Pierwsza miłość dobrej duszy

Dodane przez: malgorzatagoska, 29.03.2016, 22:38
Reklama:

Sierpniowe słońce dawno już zaszło. Zbliżała się północ. Na trzydzieste piętro biurowca nie docierały ani światła, ani odgłosy ulicznego zgiełku. Dookoła panowała cisza i półmrok. Jedynie niewielka lampka rzucała poświatę na blat stołu. Katarzyna siedziała sama, ziewając i popijając kawę. Kończyła robić ostatnie poprawki do umowy żałując, że nie poprosiła nikogo o pomoc. O tej porze openspace wyglądał złowrogo i nieprzyjemnie. Mimo empirycznego podejścia do życia, umysł płatał jej figle a wyobraźnia podsuwała nieprzyjemne obrazy. Chciała jak najszybciej skończyć pracę i dołączyć do przyjaciół. Pluła sobie w brodę, że zgodziła się na zastępstwo. Zamiast siedzieć w piątkowy wieczór w knajpie, ślęczała nad papierami od których nużyło ją do snu. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie pójdzie na taki układ. Szef i tak nie wypłacał nadgodzin a nie zamierzała zmarnować młodości za biurkiem nad cudzą pracą.

Miała dopiero dwadzieścia sześć lat. Wyrwała się ze wsi, skończyła studia prawnicze, miała niezłą pracę. Kolejnym punktem było znalezienie męża. Tylko jak miała tego dokonać skoro nie udzielała się towarzysko? Nie tak wyobrażała sobie swoje miłosne podboje. Od pół roku nie była randce. Obawiała się, że za lada moment pójdzie fama, że jest chłodną karierowiczką. Akurat dzisiaj jej przyjaciółka zaprosiła na drinka swojego kolegę Wojtka. Miała go jej przedstawić. Widziała jego profil na portalu społecznościowym. Był chodzącym ideałem. Wysoki blondyn o niebieskich oczach. Dobrze wykształcony, wysportowany i ponoć odznaczał się wysoką kulturą osobistą. Miał wszystko czego szukała w mężczyźnie i dużo sobie obiecywała po tym spotkaniu. Specjalnie na tą okazję założyła pod żakiet wydekoltowaną bluzkę i push-up.

Inteligentna i seksowna pani prawnik. Takie wrażenie chciała zrobić.

Spojrzała na ostatnią stronę dokumentów i z satysfakcją zamknęła teczkę. Skończyła. Wyjęła z torebki puderniczkę aby sprawdzić czy tusz do rzęs nie osypał się na policzki. Celowo nie poszła do łazienki. Nie chciała spacerować po opustoszałym piętrze aby przestraszyć się z byle powodu i dać powód do śmiechu ochroniarzom. Wycierała palcem czarną kropkę spod oka gdy poczuła jak na jej ciele pojawia się gęsia skórka. W pomieszczeniu znacząco spadła temperatura. Przeklęła w duchu klimatyzację. Ale prócz chłodu pojawiło się coś jeszcze. Przeczucie. Już chciała się odwrócić gdy coś lodowatego dotknęło jej ramienia. Krzyknęła, jednocześnie odwracając się i przyjmując pozycję ataku.

- Łoł, Katarzyno spokojnie – powiedział mężczyzna, unosząc ręce w pokojowym geście.

Mimo półmroku i zmęczenia wytężyła wzrok i rozpoznała go. To był szef. Daniel Majewski. Co prawda nigdy go nie widziała ale jego zdjęcia wisiały na ścianie z pozostałymi członkami zarządu. Poczuła jak rumieni się ze wstydu. Sekundę dłużej a rozkwasiłaby mu nos.

- Przepraszam, przestraszył mnie Pan. Nie wiedziałam że ktoś tu jeszcze jest oprócz mnie – wydukała, nie mogąc oderwać wzroku od jego twarzy. Miał w sobie coś hipnotyzującego. Szpakowate włosy do ramion, szare oczy, trójkątna twarz i atletyczna sylwetka. Dodatkowo epatował aurą siły, determinacji i czegoś jeszcze… Pozazdrościła mu w myślach. Miał wszystko: sukces, karierę, młodość. Nikt nie wiedział ile Daniel ma lat ale plotki głosiły, że nie więcej niż trzydzieści. Teraz widząc go z bliska musiała przyznać, że pomimo srebrzystych włosów wyglądał bardzo młodo.

- A Ty co tutaj robisz o tej porze w piątek? – zapytał uśmiechając się.

- Kończyłam coś za koleżankę... jest na zwolnieniu lekarskim iii… właśnie wychodzę – zorientowała się, że ma problem aby pozbierać myśli. Chciała powiedzieć coś sensownego ale usta i mózg odmawiały współpracy.

- To się chwali. Poświęcasz swój czas wolny dla dobra firmy. Możesz być pewna Katarzyno, że takie postępowanie jest u nas docenianie - powiedziawszy to wzrokiem powędrował kolejno na szyję i dekolt. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że kiedy wszyscy wyszli, pozwoliła sobie na zdjęcie żakietu. Stała przed szefem w jedwabnej, wydekoltowanej bluzce a on pożerał ją wzrokiem. Ku swemu zaskoczeniu wcale jej to nie przeszkadzało. Daniel był równie atrakcyjnym mężczyzną co Wojciech ale miał znacznie lepsze perspektywy na życie. Jeśli los jako zadośćuczynienie za zmarnowanie tylu wieczorów podsuwał jej na tacy szefa - nie zmarnuje okazji. Poza tym miał w sobie coś przyciągającego. Chciała jak najdłużej przebywać w jego towarzystwie.

- Śpieszysz się?

- Niespecjalnie… - odparła szukając w głowie tematu do rozmowy. – Zna Pan imiona wszystkich pracowników?

- Mówi mi po prostu Danielu. I oczywiście, nie znam wszystkich pracowników Tylko tych wartych uwagi. Może masz ochotę na drinka, ze mną, w moim biurze? O tej porze moi znajomi pewnie są pijani i nie mam po co do nich dołączać. A nie chciałbym pić w samotności.

- Jasne, oczywiście. Z chęcią się napiję – odpowiedziała z nadmiernym entuzjazmem, chwytając torebkę.

Szła krok za nim. Nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Jeśli dobrze to rozegra to… Myśl przerwał zachwyt nad gabinetem szefa. Był większy niż całe jej wynajmowane mieszkanie. Pod ścianą stała skórzana kanapa a obok spory, mahoniowy barek. Pod rzędem okien sięgających od podłogi do sufitu stało szklane biurko. Na jednej ze ścian w równym rzędzie wisiały dyplomy, nagrody i wyróżnienia. Zanim zdążyła porządnie się wczytać Daniel podszedł do niej z kieliszkiem przezroczysto-żółtego trunku.

- Opowiesz mi o sobie? Skąd jesteś? Czy zawsze jesteś taka uczynna? Masz chłopaka? – ostatnie zdanie wypowiedział spoglądając na jej usta.

Zestresowana zaczęła opowiadać o wsi z której pochodzi, o swoich studiach i pracy w firmie. Daniel co chwilę dopytywał aż w pewnym momencie zorientowała się, że opowiedziała mu niemal wszystko o sobie. O śmierci rodziców, o planach na życie, braku prawdziwych przyjaciół w tej branży. Była zaskoczona swoją szczerością wobec nowopoznanego mężczyzny. Ale czuła się tak wyzwolona i szczęśliwa. Tak jak nigdy w życiu. Była nim kompletnie zafascynowana. Upijała się jego widokiem, podczas gdy zawartość kieliszka nie zmieniła się ani o milimetr. Pomyślała, że jeśli istnieje miłość od pierwszego wejrzenia to właśnie się jej przytrafiła.

- Chodźmy może na taras? Widok z niego jest piękny. Warto go zobaczyć. – zaproponował.

- Oczywiście…

Znowu miała problem w wyduszeniem z siebie więcej niż pojedyncze słowo. Gdy stała już na zewnątrz musiała przyznać mu rację. Widok był cudowny. Wzięła łyk i z zadowoleniem stwierdziła, że pije szampana. Prawdziwego. Zdecydowanie musiała mu się podobać skoro dla niej otworzył butelkę tak drogiego alkoholu. Jak powinna się zachować? O co może go zapytać?

Czekała aż do niej dołączy gdy za plecami usłyszała trzask pękającego materiału.

„Boże on zdziera z siebie ubranie!” – pomyślała z przestrachem i podnieceniem.

Odwróciła się a krzyk ugrzązł jej w gardle. Na jej oczach przystojny członek zarządu, jednej z najlepszych warszawskich kancelarii przemieniał się w coś na wskroś… nieludzkiego. Jego ciało spuchło a skóra poszarzała. Włosy na głowie zmierzwiły się na wzór grzywy. Dłonie wydłużyły się, palce nabrały szponiastych kształtów z pazurami na końcu. Najbardziej zmieniła się twarz. Z pomiędzy warg wyrastały rzędy półokrągłych zębów. Policzki zapadły się, podbródek zrobił się jeszcze bardziej szpiczasty a łuki brwiowe wystawały nienaturalnie, ukrywając głęboko osadzone, świecące na żółto oczy. Wpatrywał się w nią przybierając pozycję zwierzęcia gotowego do skoku.

Upuściła kieliszek. Nie zastanawiała się co przed nią stało ani jak to się stało, że człowiek stał się bestią. Panicznie szukała drogi ucieczki. Ale wyjście tarasowało to coś… Wiedziała, że zanim zdążyłaby wykonać ruch dopadnie ją. Jedynym rozwiązaniem jakie przychodziło jej do głowy było błaganie o litość.

- Danielu, ja nic nie rozumiem…. Ja… obiecuję Ci że nikt się nie dowie co widziałam. Po prostu…

Bestia wydała z siebie dziwaczny dźwięk po czym przemówiła gardłowym głosem.

- Wiem, że nikt niczego się nie dowie. – poinformował ją, robiąc krok ku niej.

Celowo nie zaatakował od razu. Uświadomiła sobie, że ta sytuacja go bawi. Jej strach był dla niego rozkoszą. Zrezygnowana opuściła ręce wzdłuż ciała. Wiedziała. Po prostu wiedziała, że nie było szansy na ratunek. Nie było sensu krzyczeć ani uciekać.

- Czym ty jesteś? Co mi zrobisz? Umrę, prawda? – zapytała starając się nie płakać.

- Jam jest Sukkub. I tak umrzesz abym ja mógł żyć. Powinnaś traktować to jak zaszczyt. Jesteś idealną przekąską. Samotna. Nikt Cię nie będzie szukał. W innych okolicznościach... Nieee. W innym życiu może nawet bym Cię polubił. Ale cóż... każdy musi jeść, prawda? – Skwitował i podszedł do niej na odległość kilku centymetrów.

- Sukkub? – wyszeptała do siebie. Nigdy nie słyszała o takim stworzeniu.

- Taaaaak... – wysyczał. - Jestem wszechpotężnym demonem, który zwabia swoje ofiary nieodpartym urokiem. Widzisz? Nawet nie jesteś w stanie uciekać. Ba! Ty nawet nie chcesz tego robić. – wyszeptał nachylając się tuż koło jej ucha. - Będziesz stała spokojnie aż skończę.

Poczuła jego odór - stęchlizny i mokrej ziemi. Nie zareagowała gdy podniósł rękę i przekręcił jej głowę odsłaniając szyję. Gdy się wgryzał starała się stać spokojnie. Nie chciała więcej cierpienia niż to potrzebne. A bolało jak polewanie rany spirytusem. Próbowała nie myśleć co się dzieje z jej ciałem. Gdy zaczynała tracić świadomość ostatnią myślą była żałość, że niepotrzebnie zgodziła się na zastępstwo.

Źródło: Własne
Oceń:
3
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!