Historia

Mały cukierkowy domek

frostx 10 5 lat temu 5 728 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Czerwonego koloru piłka po raz kolejny odbiła się od ziemi, co Mike’a niezwykle ucieszyło. Trzeba przyznać, że bardzo lubił takiego typu zabawy, jak odbijanie nią od ziemi, albo zwyczajne podrzucanie do góry. To działało na niego tak dziwnie odstresowująco.

Ale dzisiaj, nawet jeśli to małe odbicie piłeczki poprawiło mu humor, to i tak nic nie mogło się równać z tym, że będzie poszukiwaczem skarbów, wielkim odkrywcom.

Tak naprawdę chodziło tutaj tylko o malutki domek, ale w końcu on też był malutki. A najlepsze w tym wszystkim było to, że ten dzieciak wcale nie powinien znajdować się teraz na ulicy, tylko spać we własnym łóżku i czekać aż mama obudzi go o dziesiątej na śniadanie. W końcu była niedziela - weekend - a on dodatkowo miał wczoraj urodziny.

Więc pewnie wielu zastanawiałoby się, co taki dziesięciolatek robi na ulicy o siódmej rano, kiedy na działkach jeszcze każdy odsypia kolejny ciężki tydzień.

Zaczęło się jednak od tego, że wstał już o szóstej, a następnie zaczął się ubierać. Dlaczego? Bo ON go wzywał. Jakby nie tak dosłownie, bo przecież domy nie potrafią mówić. Ale on i tak go usłyszał; we śnie. Powiedział mu, że będzie szukał u niego skarbu, mówił, że jest naprawdę wielki, co od razu go uraczyło.

Kiedy Amy będzie chciała sprawdzić, co jest u niego o gdzieś tak siódmej trzydzieści, albo trochę po, od razu odkryje, że nie ma go w łóżku. A jej chciało się tylko siku, tak jak chce się każdemu normalnemu człowiekowi na tej ziemi. Wstanie z łóżka, skorzysta z toalety, a potem zajrzy do niego. Dlaczego? Zwykła matczyna intuicja. Ale będzie już za późno.

Nie pomorze nawet to, że wyrwie ze snu Frank’a. Wybiegnie przed ganek, rozejrzy się trochę, a potem stwierdzi, że go nie ma. Trudno, takie rzeczy na świecie czasem się zdarzają. Trzeba iść dalej i się nie przejmować. Ale strata dziecka jest naprawdę ciężka, szczególnie, kiedy nie wiadomo, gdzie jest on, albo chociaż jego martwe małe ciałko.

Myśl ta jednak wcale nie obchodziła Mike’a. W końcu nie może się teraz przejmować takimi błahostkami, skoro niedługo będzie zwiedzał ten domek na końcu ulicy.

O tym domku faktycznie krążyły różne historie. Babcie opowiadały wnuczką, że są tam na przykład jakieś złe moce, które stary czarownik zostawił po swojej śmierci. Taka zwykła historyjka, którą sobie przekazywali. W domku kiedyś mieszkał pan, który czarował, który bawił się w przywoływanie duchów i chciał zostać nieśmiertelnym.

Nigdy nie było jednak na to potwierdzenia. Skądś się ta historia po prostu wzięła i tyle.

Mike nigdy nie słyszał tej opowiastki. Nie zdążył.

Był już bardzo blisko tego domku. Czuł zapach cukierków, jakby był w jakiejś cukierni. To był dla niego bardzo miły zapach. Woń pączków, drożdżówek i obwarzanków. Pycha. Aż przypomniał mu się tort, który wczoraj zjadł po zdmuchnięciu świeczek. Był czekoladowy - jego ulubiony.

Piłeczka wypadła mu z ręki, nie była mu już w żaden sposób potrzebna. Pokulała się, spadła w kałużę błota i tam już pozostała. Znajdą ją dopiero pewnie z kilka lat, a widzieć ją będą tylko inni poszukiwacze skarbów, którzy trafili tutaj z takim samym, wgranym im automatycznie w głowę marzeniem, jak on.

Pierwszy schodek został przekroczony, a on poczuł jak w jego głowie coś nagle zasiało się pustką. Teraz liczyło się tylko wejście, którego szybko dokonał.

Drugi schodek, a on wiedział już, że nie ma nic lepszego na tym świecie niż dom, który pachniał cukierkami i wzywał go do siebie.

Trzeci - ostatni. Był już na miejscu. Wpatrywał się w drzwi, nadgryzione przez kawał czasu. Coś niesamowitego. Farba oderwana w wielu miejscach, pokazująca zniszczone drewno.

- Cześć Mike - powiedział ktoś z wnętrza. - Czy dobrze się dzisiaj czujesz?

- Pewnie - odparł, prawie, że natychmiast.

- A co dzisiaj robisz Mike’y? Kim takim dzisiaj jesteś?

- Jestem łowcą przygód! Szukam skarbu. - Uśmiechnął się, myślał, że leci, że szybuje, grawitacja w jego umyśle nie miała znacznego miejsca. Ona istniała tylko tam, w realnym świecie, ale nie tutaj.

- W takim razie proszę - drzwi otwarły się, a zapach cukierków stał się trzykrotnie mocniejszy.

Mike wziął głęboki oddech, w jego czaszce pojawiały się wszystkie łakocie, jakie tam poczuł.

- Wchodź, Mike, wchodź. To będzie najlepsza zabawa na świecie?

- Lubię cię - powiedział Mike - lubię się bawić. Jesteś taki piękny.

- Ach, dziękuję, ale nie marnuj czasu, no dalej, rusz się.

I powoli zaczął wchodzić w tę szarą, nagą ciemność.

A w tej chwili Amy krzyknęła.

- Frank! Frank! Obudź się!

- Co? - spytał się jej Frank zaspanym głosem. - Co się stało?

- Mike zniknął – odparła była matka dziecka.

Dawno mnie nie było, co? ;D To na napisałem żarówkę... jaskinię smoka... nie? Nic?

W każdym razie chciałem zobaczyć, czy nie wyszedłem z wprawy i dlatego to napisałem. W końcu, wiecie, pracuję nad moją książką ;>

Mam nadzieję, że opowiadanie podobało się. Trzymajcie się, cześć.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Moim zdaniem historia nie była zbyt straszna, ALE zanim "zhejtuję" i sobie pójdę, wytłumaczę co nie spodobało mi się w opowiadaniu. No więc tak, spodziewałem się jakiegoś zaskakującego, zapierającego dech w piersiach zakończenia, a tu nic - historia urwana jakby w środku. Dziecko sobie uciekło z domu, a matka, zmartwiona budzi męża, mówiąc że ich syn zaginął. Koniec historii. Nic nadzwyczajnego. Nic strasznego. Nie wiadomo co się stało z Mike'iem, nie wiadomo co zrobili rodzice. Już pomijam te ortograficzne błędy, każdemu w końcu czasem zdarzy się kilka popełnić. A naprawdę muszę zaznaczyć, że dobrze się zapowiadało :/
Odpowiedz
Odkrywcom haha xd
Odpowiedz
Od tych błędów ortograficznych aż oczy bolą
Odpowiedz
Mi się właśnie końcówka podobała *-* Kilka błędów i to dość smutnych ._. Ale ogólnie to fajne :3
Odpowiedz
Słaba końcówka.
Odpowiedz
Ciekawe
Odpowiedz
Super, ale trochę błędów c:
Odpowiedz
Nic ciekawego ;-;
Odpowiedz
boże, admini, ogarnijcie te teksty...
Odpowiedz
Początek naprawdę mnie zaciekawił, ale końcówka zniszczyła całą atmosferę - gdyby tylko bardziej rozwinąć historię przedstawioną w tej paście :/ Zawsze trzeba się do czegoś przyczepić - "pomorze", "Frank'a", "Babcie opowiadały wnuczką" to tylko niektóre z błędów w tekście. Do tego dochodzą naprawdę źle wyglądające powtórzenia - "ta historia", zaraz potem "tej opowiastki", później "tego domku" itp. Oprócz tego w niektórych fragmentach opowiadanie sprawia wrażenie napisanego przez 12-letnie dziecko - używanie języka takiego jak "W domku kiedyś mieszkał pan, który czarował, który bawił się w przywoływanie duchów i chciał zostać nieśmiertelnym." raczej nie pomaga w budowaniu atmosfery. Mimo wszystko creepypastę oceniam całkiem pozytywnie, chociaż nie wystaje zbytnio ponad średnią.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje