Najlepiej smakuje na zimno

Dodane przez: marcinov123, 24.07.2015, 09:36
Panopticum
Reklama:

Skończył pakować swoje rzeczy chwilę po południu. Samochód był wyładowany głownie książkami i ubraniami. Darował sobie zabieranie sprzętów elektronicznych czy sportowych. Niech jego były przyjaciel zrobi z tego lepszy użytek. Henry, z którym pracował od piętnastu lat też lubił jeździć na nartach, i trenowali kiedyś razem kolarstwo. Miał nadzieję, że jego narty i rower nie pójdą na śmietnik. Były trochę zakurzone, ale nadal nadawały się do użytku. I tak spędzał tyle czasu w klinice, że praktycznie zapomniał co to urlop.

Usiadł na bujanym fotelu na tarasie. Zjadł ostatni kawałek pizzy i napił się pepsi. Był piękny, słoneczny dzień. Dzieciak sąsiadów biegały po podwórku rzucając frisbee. Staruszka z naprzeciwka wyprowadzała właśnie na spacer swojego psa. Pomachał jej ręką, a ona skinęła mu głową. Lubił to osiedle, i żal mu było, że będzie musiał się stąd wyprowadzić. Godzinę temu pożegnał się z sąsiadami - pan Roberts namówił go nawet na szklaneczkę whisky. „No, doktorze.. Był pan zdecydowanie najmniej problemowym z moich sąsiadów!”- powiedział rozlewając alkohol do szklanek.

Jego znajomy z drugiego końca stanu dzwonił dziś rano, z potwierdzeniem, że dyrektor szpitala już przygotował dla niego wszystkie papiery. Zmieniał swoje życie - otoczenie, pracę. Na wczorajszej, ekspresowej rozprawie rozwodowej oszczędził żonie odtwarzania materiałów, które nagrał prywatny detektyw. Oszczędził sobie żenującej szarpaniny o podział majątku. Zostawił żonie wszystko - zabrał tylko samochód i swoje rzeczy. Nie ruszył nawet ich ślubnego zdjęcia, które nadal stało na szafce nocnej.

Swoją drogą, zastanawiał się wczoraj, czy odwracała je do ściany, kiedy pieprzyła się z jego najlepszym przyjacielem w ich małżeńskim łóżku.

O całej sprawie dowiedział się kilka tygodni temu - w zasadzie przypadkiem. Traf chciał, że jego dobry kumpel złapał gumę na parkingu, a lewarek zostawił w warsztacie. Szukał na parkingu kogoś, żeby pożyczyć narzędzie. A Alice była na tyle bezczelna, ze przyprawiała mu rogi w jego własnym samochodzie, kiedy on był w klinice.

Nie znała Hanka, a ten też nic nie dał po sobie poznać. Znał natomiast doskonale samochód Stevena - naprawiał go parę razy. Grzecznie przeprosił, wycofał się. I zaraz potem zadzwonił do niego.

***

- Ja bym ją zajebał stary, jak Boga kocham - mówił wczoraj, kiedy pili u niego piwo.

Siedzieli przed garażem, steki skwierczały na grillu, a miedzy ich krzesłami stało wiaderko wypełnione lodem i butelkami budweisera. Nadchodziła noc - słońce już chowało się za horyzontem, a w trawie zaczynały ćwierkać pierwsze cykady. Hank był mechanikiem samochodowym, znali się od podstawówki.

Kiedy Steven poszedł na medycynę, a jego przyjaciel otworzył własny warsztat myśleli, ze ich drogi się rozeszły. Niemniej przynajmniej raz w miesiącu znajdowali trochę czasu, żeby napić się piwa i pogawędzić o starych czasach.

- Nie mogę, składałem przysięgę Hipokratesa… - zażartował Steven i zaśmiali się smutno.

- Chociaż podobno zemsta smakuje najlepiej na zimno. Ale ja bym chyba nie mógł - po prostu wiesz, łeb bym jej urwał - zgniótł puszkę po piwie.

Hank od kilku lat był szczęśliwie żonaty z uroczą, rudą i piegowatą Irlandką. I chociaż często narzekał na jej temperament to wiadomo było, że nie pozwoliłby żeby choć włos spadł jej z głowy.

Steven miał tak samo z Alice, jeszcze kilka tygodni temu…

- Kiedy wyjeżdżasz, brachu?

- Jutro po południu. Muszę się tylko spakować.

- Praca zaklepana?

Skinął głową.

- Wpadnij kiedyś na stare śmieci. Wiesz, na piwo i żeberka z grilla.

- Masz to jak w banku, stary.

Przez chwilę milczeli.

- Serio wszystko jej zostawiasz?

- Tak.

- Ja cię naprawdę nie rozumiem. Ja na twoim miejscu…

- Obyś nigdy nie był na moim miejscu - przerwał mu Steven i wypił łyk piwa - proponuje zmienić temat.

Obydwaj uznali to za znakomity pomysł.

***

Wrzucił podróżną torbę na siedzenie pasażera. Na stole w kuchni zostawił żonie akt własności domu i wszystkie dokumenty ze sprawy rozwodowej. Zamknął drzwi na klucz i ruchem ręki przywołał jedenastoletniego dzieciaka sąsiadów, który zmęczony graniem w frisbee siedział na trawniku z puszką coli. Dzieciak przebiegł przez ulicę i podszedł do samochodu.

- Co tam, doktorku?- spytał naśladując królika Bugsa.

- Jadę Joel, i mam dwie prośby.

Malec zamienił się w słuch.

- Tu masz pięćdziesiąt dolców - skoś trawnik od czasu do czasu tak jak zawsze. A te klucze oddaj pani Alice, jak wróci z pracy dzisiaj wieczorem. Może być nie w humorze, ale nie przejmuj się.

Malec rozradowany schował banknot do kieszeni.

- Słowo skauta!- zasalutował – szkoda, że pan jedzie doktorku!

- Takie życie Joel - teraz będę doktorkiem w innym szpitalu.

- Powodzenia!- malec przybił mu piątkę i wrócił na swoje podwórko.

Ostatni raz spojrzał na dom, w którym mieszkał przez ostatnie osiem lat. A potem wsiadł do samochodu. Zrobił głęboki wdech, włączył odtwarzacz. AC/DC- Highway to Hell.

Uśmiechnął się sam do siebie. Nacisnął play.

- Tadada, tadada, tadadam, tam tadam - zabębnił palcami na kierownicy.

Potem wybrał numer Alice. Odebrała po trzecim sygnale.

- Tak?- ucięła krótko. Od czasu kiedy „wiedziała że on wie”nie odzywała się do niego praktycznie wcale.

- Klucze ma Joel, papiery są na stole.

- Ok.

- Hank może zatrzymać moje graty - nie biorę ich.

Milczała

- A… jeszcze jedno. Pamiętasz, jak miałaś migrenę, dzień wcześniej zanim powiedziałem ci że wiem i ze występuje i rozwód ?

Cisza.

- Chciałaś jakiś zastrzyk przeciwbólowy. Pamiętasz? – uśmiechał się szeroko.

Wyjechał na ulicę i pomachał Joelowi. Malec klepnął się w kieszeń, gdzie schował pięćdziesiąt baksów i uniósł w górę kciuk.

- Stev…co… - wykrztusiła po dłuższej chwili, prawie szeptem.

- WZW i parę innych. – zawiesił głos- …plus HIV. Baw się dobrze.

Rozłączył się i dodał gazu.

Panopticum
Źródło: dzięki Bogu nigdy nie zostałem rogaczem- a historyjka wymyślona dzisiaj rano w kolejce w Biedronce :)
Oceń:
14
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!