Chemik

Dodane przez: pawelkumiega, 23.01.2016, 11:57
Reklama:

Kap, kap, kap.

Echo odgłosu spadającej wody odbijało się od wyłożonych płytkami ścian. Wokół panował chłód. Moody powoli odzyskiwał przytomność. Jednak jedyną rzecz jaką zobaczył, była ciemność. Gęsta, nieprzenikniona żadnym strumieniem światła. Ciemność, która panowała w najgłębszych jaskiniach świata; takich które nie zamieszkują żadne istoty. A jednak on tam był, jedyny mieszkaniec Mrocznej Krainy, w której teraz tkwił. Z każdą minutą powoli odzyskiwał świadomość i mógł dokonywać coraz to nowych odkryć. Wiedział już, że na pewno stracił przytomność i tkwił w tym miejscu od kilku dobrych godzin, biorąc pod uwagę zesztywnienie swoich mięśni. Nigdy nie był typem osoby specjalnie towarzyskiej; nie mówił za wiele i nie był popularny w szkole. Tak naprawdę miał na imię Matheus, ale wszyscy mówili mu Moody, sam też tak siebie nazywał. Rówieśnikom wydawał się obrażony na cały świat, stąd się wzięło przezwisko. Bynajmniej mu to jednak nie przeszkadzało. Jedyne co pamiętał, to że wracał ze szkoły. Było piątkowe popołudnie, wszyscy zaczynali weekend. Niemiłosierna ulewa nie pomagała mu w dotarciu do domu; nie przejmował się nią jednak zbytnio. Było mu obojętne czy skończy się to dla niego przeziębieniem czy anginą. Nie dbał o to. Ostatnią rzeczą, którą pamiętał było to, że zatrzymał się przy nim samochód i ktoś zaoferował mu podwóz. Wiedział jeszcze jedno: jego prawa ręka była przykuta metalowymi kajdankami do czegoś co nie dało się ruszyć za nic w świecie.

Kap, kap, kap.

Big Mike siedział wygodnie w fotelu przed telewizorem. Ćmił Marlboro goldy i przepijał je ulubionym piwem- klasycznym, chmielowym Chessterfieldem. Odpoczywając, podsumowywał dzisiejszy dzień. Pracował na dwie zmiany we fabryce środków chemicznych w Upton pod Chicago. Była to niewielka mieścina, ale sam Big Mike nie pragnął wielkiego życia- do szczęścia wystarczało mu to co miał. Dzień minął mu bez żadnych niespodzianek: upierdliwy szef jak zawsze truł mu dupę o każdą rzecz (nie przejmował się tym zbytnio, wiedział że jak nie ta praca to inna). Dopiero gdy wracał z pracy wydarzyło się coś, co mogło ożywić i wnieś kolory w jego pełen monotonii i nudny piątek. Wracając z roboty, znalazł to czego wypatrywał na każdym odludziu. Mike był Murzynem ogromnej postury i wagi, stąd pseudonim jeszcze z czasów szkolnych- Big Mike. Jego kłopoty z tuszą mogły mieć również podłoże w trudnej sytuacji rodzinnej - od dziecka zmagał się z problemami emocjonalnymi, na które wpływ miały samotne wieczorne eskapady jego ojca do pokoju małego Mike'a. Dziś jednak nie lubił o tym myśleć. Powoli podniósł się z miękkiego krzesła. Była godzina 19, postanowił zaplanować sobie resztę wieczoru już teraz. Big Mike udał się do stojącej za domem budki z narzędziami. Po drodze zręcznie ominął kałuże wody (co przy jego parametrach mogło wyglądać dość komicznie) i zaczął wybierać zabawkę, z której miał zamiar korzystać dzisiejszego wieczoru. Po kilku minutach zastanawiania się wybrał wreszcie: mruknął pod nosem niewyraźnie "O! To się nada" i skierował się z powrotem do domu.

Kap, kap, kap.

Pozostawiony sam z własnymi myślami Moody, zdążył wydedukować, że znajduje się w jakiejś piwnicy, być może opuszczonych zakładów metalowych. Wszędzie bowiem wokół unosił się zapach chemikaliów. Był przerażony tylko przez jakiś czas, później udało mu się pozbierać rozbiegane myśli. Podobno w sytuacjach stresowych człowiek jest zdolny do każdej rzeczy. Przynajmniej tak mówią w telewizji.

Gdy usłyszał w oddali kroki, wstrzymał oddech. Chwilę później, całą piwnicę zalał złocisty blask światła jarzeniówek. Po drugiej stronie pomieszczenia, w którym się znajdował, stała potężnie zbudowana osoba. Jak się później zorientował w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilkanaście innych osób, lub raczej to co z nich zostało. Porozrzucane korpusy ludzkie walały się na każdym kroku; oddzielone od reszty ręce i nogi otaczały Moody'ego z każdej strony. Cała podłoga pływała w jasnoczerwonej cieczy; najpewniej połączeniu krwi i moczu. Nie czuł jednak smrodu, nad całością unosił zapach środków chemicznych: rozpuszczalników i farb. Spostrzegł jeszcze jedną ciekawą rzecz, każda kończyna w wilgotnej piwnicy pokryta była białym proszkiem, który najwyraźniej sprawiał że szczątki nie ulegały rozkładowi. Na końcu pokoju stał jedyny mebel w całym pomieszczeniu; na wysłużonej drewnianej szafce ustawione w równym szeregu stały, jak trofea myśliwego, ludzkie głowy. Na najwyższej półce widniało puste miejsce; miejsce które miał zająć sam Moody.

Kiedy Big Mike wkroczył do swojej piwnicy, popatrzył najpierw na swoje miejsce z trofeami. Ich widok napawał olbrzyma spokojem i można powiedzieć, że też w pewien sposób podniecał. Później popatrzył na chłopaczka, którego zgarnął na szosie w trakcie ulewy, a z którym miał zamiar się dziś zabawić. 'Gówniarz powinien mi dziękować. Uratowałem jego dupę przed zmoknięciem' pomyślał. W ręce trzymał zabawkę, którą wybrał specjalnie na ten wieczór. Lecz zanim jednak uruchomił piłę łańcuchową, bo to była owa zabawka, wziął głęboki oddech. Był gotowy. Standardowo rozpoczął od ćwiartowania kończyn. Moody był przytomny tylko do momentu odcięcia lewej ręki, później odpłynął- przez ból i pewnie też strach. 'Wytrzymał mniej niż się spodziewałem. Szczęściarz z niego.' pomyślał Big Mike. Jego powieka nie zadrżała ani na moment, gdy wypruwał flaki niewinnego chłopca poczuł coś na zasadzie satysfakcji. Podłoga w piwnicy w domu Mike’a zabarwiła się czerwonym kolorem. Na ziemie wypłynęły pofalowane zwoje jelit chłopca. Mike uśmiechnął się, uwielbiał to uczucie. Gdy wreszcie pobawił się wystarczająco długo ze zwłokami doszedł do koronnego momentu; mógł wreszcie postawić głowę kolejnej osoby na swojej ściance tortur. Na to czekał cały pieprzony dzień, czuł się wreszcie zaspokojony. Mike popatrzył na swoje dzieło. Przez cały ten czas jego serce nie zabiło szybciej. Odetchnął głęboko, po czym wyszedł z piwnicy i udał się z powrotem na swój fotel.

Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!