Historia

Bliźniacy Penner

victorique 5 6 lat temu 6 218 odsłon Czas czytania: ~26 minut

Za oknem słońce powoli chowało się za koronami drzew i był to niechybny znak, że powinienem wstać i zapalić światło w pokoju. Z cichym westchnieniem odłożyłem książkę na blat i mijając tonę śmieci na podłodze uderzyłem pięścią w włącznik. Żarówka w popękanym karniszu zamrugała i rozświetliła małe pomieszczenie. Rozejrzałem się po brudnych ubraniach i komiksach porozrzucanych po podłodze, przetarłem oczy i wziąłem się za sprzątanie, choć wolałbym wrócić do swojej lektury. Poczułem się lepiej gdy moim oczom ukazała się poplamiona wykładzina. Komiksy i gazetki, które trzymałem teraz w dłoni, odłożyłem na półkę, która zaskrzypiała i przechyliła się. Zrezygnowany machnąłem ręką na to i łapiąc książkę wyszedłem na korytarz, gdzie również mnóstwo rzeczy walało się na panelach. Unikając tych, naturalnych, przeszkód doszedłem do schodów i rozglądając się nerwowo, powoli zszedłem na dół. Ciemność na parterze rozpraszana była przez reklamę gumy do żucia i jakiegoś napoju tej samej firmy. W fotelu, z puszką piwa w dłoni, spał gruby mężczyzna, pilot utknął w fałdach na jego brzuchu. Mokry od potu i innej, nieznanej mi substancji, podkoszulek przykleił się do jego skóry pokazując wszystko o czym wolałbym zapomnieć. W powietrzu unosił się smród tytoniu i przypalonego plastiku. Zbliżyłem się do okna i odsłaniając ciężkie żaluzje wpuściłem trochę ostatniego światła dzisiejszego słońca, a po silnym szarpnięciu uchwytu, który mieliśmy zamiast klamki, w twarz uderzyło mnie chłodne powietrze. Hałas obudził mężczyznę, który przetarł oczy brudną ręką zostawiając ciemną smugę na twarzy i spojrzał na mnie wściekły.

-Nie powinieneś być w szkole gówniarzu? – warknął i spróbował wstać lecz tyłek przykleił się do popękanej skóry fotela skutecznie mu w tym przeszkadzając.

-Nie, są wakacje – mruknąłem pod nosem przyciskając książkę do piersi, jakby w obawie, że coś jej się stanie – a przynajmniej ich ostatnie dni.

Prychnął tylko i dał mi wyraźnie do zrozumienia żebym zniknął mu z oczu. Zrobiłem to zadowolony z takiego obrotu wydarzeń i już po chwili stałem na ganku oddychając głęboko świeżym powietrzem i zapachem skoszonej trawy. Spojrzałem na lekko przegniłą huśtawkę ogrodową i usiadłem na najmniej zniszczonej części, która jeszcze nadawała się na odpoczynek. Przez chwilę patrzyłem w dal, na ścieżkę ukrytą za drzewami i kilku przechodniów, którzy radośnie rozprawiali o bliżej mi nie znanych tematach. Otworzyłem książkę na ostatnim rozdziale i powoli odpływałem w świat fantazji, tylko w ten sposób mogłem zapomnieć o otaczających mnie problemach, które zwykłemu człowiekowi mogłyby wydawać się błahostką, którą można szybko naprawić lub zapomnieć. Niestety wszystko zmienia się gdy dom, w którym mieszkasz od urodzenia, zmienia się w ruinę, a ty nie możesz nic zrobić, bo matki nigdy nie ma, a ojciec jest leniwym pijakiem. Innymi słowy, najzwyklejsza, amerykańska codzienność biednego dzieciaka z przedmieścia, żartobliwie przez innych nazywana gettem. Już teraz wiedziałem, że nie będzie mi dane skupić się na wątku, w którym bohater mojej umiłowanej lektury zdobył szacunek wśród rówieśników i dziewczynę swych marzeń, a przy tym jego życie zmieniło się ze skomplikowanego na żyli długo i szczęśliwie. Takie rzeczy nie działy się w prawdziwym życiu i ktoś, kto urodził się wszą społeczną nie miał co liczyć na tego typu zmiany, ale nie jestem z tych co z tak błahej przyczyny porzucają zaczętą czynność i brnąłem dalej w zbiór słów zapisanych na kartce. Z pogardą spojrzałem na starannie wypisane „The End”, nad którym ktoś pracował ciężej niż nad zakończeniem tego przeklętego dramatu.

-Ktoś przynajmniej mógł umrzeć – warknąłem na okładkę i uświadomiłem sobie, że nie jestem sam – Długo tu stoisz? – spojrzałem na brata, który z uśmiechem przyglądał się zielonkawemu tytułowi książki.

-Wystarczająco długo by widzieć, że zakończenie nie było dobre. – uśmiechnął się jeszcze szerzej i zaczął naśladować moją mimikę twarzy, którą prawdopodobnie przybrałem czytając ostatnie zdania – Ojciec jest wkurzony – powiedział po chwili milczenia – Gdy wróciłem łaskawie odkleił się od fotela i zażądał kolacji.

-Z czego, niby, mam ją zrobić? – odwróciłem się w stronę okna, które znajdowało się za mną, było tylko częściowo zasłonięte przez brudną firankę więc miałem doskonały widok na otwartą lodówkę i grzebiącego w niej mężczyznę.

-Nie wiem, to jego problem – prychnął chłopak i wzruszył ramionami – Mnie to nie obchodzi, ja załatwiłem nam coś do jedzenia. – mówiąc to wyciągnął z kieszeni bluzy woreczek z dwiema bułkami i chyba jakimś serem.

-Ukradłeś to? – szepnąłem i spojrzałem na niego karcąco.

-Pożyczyłem – burknął i podstawił mi pod nos pieczywo – albo ty, albo on.

Posłusznie wyciągnąłem dłoń i wziąłem od niego moją dzisiejszą kolację. Nie czułem się z tym dobrze, ale wolałem to przeboleć niż dać jakąkolwiek satysfakcję ojcu, że o niego dbamy, czy coś. Ugryzłem dość spory kawałek i przeżuwając go dokładnie patrzyłem w dal. Słońce rzuciło nam ostatni promyk, jakby desperacko próbowało zatrzymać się jeszcze na chwilę na niebie by podziwiać okolicę. Jedliśmy w milczeniu, co jakiś czas nerwowo spoglądając za siebie w obawie, że zostaniemy zauważeni. Spojrzałem na brata, który twarz starannie przykrył kapturem, a spod niego wystawał daszek czapki. Gdy w kuchni zapaliło się światło oboje podskoczyliśmy, a David odruchowo zasłonił się szczelniej materiałem bluzy.

-Wszystko w porządku? – przyjrzałem mu się dokładniej i ściągnąłem z niego kaptur, gdy moim oczom ukazały się spore zadrapania na szyi – Co ci się stało?

-Nic – powiedział wesoło i aby udowodnić mi, że tak jest, zaśmiał się – Pobiłem się z jakimś gówniarzem – dodał po chwili, gdy zorientował się, że nie jest mi do śmiechu – Nie martw się braciszku, wygrałem.

Rzucił w moją stronę czapkę z marną podróbką jakieś myszy, a ja dopiero po chwili załapałem, że jest to jego trofeum z bójki.

-Nie możesz tak robić. – machnąłem ręką i zawartość mojej dłoni przeleciała przez barierkę.

-Zostaw – mruknął i wytrzepując niby kurz z rękawów skierował się do domu.

Gdy tylko weszliśmy do środka zauważyliśmy szlak pustych puszek po piwie prowadzący z kuchni do salonu. W wąskim pomieszczeniu rozlegało się miarowe uderzanie, jakby młotka, o plastik. Zaciekawiony zajrzałem do salonu, gdzie mały telewizor podskakiwał w rytm, który, uderzając pilotem o obudowę, nadał ojciec. Poczułem jak brat łapie mnie za nadgarstek i pociąga w stronę schodów. Nie sprzeciwiłem się, a właściwie dałem się ciągnąć potykając o pozwijany dywan niechlujnie położony na betonowej podłodze.

-Ten dziad mógłby już umrzeć – warknął wspinając się na górę – Wszystkim by tak pomógł.

Przystanąłem na chwilę, aby przyswoić sobie te słowa. Zdarzało nam się fantazjować na temat braku mężczyzny, który genetycznie był naszym ojcem, ale nigdy nie wypowiedzieliśmy tego na głos. Jednak jako bracia doskonale wiedzieliśmy o łączących nas marzeniach i bez słów potrafiliśmy się dogadać. Niestety szkoła potrafi zabić nawet największą więź między rodziną, czego doświadczyliśmy, gdy nauczyciele nie pozwolili nam siedzieć obok siebie rzucając w wir nowych przyjaźni. Trochę jakby się obawiali, że bliźniacy w klasie to zły znak wróżący apokalipsę lub nie będą w stanie nas rozróżnić. Zupełnie tego nie rozumiałem, wyglądamy identycznie, ale nasze charaktery są zupełnie inne. W przeciwieństwie do Davida ja jestem ofiarą losu, która daje zaskoczyć się w kiblu by inni uczniowie mogli skopać i pobić według swojego uznania. Pomimo tego, że w relacjach oddaliliśmy się od siebie zawsze jest w stanie wyczuć kiedy mam problemy i przybiega by mnie uratować z chęcią mordu wypisaną na twarzy.

-Joshua? – z letargu wyrwała mnie ręką, która brutalnie przeczesała moje włosy – Weź się, kurwa, rusz. Nie mam zamiaru sterczeć tu z tym świrem. – wymownie wskazał na wyrwę w ścianie, którą nazywaliśmy przejściem, do drugiego pokoju.

Mruknąłem coś niezrozumiale, sam do końca nie wiem co chciałem powiedzieć, i podążyłem za bratem. Zamknęliśmy się w moim pokoju, rzuciłem książkę na biurko i położyłem się na trzeszczącym materacu. Chłopak usiadł obok mnie i spojrzał w sufit. Przyglądałem mu się gdy westchnął głośno i z kieszeni spodni wyjął zardzewiały scyzoryk i, jakby od niechcenia, sprawdził czy ostrze się wysuwa. Burknął coś cicho i schował nożyk do kieszeni bluzy, waląc w wyłącznik światła pogrążył nas w ciemności. Mieliśmy osobne pokoje, przynajmniej tym mogliśmy się pochwalić, ale dla własnego bezpieczeństwa spaliśmy razem. Kilka razy zdarzało mi się budzić w środku nocy z powodu grubych palców zaciśniętych na mojej szyi i mężczyzny z do połowy opuszczonymi spodniami. Czułem się bezpieczniej z bratem obok, głównie dlatego, że odkąd jesteśmy razem, taki incydent nie miał miejsca. Zgłaszaliśmy to wielokrotnie i zabierano ojca na izbę wytrzeźwień co dawało nam jedynie dwa lub trzy dni spokoju. Dosyć szybko zasnąłem nie kwapiąc się do przebrania lub chociaż przykrycia kołdrą. Dosyć szybko zostałem wyrwany z tego błogiego stanu przez kliknięcie zamka i kilka niewyraźnych przekleństw. Otworzyłem oczy i zanim przyzwyczaiłem się do ciemności poczułem jak ktoś zakrywa mi usta dłonią. Przerażony szarpnąłem się i zostałem brutalnie zepchnięty na podłogę. Światło zapalone przez intruza oślepiło mnie na chwilę lecz David stał obok mnie, jakby nagły błysk nic mu nie zrobił, i celował ostrzem w mężczyznę.

-Wypierdalaj, a jeśli masz choć odrobinę rozumu znikniesz w końcu z naszego życia. – zamrugałem nerwowo i podciągnąłem kolana pod brodę przyglądając się bratu – Wyjdziesz sam, czy mam ci w tym pomóc? – machnął groźnie scyzorykiem, co jeszcze bardziej mnie wystraszyło – Nie będę powtarzać!

Podskoczyłem, gdy ojciec wściekły machnął dłonią i plasnął o ścianę. David odruchowo cofnął się wpadając na ścianę. Jedynie łóżko dzieliło nas od wściekłego i pijanego mężczyzny.

-Pieprzony gnojku – warknął – Jedynie twój brat się do czegoś nadaje.

Zostałem zmuszony by wstać przez brata, który nie spuszczał z niego wzroku. Ojciec chwiejnym krokiem spróbował minąć przeszkodę, a kiedy mu się to udało David zasłonił mnie sobą i wbił nożyk w rękę napastnika. Ten głośno przeklinając spojrzał na ranę i zawył z bólu cofając się w stronę wyjścia. Usłyszeliśmy jeszcze jak spada z ostatnich stopni. Szybko wybiegliśmy z pokoju wpadając do łazienki, jedynego miejsca ze szczątkowym zamkiem do drzwi i oknem, z którego można było wejść na daszek ganku, a z niego na ziemię i w las. Odczekaliśmy tam przez chwilę, a gdy usłyszeliśmy dźwięk rozbijanego szkła i głośne trzaśnięcie drzwi wyszliśmy na korytarz. Zostałem na górze, gdy David zszedł po schodach w ciemność. Słyszałem jego powolne kroki, które echem odbijały się od ścian.

-David? – zacząłem tupać w miejscu zdenerwowany nagłą ciszą.

-Nie ma go – powiedział wspinając się po stopniach – Myślisz, że zgubi się w lesie i więcej go nie ujrzymy?

-Dlaczego tak mówisz? – spytałem zaskoczony opanowaniem chłopaka – Może gdyby…

-Gdyby co? – przerwał mi – Gdyby zachowywał się jak na ojca przystało nie musiałbyś martwić się co noc, że coś ci zrobi! Ile można tak żyć? Weź się w końcu za siebie. – zmierzył mnie wściekłym wzrokiem.

-Nie jestem taki jak ty – szepnąłem, miałem ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy nie wracać.

Miałem totalną pustkę w głowie, nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Prychnął niezadowolony i minął mnie.

-Jak chcesz – warknął i skierował się do swojego pokoju, tej nocy oboje nie zaśniemy.

Ostatnie dni wakacji minęły zdecydowanie za szybko. Ojciec po tamtym incydencie wrócił nad ranem i od tamtej pory starał się nas unikać. Może dlatego, że zacząłem się zachowywać jak David i nie był pewny jak nas rozróżnić. Sam brat nie był na mnie zły za długo, bo ze swoich całodniowych eskapad przyniósł mi kolejną książkę. Wiedziałem, że przynajmniej tego nie ukradł. Tomy z odzysku, których nikt nie chciał lub się znudził. Tym razem w moje ręce wepchnął całkiem przyzwoity egzemplarz. Błyszcząca czarna okładka z niebieskimi literami, jedynie na trzonie było kilka czerwonych plam, jakby poprzedni właściciel wylał na nią wino. Starannie położyłem ją na biurku, aby nie zapomnieć, by zabrać ją na pierwszy dzień szkoły. Zgasiłem światło i ułożyłem się starannie na łóżku. W korytarzu słychać było ciche szuranie bosych stóp. Zamknąłem oczy udając, że już śpię, gdy moje drzwi uchyliły się. Czekałem na nieuniknione, karę za poprzedni raz, ale zamknęły się szybko i kroki skierowały się w stronę schodów. Najciszej jak potrafiłem ześlizgnąłem się z łóżka i z cichym kliknięciem otworzyłem drzwi. Wszędzie było ciemno więc po omacku trafiłem na poręcz schodów i zszedłem na dół. Nikogo nie zastałem, zrezygnowany wróciłem do siebie wmawiając sobie, że David wymknął się na noc z domu. Nie czułem się z tym bezpiecznie i jednocześnie coś ściskało mnie w żołądku. Moje złe przeczucie, że coś się stanie tej nocy nie pozwoliło mi zasnąć przez co, gdy tylko pierwszy promyk słońca wpadł przez okno, wyglądałem jak żywy trup. Przeciągnąłem się leniwie i spróbowałem wstać, lecz moje łóżko wytworzyło swoją własną siłę przyciągania. Drzwi nagle się otworzyły i uderzyły klamką o ścianę, byłem niemal pewny, że mam teraz dziurę w tynku. Moim oczom ukazała się uśmiechnięta twarz brata.

-Wstawaj leniu, pierwszy dzień szkoły – powiedział radośnie i pomachał do mnie dłonią abym się pośpieszył – Wyglądasz fatalnie, spałeś coś? – jego uśmiech znikł na moment i zbliżył się do mnie.

-Nie. – pokiwałem głową, usiadłem i przetarłem oczy – Słyszałem jak ktoś łazi po domu.

-Przepraszam jeśli cię obudziłem – mruknął smutno – Pośpisz na licznych apelach. – Jego głos na powrót stał się dziwnie szczęśliwy, co tylko upewniło mnie, że coś się stało.

Pomógł mi wstać, a właściwie zepchnął mnie z materaca i poszedłem do lustra w łazience. Przeczesałem palcami brązowe włosy, co i tak nic nie dało, bo wciąż sterczały we wszystkie strony. Sińce pod oczami zlewały się z moimi szarymi oczami, żartobliwie nazywanymi przez niektórych niebieskimi. Przemyłem jeszcze twarz zimną wodą i dołączyłem do brata, który tak samo jak ja, starał się ogarnąć swoją grzywkę. Razem zeszliśmy na dół, a David przeskakując ostatnie stopnie oznajmił całemu domu, że wychodzimy.

-Szkoła! – krzyknął w stronę salonu, aby nikogo nie pominąć, uśmiechnąłem się na tą jawną prowokację – Wychodzimy! – ponowił swoją próbę – Co jest kurwa? – zajrzał do pokoju – Joshua zostań.

Przełknąłem ślinę i wszedłem do pomieszczenia za bratem, wiedząc, że będzie zły za zlekceważenie rozkazu. Doszliśmy do pustego fotela i zakryłem usta, by nie zwymiotować gdy naszym oczom ukazała się powykręcana postać. Oczy miał szeroko otwarte i patrzył z przerażeniem na sufit, po brodzie spływała cienka strużka śliny, a całą twarz miał wykrzywioną w potwornym grymasie bólu.

-Miałeś tam zostać – powiedział spokojnie i odepchnął mnie – Joshua!

-Co teraz zrobimy? – wydusiłem z siebie i potrząsnąłem bratem – Co?

-Nie wiem! – krzyknął na mnie – To ty tu jesteś ten mądrzejszy.

-Policja? Pogotowie? – tupałem nerwowo – Powinniśmy zadzwonić, ale z czego?

-Dobra, skup się. – wyciągnął mnie z pokoju – Jestem szybszy, więc pobiegnę po pomoc, a ty…

-Nie zostanę tutaj – przerwałem mu – Nie sam. Z nim.

-To poczekaj na podwórku. – rzucił mi torbę i wybiegł z domu.

Przez chwilę przyglądałem się ciemnemu ekranowi, gdzie w rogu widziałem martwego ojca. Poczułem jak zawartość żołądka podchodzi mi do gardła, wyszedłem na ganek i wychylając się przez barierkę zwymiotowałem. W tym momencie mój mózg całkowicie się wyłączył. Nie pamiętam kiedy dokładnie brat złapał mnie za ramiona i pociągnął w stronę radiowozu. Kilka pytań policjanta, na które musiał odpowiadać David, bo ja nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Z mojej bezczynności wyrwał mnie pstryczek w nos, zamrugałem zdezorientowany i spojrzałem na brata, który paralitycznym ruchem głowy wskazywał na funkcjonariusza.

-Gdzie jest wasza mama? – mam wrażenie, że powtarzał to pytanie wiele razy.

-Nie wiem. – wzruszyłem ramionami – Pewnie gdzieś na ulicy.

Mężczyzna westchnął ciężko i podnosząc się z klęczek ruszył do współpracownika.

-Myślisz, że pozwolą nam iść do szkoły? – nachylił się w moją stronę i opierając się ramie prawie zrzucił na podłogę.

-O czym ty mówisz? – popchnąłem go lekko, aby usiadł prosto – Właśnie straciliśmy ojca i nawet nie pamiętamy jak wygląda matka, a ty chcesz iść do szkoły.

-To co? – spojrzał na mnie zaskoczony – Co może nam się gorszego zdarzyć? Najwyżej pójdziemy do domu dziecka lub rodziny zastępczej.

-Jak możesz być tak opanowany? – krzyknąłem i wstałem cofając się kilka kroków.

-Nie, zamknę się w sobie jak ty. – powiedział spokojnie i podszedł do mnie łapiąc za kurtkę – Marzyłeś o jakiejś zmianie więc o co ci chodzi?

-Nie o takiej, Boże. David w ogóle cię to nie martwi? – spróbowałem się uspokoić, ale nic mi to nie dało gdy przypomniałem sobie wczorajszą ucieczkę brata – A może ty…

-Zamknij się – warknął przybierając groźny wyraz twarzy, pobladłem – Wiesz co się rozpęta gdy oni to usłyszą? Kolejne idiotyczne pytania. I tak podejrzewają ciebie.

-Mnie? – przełknąłem ślinę – Dlaczego mnie?

-Pomyśl trochę. – uśmiechnął się uspokajająco – Miałeś motyw. – wziął głęboki wdech – Molestowany syn, w końcu ma dosyć. To takie oczywiste. – pokiwałem głową wystraszony – Ale nie martw się, masz mnie.

Spojrzałem w jego, również, szare oczy i uśmiechnąłem się słabo. W gardle poczułem gulę, która skutecznie uniemożliwiała mi oddychanie. Między desperacko łapanymi, płytkimi oddechami starałem się uspokoić. Nie dało mi to zbyt wiele, kiedy zobaczyłem policjanta zmierzającego w naszą stronę.

-Chłopcy, mam dla was kolejne złe wieści. – odczekał, aż oboje na niego spojrzymy, co sprawiło mi poważny problem – Znaleźliśmy waszą matkę…

-I gdzie te złe wieści? – prychnął David i skrzyżował ręce na piersi.

-Została zamordowana niecały tydzień temu. – spojrzał na nas smutno – Nie wiedzieliśmy, że ma synów. Miała przy sobie jedynie dowód bez adresu, a nasze kartoteki na jej temat niewiele nam powiedziały.

-Jasne, że nic o nas nie ma. – warknął brat – Biedaków, takich jak my, macie głęboko…

-Rozumiem twoją złość, ale o tobie wiem wystarczająco dużo Davidzie Penner. – żachnął się mężczyzna i położył rękę na moim ramieniu – Zajmij się bratem, niedługo przyjedzie po was ktoś z opieki społecznej, jeśli będziecie czegoś potrzebować przyjdźcie do mnie.

Ta wiadomość okazała się kroplą, która przepełniła czarę. Usiadłem obok brata tępo patrząc się na swoje tenisówki.

Wszystkie formalności spowodowane naszym nagłym sieroctwem zaskakująco krótko trwały i mieliśmy stosunkowo mało czasu aby wszystko przemyśleć. Zacząłem podejrzewać, że z tajemniczą śmiercią matki David również miał coś wspólnego, ale bałem się go o to spytać. Jeśli moje podejrzenia są błędne mogło to wywołać jedynie jego złość, a nasze braterskie relacje są teraz bardzo ważne i nie mogłem sobie pozwolić na rozpad jedynej rodzinnej więzi jaka nam pozostała. Sam chłopak wyglądał jakby wszystkie moje starania go nie obchodziły i beztrosko odpowiadał na wszystkie pytania, które mu zadawałem. Co do śmierci ojca przyznał się z uśmiechem na twarzy twierdząc, że jedynie wystraszył go wymykając się w nocy i popchnął go, a jego słaby stan zdrowia i litry wypitego alkoholu zrobiły resztę. Byłem skory w to uwierzyć, a może chciałem w to wierzyć więc nie pytałem o to więcej. Przerażony, a zarazem zafascynowany zachowaniem brata trzymałem się go na wszystkich zajęciach, przez które musieliśmy przejść zamiast szkoły, jak i w czasie wolnym. Stworzyliśmy swoją własną grupkę, do której nikt nie miał wstępu i strzegliśmy naszej tajemnicy, która jakimś dziwnym zrządzeniem dodawała nam otuchy. Czułem się dziwnie z myślą, że śmierć kilku osób tak bardzo ułatwiła nam życie. Jechaliśmy właśnie na spotkanie z naszą rodziną zastępczą i jedynie ja cieszyłem się z tego faktu.

-Podobno to miłe, starsze małżeństwo – mruknąłem zadowolony.

-Starsze? – prychnął wciąż wyglądając przez okno – Coś czuję, że z naszym szczęściem długo sobie nie pobędą.

-Może nie będzie tak źle. – schowałem dokumenty, które dostaliśmy, aby zapoznać się trochę z zasadami panującymi w domu – Wygląda przyzwoicie, nie tego chciałeś? – przechyliłem się w jego stronę z uśmiechem.

Nasza, a właściwie moja, żałoba trwała jedynie kilka dni i z naszymi przeżyciami z ojcem nikt się z tego powodu nie dziwił co niezwykle nam pasowało.

Samochód zatrzymał się przed sporym domkiem z białym płotkiem i równymi grządkami róż.

-Już widzę, że jest źle – mruknął David wysiadając za mną z auta.

-No chłopcy – zaczął wesoło nasz kierowca – Zapoznam was z nowymi rodzicami.

Machnął na nas ręką więc posłusznie ruszyliśmy do lekko liliowych drzwi.

-Wszystko jest tu takie cukierkowe. – chłopak udał, że zaraz zwymiotuje.

-Nie przesadzaj, jest tu nawet miło. – uśmiechnąłem się szeroko.

Zanim doszliśmy do domu w przejściu pojawiła się radosna staruszka, która nie wyglądała jakby zaraz miała wykitować. Spojrzałem na brata, który przewrócił oczami i wysilił się na jakiś uśmiech.

-Dzień dobry – powiedziała radośnie i rozłożyła ręce by nas przygarnąć, jednak David cofnął się co spowodowało, że tylko ja nawdychałem się zapachu mydła i perfum – Jacy wy słodcy.

Uwolniłem się z uścisku kobiety i podszedłem do brata, który zdążył przez ten czas pójść po naszą walizkę. Mężczyzna po omówieniu kilku nieistotnych dla nas kwestii odjechał, a my siedzieliśmy w salonie z miską ciastek i herbatą. Włączono nam również telewizję, w której leciał program o życiu szympansa. W chwili gdy David zaczął przysypiać wtulony w niemal puste naczynie w przerwie filmu puszczono wiadomości, w których rozpoznałem nasze stare miasto.

-Wciąż nie rozwikłano zagadki dziwnych śmierci. Według lekarzy nagłe zawały wśród starszej społeczności, które nastąpiły podczas kilku dni nie są naturalne. – reporterka posegregowała kartki leżące na stole i po zmianie scenerii za nią ponowiła wątek – Jeśli ktokolwiek wie coś na temat tajemniczego mordercy proszony jest o kontakt…

Ekran telewizora zrobił się czarny, zobaczyłem w nim odbicie wściekłego brata, który wciąż trzymał pilota w wyprostowanej ręce.

-David? – zacząłem powoli – Ty chyba nie…

-Ja się tam tylko włamałem, nie moja wina, że staruszkom serce nie wytrzymało. – rozejrzał się nerwowo jakby w obawie, że ktoś może podsłuchać, choć doskonale wiedział, że nasza opiekunka wyszła do sklepu, by dokupić jedzenia – Najlepiej będzie jak dla własnego, jak i mojego, bezpieczeństwa zamilkniesz i nikomu o tym nie powiesz.

Pokiwałem głową i przełknąłem ślinę, gdy usłyszałem wyraźną groźbę w jego głosie.

-Teraz już nie musisz kraść, prawda?

-Chyba tak. – wzruszył ramionami i na powrót włączył telewizor.

Skacząc po kanałach szukał czegoś sensownego do obejrzenia, lecz gdy natknęliśmy się na kolejny program, w którym grupka idiotów robiła z siebie ofiary losu, wyłączyliśmy wszystko i udaliśmy się na zwiedzanie domu. Weszliśmy do swojego pokoju. Uparcie twierdziliśmy, że w ten sposób będziemy czuć się bezpieczniej. Usiadłem na łóżku, które według mnie było zdecydowanie za miękkie, lecz brat skoczył na swoje i zaśmiał się.

-Jakbym leżał na pieprzonym puchu – warknął – Okłamałeś mnie bracie, miało być idealnie.

-Nigdy tak nie mówiłem. – spojrzałem na niego zaskoczony – Dlaczego nie możesz chociaż udawać, że się cieszysz.

-I mam wyglądać tak jak ty? – prychnął – Za żadne skarby na świecie.

Nie wiem kiedy zasnąłem, ale kiedy się obudziłem, przykryty byłem zielonkawym kocem. Za oknem było ciemno, jedynie słabe światła lamp od strony ulicy oświetlały mały plac zabaw, który widzieliśmy z naszego pokoju. Wstałem niezdarnie i przeciągnąłem się czując jak strzela mi w krzyżu. Drzwi były otwarte, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz gdy wyszedłem na ciemny korytarz. Potykając się o własne nogi znalazłem schody i niemal potoczyłem się na dół. W kuchni świeciło się światło, a przy stole siedział David i mieszał widelcem w swoim talerzu.

-Cześć śpiąca królewno. – machnął dłonią z widelcem, który omal nie spadł na podłogę – Przegapiliśmy obiad, pani babcia wyszła mordować koty sąsiadów, a pan dziadek ćwiartuje zwłoki w garażu, więc musisz sobie odgrzać potrawkę.

-Żartujesz, tak? – poczułem jak ciastka, które zjedliśmy chcą się wydostać na zewnątrz.

-Z obiadem? Nie. – zamrugał zdziwiony i nabił kawałek mięsa za widelec, spojrzał na mnie – Tak, żartowałem. Starsza pani poszła zająć się jakimiś pupilami sąsiadki, a dziadek siedzi w garażu i coś naprawia. – wzruszył ramionami, jakby to wszystko w ogóle go nie obchodziło – To zadziwiające jak bardzo w dupie mają swoich podopiecznych.

-opiekują się tobą jest źle, ale gdy nic nie robią też? – zadrwiłem – Zdecyduj się.

Wyciągnąłem z lodówki talerz z obiadem i wsadziłem go do mikrofalówki wciskając wszystkie guziki, które znajdowały się pod wyświetlaczem. Po prychnięciu brata zrozumiałem, że postąpił podobnie. Kuchenka po chwili zaczęła odliczać, a po głośnym dźwięku dzwoneczka wyciągnąłem parujące danie.

-Dawno nie jedliśmy nic ciepłego. – zadowolony z takiego obrotu sprawy usiadłem obok brata, który podał mi czysty widelec.

-Ostatni był pieczony szczur. – zaśmiał się złośliwie.

-Jesteś obrzydliwy – powiedziałem urażony i zacząłem jeść.

Rano obudził mnie budzik. Wystraszony nagłym, głośnym dźwiękiem ześlizgnąłem się na podłogę. David leżał na swoim łóżku, na głowie miał poduszkę i po omacku szukał źródła hałasu. Gdy w końcu go znalazł zrzucił na podłogę co niewiele dało. Wstałem i powoli zbliżyłem się do zegarka wyłączając go.

-To chyba dobry moment by wstać. – zaśmiałem się – Pierwszy dzień szkoły – zawołałem niemal w jego ucho.

-To jakaś zemsta? – zsunął poduszkę z twarzy i spojrzał na mnie pytająco, kiwnąłem głową z uśmiechem – Dobra, wstaję.

Ubraliśmy się w nowe ubrania i schodząc na dół miałem niezwykle silne wrażenie, że coś pójdzie nie tak. Na szczęście po wejściu do kuchni przywitały nas uśmiechy nowych opiekunów. Po zjedzeniu śniadania, zostaliśmy przewiezieni do nowej szkoły. Otrzymaliśmy plan zajęć od dyrektorki i z ulgą stwierdziliśmy, że wszystkie zajęcia mamy wspólne, a właściwie to ja ucieszyłem się z tej wiadomości, bo Davida tradycyjnie mało to obchodziło. Skierowaliśmy swoje kroki do najbliższej klasy mając szczerą nadzieję, że jeszcze trochę będzie nam dane pobłądzić po korytarzach budynku. Niestety gdy napotkaliśmy nauczyciela ochoczo poprowadził nas na zajęcia. W środku siedzieli zadowoleni z życia uczniowie, a przy tablicy stała młoda kobieta, również z szerokim uśmiechem.

-Wejdźcie, już chcieliśmy was szukać – zaczęła radośnie – Ty musisz być David – wskazała na mnie – A ty to pewnie Joshua.

-Odwrotnie – mruknął ponuro – Wylądowaliśmy w mieście wariatów? – szepnął do mnie i palcem narysował szeroki uśmiech na twarzy – Czy to jakiś koszmar?

-Mi się to podoba – powiedziałem wesoło, lecz od razu pożałowałem gdy grupa ucieszonych, nie wiadomo z czego, dzieciaków patrzyła się na nas wyczekująco – Wolelibyśmy nic o sobie nie mówić – powiedziałem stanowczo i zaczęliśmy przeciskać się między ławkami, do dwóch wolnych na końcu sali.

-Jak wolicie, przecież do niczego nie będę was zmuszać. – Na moment przestała się uśmiechać, gdy napotkała wściekłe spojrzenie Davida.

-To miejsce mnie przeraża – mruknąłem do brata, który położył głowę na ławce i zaczął się cicho śmiać.

Minęło nam tak kilka dni, wszyscy byli przesadnie szczęśliwi, a gdy myśleli, że nie słyszymy plotkowali na każdy możliwy temat. Bliźniacy jako nowi uczniowie doskonale nadawali się na snucie historii i teorii. Nabawiliśmy się małej paranoi, słysząc jak jedna z uczennic rozmawiała z koleżanką na temat tajemniczych morderstw. Praktycznie to tylko ja bałem się, że sekret brata wyjdzie na jaw i z każdym dniem czułem się coraz gorzej. Źle spałem, nie miałem apetytu i żeby nie wzbudzać podejrzeń opiekunów dyskretnie oddawałem swoje porcje Davidowi, który był z tego bardzo zadowolony. Wszystko nabrało większego sensu gdy zostaliśmy zaczepieni przez dwóch uczniów, gdy wracaliśmy ze szkoły. Wśród nich był jeden ze sportowców, któremu nie podobało się, że jesteśmy tematami rozmów wśród wszystkich dziewczyn. Bez problemu unieruchomił mojego brata, a ja zostałem przyciśnięty do ściany przez innego chłopaka. Szarpnąłem się desperacko i kopnąłem napastnika, który cofnął się potykając o deski leżące na chodniku. Większy z chłopców puścił Davida i ruszył na pomoc koledze. Odepchnąłem go od siebie, gdy za nadto się zbliżył i ze strachem patrzyłem jak uderza w chodnik, a jego głowa po spotkaniu z kawałkami desek i kartonu zamiera w przerażeniu. Młodszy z nich wydał z siebie jęk i potykając o kamienie pobiegł w stronę kilku domków stojących na obrzeżu.

-Cholera, Joshua, chyba go zabiłeś. – kopnął ciało odwracając na brzuch.

Do głowy chłopaka, przez kilka sterczących gwoździ, przytwierdzona była deska, po której leniwie spływała krew.

-Boże, zabiłem go? – wymamrotałem słabo, nogi ugięły się pod moim ciężarem – Ale jak?

-Mam ci pokazać? – złapał za koniec kawałka drewna i lekko pociągnął, dłoń ofiary poruszyła drgnęła.

-Nie dobrze mi – mruknąłem – Jak możesz być tak spokojny?

-A bo to mój pierwszy? – zadrwił i uśmiechnął się – Dobrze, że są tu te gazety, może krew nie doszła jeszcze do chodnika, łatwiej będzie go ukryć.

Z oczu zaczęły cieknąć mi łzy, przetarłem je szybko i wstałem powoli. Nogi miałem jak z waty.

-Co teraz zrobimy? – spytałem cicho, cały się trząsłem.

-Zaciągniemy go gdzieś, gdzie trudno będzie go znaleźć i ukryjemy. – przejechał dłonią po włosach głęboko się nad czymś zastanawiając – I będziemy musieli pozbyć się tego drugiego. – zerknął na mnie zaciekawiony – Co ty? Płaczesz?

Pokręciłem energicznie głową i jakby wbrew sobie przejechałem rękawem po policzkach. David w tym czasie złapał za kurtkę chłopaka i zaczął ciągnąć go w stronę wysokiej trawy na łące.

-Rusz się ćwoku – warknął – To twoja wina więc mi pomóż. – dodał gdy wciąż stałem w miejscu patrząc na jego komiczne zmagania z większym dzieciakiem.

Zebrałem się w sobie i podszedłem do ciała ciągnąc go w miejsce wskazane przez brata. Doszliśmy do zarośniętej studni.

-Idealnie – zawołał radośnie – Tutaj nikt go nie znajdzie. – mówiąc to wrzucił do środka chłopaka. Usłyszałem mokre plaśnięcie – Idziemy po tamtego wymoczka.

Złapał mnie za rękaw i pociągnął w stronę domków. Wszystko zaczęło układać się w jedną całość. Książki, które mi przynosił, jedzenie, te dziwne zadrapania i siniaki. Zniknięcia w naszej starej okolicy, to wszystko było winą mojego brata, bliźniaka. Jeśli to, co skłoniło go do zabijania, jest również we mnie? To co właśnie się wydarzyło tylko mnie w tym utwierdziło, gdzieś w głębi czułem podniecenie wymieszane ze strachem i podobało mi się to.

Zatrzymaliśmy się pod domkiem, w oknie stał chłopak i rozglądał się po okolicy.

-Chyba jest sam w domu. – rozejrzał się po okolicy – To właściwie nam na rękę, nie warto czekać aż się ściemni.

-Co chcesz zrobić? – spytałem, choć doskonale znałem odpowiedź.

-Pobawimy się z nim – mruknął i ruszył wzdłuż ściany.

Najciszej jak potrafił otworzył drzwi do garażu i zamknął je gdy weszliśmy do środka. Przeszukał półki w poszukiwaniu jakiegoś narzędzia, gdy natknął się na spory śrubokręt mruknął zadowolony i machnął nim kilka razy jak nożem. Gdy jego wzrok spoczął na kilku wieszakach odłożył narzędzie na stół i zdjął ze ściany piłę do metalu.

-To coś dla ciebie Joshua. – podał mi przecinarkę i wrócił do oglądania innych narzędzi.

Przyjrzałem się laubzedze, przejechałem dłonią po grzbiecie piły i pomarańczowym uchwycie. Poczułem przypływ adrenaliny, przestałem myśleć o konsekwencjach. Czułem się niezwykle bezpiecznie przy bracie, który wciąż przeszukiwał półki.

-To będzie idealne. – wyciągnął ze skrzynki dwa duże pilniki ślusarskie z zaostrzonym końcem i uśmiechnął się złowrogo – A jak z tobą?

-Chyba zostanę przy tym. – podniosłem dłoń, w której wciąż trzymałem piłę i odwzajemniłem uśmiech.

Ruszyliśmy w głąb domu, zabierając jeszcze rękawice ogrodowe i zakładając je. Dosyć szybko natknęliśmy się na swoją ofiarę, która zeszła po schodach.

-Bracie? – wychylił się zza zakrętu, a ja zamarłem wciśnięty przez Davida do ściany – Jesteś na mnie zły, że uciekłem? Przepraszam, spanikowałem. – ruszył w naszą stronę.

-To, kurwa, doskonale – mruknął David wychodząc z cienia, przez twarz chłopaka przeszedł mimowolny skurcz – Myślisz, że uciekniesz? – złapał dzieciaka za kołnierz i przewrócił przyduszając kolanem do jaskrawego dywanu.

Patrzyłem na to wszystko i czułem narastające podniecenie, fascynowało mnie to. Byłem ciekawy jak długo brat ukrywał przede mną swoją prawdziwą naturę. Z całkowitą pustką w głowie patrzyłem jak David z uśmiechem sadysty zakrywa usta swojej ofiary i wbija pilnik w ramię chłopaka. Zaczął się trząść i szlochać próbując złapać oddech oraz krzyknąć jednocześnie. Drugą ręką spróbował uderzyć w twarz napastnika i zrzucić go z siebie. Szybko podbiegłem do nich i uniemożliwiłem mu obronę.

-Musisz się odstresować braciszku – mruknął zadowolony – Wciąż będziesz udawać, że ci się to nie podoba?

Zaśmiałem się psychopatycznie i przyciskając piłę do trzymanego ramienia pociągnąłem gwałtownie. Z ust naszej ofiary wydobył się krzyk nieskutecznie zagłuszany przez rękawicę. Wciąż śmiejąc się, poruszałem ręką, dopóki kończyna nie została w mojej ręce. Nie czułem już obrzydzenia, właściwie nic nie czułem. Wstałem i machnąłem bezwładną kończyną rzucając ją wzdłuż korytarza. Potoczyła się pod schody zostawiając za sobą krwawe plamy.

-Nie ładnie braciszku, on wciąż żyje. – zdjął dłoń z ust chłopaka – Nie powinieneś być aż tak brutalny. – uśmiechnął się złośliwie – Spokojnie, zaraz ci pomogę – zwrócił się do półprzytomnej ofiary.

-Zdecyduj się – mruknąłem – Skończ co zacząłeś.

-Oczywiście. – zaśmiał się i wbił drugi pilnik w brzuch chłopaka co spowodowało jedynie jęk – Cholera, jest strasznie wytrzymały – zawołał raz za razem wbijając narzędzie w ciało.

-Kto tu jest brutalny? – spytałem złośliwie gdy cienka strużka śliny wymieszanej z krwią spłynęła po brodzie chłopca, który otwierał i zamykał usta jak ryba wyciągnięta z wody.

Prychnął niezadowolony i wbił pilnik po raz ostatni, tym razem w głowę. Upewniwszy się, że jest trupem wstał i poklepał mnie po ramieniu.

-Brawo, a teraz opróżnijmy mu lodówkę i spieprzajmy zanim jego starzy wrócą do domu.

Przytaknąłem i uśmiechnąłem się do niego.

-Wyobrażasz sobie nagłówki gazet? – spytał ruszając do kuchni – Mamy siedemnaście lat i zostaniemy sławni.

Zaśmiałem się.

-Tak, wyobrażam sobie. Zamordowani pilnikiem i piłką do metalu – zadrwiłem – Znak rozpoznawczy, opróżniona lodówka.

-Co mamy zrobić? – spytał niewinnie – Noże są już zaklepane i przestały budzić grozę, tutaj potrzeba nowej krwi, a do tego jestem głodny. – zatrzymał się nagle - Zanim zaczną o nas mówić, trzeba będzie jeszcze kogoś znaleźć.

Przytaknąłem zadowolony i przyczepiłem swoją broń do paska spodni. David po chwili namysłu zrobił to samo. Na spodniach widoczne były drobne plamki krwi, na szczęście na naszych czarnych bluzach nie widziałem żadnych uszkodzeń.

-To kto następny? – spytałem przerywając ciszę.

-Nie przerażała cię nauczycielka?

Uśmiechnąłem się złowrogo i patrzyłem jak robi sobie kanapkę ze wszystko co znalazł w kuchni. Nie mamy gdzie wracać, nie mamy nikogo, więc czemu nie zacząć żyć po swojemu?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Pachnie to trochę "Jeff The Killer" czemu spokojny chłopak nagle nabrał chęć na zabijanie ? Trochę za szybko on przekonał się do mordowania.A tak po za tym, świetna pasta.
Odpowiedz
A to nie jest tak, że cicha woda brzegi rwie? Po za tym pisało, że gdzieś w środku mu się to podobało, więc w sumie nawet nie musiał się przekonywać, bo to w nim już od dawna było. Chociaż ja się tam nie znam ;)
Odpowiedz
Ale dlaczego mu się to nagle spodobało ? Gdyby to było bardziej rozwinięte do bym się nie czepiał.
Odpowiedz
Super! Będzie ciąg dalszy?
Odpowiedz
daje jej najwyższe noty
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje