Piesek

Dodane przez: shadowamph, 18.01.2014, 09:02
Reklama:

Zawsze chciałem mieć pieska. Pięknego, puszystego niczym wata, pieska. Chroniłby mnie przed wrogami, nauczyłbym go komend, spałby obok mnie, czekał na mnie każdego dnia. Byłby moim najlepszym przyjacielem. Taki piesek to skarb. Niestety cała moja rodzina cierpiała na bardzo dokuczliwą alergię, dokładniej mówiąc, alergie na sierść. Przez piętnaście lat próbowałem pogodzić się z myślą, że nigdy czegoś takiego nie doświadczę.

Po studiach, wybrałem zawód chirurga plastycznego. Tak wiem, pewnie wyobrażacie sobie mnie, siedzącego w klinice dla pań z kompleksami, których w życiu obchodzą jedynie ich płaskie piersi, bądź lekko przekrzywiony nos - otóż nie. Pracuję w państwowym szpitalu, gdzie pod mój skalpel trafiają ludzie dotknięci przykrymi wypadkami, bądź poważnymi nowotworami skóry . Nie jest to nudna praca, przyznam.

Szło mi to całkiem nieźle, duża pensja, ciągłe podwyżki , szef chwalił mnie na prawo i lewo. Zostałem pracownikiem miesiąca, a moja profesja coraz bardziej mnie wciągała. Doszło do tego, że otworzyłem swoją prywatną, małą klinikę, w której za niemałą opłatą przyjmowałem osoby czujące obrzydzenie do brudnych, starych państwowych szpitali. Nigdy jednak nie przyjmowałem tych wspomnianych wyżej bab, czułem do nich pogardę i obrzydzenie.

Pewnego dnia, jedząc lunch na szpitalnym dziedzińcu, zobaczyłem coś, co przypomniało mi moje smutne dzieciństwo. Chłopczyk, prawdopodobnie chory na raka, rzucał piłeczkę swojemu białemu, puchatemu pieskowi. Sprawiało im obu to taką radość, że łzy napłynęły mi do oczu, może z powodu silnej alergii.

Całe kilkanaście lat zapominania, diabli wzięło. Chciałem pieska, znowu chciałem pieska.

Wróciłem do mojej domowej kliniki około godziny piętnastej, była to niedziela a ja nie miałem nocnego dyżuru. Byłem umówiony z pacjentem na szesnastą więc mogłem chwilę odsapnąć. Miałem do wykonania zabieg usuwania guza położonego centralnie na jego zadartym nosie. Zjadłem kanapkę z paprykarzem szczecińskim i przeczytałem kilka artykułów w moim ulubionym miesięczniku dla chirurgów.

Pacjent przyszedł dziesięć minut spóźniony, ale po kilku latach pracy byłem już do tego w stu procentach przyzwyczajony. Podałem mu narkozę, a on szybko zasnął, nie mówiąc ani słowa. Miałem wszystko przygotowane. Wydłużyłem mu za pomocą kilku tytanowych „kości” szczękę. Zrobiłem przeszczep i całą konstrukcje dokładnie przykryłem tkanką. Nos doszczętnie usunąłem, a nowy przyszyłem do owej konstrukcji. Na innym, ukrytym w piwnicy pacjencie, wyhodowałem ogon.

Przygotowałem go kilka dni przed operacją, a teraz przyszywałem nad pośladkami. Skróciłem mu palce, a stopy starannie przerobiłem na takie, by przypominały zwierzęce. Jednym sprawnym ruchem pozbawiłem go mowy, teraz nie miał już języka. Wyciąłem mu uszy, i delikatnie zmieniając ich wygląd, przyszyłem na linii włosów. Niestety, nogi musiałem skrócić, były za długie.

Patrząc na swoje, piękne hipoalergiczne, jeszcze śpiące dzieło, nie mogłem wyjść z podziwu. Było takie piękne. Pogłaskałem je po głowie. „Moja psinka”, powiedziałem. Uśmiechnąłem się do siebie myśląc - „A może dorobię mu koleżankę. Chociaż, kto wie, może całe stadko"...

Źródło: moja głowa
Oceń:
12
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!