Historia

fragmenty dziennika Morgana Blacka

nieprawicz 1 6 miesięcy temu 215 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

"Powziąłem za potrzebne spisywanie w tym dzienniku każdej znaczącej chwili w moim życiu.

Byłem świadkiem wydarzeń o których lepiej byłoby milczeć." ~ Morgan Black

Dokładnie tymi słowami rozpoczyna się ciąg dziwnych a mimo to interesujących wydarzeń w życiu korsarza na usługach Brytyjczyków, Morgana Blacka. Człowieka wybitnie nietuzinkowego o bogatym życiu wypełnionym pijatykami, rozbojami i plądrowaniem statków handlowych. Zamieszczone tu wpisy

z jego dziennika pozwalają ująć w ramy nie tylko psychikę tego człowieka, co świata w którym przybyło mu żyć. Tłumacz Henryk Wasilewski

Anno Domini 1650

Powziąłem za potrzebne spisywanie w tym dzienniku każdej znaczącej chwili w moim życiu.

Byłem świadkiem wydarzeń o których lepiej byłoby milczeć. Nie bez powodu ograniczę się tutaj

do najważniejszych momentów mojego życia. Obecnie mam już 60 lat. Umysł powoli zaczyna mi śniedzieć zaś bóle w krzyżu i kościach nie ustają w nawiedzaniu mnie, w chłodnych, październikowych nocach. Ale do rzeczy. Służbę korsarza na usługach imperium brytyjskiego zakończyłem 10 lat temu. Teraz jestem już tylko stetryczałym wilkiem morskim który lubi dużo wypić. Jak sięgam pamięcią od dziecka zafascynowany byłem morzem. Jego bezmiarem wód i tajemnicami jakie się w nim kryją.

Pamiętam też przygodę która wydarzyła się na Morzu Karaibskim. Łupiłem tam głównie Hiszpańskie i Portugalskie statki handlowe; pełne przypraw, ziarn kakaowca i tkanin. Ktoś rzekłby iż to żaden łup ale pomyliłby się sromotnie. Były to najbardziej cenne surowce jakimi handlowano i do dziś się handluje a ich wartość znacznie przekracza marne parę kopiejek w złocie.

Zatem stałem na pokładzie mojego okrętu; Victorii. Wiatry były pomyślne więc płynęliśmy szybko. Już doganialiśmy jeden z zagubionych statków handlowych na kursie ku Tortudze gdy nagle pogoda się załamała. Rozkazałem sternikowi trzymać kurs zaś sam zerknąłem przez lunetę w kierunku łupu, który miałem zamiar zagarnąć w imieniu korony brytyjskiej. To co ujrzałem z początku wprawiło mnie w zastanowienie.

Oto na jednej z reji stał dość osobliwy młodzik z rozwianymi włosami. Ściskał coś w swej prawej ręce i krzyczał w niebogłosy. Wiatr się zmienił. Miast ze wschodu począł wiać z północnego zachodu. Traciliśmy prędkość a odległość między nami rosła. Wydałem więc rozkaz skręcenia na lewą burtę i posłania w ich kierunku paru kul armatnich. Niech wiedzą że zadzierają z samym Morganem Blackiem, pomyślałem. I istotnie jak przewidywałem zasięg armat Victorii sięgnął burt hiszpańskich. Dosłyszałem niesione po wodzie wrzaski i przekleństwa. Uradowany z efektu obserwowałem jak północno zachodni wiatr spycha handlarzy z obranego kursu. Teraz już nie zabrną na Tortugę a wnioskując po krzątaninie doszedłem do wniosku iż jedna z kul rozorała burtę i nabierają przez to wody. Jednak nim statek znalazł się w zasięgu by dokonać abordażu, coś pod powierzchnią morza się poruszyło.

Z początku wyglądało jak wielki wąż. Nie wiedziałem co to jest aż w końcu zamarłem z przerażenia.

Do dziś pamiętam ten obraz w mojej pamięci jakby to było wczoraj. Oto z odmętów wynurzył się Lewiatan. Miał koszmarny diabli pysk, którego paszcza rozwarła się ukazując tysiące zębów jak u rekinów. Jego przepastne zielonkawe cielsko oblepione było odpadającymi tu i ówdzie koralowcami.

Potwór miał też parę ogromnych płetw podobnych do żółwich.

Trwoga padła na całą moją załogę, nawet bosman, mój druh, który zaprawiony był walkach i uchodził za nieustraszonego teraz kulił się jak pierwszy lepszy szczur lądowy. Zlękniony zgrozy, która malowała się przed naszymi oczami. Z całego zamieszania jakie powstało wyratował mnie bandolet którym strzeliłem w powietrze. Wszyscy zwrócili swój wzrok i uwagę na mnie zaś ja wydałem rozkaz płynięcia z wiatrem. Wcześniej zwinięte maszty zostały teraz postawione a potężny wiatr wydął je do granic możliwości. Oddalaliśmy się od swego łupu i od potwora który zwrócił swą uwagę nie ku nam a handlarzom. W pewnym momencie, trącony przeczuciem zerknąłem przez lunetę raz jeszcze by przyjrzeć się kreaturze. To co zobaczyłem, do stu piorunów, było nie do pomyślenia. Otóż stojący na reji młodzieniec nadal ściskał w ręku coś co przypominało kulę lub rubin. Potwór zaś, ta przepastna masa horroru, zdawał się być zahipnotyzowany, bo łajbie krzywdy nie czynił, zaś nie mniej strwożona załoga uwijała się w pocie czoła by ich statek nie zatoną. Jednak stało się coś jeszcze straszniejszego niżelibym śmiał przypuszczać. Oto z ołowianego nieba spadł grom, który raził

odważnego śmiałka co ściskał rubin w swojej ręce. Artefakt wpadł do wody i podążył ku bezpowrotnej głębinie. Lewiatan zaś wyrwany z transu przymiażdżył swym cielskiem statek i zatopił go z całą załogą.

Trzy dni po tych wydarzeniach znaleźliśmy szczątki tego statku na wybrzeżach Tortugi. Do dziś gdy wspomnę te czasy, włosy stają mi dęba i modlę się w duchu za dusze tych potępieńców. Zostali zatopieni przez diabelskie czary jednej, jedynej osoby, która ściskała czerwony jak krew rubin.

Nie chcę wiedzieć gdzie znajduje się dusza tego nieszczęśnika. Oby czyściec był jej wybawieniem...

[THE END]

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Wszystko fajnie, takie bardziej fantasy niz horror, czyli jak lubię. Jedyny minus: Wielka Brytania powstała dopiero w 1707, wcześniej Anglia.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje