Historia

Rytuał

scaryguy 16 8 lat temu 10 408 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Rytuał

Autor: Patryk Kawa

Zbliżały się ich siedemnaste urodziny. Rodzice już od jakiegoś czasu uganiali się za prezentami i tortem urodzinowym, by przygotować swoim synom przyjęcie. Chcieli uczcić to, że żyją już siedemnaście lat z nimi, a dodatkowo rodzice z dziećmi nie mieli żadnych problemów tym bardziej chcieli żeby poczuli się docenieni.

Bliźniacy - bo bracia byli właśnie bliźniakami - nie narzekali specjalnie na imprezę urodzinową o której się domyślali. Oczywiście, nie byli też zachwyceni ponieważ w ich wieku nie miało się wielkiej ochoty spędzać urodzin z rodziną. Zapewne woleli pójść do znajomych, a przynajmniej John który był typem imprezowicza. Sam raczej nie spędzał dużej ilości czasu ze znajomymi, wolał zaszyć się w pokoju z jakąś książką.

Bracia różnili się prawie wszystkim, za wyjątkiem wyglądu. Sama interesowały zjawiska paranormalne, wszelkiego rodzaju zaklęcia, voodoo, sekty i satanizm. John nawet nie myślał o takich rzeczach, a tym bardziej w nie nie wierzył. Sama jednak nie obchodziło to, że nikt a nawet brat nie rozumie jego zainteresować.

Szykował coś na ten dzień. Dzień siedemnastych urodzin, który miał nastąpić jutro. Znalazł gdzieś krótką instrukcję, podpisaną nazwiskiem La Veya. Nie wierzył, że autorem jest ten La Vey - założyciel Kościoła Szatana - ponieważ nigdy nie słyszał o takiej publikacji, która by wyszła spod jego ręki. Jednak jego zdaniem, całość wyglądała dość wiarygodnie, za wyjątkiem podpisu.

Rytuał, którego to właśnie była instrukcja był cholernie wymagający, mimo to, Sam postanowił go sprawdzić. I musiał się śpieszyć, ponieważ można go było wykonać jedynie w dni siedemnastych urodzin. Był jednak podekscytowany, ponieważ przygotował już wszystko, prawie wszystko. Brakowało mu jednego składnika, który miał zdobyć jutro.

Ranem, w dniu urodzin Sam wstał dość późno, bo o dziesiątej. Zszedł na dół, do rodziców, którzy byli już ubrani i wyszykowani do wyjścia. Powiadomili go, że wychodzą na zakupy a John poszedł się spotkać ze znajomymi. Byli w błędzie, ale to właśnie szło po myśli Sama. Gdy wyszli z domu, zapalił papierosa by odstresować się przed rytuałem oraz poczekać by być pewnym, że rodzice odjechali wystarczająco daleko i nie wrócą niespodziewanie.

Po odczekaniu odpowiedniej ilości czasu Sam wręcz zbiegł do piwnicy. Czekał tam na niego przygotowany stół a na nim porcelanowa misa, precyzyjnie naostrzony nóż myśliwski ze stałą głownią, kreda i jakaś puszeczka.

Obok starego, drewnianego stołu stało krzesło dentystyczne - nieużywane już krzesło, które ojciec bliźniaków, dentysta wymienił - a na nim przywiązany John. Miał wepchaną do ust szmatę, która uniemożliwiała mu krzyki. Sam ściągnął go tu wieczorem a wcześnie rano wysłał z jego telefonu do rodziców sms'a w imieniu Johna informując ich, że jest u znajomych.

John patrzył na niego z ogromnym przerażeniem nie wiedząc jeszcze, co brat planuje. Sama nawet to spojrzenie napawało dziwnym uczuciem, lecz to uczucie było przyjemne. Pierwsze co zrobił, to wziął ze stołu kredę i namalował nią na ścianie okrąg, tak jak to nakazywała instrukcja przez niego znaleziona. Później, wziął misę i nóż, Podszedł z nimi do brata i podstawił miskę pod nadgarstek, który rozciął szybkim cięciem wzdłuż żył by zlało się jak najwięcej krwi. Później miał rozciąć brzuch swego brata, lecz przed tym wyciągnął szmatę z jego ust by wsłuchać się w głośne krzyki.

Po krótkim rozbawieniu wywołanym przez krzyki brata, wbił nóż w jego brzuch i poprowadził ostrzę od pępka w górę. W tym momencie John omdlał, przez co Sam nie mógł już umilać sobie tego czasu słuchaniem dźwięku tak przyjemnego dla jego ucha. Ale to co miało nastąpić później, miało być jeszcze przyjemniejsze. Po rozcięciu Johna odłożył nóż i zanurzył dłonie w jego wnętrznościach by po chwili wyrwać serce. Gdy je wyciągnął, bezceremonialnie wrzucił je do miski, w której zebrała się już odpowiednia ilość krwi.

Przeniósł misę na stół i wsypał do niej zawartość puszki. W środku było mnóstwo malutkich kosteczek, prawdopodobnie należące do jakichś ptaków. Gdy skończył, włożył dłoń do środka i zamieszał wszystko. Dziwne było to, że nie wywołało to u niego żadnych odruchów wymiotnych, ani nic w tym stylu. Wszystko robił raczej z przyjemnością.

Po skończeniu mieszania "mikstury" zebranej w misie podszedł do ściany na której namalował okrąg. Wyciągnął ze środka serce i poprawił nim kontury namalowane kredą. Teraz był to raczej krwawy szlak. Gdy skończył, w środku namalował jeszcze odwrócony pentagram którego wierzchołki kończyły się na okręgu. Odłożył misę na ziemi i zrzucił wszystko ze stoły a potem przysunął go do ściany.

Brata przeniósł na stół który już stał pod ścianą. Oblał jego ciało zawartością misy a serce położył na klatce piersiowej w miejscu, gdzie powinno się znajdować. Teraz pozostało mu tylko czekać, aż stanie się to co ma się stać.

Czekał długo, lecz w końcu usłyszał krzyk. Głośny krzyk, który nie należał do jego brata a był raczej kobiecy, jak jego matki. Lecz to nie możliwe, żeby jego matka wróciła tak wcześnie. Miał nadzieje, że to symbolizuje nadejście tego, na kogo czekał. Demona, którego miał przywołać rytuał. Ostatnie co widział, to swoje dzieło na ścianie. Później poczuł jak chwytają go dwie pary rąk i ciągną w jakimś kierunku. Wiedział, że to ma tak wyglądać, miał się obudzić przed postacią demona, który za uwolnienie da mu wszystko czego zapragnie.

Jednak obudził się w innym miejscu. W biały, małym pokoju w którym nie znajdowało się nic oprócz łóżka na którym leżał. Jego ruchy coś krępowało. Po podniesieniu głowy, zobaczył, że nie może się ruszać przez biały kaftan.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Profanujesz dobre imię Antona Szandora LaVeya.
Odpowiedz
fajne
Odpowiedz
Fajne i ciekawe :P
Odpowiedz
Odwrócony pentagram, którego wierzchołki kończyły się na okręgu...? Po prostu pentagram wpisany w okrąg xD
Odpowiedz
gdzieś juz to czytałam... xd
Odpowiedz
ujdzie
Odpowiedz
Nooo... Niezłe! :D
Odpowiedz
Wymiotować mi się chciało jak to czytałam (le mdłości)
Odpowiedz
zakończenie jest zrypane
Odpowiedz
Oklepany temat morderstwa kogoś z rodziny, bo szatan kusi. Tylko końcówka zaskakująca. A do tego kilka znacznych błędów.
Odpowiedz
moim zdaniem jest to pojeba*e
Odpowiedz
jak zwykle.. rodzeństwo i jak zwykle jeden z nich to świr....
Odpowiedz
Niezłe, ale gdzieś już to czytałem
Odpowiedz
Ciekawe... Psychiatryk?
Odpowiedz
łał dobre C:
Odpowiedz
Niezbyt straszne, ale ciekawe :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje