Historia

Cisza Nieidealna: Płatki Śniegu, VI

johny 0 4 lata temu 637 odsłon Czas czytania: ~6 minut

0:53

– To musi być jednak jakiś fart.

Student wyprostował plecy i przeciągnął się. Młoda Żydówka otarła czoło i przykucnęła nad mogiłą.

– Masz rację – odpowiedziała.

– No bo popatrz: znaleźliśmy saperkę, nie zobaczyliśmy nawet śladu żadnego z tych potworów. A jeśli…

– Usiądź koło mnie – przerwała Fatima. Młodzieniec popatrzył na nią, po czym rozejrzał się dookoła.

– Powinniśmy wracać.

Wzrok dziewczyny wydawał się nie przyjmować sprzeciwów.

– Ale masz poważne spojrzenie. Twardziel z ciebie – rzucił chłopak i usiadł na murku piaskownicy. Młoda Żydówka od razu się w niego wtuliła.

– Może faktycznie jest zimno… – dodał.

– A nie mówiłam?

Wpatrywali się w swoje arcydzieło. Na samym środku placu zabaw usypany był kopiec, pod którym na pewnej głębokości znajdowało się truchło nieznajomego przyjaciela. Sądzili, że najlepiej będzie, jeżeli nie zostawią żadnego symbolu. Nie wiedzieli nawet jak miał na imię, a co dopiero w co wierzył. Ten pomysł podsunęła Fatima, gdy Student już rozglądał się za kamieniami do ułożenia krzyża.

– Lubisz zimę? – spytała nagle. Po chwili namysłu Młodzieniec odpowiedział.

– W sumie to nie bardzo. Śnieg wlatuje mi do oczu i strasznie mnie to… – zastanowił się.

– Wkurwia? – dopowiedziała Żydówka. Jej rozmówca zdziwił się.

– Od kiedy przeklinasz?

– Zakopałam właśnie w piaskownicy człowieka, którego nawet nie znałam narażając przy tym życie. Przeżyłam ten horror aż do teraz, a to już będzie prawie…

– Dwa miesiące.

– Tak, dwa miesiące. Po tym wszystkim może powinnam się zmienić? Być twarda. Tak jak powiedziałeś, jestem twardzielem.

– I dlatego przeklinasz?

– Twardziele przeklinają.

– No, kurwa, raczej – rzucił i napiął mięsień, który ciężko było nazwać bicepsem, szczerząc zęby.

Zaśmiali się cicho. Prawie zapomnieli o tym co groziło na zewnątrz.

– Skąd w ogóle pytanie o zimę?

– No bo ja bardzo lubię zimę. Lubię patrzeć na śnieg, jak byłam młodsza lubiłam sanki, chociaż chodziłam na nie bardzo rzadko. Ojciec mnie nie puszczał. Co prawda mamy już prawie lato, ale… nie, to głupie.

– Co?

– Nic…

– No powiedz. Głupsze niż mój sflaczały biceps nie będzie.

– No dobrze. Tak jak mówiłam, mamy już prawie lato, ale cała ta sytuacja bardzo przypomina zimę. Na swój sposób.

– Dlaczego?

– Ludzie są dla siebie zimni. Zimno. Jak w zimie. Poza tym, widziałeś kiedyś takie duże płatki śniegu, że można było dostrzec ich dokładny kształt gołym okiem?

– Tak.

– Jesteśmy jak one. Ludzie w tym całym syfie są jak płatki śniegu. Każdy jest inny, ale jeśli narazisz je na ciepło, wszystkie znikną. Ciepło to te potwory.

Student otworzył szerzej oczy i pokiwał głową z aprobatą.

– Jest to nawet logiczne.

– Wiesz co? Porozmawiajmy w środku. Zaczynam się bać…

Oboje wstali.

– Dobrze, chodź… Będziesz mi chciała o czymś opowiedzieć?

– Mogę o marzeniach.

– Masz jakieś?

– Chciałabym kiedyś zostać tą skrzypaczką, ale chyba już za późno.

– Wcale nie, mój znajomy co prawda był trochę młodszy od ciebie gdy zaczął grać na gitarze, ale radził sobie świetnie.

– Jak bardzo młodszy?

– Rok, miał siedemnaście lat.

– Co się z nim stało?

– Pamiętasz, jak mówiłem ci o…

Student przerwał, odchrząkując.

– …O tym, jak mieszkałem u kolegi i jego matki. No, to…

Odchrząknął ponownie i kaszlnął.

– …Kiedy przyszło wojsko, parę chwil wcześniej jego matka…

Kaszlnął, a następnie znowu, znowu i jeszcze raz. Oparł się na rękach, klękając w piaskownicy. Ostatnie kaszlnięcie zabrzmiało okropnie i bardzo mokro, a wraz ze śliną, na piasek spadło parę kropel krwi. Fatima przerażona doskoczyła do chłopaka

– Co się stało?!

– Nie…

– Co ci się stało, gdzie cię boli?!

– Nie…

– Co „nie”?!

Popatrzył jej w oczy i otarł rękawem usta.

– Nie krzycz – wyszeptał, po czym powoli wstał i trzymając się za pierś rozejrzał się dookoła.

– Co to było?

– To może mieć związek z tym… – odpowiedział i pokazał na rękę, na której pod rękawem koszuli spoczywała ukryta, zabandażowana rana. To jeszcze bardziej przeraziło dziewczynę. Złapała go za zranione miejsce.

– Czy ty…

– Nie, nie wydaje mi się. Skoro tak długo nic mi nie było, to dlaczego teraz miałoby? Może wdało się jakieś zakażenie, albo to inny skutek uboczny, ale na pewno nie to, co myślisz…

– Skąd możesz wiedzieć, że na pewno?

– Po prostu to wiem. Czuję.

Uśmiechnął się, żeby uspokoić towarzyszkę.

– Musimy iść, krzyknęłaś, zaraz tu mogą się wydarzyć jakieś złe rzeczy…

– Nienajlepiej to wygląda – rzucił ktoś stojący przy placu zabaw. Fatima aż podskoczyła. Student zerwał się równe nogi i chwycił za saperkę. Rozłożył ją i pokazał, tak, aby było widać, że jest gotowy do zadania ciosu.

– Odłóż to, nie chcę wam zrobić krzywdy.

O ogrodzenie opierał się mężczyzna w średnim wieku. Miał krótkie, ciemne włosy i szpiczasty nos, na którym spoczywały okulary. Jedno szkiełko było pęknięte. Jego ubiór był dość podobny do ubioru Włodzimierza. Koszula w kratę, dżinsy i najzwyklejsze czarne buty. Jego twarz porastała gęsta, ciemna broda. Młodzieniec dokładnie się mu przyglądał.

– Kim jesteś? – krzyknął i złapał dziewczynę pod rękę. Ta mocno go uścisnęła. Drżała.

– Nazywam się Sebastian, a wy?

– Co cię to obchodzi?

– Uspokój się. Powiedz, jak się nazywacie. Jedyne co możemy dla siebie zrobić to sobie pomóc. W tych czasach trzeba sobie pomagać i trzymać się razem. Zobacz, nie mam przy sobie broni.

Sebastian odwrócił się do nich plecami i rozłożył szeroko ręce. Wykonał parę obrotów wokół własnej osi.

– A pod koszulą?

Mężczyzna westchnął i zaczął odpinać guziki. Rozebrał się od pasa w górę i ponownie wykonał te same ruchy.

– Skąd pan się tu wziął? – spytała trochę uspokojona już Fatima.

– Mieszkałem na Trojanowicza – rzucił, wkładając na siebie koszulę.

Młodzi popatrzyli na siebie zdumieni.

– Stamtąd przychodzisz? – rzucił Student.

– Tak. Przespałem przejście wojska i starałem się ich dogonić.

– Przecież Trojanowicza jest niecałe dwadzieścia kilometrów stąd. To na drugim końcu miasta, za rzeką.

– Jak tak teraz o tym myślę, to faktycznie, mogłem przeprowadzić się nieco bliżej centrum – odparł Sebastian i uśmiechnął się. Fatima chcąc, czy nie, również się uśmiechnęła.

– Przebyłeś całą tę drogę sam, tak? – spytał jedyny nieuśmiechnięty z trójki. Mężczyzna zwlekał z odpowiedzią i patrzył na wykopany w piaskownicy grób niespokojnie ruszając nogą.

– No więc? Sam? W takiej sytuacji to nie wydaje się możliwe, nawet, jeśli większość bestii zostało unieszkodliwionych przez wojsko. Niektóre budynki są zawalone, przecież w centrum w najwyższym hotelu wybuchł gaz. Każdy o tym wie.

– Nie byłem sam. Nie chcę o tym mówić.

– Tak? A może było was dwudziestu i reszta czeka zaczajona gdzieś po krzakach? Dlaczego jeszcze nas nie napadliście?

Dziewczyna szarpnęła chłopaka za rękę.

– Mówisz jak pan Włodzimierz.

To go trochę zamurowało.

– Gdyby chcieli nas napaść to mogliby to po prostu zrobić. A my przecież i tak nic nie mamy. Dostaliby tylko naszą łopatę.

– I ciebie – dodał Sebastian.

Student przygryzł wargę. Fatima mocniej go ścisnęła.

– Tak, ciebie. W takich warunkach ciężko być kobietą. Generalnie mówi się, że większość mieszkańców albo nie żyje, albo troszczy się o swoje życie tak bardzo, że nie zauważa innych wokół, chociaż krążą plotki, że z więzienia na Murawach uciekła jedna, wielka banda skurwysynów. Kto wie, co oni mogą robić ze spotkanymi przez nich ludźmi?

– I ty nie jesteś jednym z nich?

– A czy wyglądam na takiego? To prawda, że broda nadaje mi groźny wygląd, ale… Ja jestem… To znaczy, byłem ojcem…

Wtedy zrozumieli, kto był towarzyszem Sebastiana. Jego dziecko, które najprawdopodobniej zginęło.

Dziewczyna popatrzyła ze współczuciem na mężczyznę i przemówiła.

– A więc czego pan chce?

– Ja tylko chcę żyć. Pozwólcie mi do was dołączyć. Tak jak mówiłem, możemy sobie pomóc. Proszę.

Młodzi zastanowili się przez chwilę. Wymieniali długie, porozumiewawcze spojrzenie. Młodzieniec pomyślał o pijanym, śpiącym Włodzimierzu, o słowach Sebastiana i o tym, jak w razie podstępu, razem z babcią Fatimy, mogliby powalić przybysza i unieszkodliwić go. Fatima natomiast, pomyślała o dziecku ów przybysza i o losie, które mogło je spotkać. Student wycelował saperką w Sebastiana i uśmiechnął się.

– To jest Fatima, a ja jestem… Student. Idziesz pierwszy i trzymasz dłonie na karku. Jeden fałszywy ruch i dostajesz tym w łeb, jasne?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje