Historia

Kości

scaryguy 39 6 lat temu 20 115 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Na śniadanie wzięłam dwie tabletki przeciwbólowe popijając wodą. Na drugie śniadanie wzięłam kolejne cztery i kolejny łyk wody. Na obiad dwie tabletki przeciwbólowe…wprost do żołądka.

Nie jestem anorektyczką, mogę przysiąc!

Wszyscy myślą, że robię to tylko dla siebie, bo chcę być piękna i chcę być kościstą modelką. To nie tak…

Chcę widzieć swoje kości.

Nie jem, bo pragnę widoku moich kości przeświecających przez cienką skórę. Kocham, kiedy prowokacyjnie wystają z mojego wychudzonego ciała…Szukam ostrych elementów, głębokich dołków i moje palce prześlizgują się z gracją po ich powierzchni. Ubóstwiam dotykać kościstymi palcami moje żebra, licząc je po kolei- raz, dwa, trzy…Oh, tak kocham zarzucać sobie ręce na ramiona, dotykać ich, czuć kostki w poszczególnych palcach, powodując przyjemne ocieranie jedna o drugą. Biegam 10 mil dziennie i strzykam kośćmi każdej nocy, bo chcę widzieć, jak mój szkielet błyszczy i lśni tuż pod drobną kurtyną tkanki skórnej i krwią.

Nie spodziewam się, że zrozumiesz.

Kiedy wszystkie inne dziewczyny mają wręcz obsesję na punkcie opalania, farbowania włosów, makijażu, ja, tak mi się wydaję, bardziej przywiązuję wagę do mojej kościstej struktury. Leżą wytrwale godzinami na słońcu by otrzymać zdrową, brązową karnację, podczas gdy ja smaruję się obsesyjnie tonami kremów z najwyższym filtrem gdziekolwiek wyjdę tylko po to, by utrzymać moją mleczno białą skórę. Dokładnie taki sam kolor jak moich kości. Kiedy one wyczyniają istne cuda ze swoimi włosami: prostują, szczotkują, farbują, kręcą; ja wyobrażam sobie, jak maszynką unicestwiam swe krótkie, cienkie włosy na łyso i biegam palcami po mojej obnażonej, białej i gładkiej czaszce. Maluję jedynie powieki na ciemny kolor by wyrazić pustkę ziejącą w tych ślicznych, prześlicznych oczodołach. Wszyscy zgodnie komplementują moje lodowato niebieskie oczy…

Mam ochotę wyrwać je sobie brutalnie i przejechać palcami dookoła obwodu moich pięknych oczodołów.

Kiedy inne biegają mile by wyrzeźbić swoje sylwetki, ja desperacko chcę stracić każdy kilogram ciała, by poczuć kość udową, tą najpiękniejszą, najsilniejszą i jednocześnie najgrubszą kość w moim chudym ciele. Nie tnę sobie uda…dlatego, że jestem zdołowana. Tnę, bo chcę zobaczyć tę piękną kość, wyrwać ją z ciała i kołysać w mych ramionach.

Czasem śnię o moich kościach.

Śnię, że grzebię ręce w moich drobnych, filigranowych żebrach. Przedostają się przez kolejne, cienkie warstwy mięsa aż do momentu, w którym rozrywają; po prostu wystrzeliwują przez skórę. Ah, te moje piękne, delikatne kości…Wysuwam je z ich pierwotnego położenia, jeden po drugim i łamię je z pięknym chrzęstem na pół. Wkładam każdy wątły kawałeczek do ust, wysysając słodki, słodki szpik kostny ukrywający się w ich zakamarkach, a kiedy każda z nich jest już pusta wkładam je z powrotem.

Ptaki mają puste kości, więc mogą latać…

Chcę się wzbić w powietrze!

A z kolei w innych snach, nie widzę moich kochanych bielejących kości, ale je słyszę. Klekoczą, tańczą ograniczone więzieniem, którym są moje mięśnie i krew. W moich snach są wolne od tej okropnej sieci muskułów i żył. Brzęczą one wesoło, przekręcają się i jęczą i stukają wszystkie razem z tym cudownym pustym, głuchym odgłosem.

Ptaki mają puste kości, więc mogą latać…

Wtedy polubią mnie też brzydkie, małe nietoperze.

Nie mogę być taka jak inne dziewczyny. Kiedy wszyscy uśmiechają się do siebie, machają ręką na powitanie, wymieniają nieskończoną listę swoich przyjaciół, ja zostaję gdzieś na uboczu. Jakby na to nie patrzeć jestem gdzieś poniżej tej całej sytuacji.

Jestem tak chuda, że prawie niewidzialna.

Powoli, powoli zanikam i nikt mnie nie dostrzega. Nie ta dziewczyna, która posiada ujmującą osobowość, którą ja nigdy się nie pochwalę. Ani ten czarujący młody chłopak , który był moim najlepszym przyjacielem, aż do czasu kiedy wszystkiego nie zrujnowaliśmy, przemieniając przyjaźń w nienawiść. Teraz jestem sama- ja i moje kości…

Mimo wszystko- piękno to cierpienie. Cierpienie ponad wszystko, co możesz sobie wyobrazić.

Biegnę, biegnę, biegnę aż łapie mnie ból nóg tak silny by przytłumił ból serca. Tnę, tnę, tnę samą siebie aż moja skóra krwawi wystarczająco by przyćmić ból serca. Rozrywam, rozrywam, rozrywam ciało, by wyrwać serce i wyjadać je z talerza…

Mnóstwo czasu poświęcam myciu zębów.

Zęby to też kości. Szczotkuję, szczotkuję, szczotkuję aż miejscami lśnią, tuż za moimi ustami. Chcę wyrwać je jeden po drugim przy pomocy cążków, potrząsnąć nimi w zaciśniętych dłoniach, słuchać melodii, którą wystukują. Brzęczą jak małe, srebrne dzwoneczki. Są magiczne, a ja jestem uwięziona w tych warstwach skóry i mięsa.

Wyobrażam sobie, że biorę nóż i tnę o wiele głębiej, głębiej niż zazwyczaj. Wycinam sobie skórę, zdzierając ją całą. Chwytam obiema rękami usta i rozciągam aż moja czaszka się nie uwolni. Biorę moją brzytwę i golę całą skórę na nogach aż do zdarcia; do momentu, w którym moje kości będą leżeć przede mną. Zdzieram całą skórę z ramion i wyrywam sobie całe sploty okrwawionych żył i mięśni, aż do momentu, w którym kości uwolnią się z ich sieci. Chwytam moją szczoteczkę do zębów i szoruję każdą kosteczkę na błysk.

Gdybym tylko mogła. Wtedy wszyscy zobaczyliby jakie piękno kryję się pod moją skórzaną powłoką.

Nie mogę doczekać się, aż umrę.

Kiedy już odejdę, będę wiedzieć, co się będzie działo. Żadnego z Was to tak naprawdę nie obejdzie, mniej lub bardziej będziecie pamiętać. Każdy z Was przejdzie przez życie gładko, nie zastanawiając się zbyt długo nad wiecznym losem niewidzialnego, kruchego, perłowo-białego szkieletu dziewczyny.

Ale ja wiem.

Doskonale wiem, co się będzie działo, gdy będę już pod ziemią. Wraz z przemijającym czasem, moje mięso zgnije. Powoli, bardzo powoli ciało się otworzy jak biały, jedwabny kokon. I wtedy… tylko wtedy będę doskonała. Kiedy już wszystkie ślady kokonu zmienią się w popiół moje kości ułożą się pięknie na swoim miejscu. Nikt mnie nie ujrzy, ale i tak będę doskonała.

Mówią, że piękno jest powierzchowne. Czemu nie zerwiemy tych skórzanych okowów, krwawych kajdanów i zostaniemy piękni- my wszyscy, siedząc razem ze swoimi świecącymi, białymi kośćmi?

Nie oczekuję, że to zrozumiesz…

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

W pewnym sensie... Ona ma rację. Nie jest dziwna, jest inna. A pasta jest świetna.
Odpowiedz
Inne niż wszystkie. Straszne bo takie realne i psychiczne. Super !!!
Odpowiedz
Zjebane ;-;
Odpowiedz
Cóż, kości to nie zęby
Odpowiedz
Może to zabrzmi dziwnie, ale na swój sposób ją rozumiem. Bardzo mi się podobają pasty, w których można zrozumieć uczucia bohatera! 10/10
Odpowiedz
Słabe, co chwilę te same słowa się powtarzają ;+;
Odpowiedz
Obrzydliwe i psychiczne
Odpowiedz
Nie mówię, że ją rozumiem. Ona po prostu zakochała się w swoim przyjacielu, lecz on ją odrzucił ( pewnie z powodu wyglądu albo charakteru). Wtedy pojawiła się mania, chore pragnienie zobaczenia własnych kości. Była sama, nikt jej nie widział. Chciała zginąć. "Ból serca" ...
Odpowiedz
Takie... Normalne :p
Odpowiedz
Piękne. <3
Odpowiedz
Chore ;p
Odpowiedz
To się zapierdol już teraz, na co czekać?!
Odpowiedz
Tyle, że jak już umrzesz, to cię zakopią. A jak cię zakopią, to nikt nie zobaczy tego "wewnętrznego piękna", jak to zostało ujęte :)
Odpowiedz
ta mala ma cos z glowa w dupie sie jej popierdolilo
Odpowiedz
Hmh mlask mlask *odpycha znaczaco miske z chrupkami i mowi* Nie no w tym roku masa w przyszlym rzeźba
Odpowiedz
o.O podoba mi się ten tok myślenia... Nie wiem, czy powinnam zacząć się bać czy odchudzać
Odpowiedz
leczyć...
Odpowiedz
Pojebane...
Odpowiedz
CHORE w luj
Odpowiedz
Świetna! Naprawdę upiorna ♥
Odpowiedz
Klimat i ten tok myślenia, mega pomysł <3
Odpowiedz
Znowu człowiek komu podoba się ciało i się powoli lecz skuteczne morduje Nuuuuda :|
Odpowiedz
Wracam do tej pasty już setny raz i za każdym razem jak ją czytam wiem że coś w niej jest. :")
Odpowiedz
Ja widzę swoje kości i dla mnie to nie jest fajne.Mam12 lat i ważę 37 kg.Widzę swoje żebra i muszę sie przyznać NIENAWIDZE TEGO i trochę boje ale JA NIGDY BYM SOBIE NIE OBCIEŁA WŁOSÓW
Odpowiedz
Wiek 12 lat i waga 37 kg to niedowaga, a w wskaźniku BMI to wygłodzenie. Chyba, że jesteś dość niska :p
Odpowiedz
Anka Arlet W takim razie musisz być bardzo niska, bo taka waga w takim wieku, to bardzo poważna niedowaga.
Odpowiedz
Ją też mam 12 lat i ważę 58. Mam 162 cm. Wzrostu , więc to chyba dobrze.
Odpowiedz
Jeju fuu...wreście prawdziwa straszna historia, byle tak dalej ;)
Odpowiedz
nie to jednak nie dla mnie :D
Odpowiedz
Świetne, 9/10 :3
Odpowiedz
A mi się podoba. Lubię takie *dziwne* powieści.
Odpowiedz
*.*
Odpowiedz
Smutne, ale już czytałem, grunt, że nie było jeszcze na tej stronie :)
Odpowiedz
Niestety ja ją chyba rozumiem. Też miałam taki okres w swoim życiu, że... odchudzałam się dlatego, by widzieć swoje ładne kości. Co raz macałam sobie żebra i inne kości na swoim ciele, podobały mi się... Na szczęście jakoś mi to przeszło i zaczęłam tyć. Do tej pory się zastanawiam, co mi wtedy było ;_;
Odpowiedz
Dokładnie. Miałam też taki czas.
Odpowiedz
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=619415278093478&set=a.448131131888561.106435.373819792653029&type=1&relevant_count=1&ref=nf
Odpowiedz
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=619415278093478&set=a.448131131888561.106435.373819792653029&type=1&theater to są chyba te jej białę kości .
Odpowiedz
:-]
Odpowiedz
;________;
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje