Recenzja

Tarot: Karta śmierci- Recenzja

Aleksandra Murat 0 1 miesiąc temu 341 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Gdyby Tarot: Karta śmierci był posiłkiem, byłby kawałkiem źle wysmażonej, twardej wołowiny. Wśród tegorocznych premier na próżno szukać tak beznadziejnego filmu. Niemal każda strona internetowa dla fanów kina kipi od negatywnych opini wystawianych zarówno przez krytyków, jak i przez zwykłych widzów. Co stoi za zmarnowanym potencjałem najnowszego horroru Spensera Cohena i Anny Halberg? 

Problemy Tarota zaczynają się już na etapie scenariusza. Niemal od razu dociera do nas, że główni bohaterowie nie mają żadnych cech szczególnych – ot zwyczajna paczka amerykańskich znajomych, która na letnim wyjeździe zajmuje się głównie robieniem głupot. Haley, Grant, Paxton, Paige, Madeline, Lucas i Elise są papierowi, ich jedyną wspólną cechą jest brak rozsądku. Wakacje spędzają w malowniczo położonej wynajętej posiadłości. Żądni przygód i nastawieni na dobrą zabawę eksplorują zakamarki domu. W piwnicy znajdują tajemniczą, wyjątkowo mroczną talię kart tarota. Wygląda na artefakt, który przypadkiem wypadł z najgłębszych czeluści piekła, ale kto by się tym przejmował, prawda? Biegła w ezoteryce Haley stawia swoim przyjaciołom spersonalizowane horoskopy. Gdy przyjaciele wracają z wyjazdu, jeden po drugim giną w tajemniczych okolicznościach, które odpowiadają otrzymanej wróżbie. 


Spenser Cohen i Anna Halberg popełnili najistotniejszy błąd już na samym początku. Nie zadbali o dopracowany i logiczny scenariusz. To uchybienie spowodowało całą lawinę podobnych problemów. W Tarocie... jest wiele fabularnych luk i niedopowiedzeń rujnujących ciąg zdarzeń oraz sporo niczemu nie służących dialogów. Bohaterowie wydają się mieszaniną zupełnie niepasujących do siebie pod względem towarzyskim ludzi, którzy w realnym życiu nigdy by się ze sobą nie spotkali i zaprzyjaźnili. 

Podobnie bezsensowny jest powód ich zguby – stara, ręcznie malowana talia tarota przywieziona z Europy. O ile jako widzowie jesteśmy w stanie zrozumieć klasyczną dla horrorów ideę klątwy, to fakt, że talia ni z tego ni z owego pojawia się za oceanem, jest co najmniej śmieszny. Jeśli mamy do czynienia z pradawnym złem pochodzącym ze Starego Kontynentu, najlepiej byłoby umieścić akcję właśnie na nim. Wszelkie tłumaczenia związane z domami aukcyjnymi czy licytacjami przeklętych przedmiotów każą mocno wątpić w wiarygodność akcji filmu. 


W horrorze zawodzą nawet te elementy, które bardzo rzadko da się zepsuć. Mowa mianowicie o zgonach bohaterów. Są zabijani przez wróżby pochodzące głównie z Wielkich Arkan talii tarota, uosobione jako demony i widziadła. Każdy z potworów począwszy od demonicznej papieżycy na diable skończywszy wywołuje rozczarowanie swoją prostotą. Musimy zadowolić się marnym poziomem jumpscare'ów oraz stosowaną w nadmiarze technologią CGI. To, co miało być oryginalne i spersonalizowane, stało się po prostu żenujące. Czy tego oczekiwaliśmy od filmu, na którego produkcję wydano 8 milionów dolarów? 

Żaden z aktorów nie sprawdził się w roli, w której został obsadzony. Największym rozczarowaniem jest dla mnie Avantika Vandanapu grająca Paige. Dotychczas mieliśmy okazję zobaczyć ją we Wrednych dziewczynach czy Powrocie do liceum i może właśnie tam powinna zostać. Zazwyczaj nie jestem zwolenniczką przyczepiania metek czy szufladkowania, ale Vandanapu jest wyjątkiem od reguły. To właśnie w nieudanych rolach najbardziej widać braki warsztatowe aktorów. Gwiazdka komedii o głupiutkich nastolatkach, których jedynym osiągnięciem jest poderwanie licealnego przystojniaka, nie podołała scenariuszowi słabego horroru. 


Tarot: Karta śmierci to typowy film — zapychacz, którym mniej wymagająca widownia będzie się zachwycała na maratonach horrorów. Mimo że okazał się kasowym sukcesem, dla koneserów gatunku jest tylko rozczarowującym epizodem, który trzeba szybko zapomnieć. Jeśli cenicie swój czas i pieniądze, stanowczo odradzam oglądanie tego filmu w kinie. 


Nasza ocena 3
W kilku słowach Grupa przyjaciół łamie niepisaną zasadę tarota i używa talii należącej do nieznanej osoby. Wróżenie wydaje się niewinną zabawą aż do momentu, gdy przepowiednie z kart zaczynają spełniać się w przerażający sposób.
Plusy + oryginalny pomysł na horror + niezła ścieżka dźwiękowa
Minusy - schematyczna konstrukcja historii - przesyt jumpscare'ów - bohaterowie niegrzeszący inteligencją - tandetne efekty specjalne
Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje