POPPY

Dodane przez: białadama, 16.03.2013, 09:30
Reklama:

- Spójrz na jego maleńki nosek! – zamruczała moja współlokatorka, tarmosząc w ramionach kociątko. – I te jego uszka. Case, czy on nie jest najcudowniejszą istotką, jaką kiedykolwiek widziałaś?

Owszem, kociak był słodki, ale nie byłam zadowolona z faktu, że Reina sprowadziła kota do naszego pokoju. Nie, żebym nie lubiła kotów, jednak zdecydowanie wolę psy. Chodzi o to, że patrząc na moją rozrywkową, flirtującą z kim popadnie i totalnie nieżyciową współlokatorkę, wiedziała, że to JA będę zmuszona opiekować się zwierzakiem.

- Możemy postawić kuwetę i miseczki pod twoim łóżkiem, żeby portier nie zauważył – powiedziała Reina.

- Pod MOIM łóżkiem? Co jest nie tak z twoim? – zapytałam zaskoczona.

Ale Reina już schylała się, by wyciągną kartonowe pudła spod mojego łóżka.

- Twoje ma te śmieszne podwyższenia, kuweta nie zmieści się u mnie.

Nie odpowiedziałam, nie było sensu się z nią kłócić.

Kociak wparował pod moje łóżko, kiedy tylko Reina zdołała wyciągnąć jedno z pudełek.

- Widzisz? – zaszczebiotała. – Poppy już kocha swoje miejsce.

Reina padła na kolana i wyciągnęła rękę po swojego pupilka. Usłyszałam syk i zobaczyłam jak współlokatorka cofa się i łapie na dłoń, na której można było dostrzeć czerwoną szramę. Wymownie uniosłam brwi, kiedy podniosła na mnie wzrok.

- Jest po prostu przestraszony – wyjaśniła. – Możemy go zatrzymać? Proooooszę?

Przewróciłam oczami.

- Dobrze, ale TY będzie się nim zajmowała. Ja nie mam teraz czasu na zwierzaka.

Reina zapiszczała radośnie i rzuciła mi się na szyję.

- Oczywiście! Jesteś najlepszą współlokatorką! Jestem pewna, że też pokochasz Poppy!

- Tak w ogóle, skąd go masz?

- Byłam na festynie na rzecz bezdomnych zwierząt. Historia mojego kociaka jest bardzo smutna – jego właściciele umarli w pożarze, rodzice i dziecko, jedynie to małe kociątko się uratowało. Biedny Poppy, na pewno tęskni za nimi.

Reina spędziła resztę dnia na kupowaniu żwirku i jedzenia dla kota oraz na przemycaniu tych rzeczy do akademika. Ja leżałam na łóżku i czytałam. Ryan wyjechał na weekend do brata, a ja nie miałam ochoty na spędzanie czasu ze znajomymi. Poppy nie wychodził spod łóżka przez cały dzień, jednak słyszałam jak drabie dół materaca. Wiedziałam, że niedługo zacznie mnie to irytować.

Jak podejrzewałam, tej nocy obudziłam się kilkanaście razy. Na początku budziło mnie zawzięte drapanie. Później, około drugiej nad ranem, Poppy odważył się wyjść spod łóżka i wskoczyć prosto na moją twarz. Przeklnęłam i usiadłam.

- Rany, Poppy, uspokój się – wymamrotałam i podniosłam wrzeszczące kociątko. Spojrzał na mnie rezolutnie zanim machnął łąpką w kierunku mojej twarzy. Delikatnie postawiłam go na podłodze, po czym uciekł z powrotem pod łóżko.

Następnym razem obudziłam się nie bardzo wiedząc dlaczego. Towarzyszyło mi dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwował. Odwróciłam się. Na środku pokoju siedział Poppy. Jego oczy błyszczały, jak latarnie w ciemnościach. Wyglądał przerażająco. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku.

- Chodź Poppy.

Kot nawet nie drgnął, nadal mnie obserwując. Poczułam gęsią skórkę, kiedy tak patrzyłam na jego wielkie, nieruchome oczy. „Koty są cholernie dziwne,” pomyślałam kładąc się na plecach i po chwili zasnęłam.

Rano obudziłam się, kiedy Reina niedbale wrzucała ubrania do walizki.

- Jadę z Mikiem do jego chatki nad jeziorem na weekend! Tam jest tak wspaniale – wyjaśniła. – Mimo że jest już trochę za późno na kąpiele i opalanie.

Poczułam narastającą irytację.

- Nie zapominasz o czymś?

- O czym?

- Wczoraj przyniosłaś do domu kota i obiecałaś, że to TY będziesz się nim zajmować.

- Casey, nie bądź wredna. Nic nie będziesz musiała robić, obiecuję.

- Dlaczego miałabym ci wierzyć? Zawsze mi to robisz.

Zdenerwowana narzuciłam na siebie to, co nawinęło się pod rękę i wyszła z pokoju bez słowa. Oczywiście, Reina mogłaby zostawić kota z wystarczającą ilością jedzenia i wody w miskach, ale wciąż byłam wściekła, że już dzień po wzięciu na siebie odpowiedzialności, wyjeżdżała na weekend. Założyłam słuchawki i spacerowałam wokół kampusu, aż poczułam się nieco lepiej. Nie wiem, dlaczego była taka drażliwa, ale ostatnie tygodnie z pewnością nie były łatwe.

Chciałam przeprosić Reinę za moje zachowanie, ale kiedy wróciłam, jej już nie było. Zajrzałam pod łóżko, żeby zobaczyć, czy zostawiła Poppy w pokoju. Oczywiście błyszczące oczy kota spoglądały na mnie z ciemności.

- Przerażający z ciebie kot – powiedziałam do niego. Przy okazji zauważyłam, że jego miski były prawie puste. Znów zawrzałam w środku. Nie minęły nawet 24 godziny, a już byłam tą, która musi zająć się kotem. Napełniłam miski i wróciłam na łóżko. Drzemałam w towarzystwie dźwięków wydawanych przez kota pijącego wodę. Moje powieki zrobiły się ciężkie i szybko zasnęłam.

Kiedy się obudziłam, na dworze było już ciemno. „Super, straciłam cały dzień,” pomyślałam ze złością. Słyszałam drapanie kociaka i zastanawiałam się, czy będę musiała zapłacić za ewentualne zniszczenia przez niego dokonane.

W tej chwili mój telefon zadźwięczał. Podniosłam go – wiadomość od Reiny.

„Poppy jest niesamowicie słodki!”

Przewróciłam oczami, i zabrałam się za odpisywanie. Zanim to zrobiłam, przyszła kolejna wiadomość od Reiny:

„Poppy źle zniósł podróż samochodem i teraz siedzi pod półką z książkami. LOL”

Poczułam jak brakuje mi tchu. O czym ona mówiła? Przecież nie zabrała kota ze sobą, wciąż słyszałam jego drapanie dochodzące spod łóżka.

Ręcę mi drżały, kiedy pisałam wiadomość:

„O czym ty mówisz? Zabrałaś kota ze sobą?”

Sekundy mijały. Przygryzłam wargi, kiedy drapanie stało się głośniejsze i szybsze. Telefon zadźwięczał.

„Eee, tak. Mówiłam ci, że sama zajmę się Poppym, ty nie musisz.”

Odpisałam szybko:

„Nie żartuj sobie ze mnie!”

Odpowiedź przyszła po kilku sekundach:

„WTF, Casey, dlaczego miałabym kłamać? Zaraz prześlę ci fotkę.”

Żadne zdjęcie do mnie nie dotarło. To zawsze zajmowało dłużej niż zwykłe wiadomości. Obleciał mnie strach, kiedy usłyszałam przeciągły pomruk dochodzący spod łóżka. Moje serce biło w zwariowanym tempie, bałam się postawić nogi na podłodze, by uciec z pokoju. Drzwi były, jak zawsze, uchylone i delikatne światło wpadało do środka z korytarza. Dzięki temu w pokoju nie było całkiem ciemno.

Wtedy, dokładnie pode mną, usłyszałam głośne syczenie. Tego było już za wiele. Wyskoczyłam z łóżka i rzuciłam się do drzwi. Natychmiast szeroko je otworzyłam i jeszcze raz spojrzałam za siebie, zanim wybiegłam na korytarz. Zobaczyłam Poppy. Usiadł spokojnie na środku pokoju, liżąc łapę. Wyglądał zupełnie normalnie. Gapiłam się na niego rozbita, moje serce wciąć bijące o wiele za szybko. Wtedy zadźwięczał mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i niemal wypuściłam komórkę z rąk. To było zdjęcie, które wysłała mi Reina.

Zdjęcie było robione z daleka, obejmowała górę półki na książki. Było nieco niewyraźne, ale dokładnie widziałam, że cokolwiek siedziało na półce nie było kotem! Wyglądało jak chuda, garbata istota podobna do człowieka, ale była mała – jak dziecko. Jego skóra była ciemna i popękana. Nie byłam w stanie dostrzec szczegółów, ale dokładnie widziałam dwa świecące punkty, które musiały być oczami. To coś patrzyło wprost na aparat.

Zamiast pisać kolejną wiadomość do Reiny, wybrałam jej numer drżącymi rękoma. Odebrała po drugim sygnale.

- Co jest, Case? – zapytała.

- Uciekaj z mieszkania, natychmiast! – powiedziałam szybko.

- Co? O czym ty mówisz?

- Zabierz ze sobą Mike’a i uciekajcie. Teraz!

- Po prostu ciebie nie rozumiem, o co ci do cholery cho...

- Poppy jest tutaj ze mną. Właśnie się na niego patrzę. Nie wiem, co zabrałaś ze sobą, ale to NIE jest twój kot.

- W co ty ze mną pogrywasz, Casey?! – Reina podniosła głos, była wściekła. Zamiast kontynuować kłótnię, rozłączyłam, złapałam Poppy i zrobiłam mu szybkie zdjęcie, które natychmiast odesłałam do Reiny jako dowód.

Czekałam na odpowiedź, ale Reina nie oddzwoniła. Kiedy sama wybrałam jej numer, nikt nie odebrał telefonu. Nie wiedziałam, czy powinnam zadzwonić na policję, albo do Ryana, lub chociaż do mojej mamy, żeby usłyszeć jej ciepły głos. Ostatecznie nigdzie nie zadzwoniłam. Byłam przerażona – przytulałam do siebie Poppy pomimo jego protestów i zwinęłam się w kłębek na łóżku. Nie mogłam spać.

Wczesnym rankiem reina wróciła do domu. Miała bladą twarz i przekrwione oczy. Spojrzała na mnie, potem na kota...

- Zabierz go ode mnie! – powiedziała tylko.

- Wszystko w porządku? – zapytałam, siadając na łóżku.

Potrząsnęła głową i opadła na swoje łóżko. Nie naciskałam, Reina nie wyglądała na kogoś, kto ma ochotę na rozmowę. Poza tym nie byłam pewna, czy chciałam wiedzieć, co się stało.

Tego samego ranka odwiozłam kociaka do schroniska. Było mi go szkoda, ale kobieta w przytulisku zapewniła mnie, że takie młode kociaki szybko znajdują domy. Miałam tylko nadzieję, że czymkolwiek to było, nie znajdzie drogi powrotnej.

Po południu spotkałam Mike’a. Wyglądał tak samo źle jak Reina. Nie pytałam go o nic. Później dowiedziałam się, że ich domek nad jeziorem spłonął poprzedniej nocy. Mieli szczęście, że przeżyli.

Źródło: paranormalne.pl
Oceń:
50
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!