Dziedzictwo – część II Więzy rodzinne

Dodane przez: malgorzatagoska, 27.04.2015, 12:08
Reklama:
Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/10663-Dziedzictwo

Bartosz
Rok 2025, kwiecień
sobota
Odkłada list pożegnalny na biurko. Siada na łóżku. Spogląda jeszcze raz na bilet. Myśli o dziadkach, siostrze. O kłamstwach, którymi go karmili całe życie. O tym jak go karali i faworyzowali siostrę. O tym jak babcia wyżywała się na nim. Biła, katowała, głodziła.
Teraz ma szanse na nowe życie. Z ojcem którego uznawał za zmarłego. Nic o nim nie wie. Ale z listu wyraźnie wynika że go kocha.
Spogląda na zegar. Zostało mało czasu. Chwyta plecak i wybiega. Lecąc z Francji do Stanów będzie miał wystarczająco czasu na przemyślenia.

Daniel
Tego samego dnia
Trzyma żonie drzwi aby mogła wejść do domu. Nie odzywają się do siebie. Pokłócili się. Daisy chciała iść na imprezę do koleżanki. Colette wyraziła zgodę nie pytając go o zdanie – po raz kolejny. Nie podobało mu się, że żona tak jawnie faworyzuje wnuczkę podczas gdy wnukowi znowu nałożyła szlaban za byle błahostkę. Mimo to nadal nie chce się wtrącać. Wie, że rozmowami tylko pogarsza sytuację.
Idzie na piętro do Bartka. Chce mu wręczyć z okazji urodzin grę na playstation, którą ukradkiem kupił.
Wchodzi do pokoju ale nikogo tam nie zastaje. Na łóżku leży otwarty, pusty karton. Szafa jest otwarta. Kilka ubrań pospadało z wieszaków i wylewają się z szafy na podłogę.
Ogarnia go złe przeczucie.
Rozgląda się ponownie po pokoju. Wzrok pada na biurko.
Chwyta kartkę.
Czyta krótką wiadomość i czuje jak uginają się pod nim nogi.
- Colette! Chodź tu natychmiast!

Colette
Tego samego dnia – późny wieczór
Siedzi przy stole na przeciwko męża. Ściska w dłoniach list. Nie płacze. Towarzyszy jej niepokój. Nie o wnuka ale o swoje podejście. Myśl, że Bartek uciekł napawa ją ulgą.
- Powinniśmy zadzwonić na policję. I tak już za długo zwlekaliśmy. – przekonuje Daniel.
- Nie jestem przekonana. Ta wiadomość o niczym nie świadczy. Dobrze wiesz, że to niemożliwe aby pojechał do... do niego... Na pewno w akcie młodzieńczego buntu uciekł z domu. Pewnie przenocuje u jakiegoś znajomego. Mnóstwo nastolatków tak robi...
- Czy ty siebie słyszysz? Bartek uciekł! Ma dopiero 16 lat. Odpowiadamy za niego. Musimy zadzwonić na policję.
- Po co mieszać w to policję? Wróci za parę dni jak kolegom znudzi się udzielanie mu noclegu. A wtedy się doigra. Wyślę go do najsurowszej szkoły wojskowej. Albo katolickiej. Tak, katolickiej – to dobrze mu zrobi. Tam sobie poradzą z tym diabelskim nasieniem – mówi bardziej do siebie niż męża.
Bez względu na to co on powie i tak zrobią tak jak będzie chciała.
- A co powiesz Daisy? W końcu zapyta gdzie jest jej brat.
- To nie jest problem. Żyli jak pies z kotem. Nie pokażemy jej listu. Jak wróci powiemy, że Bartek uciekł i zapewne jest u kolegi.
- Co powiesz policji, jeśli nie wróci? Co jeśli rzeczywiście...
- Nie opowiadaj głupstw. W końcu wróci. Nie ma pieniędzy ani żadnej rodziny prócz nas. A jeśli rzeczywiście jakimś cudem skontaktował się z nim... jego ojciec... cóż wtedy to nie będzie miało znaczenia. Jeśli przez tyle lat skutecznie się ukrywał i policja go nie schwytała - myślę, że i tym razem nic nie poradzą. Bez sensu będą marnować czas i pieniądze podatników. – kończy tonem który daje jasno do zrozumienia, że dyskusja nie ma sensu.

W dalszym ciągu siedzą przy stole. Atmosfera jest napięta.
- Nie podoba mi się to.
- Nie musi. Idź spać. Jutro postanowimy co zrobimy. W razie czego zawsze możemy udawać, że zauważyliśmy jego nieobecność dopiero rano.
Daniel wstaje od stołu i wychodzi nic więcej nie mówiąc.
Widzi, że jest na nią wściekły. Nie obchodzi jej to.
Gdy mąż opuszcza pomieszczenie rozluźnia się i rozsiada wygodniej na krześle. Marzy aby Bartek nigdy więcej nie wrócił.

Bartosz
Tego samego dnia – późny wieczór
Leci już ponad godzinę. Wszystko idzie podejrzanie łatwo. Czuje podniecenie i zniecierpliwienie. Jest ciekawy jak wygląda jego ojciec, czy jest do niego podobny. Jest usatysfakcjonowany, że porzucił dziadków bez pożegnania. Na pewno będą wściekli. Szczególnie babcia – stara dewota. Nie będzie za nimi tęsknił. Za siostrą tym bardziej. Jedynie myśl o dziadku powoduje delikatne kucie w żołądku. Co prawda pozwalał aby babcia robiła z nim wszystko co chciała - wymierzała kary cielesne i znęcała psychicznie. Ale sam był przez nią zaszczuty i nieszczęśliwy. Czasami gdy nikt nie widział przynosił mu drobne prezenty lub coś do jedzenia. Teraz zostanie sam i pewnie stanie się jedynym odbiorcą jej humorów i kar.
Z drugiej strony nigdy nie sprzeciwił się babci na tyle skutecznie aby coś się zmieniło.
Odrzuca myśli o dziadkach i siostrze.
Postanawia oddzielić swoje poprzednie życie grubą kreską. Nowe życie może być tylko lepsze.

Frank
Tego samego dnia, noc
Sprawdza zabezpieczenia domu. Na podzielonym ekranie monitora widać kilka obrazów. Gówna brama, wejście do posiadłości, zbliżenia na ogrodzenie. Włącza alarm.
Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Schodzi do piwnicy.
Otaczają go przetwory i półki z winami. W powietrzu unosi się zapach suszonych ziół.
Staje przed jedną z półek i zdejmuje jeden ze słoików.
Wpisuje na małym cyferblacie kod dostępu. Ukryte przejście otwiera się.
Przesuwa odrobinę półkę i wchodzi do pomieszczenia.
Zapala światło. Od razu kieruje się do mahoniowego biurka. Siada i włącza laptopa. Otwiera dziennik.
”Już niedługo zobaczę się z synem. Czekałem na to tyle lat. Wszystko jest gotowe na jego przyjazd. Mam nadzieję, że jest podobny do mnie. Na pewno jest. Czuję, że będzie godnym następcą”.
Zamyka laptop. Przechodzi do drugiej części pomieszczenia zasłoniętej folią. Nakłada fartuch, włącza muzykę i zabiera się do pracy.

Bartosz
Rok 2025, kwiecień
Niedziela rano
Mijają go tłumy ludzi. Wypatruje wolnego miejsca w rzędzie białych, plastikowych krzesełek. Siada. Wyjmuje z plecaka telefon, który dostał od ojca. Nie ma w nim zapisanych żadnych numerów.
Nie wie co ma robić. Nie wziął pod uwagę faktu, że ojciec może się nie pojawić.
- Przepraszam, Bartek Dupont?
Kieruje głowę w górę. Stoi przed nim mężczyzna ubrany w jeansy i brązowy sweter. W ręku trzyma jego zdjęcie.
- Jestem taksówkarzem. Mam zlecenie aby Cię odebrać z lotniska.
- Yhym. Tak to ja…
Zmieszany wstaje i bierze plecak. Idzie za mężczyzną. Wychodzą z lotniska i kierują do białej taksówki.
Siada z tyłu za miejscem dla pasażera. W środku pachnie fastfoodem ale jest względnie czysto.
- Masz. Kazali mi to wręczyć do rąk własnych.
Patrzy na żółtą, małą kopertę. Otwiera i wyjmuje list. Od ojca.
Taksówkarz ruszył.
Czyta:
Drogi Synu
Wybacz, że osobiście nie odebrałem Cię z lotniska. To wszystko względy bezpieczeństwa. Obiecuję wszystko Ci wyjaśnić jak się zobaczymy. Nie wiem co Ci o mnie mówili (o ile cokolwiek powiedzieli). Ale proszę Cię – zapomnij o wszystkim. Sam Ci opowiem jak było naprawdę. Odpowiem na wszystkie Twoje pytania. Sam ocenisz co o mnie myśleć.
Nie mogę się doczekać naszego spotkania.
Kochający Cię Tata

Czyta list powtórnie.
Wzbiera w nim nadzieja i ciekawość. Co się takiego wydarzyło, że się ukrywa? Dlaczego zgodził się aby wychowywali go dziadkowie? Dlaczego nie wziął go ze sobą? Dlaczego akurat teraz się do niego odezwał?
Dlaczego nie chciał aby Daisy z nim pojechała?

Daniel
Tego samego dnia – rano
Codziennym zwyczajem chce zacząć dzień od kawy. Wpierw jednak kieruje się do pokoju wnuka. Przechodząc obok szczytu schodów słyszy z dołu rozmowę. Rozpoznaje głos Colette. Po chwili słyszy kolejny – męski, obcy. Colette załamuje się głos.
Decyduje zobaczyć co się dzieje na dole. Staje w przedpokoju. Chce podsłuchać rozmowę.
- … nie wiem dokładnie. Dzisiaj rano po prostu zobaczyłam że go nie ma.
- Czy ma Pani podejrzenie gdzie może wnuk przebywać?
- Niestety. Nie znam jego znajomych. On w ogóle tak mało o sobie mówi. Myślałam, że to po prostu taki okres w życiu, rozumie Pan – buntuje się. Zdarzało mu się nocować poza domem bez naszej wiedzy ale zawsze wracał rano. A dzisiaj mało mi serce nie stanęło jak zobaczyłam, że nie wrócił. Nie wiedziałam czy powinnam do Panów dzwonić. Może wróci za godzinę pijany i okaże się że nic mu nie jest. Nawet męża jeszcze nie obudziłam. Nic nie wie. Od razu na policję zadzwoniłam.
- Dobrze Pani zrobiła. Miejmy nadzieję, że wnuczek wróci lada moment. Prawdopodobnie jest dokładnie tak jak Pani mówi. Podobnych zgłoszeń dostajemy mnóstwo – szczególnie w trakcie weekendu. Ale zaczniemy czynności poszukiwawcze. Popytamy po okolicy, rozejrzymy się. Jeśli wnuk wróci – proszę do nas zadzwonić to przyjedziemy i trochę go ustawimy do pionu.
- Och, dziękuję Panom! Z całego serca dziękuję.
- Proszę się nie zamartwiać. Wnuczek pewnie odsypia teraz po imprezie.
- Dziękuję bardzo. Trochę mnie Panowie uspokoili….
- Nie ma sprawy…
Nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Colette udając zrozpaczoną babcię jednocześnie wmawiała policjantom, że nieobecność jej wnuka nie jest niczym dziwnym.

Bartosz
Rok 2025, kwiecień
Niedziela późna noc.
Po raz kolejny przesiada się do innej taksówki. Po godzinie wyjeżdżają z miasta.
Kolejne godziny jedzie na zmianę polnymi i leśnymi drogami aż taksówka zatrzymuje się w przydrożnym barze.
- Mam Ci powiedzieć abyś poczekał w środku. Tu masz jakieś drobne na jedzenie. Ktoś po Ciebie przyjdzie.
Kierowca rzuca w jego kierunku saszetkę.
Wysiada a taksówkarz odjeżdża. Wchodzi do knajpy. Szuka wolnego miejsca. Wysokie loże kanapowe zapewniają anonimowość. Wybiera jeden z ostatnich wolnych stolików. Dostaje menu. Sprawdza saszetkę z pieniędzmi. Chce wiedzieć na co go stać. W środku jest 500 dolarów. Rozszerza ze zdziwienia oczy i chowa pieniądze. Nigdy nie dysponował taką kwotą. Zamawia wszystko na co ma ochotę.
Sprawdza telefon. Ciągle brak wiadomości.
Mijają kolejne godziny. Bar powoli pustoszeje.
Nadal nikt po niego nie przychodzi.

Frank
Rok 2025, kwiecień
Niedziela, późna noc
Siedzi przy barze. Co jakiś czas patrzy w lustro za barem. Nie może poznać swojego odbicia. Cieszy go to. Ma poczucie dobrze wykonanej pracy.
Decyzja o obserwacji wydaje mu się strzałem w dziesiątkę. Ocena zachowania syna utwierdza go w przekonaniu, że nikt go nie ściga i nie może doczekać się spotkania z nim. W przeciągu ostatnich trzech godzin spojrzał na telefon 48 razy. Na dłoniach ma prezent od niego mimo, że w barze jest ciepło. Jadł w nich nawet posiłek.
W międzyczasie przygląda się nowozatrudnionej kelcerce. Średniego wzrostu brunetce – o wyjątkowo śniadym odcieniu skóry. Bez zauważalinych znamion czy zbędnego, ciemnego owłosienia. Mimo ciężkiej pracy nawet dłonie wydają się mieć sprężystą, zadbaną powierzchnię. Wie jednak, że w jej przypadku skończy się na mżonkach. Nie mógłby sobie pozowolić na zaopatrzenie w tym miejscu.
Pozowala sobie na kolejene minuty zwłoki.

Bartosz
Rok 2025, kwiecień
Niedziela późna noc.
Znudzony rozgląda się po barze. Telefon milczy. Ekscytację już dawno zastąpiła nuda i zniecierpliwienie.
Wraca do przeglądania czasopisma. Nie może się skupić na żadnym z artykułów. Przegląda bezwiednie stronę po stronie.
Nagle na jednym ze zdjęć pojawia się cień. Ktoś nad nim stanął. Wie, że to nie kelnerka. Ona pachniała mieszanką frytury i tanich, różanych perfum.
Podnosi głowę.
Gruby, brodaty facet w okularach i czapce. Śmierdzi potem i czymś niezidentyfikowanym. Kładzie obok niego kartkę i wychodzi z baru.
Kolejny list od ojca.
Czyta.
„Jedź z mężczyzną, który dał Ci tą wiadomość. Obiecuję, że wynagrodzę Ci Twoją cierpliwość i wysiłek. Nie zostawiaj zbyt dużego napiwku”.
Prosi o rachunek. Płaci. Chwyta plecak i wybiega na parking szukając brodacza.
Mężczyzna stoi przy ciemnej ciężarówce typu DAF XF.
Wsiadają i wyjeżdżają z parkingu. Ponownie nachodzą go wątpliwości. Jednak woli zaryzykować jazdę z obcym niż odesłanie do dziadków. Z zamyślenia wyrywa go pytanie.
- Jechałeś kiedyś TIR-em?
- Nie.
- Podoba Ci się?
- Nie wiem, chyba tak. Wysoko się siedzi. Więcej widać.
- Zgadza się. Ta szoferka daje poczucie bezpieczeństwa i pewnego rodzaju władzy. Wszystkich widzisz, jesteś silniejszy i na tyle duży że wszyscy zjeżdżają Ci z drogi. To miłe uczucie, nie uważasz?
- Chyba tak...
Zastanawia się nad sensem ich rozmowy. Decyduje być miły i odpowiadać na pytania.
- Chcesz poprowadzić?
- Nie mogę, nie mam prawa jazdy.
- Nie mam naczepy. Tędy mało kto jeździ a jest tak późno, że na pewno na nikogo się nie natkniemy.
Nigdy nie miał okazji prowadzić nawet zwykłego auta. Propozycja jest kusząca.
- No nie daj się namawiać! Pewnie to jedyny raz kiedy ktoś Ci proponuje coś takiego!
- Nigdy nie prowadziłem żadnego auta. Obawiam się że nie poradzę sobie z takim wiekim pojazdem...
- E tam Młody. Ile ty masz lat? No z osiemnaście na pewno. Z ojcem nigdy nie jezdziłeś?
Czuje jak się rumieni i zawstydza. Nie dość że wygląda na starszego to w dodatku wychodzi na niedoświadczonego i tchórzliwego.
- Nie miałem okazji z ojcem nigdy nic bo w sumie...
- Nie ma sprawy. Nie musisz się tłumaczyć. Ale skoro już masz okazję nauczyć się prowadzić auto... jak z tym sobie poradzisz to z każdym innym będzie już prosto jak z bicza strzelił! Pokażę Ci co i jak. Na początku będę zmieniał biegi.
Chwilę się zastanawia ale nie może znaleźć argumentu który byłby wystarczający aby nie spróbować. Całe życie wszystkiego mu broniono. A teraz przytrafiła się taka okazja...
- Ok. Spróbujmy.

Jada mu się bardzo podoba. Ulica jest pusta. Z obu stron otaczają ich lasy. Czuje jak krąży mu w żyłach adrenalina. Po niewielkich namowach jedzie coraz szybciej .
- A teraz coś trudniejszego! Skręć w lewo przy najbliższym rozjeździe.
Zwalnia i wyczekuje odpowiedniego momentu.
- Nie bój się Młody!
Czuje jak mężczyzna naciska mu na kolano. Nie może zdjąć stopy z gazu. Zauważa zakręt. Z całych sił próbuje nie stracić kontroli na pojazdem.
Ostro wchodzi w zakręt.
Słyszy huk.
Mężczyzna zamiera. Coś krzyczy.
- Stój kurwa! Stój mówię!
Wciska hamulec z całej siły. Autem szarpie. Wydaje dziwne dźwięki po czym staje.
Próbuje uzmysłowić sobie co się stało.
- Zostań tu. Muszę sprawdzić w jakim są stanie.
Dociera do niego, że kogoś potrącił.
Jest w szoku. Przez głowę przechodzą mu dziesiątki myśli. Panika opanowuje całe ciało. Jeszcze nie spotkał się z ojcem a już go zawiódł. Zaraz przyjedzie policja i zabiorą go do więzienia. Albo co gorsza odeślą do dziadków.
W międzyczasie wraca kierowca.
- Młody, zostań w aucie. Niedaleko mieszka mój znajomy. Pomoże nam to zatuszować.
- Co się stało... – pyta roztrzęsionym głosem. Czuje, że łzy napływają mu do oczu.
- No jak to co! Przejechałeś ludzi! Nie widziałes ich!? Co ty, nie umiesz uniku zrobić? Ślepy jesteś?!
- Ale ja mówiłem... To Pan mi docisnął nogę.... Ja nie chciałem...
- Młody nie panikuj! Zaraz to załatwię! Poczekaj tu na mnie. Niedługo wrócę.
Nie czekają na odpowiedź mężczyzna wychodzi z szoferki. Biegnie w stronę lasu i po chwili znika.

Pięć minut dłuży się jak godziny. W bocznym lusterku auta widzi kawałek ulicy. Odkręca szybę i próbuje ustawić je tak aby więcej widzieć.
W odbiciu pojawia się kawałek ręki.
Rozpatruje opcję użycia komórki ojca i zadzwonienie po policję bądź karetkę. Po kogokolwiek...
Najpierw jednak chce sprawdzić ilu ludzi potrącił. Może ktoś jednak przeżył.
Przeszukuje pomieszczenie. Znajduje latarkę. Wysiada.

Na ulicy leżą dwa ciała. Kobieta w żółtej sukience i mężczyzna. Oboje na pewno nie żyją. Kobieta ma roztrzaskaną głowę. Szare części mózgu leżą rozbryzgane dookoła. Kończyny są powyginane nienaturalnie w każdą stronę.
Mężczyźnie brakuje całego przedramienia. Wokoło rany znajduje się kałuża niezaschniętej krwi. Połowa twarzy jest zmasakrowana. Druga połowa wygląda na niemal nietkniętą - nielicząc wiszącego na narwie oka, opadającego na policzek. Świeci latarką na pusty oczodół. Porównuje wielkość oka do wielkości otworu.
Dziwi go jego pierwsze skojarzenie, że trup ma kolor oka niemal identyczny jak jego babcia.

Z zamyślenia wyrywa go melodia. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że dobiega z auta.
Podbiega i wspina się do szoferki.
Odbiera telefon ofiarowany przez ojca.
- Cześć... Tu mówi Twój ... tata. Nie chciałem aby pierwsza rozmowa wyglądała w ten sposób ale... martwię się bo mój gps wskazuje, że zatrzymaliście sie na jakimś pustkowiu. Bob nie odbiera. Muszę się upewnić, że wszstko w porządku.
Głos ojca jest pełen troski. Czuje jak się wzrusza. Zastanawia się co powiedzieć. Ojciec i tak się ukrywał a on miał mu przystworzyć dodatkowych zmartwień.
- Stało się coś, prawda? Powiedz mi, proszę! - Głos zdradza zdenerwowanie.
- Tato... – głos mu drży. Obawia się, że jak powie prawdę, ten pożałuje że tyle ryzykował aby sprowadzić problematycznego syna. – Tato, nie wiem co powiedzieć. Po prostu stanęliśmy....Mężczyzna z którym jadę niedługo wróci. Wtedy ruszymy dalej.
- Nie mówisz mi całej prawdy. Czuję to.... Nie obawiaj się. Nie będę Cię oceniał ani robił wyrzutów. Macie jakieś kłopoty, prawda? Powiedz mi. Nie będę zły. Jeśli coś się stało to pozwól mi pomóc...
Następuje chwila ciszy. Boi się przyznać do tego, że zabił dwójkę ludzi. Nie wie co powiedzieć.
- Bartku, jesteś tam? Halo?
- Tak tato, jestem... Po prostu... Tak bardzo Cię zawiodłem.
- Opowiedz mi wszystko.

Frank
Rok 2025, kwiecień
Poniedziałek, niewiele po pierwszej w nocy
Rozłącza się. Jest bardziej niż zachwycony. Zdejmuje koszulę i sztuczny brzuch. W twarz wklepuje balsam aby zlikwidować zaczerwienienie po kleju od sztucznej brody. Zmywa charakteryzację. Odkleja z szyi modulator głosu.
Po kilku minutach jest przebrany i gotowy do drogi. Sprawdza zawartość bagażnika. Wszystko jest – zgodnie z planem. Wsiada do starego Forda i nieśpiesznie jedzie do syna.

Bartosz,
Rok 2025, kwiecień
Poniedziałek, niewiele po drugiej w nocy
Jest wzruszony faktem, że ojciec od razu go przytulił. Nie krzyczał, nie umoralniał. Pierwszymi słowami były „kocham Cię” a zaraz potem „tak długo czekałem na ten moment”.
Dopiero po chwili jak przestają się przytulać ma szansę przyjrzeć się ojcu. Z dumą stwierdza, że jest do niego bardzo podobny. Niemal identyczny wzrost, kwadratowe szczęki, ciemne oczy, proste nosy. Mimo to ojciec jest potężny i wysportowany. On nie miał szansy na uzyskanie takiej sylwetki. Babcia pilnowała aby nie zrobił się „za silny”. Często pod byle pretekstem odmawiała mu posiłków więc sylwetkę miał bardzo szczupłą.
Chwilę patrzą na siebie bez słowa.
- Synu, porozmawiamy u mnie. Teraz musimy zająć się tymi ciałami.
- Co mam robić?
- Zaraz Ci wszystko wyjaśnię. Najpierw pomórz mi wyjąć rzeczy z bagażnika.

Wyciera drucianą szczotką ulicę. Ojciec skończył zawijanie ciał w brezent. Chowają je do bagażnika.
Jest wdzięczny za to że ojciec jest tak dobrze przygotowany i opanowany.
- Co zrobimy z TIR-em i z kierowcą?
- Bob niedługo po niego wróci. Już mu wszystko wyjaśniłem w drodze do Ciebie.
- A co zrobimy z ciałami?
- Nie martw się tym. W domy mam sodę kaustyczną. Pozbędziemy się problemu.
Zapada chwila ciszy. Nie wie co to jest soda kaustyczna ale ojciec mówi z przekonaniem. Pozwala sobie na myśl, że wszystko się ułoży. Spycha myśli o zabitych ludziach w zakamarki umysłu. Ogarnia go ekscytacja na myśl, że niedługo będzie w domu z ojcem.

Frank
Rok 2025, kwiecień
Poniedziałek, po trzeciej w nocy
Zatrzymuje się aby zabrać znak „Droga nieprzejezdna. Remont”. Upycha go na tylnie siedzenie i pośpiesznie odjeżdża.
Pierwsze minuty jadą w milczeniu. Nie chce być zbyt nachalny. Mimo to decyduje się na rozpoczęcie rozmowy.
- Jak Ci minął lot? Pierwszy raz leciałeś, prawda?
- Tak. Pierwszy. Było w porządku. Oglądałem film i spałem…
- Jak się czujesz? Jeśli chciałbyś pogadać to wiedz, że … no wiesz. Możesz ze mną. Teraz ja będę się Tobą zajmował…
Obserwuje reakcję syna. Na początku ma problem z odczytaniem jego reakcji jednak po chwili kamień spada mu serca.
- Tato, o ile nie masz nic przeciwko, że tak mówię… może to za szybko ale mam takie dziwne wrażenie jakbym Cię znał...
- Nie. Absolutnie mi to nie przeszkadza. Wręcz czuję ulgę, że chcesz. Obawiałem się że będziesz na mnie wściekły i nie będziesz chciał ze mną rozmawiać…
- W takim razie wcalem bym nie przyjeżdżał… ja w ogóle nie wiedziałem że żyjesz. Babcia mówiła, że odszedłeś po moich narodzinach. Wyparłeś się mnie a potem … potem ponoć dostali wiadomość z policji o twojej śmierci.
- Nic z tego nie jest prawdą.
- A czy moja matka też żyje?
- Nie. Umarła niedługo po tym jak musiałem uciekać.
- Tato… czemu mnie zostawiłeś? Mnie i Daisy? Czemu tylko ja tu z tobą jestem?
- Nigdy w życiu bym Cię nie zostawił gdybym nie został do tego zmuszony. Musiałem z dnia na dzień uciekać. Ale wiedziałem, że pewnego dnia po Ciebie wrócę. A twoja siostra – no cóż. Jej jest dobrze z dziadkami. Myślę, że nie zrozumiałaby dlaczego musiałem zrobić to co zrobiłem i dlaczego taki jestem. Ale ty to co innego. Jesteś moim spadkobiercą i dziedzicem. Od momentu kiedy Cię ujrzałem wiedziałem już, że zrozumiesz mnie….
- Co zrozumiem?
- Wolałbym Ci pokazać niż opowiadać. Proszę Cię o jeszcze trochę cierpliwości. Obiecuję że wszystkiego się dowiesz.
Bez zawahania i mrugnięcia okiem syn odpowiedział: Jasne tato.
Uznał to za kolejny bardzo obiecujący objaw sympatii dla niego.
- A co z tymi ciałami w bagażniku...
- Nic się nie bój. Poradzimy sobie z tym. Nikt nigdy o niczym się nie dowie.
Źródło: Własne
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!