Historia

Już wiem, czemu tak ją polubiłam

Poszukiwacz dobrej creepypasty 2 4 lata temu 5 969 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Kilka tygodni temu złożyłam podanie o pracę jako pielęgniarka w domu spokojnej starości. Ku mojemu zaskoczeniu pracę zaoferowano mi od razu i przydzielono mnie na oddział pacjentów z Alzheimerem. Pracowałam 12 godzin dziennie, pomagałam mieszkańcom domu przy kąpielach, ubieraniu się, jedzeniu. Była to bardzo prosta praca, a ja szybko wpadłam w rytm. Jedna z zamieszkałych tam osób szybko stała się moją ulubienicą. Była to przemiła, starsza pani cierpiąca na późne stadium Alzheimera. Często była zagubiona, ale mimo wszystko chyba też mnie polubiła. Nie wiem, czy mnie rozpoznawała, ale była o wiele spokojniejsza ze mną u boku, niż w przypadku innych pielęgniarzy, którzy wcześniej się nią zajmowali. Po pewnym czasie zaczęłam z nią spędzać także przerwy w pracy, w ładne dni wychodziłyśmy na świeże powietrze.

Było mi jej żal. Miała jedną córkę, która rzadko przychodziła. Czasami wzywała swoją matkę, która zmarła trzydzieści lat wcześniej. Często nie wiedziała, co się dzieje i wydawała się być bardzo samotna. Jej córka chyba była jedną z tych osób, które rozmowę i spotkania zastępują efekciarskimi gadżetami, dała swojej 80-paroletniej matce iPada. iPada! Starałam się jej pokazać, co mogła zrobić za jego pomocą, ale z tego wszystkiego najbardziej spodobała jej się gra w Fruit Ninja.

Pewnej niedzieli, około południa, byłam w pracy, a dzień straszliwie się dłużył. Wielu mieszkańców domu starości tego dnia odwiedzają rodziny, więc miałam nieco mniej obowiązków. Zdziwiłam się, kiedy okazało się, że stara kobiecinka miała gościa. Siedziała sztywno w fotelu w rogu pokoju, próbując porozumieć się z matką, która najwyraźniej nie była zainteresowana. Wątpię, żeby starowinka w ogóle miała świadomość wizyty córki. Postanowiłam, że się przedstawię i zaproponuję, aby wyszły na zewnątrz na kilka minut, była ładna pogoda.

— Cześć, jestem Katie. Pracuję tu jako jedna z opiekunek — powiedziałam wyciągając rękę na przywitanie. Spojrzała na mnie nieco zmieszana.

— Cześć... — powiedziała. — Jestem Marie.

— To miłe, że odwiedzasz mamę. Może wyjdziecie na zewnątrz? — zapytałam. Marie wyglądała na zakłopotaną.

— Myślę, że na dworze jest za zimno, póki co. Mama nigdy nie lubiła śniegu.

— No dobrze — powiedziałam. — Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebowała. Będę w kuchni.

Chciałam wstać i skierować się do wyjścia z pokoju, ale Marie złapała mnie za łokieć mówiąc, żebym nigdzie nie szła.

— Tak? — zapytałam. Spojrzałam na nią i byłam nieco zaskoczona widokiem łez napływających do jej oczu.

— Przepraszam — powiedziała, spuszczając wzrok na podłogę. — Trudno jest patrzeć-

— Patrzeć na swoją mamę w takim stanie? — dokończyłam myśl za nią.

— Tak. — odpowiedziała — ona mnie już nawet nie poznaje.

Kiwnęłam głową i położyłam rękę na jej ramieniu.

— Dobrze, że do niej przychodzisz.

Chciałam wstać z fotela i wyjść, ale po chwili z hukiem poleciałam na podłogę pokrytą wykładziną. Lewe udo zaczęło pulsować z bólu. Marie wybiegła na korytarz wołając o pomoc.

Czułam, że powoli odpływam, kiedy układano mnie na noszach i zabierano do karetki. Ku mojemu zaskoczeniu, Marie była tam ze mną.

— Chyba jednak powinnaś zostać ze swoja mamą — powiedziałam do niej.

— Cśśś... — szepnęła, gładząc moją dłoń. — Jestem przy tobie.

Zastanawiałam się, czy coś się jej nie pomyliło. Marie była prawdopodobnie około 20 lat starsza ode mnie, i nie wiem, może czuła do mnie jakiś pociąg, z niektórymi nigdy nie wiadomo. Chyba dano mi jakieś środki przeciwbólowe, które mnie uśpiły, albo po prostu zasnęłam sama z siebie (czasami tak mam), ponieważ gdy się obudziłam, byłam już w szpitalu, a kilka kroków dalej pielęgniarka rozmawiała z Marie. Słyszałam niektóre pytania i pomyślałam, że to naprawdę dziwne, że Marie potrafiła na nie odpowiedzieć.

— Marie — zaczęłam ostrym tonem. — To naprawdę nie w porządku. Doceniam, że próbujesz mi pomóc, ale mam zamiar zadzwonić po moją mamę. A i ty powinnaś być teraz ze swoją.

Pielęgniarka i Marie tylko spojrzały na siebie.

— Nie chcę jej tu widzieć — powiedziałam pielęgniarce.

Pielęgniarka położyła rękę na ramieniu Marie i powiedziała jej coś szeptem.

— Dobrze — odezwała się Marie — pójdę po kawę.

Zanim wyszła, pocałowała mnie w czoło. No teraz to przesadziła! Z wyraźnym obrzydzeniem starłam wilgotny ślad po pocałunku. Co za dziwoląg...

— Chciałabym zadzwonić do mamy — zwróciłam się do pielęgniarki.

— Katherine, zaczęła mówić — Marie opowiedziała mi co nieco o twojej historii chorób. Twoja matka się dzisiaj nie zjawi. Ale ja i Marie jesteśmy tu, żeby ci pomóc.

— Dlaczego się nie pojawi? Dzwoniłaś do niej w ogóle? W dzisiejszych czasach ludzie są tak niekompetentni!

— Katherine — znów odezwała się łagodnie — twoja matka zmarła 30 lat temu. Dzisiaj, podczas wizyty Marie w domu spokojnej starości, upadłaś i prawdopodobnie złamałaś kość udową. Skierujemy cię na prześwietlenie i zobaczymy, co trzeba zrobić.

No nienormalna jakaś! Chciałam się na nią wydrzeć za okłamywanie mnie, ale wtedy właśnie zauważyłam moje odbicie na wyświetlaczu iPada, którego Marie musiała tu zostawić. Wyglądałam odrażająco! Moja twarz była stara i pomarszczona, a białe włosy mocno przerzedzone.

— Nie wiem, co jest grane — wyszeptałam przerażona.

Marie właśnie wróciła z kubkiem parującej kawy.

— Mamo... Wszystko będzie dobrze.

Oryginał: http://wh.reddit.com/…/i_figured_out_why_i_liked_her_so_mu…/

Przetłumaczył: ~Phosphoester

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

:p juz bylo
Odpowiedz
strasznie przewidywalnr
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje