Historia

Niezapomniane Wakacje

białadama 9 6 lat temu 9 096 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Kiedy byliśmy mali pojechaliśmy z rodzicami na wieś, na wakacje.

Zamieszkaliśmy w starym domu, takim w połowie drewnianym, z zamieszkałym strychem.

To był jeden z tych pensjonatów, gdzie na górze zagospodarowane są miejsca dla gości, na dole zaś mieszka rodzina. Dookoła tego domu, było pole, gospodarstwo, pełno zieleni, jezioro i miejsc do spacerów. Słowem najlepsze wakacje dla małych brzdąców jakimi byliśmy.

Przyjechaliśmy z rodzicami późnym popołudniem po dosyć długiej i męczącej podróży, więc tego dnia zdążyliśmy tylko zjeść kolację i rozpakować się w swoich pokojach. Rodzice spali w jednym pokoju, my w drugim. Była nas trójka. Na początku usnęliśmy niemal natychmiast, jednak późno w nocy przebudziłam się i nie mogłam spać. Tak leżałam w ciszy, gdy usłyszałam szept.

- śpisz? - usłyszałam głos siostry

- nie, nie mogę spać. - odpowiedziałam.

- Chodź ze mną do łazienki, boję się – powiedziała.

Każdy z nas w dzieciństwie odczuwał chyba lęk, kiedy trzeba było w nocy pójść do ubikacji, a to w dodatku był zupełnie obcy dla nas dom. Zgodziłam się. Założyłam kapcie i poszłam wraz z siostrą.

Łazienka była na końcu korytarza tuż przy schodach na dół. Czekając na zewnątrz zauważyłam, że na dole pali się światło. super pomyślałam właściciele nie śpią, więc nic nam nie grozi uspokoiło mnie to trochę.

Moja siostra już wychodziła z łazienki, gdy obie usłyszałyśmy kroki od strony schodów.

- a czego to nie śpicie maluchy? - odbiegł nas przyjazny, ciepły głos starszej pani, która właśnie wchodziła po schodach na górę. - szłam właśnie sprawdzić, czy tam u was okna pozamykane (na korytarzu, między pokojami były dwa okna)

- Ja chciałam do łazienki i trochę się bałam, a poza tym to nie możemy spać, proszę pani. Okna pozamykane, dziękujemy. - Powiedziała siostra.

- No, jak nie możecie spać, to najlepsze jest mleko, chodźcie do kuchni to wam naleję – powiedziała pani. Jeszcze sprawdziła stan okien i poprowadziła nas do kuchni, w której zapalone było światło. Nie czułyśmy żadnego niepokoju. To była zwykła babcia o ciepłym głosie, co to od wieków mieszka na swoim piecze ciastka i dogląda ogródka, a przecież to zamieszkany dom, a i właściciele od początku zdawali się przyjaźni. Fajnie jest być tak miło ugoszczonym, zwłaszcza, gdy się jest dzieckiem w nowym, nieznanym miejscu.

Pani podała nam mleko, opowiedziała ciekawe historie o domu, za czasów wojny i tak dalej. Dowiedziałyśmy się, że sam dom był budowany przez jej dziadka i przeżył zabory i dwie wojny, gościł wojska Napoleona i chociaż nie we wszystkie historie wierzyłyśmy, to przyjemnie się ich słuchało.

W końcu zachciało nam się spać, więc starsza pani odprowadziła nas do pokoju i życzyła spokojnej nocy. Poszłyśmy spać i snem błogim spałyśmy aż do rana.

Przy śniadaniu, które jedliśmy razem z rodzicami i właścicielami, zdziwiło nas to, że nie ma starszej pani. No cóż, może poszła do kościoła, na zakupy, czy po prostu spała.

Czasem widywałyśmy ją, gdy wieczorem chodziła koło domu, czy mignęła gdzieś w korytarzu, jednak przy stole nigdy jej z nami nie było. Raz nawet upomniała nas wieczorem, że to tak niebezpiecznie łazić po dworze bo tu niedaleko staw i pewnie rodzice się martwią.

Mieszkało się nam świetnie i były to chyba jedne z najwspanialszych wakacji zapamiętanych z dzieciństwa. Jazda bryczką po leśnej drodze, zbieranie owoców wprost z drzew. Zabawa z małymi kotkami w szopie, bieganie po polach, czy kiełbaski z ogniska, to naprawdę wspaniałe wspomnienia.

Właściciele domu tak bardzo nas polubili, że w dniu, kiedy wyjeżdżaliśmy, użądzili dla nas pożegnalny obiad i deser. Obie z siostrą zdziwiłyśmy się bardzo, że na tym spotkaniu nie było owej pani, która się nami tak zaopiekowała pierwszego dnia.

- Przepraszam bardzo – zapytałam – a gdzie jest taka starsza Pani. Widać ją tu czasem, jak zagląda do szopy? Taka starsza, z siwymi włosami. Pierwszego dnia, jak nie mogłyśmy spać, to opowiadała nam historie ze swojego dzieciństwa i poczęstowała mlekiem?

Widać było, że właściciele pobledli lekko, zapytali jeszcze raz o wygląd. Pan właściciel oddalił się i po krótkiej chwili przedstawił nam zdjęcie. - Czy to ta pani?

- Tak odpowiedziałyśmy zgodnie z siostrą – zdjęcie przedstawiało tą staruszkę.

- To moja matka, umarła dziesięć lat temu.

autor: Kocica z paranormalne.pl

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo mi się spodobało. Dobrze się czyta, jest na prawdę swietne ?
Odpowiedz
użądziliużądziliużądziliużądziliużądziliużądziliużądziliużądzili
Odpowiedz
Fajne , ale można było przewidzieć ;)
Odpowiedz
Fajne, choć nie straszne. :)
Odpowiedz
To już 6 taka sama historia
Odpowiedz
Od początku wiedzialam ze ta pani to duch :) ale milo pewnie bylo spotkac takiego fajnego ducha :3
Odpowiedz
łatwo było sie domyślic co sie stanie, ale bardzo fajne
Odpowiedz
już od początku wiedziałam, że ta staruszka to duch albo coś w tym stylu
Odpowiedz
spoko..
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje