Czterech

Dodane przez: nieprawicz, 11.11.2018, 03:28
Reklama:

Zbliżał się ponury czas północy. Światła wszelkich domostw zapewne zostały już pogaszone

i obecnie jedynie ludzie znani pod mianem "nocnych marków" wiedli swoje, sobie tylko znane, życie. Niekiedy sąsiad z bloku mógł dojrzeć jak w oknie na przeciwko tli się jeszcze niebieskawa poświata od ekranu laptopa czy innego, jakiegokolwiek przenośnego, kompaktowego "lampionu" zwanego też skąd inąd tabletem.

Tymczasem poza senną porą, w której pogrążył się Poznań, gdzieś na zewnętrznych rubieżach miasta, stał dom w którego to fundamentach znajdowała się piwnica. W niej zaś

pośród czarnych świec i misternie nakreślonego diabelskiego kręgu, obrzędy odprawiali

sataniści. Było ich czterech. Wszyscy zakapturzeni i równie naiwni jak wiele ludzi przed nimi. Nie znający dogłębnych praw rządzących wszechświatem ani też nie spodziewający się

swojego tragicznego losu.

- W końcu mieli nie więcej niż 19-cie lat. Żadnych perspektyw co do tego gdzie i jak będą żyć. Piotrek, Kuba, Kasia i Magda tak brzmiały ich imiona o ile pamięć mnie nie zwodzi.

Postanowili oni przywołać demona. Nie wiadomo czy z chęci przekonania się co się stanie

czy w jakimś bardziej konkretnym celu. Być może zrobili to z chęci odwetu na jakiejś konkretnej osobie albo po prostu chcieli praktykować swoje niedojrzałe czarnoksięstwo.

Sęk tkwi w tym że przywołali w progi swego domostwa, Demona Zewnętrznych Piekieł. A to już nie są przelewki, szczególnie kiedy "diablikiem" okazuje się być tak podstępne indywiduum.

Ale po kolei, zacznijmy od podstaw. Trzeba ustalić co się stało i jak do tego doszło. Toteż czytelniku zważ iż będę mówił tu o rzeczach zamierzchłych i jak najbardziej przeszłych. Cała czwórka zdecydowała się przyzwać demona, jednakże za każdą akcję, szczególnie tą ze sztuk magicznych przewidziana jest zawsze pewna zapłata. Zapłata mierzona w litrach krwi bądź rzędach dusz. Pech jednak chciał iż owa czwórka skorzystała z rytuału, którego w pełni nie rozumieli. Obrzęd ten był swoistą umową wiążącą. Toteż na szali spoczęły nie tyle ich krew co ich własne jestestwa.

Demon, sądząc po wybranych przez ofiary rytuale z Czarnego Chorału, miał im zaoferować niezwykły dar w zamian za ich dusze. Obrzędu nie dało się cofnąć, przerwać a jak już wspominałem umowa była wiążąca. Tak też cała czwórka została obdarzona swoistym darem,

który prędko miał się stać ich przekleństwem. Niestety żadne źródło pisane nie specyfikuje natury tego daru. Wiadomo jedynie, że nie dalej jak miesiąc później znaleziono powyżej wymienionych satanistów przeważnie martwych, w różnych miejscach i okolicznościach wskazujących na samobójstwo. Pierwszą ofiarą okazała się Magda. Znaleziono ją na strychu w swoim domu. Powiesiła się na gumowej skakance. Co dziwniejsze jej oczy zostały wyłupane kuchennymi nożyczkami, zanim ofiara zdążyła się powiesić. Wszystkie ślady znalezione w jej domu świadczą o tym że po wykoleniu sobie oczu już w kuchni, Magda poszła na strych i się powiesiła. Nikt nie zaprzeczy iż rzecz ta brzmi absurdalnie. Kto byłby w stanie dokonać czegoś takiego po tak drastycznym oślepieniu siebie. A jednak, tam gdzie rozum i zwykła logika nie sięga tam rozciągają się nieodgadnione prawa przedwiecznych.

Kolejnymi w kolejce okazali się Kasia i Kuba. Oboje popełnili samobójstwo w tym samym momencie skacząc z blokowiska w którym zresztą mieszkali. Policja przez półtorej godziny zeskrobywała ich rozbite ciała z taką dokładnością iż dziwiłem się że nie użyli szczoteczki do mycia zębów. Pozostawili też po sobie notatkę: "Dłużej już nie możemy, żegnajcie". Sam zadziwiony byłem oszczędnością tej wiadomości. Zazwyczaj samobójcy skłonni są pisać obszerniejsze listy do swoich rodziców bądź ukochanych a tu tylko "żegnajcie". Wiadomość niepoważna i pozbawiona głębszego sensu. Nie lubię takich spraw ale

zobowiązałem się poprowadzić to śledztwo by chociaż częściowo rozjaśnić ich nieprawdopodobne i paranormalne źródło.

Ostatnim z całej tej sztywnej ferajny okazał się Piotrek. Całkiem spokojny dzieciak o nieco bardziej puszystym wyglądzie w przeciwieństwie do swoich towarzyszy. Piotrek jednak nie zginął, nie skoczył z blokowca ani nie wyłupał sobie oczu. Po prostu przestał reagować na bodźce zewnętrzne. Znajduje się cały i zdrowy w klinice gdzie karmią go, pielęgnują, przebierają i myją. Ponoć od czasu do czasu porusza się samodzielnie ale to też niemrawo i sporadycznie. O dziwo jest często uśmiechnięty. Zupełnie jakby poją jakąś niepodważalną istotę życia. Koniec końców los obszedł się z nim najlepiej. Ja zaś muszę kończyć swoją opowieść.

Nie udało mi się ustalić jeszcze na czym miałby polegać dar, który zapewne wszyscy czterej otrzymali i to z nawiązką. Cokolwiek to było nie uczyniło ich życia łatwiejszym i pozostanie tajemnicą chyba, że sam podejmę się rekonstrukcji rytuału...

Kogo ja oszukuję. Za nic w świecie nie odważyłbym się na coś takiego. Nie po tym jak ujrzałem w odbiciu swojej szyby okiennej twarz przerażającej, groteskowej istoty o białej skórze, kocich żółtych oczach i trójkątnych goblinich uszach.

[THE END]

Źródło: mój mózg
Oceń:
0
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!