, siedzącej za kontuarem z napisem: INFORMACJA.

- Przepraszam, czy poród już się zaczął? – spytał.

Kobieta spojrzała na niego leniwie.

- Jest pan kimś z rodziny? – jej głos był oschły, nie okazywała żadnego zainteresowania mężczyzną.

- Tak, jestem mężem kobiety, którą przywieźli tu jakieś… - spojrzał na zegarek. – Pół godziny, może czterdzieści pięć minut temu. Nazywa się Julita, Julita Wirecka.

- Z tego co widziałam, wieźli tu jakąś dziewczynę… myślę, że już się zaczęło.

- W której sali?

- Niech pan sprawdzi na porodówce, nie wiem dokładnie, gdzie ją trzymają.

Dariusz odszedł od niej, zacisnąwszy dłonie w pięści. „Co to za babka?”, pomyślał. Uznał, że jedynie stracił przy niej czas. Czym prędzej przebiegł szpitalny korytarz kierując się w stronę wspomnianej porodówki. Dotarł do wind i zaczął wspinać się po schodach na drugie piętro. Mgliście sobie przypominał ostatnią wizytę tutaj, ale jakimś cudem wciąż pamiętał drogę prowadzącą na oddział.

Zastanawiał się, dlaczego jego żona tak nagle musiała jechać do szpitala. Była dopiero w ósmym miesiącu ciąży, a więc do rozwiązania zostało jeszcze trochę czasu. Gdy wyjeżdżał rano do pracy, czuła się dobrze. Dzień przebiegał jak zwykle. Spotkania z biznesmenami, firmowy obiad, różne pierdoły. Aż w pewnym momencie, podczas jednej z konferencji dostał telefon, że Julicie odeszły wody i jest w drodze do szpitala. Miała szczęście, że jej najlepsza przyjaciółka, Katarzyna była przy niej w chwili, gdy zaczęły się bóle. Ona jedna zachowała trzeźwość umysłu i zapakowała ją do samochodu, a potem, będąc już w drodze, dała mu znać. Przyjechał tak szybko, jak tylko mógł. Urwał się z pracy, nie przejmując się konsekwencjami tego, że zostawił zagranicznych gości samych sobie, a następne spotkania były na jeszcze wyższym szczeblu. Mógł przez to stracić pracę, ale wtedy myślał tylko o swojej rodzinie, która za kilka chwil miała się powiększyć.

Czyż to nie piękne?

Nowe życie, życie, które sami stworzyli.

Na twarzy Dariusza pojawił się szeroki uśmiech. Na wieść o tym, że Julita jest w ciąży, miał ochotę skakać z radości. Od dłuższego czasu planowali mieć potomka, ale dopiero niedawno się zdecydowali. Oboje uznali, że są gotowi i co więcej – oboje tego pragnęli. Jednak dopiero po ponad sześciu miesiącach prób udało mu się zapłodnić żonę. Nie wiedział, dlaczego tak długo Julita nie mogła zajść w ciążę, ale nie przejmował się tym. Wiadomość, że w końcu im się udało, odsunęła w cień wszystkie zmartwienia. W końcu spełnili swoje marzenie. Nareszcie będą mieć dziecko. Płód rozwijał się zgodnie z oczekiwaniami. Gdy dowiedzieli się, że będzie chłopcem, Dariusz popłakał się ze szczęścia. Od zawsze chciał mieć syna, a teraz okazało się, że jego pierwsze dziecko będzie płci męskiej.

Oboje nie mogli doczekać się, aż nadejdzie czas narodzin. I choć tak nagła decyzja maleństwa w sprawie przyjścia na świat była im na rękę, mężczyzna poczuł niepokój. Nie znał się za bardzo, ale przypuszczał, że poród miesiąc przed terminem nie jest czymś normalnym. Gdy zaczął się nad tym zastanawiać, zauważył, że ni stąd ni zowąd ogarnia go przerażenie.

A co, jeśli tuż przed końcem jego synowi grozi jakieś niebezpieczeństwo? Zacisnął zęby, wbiegł po ostatnich paru stopniach i wszedł na oddział. Przystanął na chwilę, dysząc ciężko. Nasłuchiwał, czując, jak pot spływa mu po kościstej twarzy.

Po chwili do jego uszu dobiegły jęki Julity, dobywające się zza zamkniętych drzwi, znajdujących się mniej więcej w połowie korytarza. Nie tracąc czasu ruszył w ich stronę. Buty piszczały na linoleum, ale nie zwracał na to uwagi. Kątem oka dostrzegł, jak z jednego z pokoi wygląda pielęgniarka, szukając źródła specyficznych odgłosów.

Gdy zobaczyła, że Wirecki zbliża się do sali, w której Julita odchodziła od zmysłów, powiedziała:

- Proszę pana, nie może pan tam wejść!

Dariusz zatrzymał się przed drzwiami, dłoń zastygła mu nad klamką. Spojrzał na młodą kobietę. Widząc w jej oczach strach, uśmiechnął się i rzekł:

- Moja żona właśnie rodzi. Nie mogę zostawić jej samej.

To mówiąc, nie czekając na reakcję pielęgniarki, położył dłoń na klamce i pociągnął ją ku dołowi. Popchnął drzwi, wchodząc na salę porodową.

To, co na niej zobaczył, wprawiło go w osłupienie. Lekarz siedział na niewielkim krzesełku i zaglądał w krocze Julity. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, który swoją drogą nie umknął Dariusza, że na jego twarzy rysuje się przerażenie. Stojące obok pielęgniarki zastygły w bezruchu. Oczy Wireckiego przesunęły się wyżej na twarz żony. Jej widok sprawił, że serce mężczyzny zatrzymało się na ułamek sekundy. Poczuł, jak ogarnia go miłość do tej kobiety. Widząc ból na jej twarzy podszedł do niej i złapał ją za chłodną, spoconą dłoń.

- Jestem tu skarbie, już jestem – wyszeptał jej do ucha, starając się ją jakoś uspokoić, dodać otuchy.

Julita bowiem była w strasznym stanie. Na czole pojawiły się żyły, ogromne krople potu spływały po jej skórze, zęby miała zaciśnięte tak mocno, że czuła ból. Jednak to nie wszystko. Gdy Dariusz spojrzał w oczy żony, zdał sobie sprawę, że do jego serca zakrada się niepokój. Zobaczył w nich paniczny strach, strach tak wielki, że nie pozwalał jej wydobyć z siebie najmniejszego jęku. Czuł że cierpi, ale nigdy nie spodziewał się, że poród może być tak… drastycznym przeżyciem.

Julita podchwyciła zaskoczone spojrzenie męża. Prawą ręką, tą której nie ściskał, złapała go za klapy marynarki i przyciągnęła do siebie.

- On wychodzi… O Boże, on wychodzi…. – stęknęła.

Dariusz miał wrażenie, że coś jest nie tak, ale nie wiedział co. „Kto wychodzi?”, przemknęło mu przez głowę.

- Boże, jak boli… pomóż mi… - wysyczała z trudem.

Wirecki obrzucił ją tępym spojrzeniem.

- Skarbie, spokojnie, wytrzymaj, damy radę – starał się ją uspo-koić.

Nagle ciało kobiety gwałtownie wygięło się w łuk, a ona sama wzięła głęboki, rozpaczliwy wdech. „Co tu się dzieje, do cholery? To nie jest normalny poród”, pomyślał.

Rzucił okiem w stronę lekarza. Kropelki potu zalewały mu oczy. Z niedowierzaniem spoglądał między rozłożone nogi Wireckiej. Dwie pielęgniarki stały obok, gotowe w każdej chwili zająć się niemowlęciem. Dłonie przyciskały do ust, próbując w ten sposób wyrazić swój szok i przerażenie.

- Co tu się… - zaczął Dariusz, wstając i podchodząc do lekarza.

Głośny, przepełniony niewysłowionym bólem ni to jęk, ni to krzyk Julity sprawił, że zamarł z przerażenia. Miał rację. Coś tu było cholernie nie w porządku.

Nagle poczuł się dziwnie. W jednej chwili uznał, że nie chce pa-trzeć między nogi żony, obawiał się bowiem, że może tam dostrzec coś, czego wolałby nie oglądać. I nie, nie chodziło tu o fizyczną zmianę jej ciała ze względu na poród, ale o coś innego, znacznie gorszego. Strach w jednej chwili nim zawładnął, nakazał mu uciekać, ale nie mógł ruszyć się z miejsca. Wrażenie unieruchomienia spotęgował odrażający, mięsisty odgłos, któremu towarzyszyło pełne udręczenie wycie Julity.

- Doktorze Jurecki, co to jest? – zapytała jedna z pielęgniarek, Dagmara, spoglądając między rozłożone nogi rodzącej.

To już nie był krzyk, ani nawet jęk. Ta kobieta wyła, wyła z bólu i dźwięk ten uświadomił Dariusza, że jego żona przeżywa agonię.

Rozległ się mrożący krew w żyłach dźwięk dartej ludzkiej skóry, a na twarz oszołomionego lekarza trysnęła struga jasnoczerwonej krwi. Pielęgniarki zaczęły krzyczeć przerażone. Dariusz na widok posoki na obliczu mężczyzny uświadomił sobie, że kręci mu się w głowie, a na dodatek pociemniało mu przed oczami.

Usłyszał wredny, drapieżny skrzek, a tuż po tym jego żona zawyła najgłośniej, jak do tej pory. Wirecki spojrzał na jej twarz i zobaczył, że straciła przytomność. Następnie przeniósł wzrok na lekarza. Zobaczył, że wyciąga przed siebie ręce w stronę krocza kobiety, usiłując coś z niego wyciągnąć. Dariusz uświadomił sobie nagle, że to błąd, że nie może tego zrobić, bo wtedy to, co siedziało w Julicie wydostanie się na zewnątrz. A nie chciał tego oglądać. Nie miał pojęcia, gdzie podziała się jego troska o żonę, o jej dobro i zdrowie, ale w tej chwili myślał tylko o jednym: niech tam siedzi, niech nie wychodzi, czymkolwiek to jest.

Ruszył w stronę doktora, ale w tym momencie ujrzał malutkie, delikatne rączki dziecka, zbliżające się do klatki piersiowej mężczyzny. Widok własnego syna sprawił, że Wirecki stanął jak wryty. Był normalny. Był całkowicie normalny. Co tu jest grane? Mężczyzna w kitlu przytulił go lekko do siebie, ostrożnie obejmując. Dziecko przylgnęło do niego w jednej chwili, oplatając szyję miniaturowymi, bladymi rączkami. Na twarzy lekarza pojawił się uśmiech.

- Już spokojnie, już dobrze… - Dariusz bardziej wyczuł te słowa z ruchu warg, niż usłyszał.

Pielęgniarki wciąż stały za plecami doktora, z zaniepokojeniem przyglądając się całej sytuacji. W pewnym momencie Wirecki dostrzegł, że z noworodkiem jest coś nie tak. Dotarło do niego, że jest znacznie większy od normalnych niemowląt. Na oko mógł mieć aż z pięć kilogramów. To niemożliwe, by tak duże ciało zmieściło się w Julicie. Nagle twarze pielęgniarek nagle zmieniły wyraz. Zobaczył, jak pojawia się na nich bezgraniczne przerażenie. Nie widział tego, co one, więc nie mógł wiedzieć, skąd wziął się ten strach.

Główka dziecka spoczęła na ramieniu mężczyzny. Po chwili ją podniosło, dzięki czemu kobiety mogły zobaczyć jego twarz. To właśnie jej widok sprawił, że ponownie miały ochotę uciec stąd jak najdalej.

Oczy… On nie miał oczu. Zamiast nich ziały dwie spore czarne dziury, co nadawało chłopcu demoniczny wygląd. Cienka linia ust była niemal niewidoczna. Gdy uniósł głowę, uśmiechnął się lekko, pokazując dwa rzędy równych, ostrych zębów. To niewiarygodne, ale niemowlę, które dopiero, co przyszło na świat, miało już kompletne uzębienie. Wprawdzie było w nim coś drapieżnego, ale i tak, sam fakt posiadania przez niego tak dalece rozwiniętych kłów, siekaczy i innych był nie do przyjęcia. Jak to możliwe? Jakim cudem? Lekarz wciąż tego nie widział, spojrzał na sparaliżowanego Dariusza i uśmiechnął się uspokajająco, jakby chciał mu przez to powiedzieć, że już po wszystkim, że najgorsze już za nimi.

Wirecki podświadomie zaczął kiwać głową na boki, usiłując dać mężczyźnie do zrozumienia, że to nie jest koniec. Ale w tym momencie zaczęła się rzeź.

Pielęgniarki jęknęły niemal równocześnie i cofnęły się pod przeciwległą ścianę.

Dziecko, albo raczej potwór, który wygryzł się na świat przez drogi rodne kobiety spoczywającej na łóżku, rozchylił swoje usta, ukazując ostre, błyszczące kły. Uwadze pielęgniarek nie uszedł fakt, że jego szczęki rozwierają się nienaturalnie szeroko. Normalny człowiek nie byłby w stanie tak szeroko otworzyć ust.

Kobiety wiedziały, że powinny pomóc doktorowi, zabrać od niego ten diabelski pomiot, ale wystarczyło jedno spojrzenie na tę twarz, puste, czarne dziury w miejscach, gdzie powinny być oczy, ogromne zęby w jamie ustnej, by strach przejął nad nimi władzę. Mogły jedynie obserwować.

Zębiska nagle zanurzyły się w szyi lekarza. Krzyknął zaskoczony i poderwał się na nogi. Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w jego głowie była chęć odrzucenia od siebie tego dzieciaka. Zacisnął więc dłonie na małym ciele i spróbował go od siebie odciągnąć, ale zamiast ulgi czuł jeszcze większy ból, rozlewający się po jego szyi na całe ciało. Gdy naciskał, czuł, jak zęby zaciśnięte na jego szyi ciągną jego żyły. „Cholera, chyba wgryzł się w tętnicę…. Co to jest, do cholery?!”, przemknęło mu przez głowę. Dziecko w końcu oderwało usta od szyi lekarza. Krew spryskała wszystko wokół, biały kitel na wysokości ramienia zaczął się robić najpierw różowy, a po chwili pociemniał do brunatnego.

Jedna z pielęgniarek, Dorota, zobaczywszy, jak z ust miniaturowego potwora ciągną się żyły, a wszędzie wokół tryska krew, znalazła w sobie dość odwagi, by podbiec do lekarza. Dziecko w jakiś sposób ją dojrzało. Jednym, wściekłym szarpnięciem głowy oderwało wszystkie ciągnące się elementy układu krwionośnego doktora, wspięło się po jego piersi i jak żaba skoczyło w stronę kobiety. Mężczyzna osunął się na ziemię, jego kończyny drżały niekontrolowanie. Dariusz w niemym przerażeniu spoglądał na przedśmiertne drgawki człowieka, który odbierał poród Julity. Nawet on wiedział, że jest dla niego za późno na jakąkolwiek pomoc. Widział to, widział obficie bijący strumień krwi z rozszarpanej szyi, słyszał, jak tryska na wszystkie strony, tworząc gęstą, szkarłatną kałużę. Jednak niemal natychmiast po tym, jak doktor Jurecki upadł na ziemię, rozległ się pełen przerażenia pisk pielęgniarki Doroty.

Stwór, który wydostał się z ciała Julity tkwił przyczepiony do jej klatki piersiowej. Swoimi niewielkimi dłońmi dotknął jej twarzy… a po chwili położył oba palce wskazujące na jej powiekach i nacisnął.

To, co wydarzyło się dalej, było zbyt brutalne, by umysł Dariusza Wireckiego był w stanie przyswoić.

Widział, jak pielęgniarka otwiera usta do krzyku, ale go nie słyszał.

Widział, jak naciskane gałki oczne wpadają w głąb jej czaszki, a ona sama osuwa się na kolana.

Widział, jak mały drapieżca, który dotąd był przyczepiony do jej piersi zwinnie zeskakuje na ziemię i biegnie w stronę drugiej kobiety, Dagmary.

Mężczyzna osunął się na kolana. Jej krzyki docierały do niego jak przez mgłę. Gdy usłyszał, jak jej ciało upada, nie przejął się tym zbytnio. Wiedział, że teraz jego kolej, że jest następny w kolejce. Śmierć się zbliżała. Czuł na karku jej oddech. Podniósł wzrok i widząc, jak coś, co mogłoby być jego synem na czworakach podbiega do drzwi, uniósł jedną brew.

Twarz pozbawiona oczu zwróciła się w jego stronę. Z ust wyślizgnął się długi, obleśny język. Nagle wydarzyło się coś niewiarygodnego.

Istota skłoniła głowę w geście szacunku. Nie miała zamiaru go zabijać. Tylko dlaczego? Odpowiedź była prosta.

To on dał jej życie. Nawet taki potwór jak ten potrafi to uszanować. Świadczyło to również o tym, że jest rozumna. Wirecki westchnął z niedowierzaniem, a także z lekką ulgą. Bezoka twarz obróciła się w stronę drzwi i po cichu wymknęła na korytarz.

Musiał się gdzieś ukryć, gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie. Później, gdy sytuacja się ustabilizuje, pod osłoną mroku, ruszy na łowy.

Wtedy już nie będzie litości.

Fanpage autora: http://www.facebook.com/MichalGajewskiPisarz

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Ja się pytam- Z kim do cholery spała ta cała Julita??!!
Odpowiedz
jestes gieniuszem aaahahaha
Odpowiedz
Zapachniało mi tu porodem ze Zmierzchu. Scena narodzin Renéesmee jest bardzo, ale to bardzo podobna....
Odpowiedz
Taa ,tylko że Renesmee nie rzuciła się na kogoś kto ją wyciągnął z pochwy jej matki
Odpowiedz
Zofia Pałac nie rozumiesz aluzji.
Odpowiedz
Aha ojcu który dał u życie je darował, a matka która też życie mu dała, przez 9 miesięcy pod sercem nosiła, dbała i wydała na świat już go nie obchodziła?
Odpowiedz
Tak.
Odpowiedz
Raczej przez 8 miesięcy. Kłania się uważne czytanie.
Odpowiedz
Julita nie umarła, tylko straciła przytomność.
Odpowiedz
Niezle
Odpowiedz
A jakie imię dla maleństwa? :3
Odpowiedz
Może Lucyfer? Xd
Odpowiedz
no dobra, a co z panią Julitą? :C
Odpowiedz
Naprawdę bardzo dobry opis porodu i tutaj kłaniam się z szacunkiem. Ale pewien niepożądany niedosyt sprawiło mi pytanie DLACZEGO dziecko było demonem. Nie ma albo wstępu, albo zakończenia. Taka zwykła kobieta nagle bestię urodziła? I nikt się wcześniej nie skapnął na USG? Można było rzucić zdanie, że nagle przebudziło się pradawne zło i wybrało ofiarę, czy coś takiego. Ale czepiam się, bo historia zajebista :-)
Odpowiedz
fajna historia szkoda ze mało rozwinieta jak dla mnie
Odpowiedz
A co z mamusia? :o
Odpowiedz
Tak sobie to czytałam i tak sobie myślę że opowiadanie podobne troszkę do piosenki Słona - Suro :D . przynajmniej moment z dzieckiem :D
Odpowiedz
zaje***te :)
Odpowiedz
i tak oto narodził się slanderman tak mi się jakoś kojarzy
Odpowiedz
Slenderman nie ma ust, a tym bardziej zębów >.<
Odpowiedz
Ewa Nowacka W chwili ataku mu się pojawiają
Odpowiedz
Świetne :D
Odpowiedz
Piękne. Dawno nie czytałem podobnego arcydzieła
Odpowiedz
no to czekamy narratorze ;)
Odpowiedz
Szacunek dla rodziców najważniejszy ;>
Odpowiedz
Chciałbym zobaczyć następną część tylko, że z nastoletnim satankiem xD
Odpowiedz
Dariusz. xD
Odpowiedz
Nawet pie*rzony pomiot szatański ma więcej godności dla rodziców, niż typowy nastolatek.
Odpowiedz
Właśnie, gdzie ciąg dalszy?? Jak rusza na łowy.
Odpowiedz
a co było dalej?
Odpowiedz
dobre :D
Odpowiedz
Na pierwsze urodziny kup mu Chucky'ego, niech się sprawdzą.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje