Historia

Lodowata ulga

białadama 6 6 lat temu 5 702 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Kilka lat temu, Wybrałem się do północnego Oregonu z piątką bliskich przyjaciół na wspinaczkę. Właściwie planowaliśmy tą wycieczkę od miesięcy, nie mieliśmy wpływu na pogodę, która właśnie okropnie się pogorszyła, zaczął padać śnieg i zrobiło się lodowato zimno, tuż po naszym przybyciu. Bezsprzecznie jednak postanowiliśmy mimo wszystko iść na skałki. Wszyscy byliśmy doświadczeniu we wspinaczce a oprócz tego dobrze przygotowani, więc nikt z nas nie tracił nawet chwili na zastanowienie.

Zimny wiatr przeszywał nas aż do kości. Bezkresne koce śniegu tworzyły krajobraz zjawiskowej jakości; mogłoby się zdawać, że wtargnięcie w to dziewicze miejsce będzie przestępstwem, biała przestrzeń przed nami zapełniała się naszymi śladami butów. Z czasem niebo niewiarygodnie szybko pociemniało, temperatura również niewiarygodnie spadła . Przy -23°F, nie możesz sobie pozwolić na pozostawienie najmniejszego kawałka skóry odkrytego na dłużej niż kilka minut. To naprawdę niezwykłe jak ciało wrażliwe jest na ekstremalne zimno.

Miałem wrażenie, że ktoś na nas bacznie spogląda, na to jak się trudzimy, jak męczymy by przejść chociażby kilka kroków. Mogłem momentami dostrzec jakby błyski ruchu, jakiś niewyraźny kontur albo zarys czegoś biegającego w poszyciu lasu, ale nie mogłem dostrzec co to. Byłem zaniepokojony, ale starałem się o tym nie myśleć. W każdym wypadku, trudno było myśleć o czymś innym oprócz temperatury, która spadła do -29°F.

W nocy, opuściłem namiot na stronę, żeby się wysikać. Kiedy dotarłem do w miarę dobrze zalesionego obszaru, zobaczyłem, jakby blade ludzkie oczy wgapiające się we mnie. Jak szybko je zobaczyłem równie szybko znikły pośród mroku lasu. Wystraszony, wyciągnąłem mój myśliwski nóż i pobiegłem w stronę miejsca gdzie widziałem oczy. Pobiegłem przez czerń lasu, goniąc coś co po chwili wydawało się być, albo tylko przypominać ludzką postać niesioną przez. Po chwili pościgu, gdy postać zanikła zobaczyłem, że jestem pośrodku pustkowia, biel okrywała wszystko aż po horyzont, gdzie zobaczyłem złote rozmazane światełko. Wielki obszar śniegu przede mną wydawał się być nawiedzony, już zamieszkały. Wiedziałem, że ta złota kropka przede mną to jedyna szansa na znalezienie cywilizacji. Nie miałem wyboru więc ruszyłem naprzód, nie było już nadziei na znalezienie drogi powrotnej do obozu.

Ruszyłem. Lodowate powietrze przeszyło moje płuca i sprawiło trudności w oddychaniu. Chłód dookoła mnie wydawał się być tak gęsty, że niemal namacalny. Powoli chłód ten zaczął przybierać kształt. Oni byli bladzi, nadzy ludzie którzy zanikali i pojawiali się razem z wiatrem. Wszyscy patrzyli na mnie I mówili zniżonym szeptem, wszyscy razem.

Uwolnij się…

Patrzyłem pod nogi I parłem dalej do przodu. W moim stanie nie zwracałem uwagi na paranormalne zjawiska które wytwarzał mój mózg; martwiłem się raczej temperaturą. Moje dłonie i uszy powoli zaczęły odmarzać.

Nie walcz z chłodem. Stań się jednością…

Ignorowałem ich szepty. Nie mogły one być prawdziwe; to muszą być halucynacje wytworzone przez hipotermie. A może nie…?

Osiągnąłeś swój limit. Teraz daj się objąć chłodu I wyzwól się od wszelkich granic…

To nie pomogło, ale uśmiechnąłem się. Nie miałem dzisiaj planów na śmierć. Byłem bliski śmierci, ale bliższy zbawieniu. Spojrzałem w gore aby zobaczyć dwie linie nagich bladych “duchów” po obu moich stronach, wszystkie wpatrujące się we mnie bez wytchnienia, czy nawet mrugnięcia.

Nie przeklinaj chłodu. Nie zrozumiesz jego piękna dopóki nie wyjdziesz poza granice cielesnego życia …

Ha! Nie rozumiecie, że granice to to co daje nam poczucie życia!? Oczywiście, śmierć was wyzwoli, ale to byłoby bez znaczenia, gdybyś nie wiedział co to życie z którym spotkałeś się w ŻYCIU! Zacząłem się cały trząść. Teraz, moje uszy, dłonie i nos były już całkowicie odmrożone.

Nowa egzystencja już Cię oczekuje. Bez strachu czy cierpienia…

Smak lodowatego wiatru zatrzymał mnie w moim dążeniu do światła. Zimno było nie do zniesienia, ale nie byłem jeszcze gotów się poddać. Byłem zmęczony tak, jak jeszcze nigdy w życiu nie miąłem okazji być, ale to nie moment na odpoczynek. Jeszcze nie.

Czujesz dumę ze swojej słabości? Dlaczego lękasz się nietykalności?

Nie boje się jej! Chciałbym być uwolniony z okowów śmiertelności; aby doświadczyć świat w taki sposób w jaki nie doświadczyłbym w życiu! Ale właśnie, ta chęć nie pozwoli mi osiągać moich marzeń, dążyć do nich… więc nie, nie mogę umrzeć. Nagle, biały, nagi duch pojawił się przede mną, szczerząc się do mnie ogromnym uśmiechem.

Więc dołącz do nas.

Wiatr ustał. Cisza wypełniła powietrze. Obejrzałem się po duchach dookoła mnie. Odciążonych. W pokoju. Wolnych. Całe moje ciało trzęsło się od zimna. Zdjąłem moją kurtkę, wyrzuciłem rękawiczki I czapkę, i ściągnąłem buty. Zdjąłem każdy kawałek ubrania I rzuciłem się na plecy. Zacząłem oglądać gwiazdy nade mną. Nawet mój wzrok zanikał, ale uśmiechnąłem się gdy zdałem sobie sprawę, że spoglądam w nieskończoność...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

czy ja wiem...spodziewałam się czegoś lepszego... 2/10
Odpowiedz
Uważam, że sam zamysł w porządku, tylko na Twoim miejscu nieco bardziej rozwinęłabym końcówkę. Za szybko brniesz do przodu i staje się nieco niezrozumiała, traci znaczenie.
Odpowiedz
Takie se
Odpowiedz
fajna historia, ale fatalnie przetłumaczona
Odpowiedz
Więc opowiadanie całkiem dobrze napisane, wręcz świetne, szkoda tylko, że mało creepy
Odpowiedz
Dużo błędów:/ To opowiadanie jest żałosne i wcale nie straszne-,- Nie zrozumiałe pierdo lamento-,-
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje