Historia

Amulet władcy demonów

pepe 5 4 lata temu 4 599 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Dochodził wieczór. Słońce zachodziło nad horyzontem, ostatnimi promieniami oświetlając konary leśnych drzew. Faol jechał gościńcem zbliżając się do gospody „Pod Czarnym Łabędziem”. Znużony drogą sięgnął po sakwę i wyjąwszy z niej kilka miedziaków zamówił kufel piwa. Usiadł przy stole. Pragnąc się posilić po przebytej drodze zaczął pić. Nagle dosiadł się do niego mężczyzna odziany w czarny płaszcz z kapturem. W panującym półmroku, zakłócanym jedynie przez nikłe światło płonących świec nie było widać nawet rysów jego twarzy.

- Wyglądacie mi wędrowcze – przemówił nieznajomy – na kogoś, komu odwagi nie brakuje.

- Kim jesteście i czego ode mnie chcecie? - spytał Faol lekko zaniepokojony.

- A słyszeliście może – kontynuował tajemniczy jegomość ignorując rozmówcę – o skarbie ukrytym w ruinach pobliskiego zamku? - spytał. Faol wyraźnie poczuł, że ów człowiek może mu w czymś pomóc. Choć słyszał wiele razy różne legendy, opowieści i bajania o ukrytych skarbach, lecz choć zwiedził kawał świata nie posiadł żadnego. Tym razem jednak wydawał mu się on być na wyciągnięcie ręki.

- Nie. - odparł. - A cóż to za zamek i jakie bogactwo w sobie kryje? - spytał zaciekawiony.

- Ano nie wiecie wędrowcze, że na pobliskiej górze stoją stare, sypiące się ruiny zamku. Wyglądają jak zwykła sterta kamieni porośnięta mchem. Lecz gdy tylko księżyc na niebie zaświeci w pełni, z owych ruin dochodzą mrożące krew w żyłach odgłosy: nieludzkie krzyki i zawodzenia niepodobne do żadnych odgłosów jakie mógłby wydawać zwierz lub normalny człowiek, a przypominające raczej wrzaski setek nieszczęśników cierpiących piekielne męki, lub co gorsza odgłosy diabła lub innej poczwary.

- To cóż tam takiego siedzi? Czyżby sam bies? - spytał Faol, w którym ciekawość ciągle była silniejsza od strachu.

- Legenda głosi, że setki lat temu mieszkał tam hrabia, który był bardzo rozrzutnym człowiekiem. I ponieważ złota posiadanego i klejnotów oszczędzać nie umiał, toteż mu na bogactwie nie zbywało. Więc pewnego dnia zaczął modlić się do Boga, by ten dał mu tyle złota, ile mu potrzeba do zaspokojenia każdej jego zachcianki. Oczywiste jednak, że tak zachłannej prośby Bóg nie usłuchał. Władcy zaś, pewnej nocy, objawił się sam Szatan. - Faol uniósł głowę znad kufla i upewnił się, że nikt nie podsłuchuje. Na dworze panował już mrok. - Zaproponował tedy hrabiemu – ciągnął dalej nieznajomy – iż da mu magiczny amulet, dzięki któremu posiądzie on władzę nad demonami piekieł, które będą mu służyły aż do śmierci i obdarowywały wszelakim bogactwem. Musiał on jednak podpisać krwią pakt, w myśl którego po jego śmierci moc amuletu nie będzie dla niego dłużej dostępna, a jego zepsuta dusza na wieczność pozostanie uwięziona w zamkowych lochach. Powiadają, że ów amulet nadal spoczywa ukryty wśród omszałych ruin. Ale by się dostać do niego, potrzeba przejść przez drzwi zamknięte trzema zamkami, do których klucze ukryte są w trzech wieżach strzeżonych przez trzy demony, którym żadna śmiertelna istota krzywdy zrobić nie może bez posiadania odpowiedniej broni, specjalnie poświęconej przeciw mocom piekielnym. Jednak gdyby już zdołał je pokonać, duch właściciela zamku wyjawi mu miejsce ukrycia amuletu, po usłyszeniu rozkazu: „Wzywam duszę tego, który niegdyś był panem zamku, by odsłonił przede mną to, co ukryte”. - Faol, gdy tak słuchał, poczuł się zachęcony wizją panowania nad mocami piekła i czerpania z owych mocy bogactwa. W prawdzie owe bogactwo byłoby mu dawane przez siły nieczyste, lecz w końcu złoto zawsze jest złotem, więc nie będzie grzechem posiąść je z ręki czarta. Pociągnąwszy z kufla ostatni łyk położył głowę na blacie stołu. Ze zmęczenia zapadł w płytki sen, lecz już po chwili (a sprzynajmniej wydawało mu się, że minęła tylko chwila) uniósł głowę. Tajemniczego mężczyzny przy stole już nie było, lecz gdy spojrzał na ławę na której on siedział, ujrzał schowany w pochwie miecz. Wstał i sięgnął po niego zdziwiony. Na rękojeści wyraźnie wygrawerowane były słowa: „si deus nobiscum, quis contra nos?”. Dziwne – pomyślał. - Zupełnie, jakby zostawił to tutaj specjalnie dla mnie. - Faol pomyślał, że jego los daje mu właśnie szansę. Ta myśl odpędziła całkowicie uczucie senności i zmęczenia. Przypasawszy miecz podszedł do najbliższej osoby spytać ją o drogę na zamek, a następnie wyszedł na zewnątrz i ruszył w odpowiednim kierunku.

Szedł między polami, a następnie pod górę, krętą drogą w kierunku zamku. Dokoła nikogo nie było. Jedynymi odgłosami, jakie słyszał, było pohukiwanie sów, cykanie świerszczy oraz dochodzące z lasu u podnóża wycie wilków. Choć brzmiało ono niepokojąco, największą grozą napawał go widok zamku, do którego zmierzał. Już z daleka wydawało mu się, że w oknach wież palą się złowrogie, czerwone światła, lecz mogło to być jedynie złudzeniem. Sam zamek zaś – choć wyglądał na od dawna opuszczony – zdawał się go „zapraszać”. Było w tych ruinach coś dziwnego, jakaś nadludzka siła, która jakby już z oddali chciała mu powiedzieć „Chodź do mnie!!!”. Mimo to widok jego celu napawał go grozą.

Gdy zbliżał się do murów z łuczywem w ręku, widział całkiem sporo ogołoconych z liści drzew. Miał wrażenie, że siedzące na ich gałęziach sowy i kruki dziwnie reagują na jego obecność i zamiast odlatywać, jakby wpatrywały się prosto w niego. Postanowił to zignorować i wszedł na dziedziniec przez wyłom w murze.

Rozejrzał się. Zobaczył drzwi prowadzące do jednej z wież. Gdy podszedł bliżej dostrzegł niewyraźnie wyryty nad nimi pentagram. Nacisnął klamkę, drzwi ani drgnęły. Lecz po chwili ujrzał, jakby jakaś niewidzialna ręka wyryła na nich drugi pentagram od którego przez moment biło nikłe światło. Przestraszył się, lecz nacisną klamkę ponownie. Gdy tylko wszedł do środka, drzwi jakby zatrzasnęły się same a pochodnia zgasła. Natychmiast dobył miecza, gdy nagle, kilka kroków przed nim stanęła złowroga, czerwona poświata. Stanął nieruchomo i po chwili ujrzał w niej dziwną sylwetkę człekokształtnej, czarnej istoty z rogami na głowie, długimi pazurami oraz oczami wydzielającymi czerwony blask. Monstrum odziane w czarną szatę zbliżyło się do niego powolnym, majestatycznym krokiem.

- Wiem po co przybywasz, nędzny śmiertelniku. - przemówiło tęgim głosem mrożącym krew w żyłach. - Nic z tego. Jam jest Astaroth – piekielny książę. Razem z mymi braćmi mam pilnować duszy tego głupca, który ośmielił się narzucić swą wolę Królestwu Piekieł. Żaden z twojego nędznego gatunku nie posiądzie ukrytego tu skarbu a ty... sczeźniesz w tych ruinach razem z nim! - gdy przerażony Faol uniósł miecz, jego klinga zaczęła świecić. Nie czekając aż poczwara rzuci się na niego z całej siły wepchnął jej ostrze miecza prosto w pierś. Z piersi demona wyrwał się przerażający ryk odbijający się echem od ścian wieży i zamkowych murów. Faol pomyślał, że cały zamek runie, lecz chwilę później po demonie został już tylko zapach siarki i delikatna, czerwona poświata w której dostrzegł leżący na podłodze klucz. Podniósł go i schował do kieszeni płaszcza.

Wyszedł na dziedziniec. Ten sam, na którym był chwilę wcześniej, lecz miał wrażenie, że coś jest inaczej. Czuł się tak, jakby był śledzony. Jakby w jego pobliżu był ktoś lub coś, co zna jego następny ruch i dobrze wie co za chwilę zrobi. Również patrząc na niebo miał wrażenie, że nad zamkiem przybyło chmur, które jeszcze bardziej przysłoniły światło księżyca i gwiazd. Rozejrzał się. Zobaczył, że na gałęzi drzewa siedział kruk, który dziwnie mu się przyglądał. Ignorując go ruszył w kierunku następnej wieży z drzwiami, nad którymi również „wyskrobany” był pentagram. Tym razem – o dziwo – otwarły się przed nim same. Nie chowając miecza wszedł do środka. Ostrze znów zaczęło świecić. Tym razem jednak nie ujrzał czerwonego światła i demona w czarnej szacie, lecz gdy tylko wszedł parę kroków w głąb, drzwi znów zatrzasnęły się same, a Faol poczuł, jakby coś złapało go od tyłu za gardło. „Nie wyjdziesz stąd! Agares wrzuci cię prosto w ogień piekielny!” - usłyszał szept, gdy długie szpony wbijały się w jego szyję odcinając całkowicie dopływ powietrza. Próbując się wyrwać upuścił miecz, lecz gdy ten spadł na ziemię wydzielane przezeń światło stało się mocniejsze a ucisk na szyi zelżał. Wyrwawszy się podniósł miecz z ziemi i gdy się obrócił ujrzał za sobą drugiego rogatego, czerwonookiego demona ubranego w czarną szatę. Ten wyraźnie cofał się przed światłem miecza. Faol nie zastanawiając się długo wziął zamach i zadał cios odcinając bestii lewą rękę. Ta wydała z siebie niemniej głośny i okropny krzyk, zaś Faol, nie czekając na nic zamachnął się ponownie próbując odrąbać demonowi głowę, lecz ten zdołał się cofnąć straciwszy jedynie drugą rękę, która – podobnie jak poprzednia – spadła na ziemię wydzielając czerwone światło. Faol zrobił krok do przodu i zamachnąwszy się po raz trzeci odciął demonowi głowę. I ten przemienił się w chmurę siarkowego dymu oraz klucz oświetlony czerwonym światłem. Podniósłszy go z ziemi Faol znów wyszedł drzwiami na dziedziniec. Nagle rozległa się błyskawica i w jednej chwili w rosnące na dziedzińcu drzewo uderzył piorun, zaś siedzący na tym drzewie kruk przeleciał na ziemię na środku dziedzińca i stanąwszy w czerwonych promieniach przemienił się w kolejnego – ostatniego demona. Ten jednak, nie podszedł do Faola, lecz stał nieruchomo utkwiwszy w nim swe świecące ślepia. Faol szybkim krokiem ruszył w jego stronę.

- Stań do walki poczwaro! - wysyczał przez zęby.

- Zawracaj człowieku! Pokonałeś moich dwóch braci, lecz amulet ujarzmiający moce piekielne na zawsze spoczywać będzie w tym zamku i żaden z twojego gatunku już go nie posiądzie. Zaś dusza tego nędznika, który go użył na zawsze błąkać się będzie po zamkowych lochach pokutując za swą zachłanność. Nikt z was nie zdoła jej stąd uwolnić.

- Nie powstrzymasz mnie przed tym demonie! Ten nieszczęśnik już odpokutował. Zaś amulet dany mu przez waszego władcę teraz należy się mnie!

- Głupcze! Jam jest Marbas, wysłany tu przez samego Lucyfera. I choć pokonałeś tamtych, to by posiąść amulet musisz zmierzyć się ze mną! - to powiedziawszy mrożącym krew w żyłach basem demon dobył własnego miecza, którego klinga płonęła. Zamachnął się, lecz Faol zdołał się osłonić swoim. Po kilku parowaniach zdołał zaciąć demona w dłoń. Ten zawył upuszczając swój miecz. Faol zamachnął się i z całej siły wbił mu klingę miecza w pierś. Potwór wydał z siebie – o ile to możliwe – jeszcze głośniejszy i bardziej przerażający wrzask i upadłszy na kolana przemówił - „Bądź przeklęty w imię wszystkich mocy piekielnych oraz mego pana!”, lecz po chwili zaczęła otaczać go chmura siarki i zerwał się silny wiatr. Faolowi wydało się, że monstrum znika.

Podniósłszy z ziemi trzeci klucz ruszył w stronę kolejnych drzwi i tam, krętymi schodami zszedł głęboko pod ziemię. Natknął się na drzwi. Gdy nacisnął klamkę, wiszące na ścianach pochodnie zapaliły się same i ujrzał, że drzwi przed którymi stoi zamknięte są na trzy zamki. Włożywszy wszystkie trzy klucze do dziurek, otwarł drzwi i znalazł się w oświetlonym pochodniami pomieszczeniu. Przemówił więc głośno: „Wzywam duszę tego, który niegdyś był panem zamku, by odsłonił przede mną to, co ukryte”. Na jednej ze ścian ujrzał cień zakapturzonego człowieka odzianego w płaszcz. Lecz gdy się rozejrzał nie było obok nikogo. Cień ruchem ręki wskazał sąsiednią ścianę i po chwili wszystkie pochodnie zgasły, a białe światło niewiadomego źródła padało jedynie na niewielkie miejsce w ścianie. Gdy Faol podszedł do niego pojawiły się tam czerwone, jakby napisane krwią słowa: „Teraz to twoja dusza błąkać się będzie po zamkowych lochach i przez wieczność nie zazna spokoju”. Zaraz gdy to przeczytał światło zgasło i w powietrzu zaczęła unosić się woń siarki, a Faol nagle poczuł, że coś łapie go za gardło i zaczyna dusić...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Że ten goscio z karczmy był tym przekletym i chciał aby faol zajął jego miejsce a on był wolny?
Odpowiedz
Rodem z Diablo III <3. Takie coś lubie !
Odpowiedz
Za łatwo pokonał te demony. No kurde, nawet jeśli ma jakiś super pinci rynci miecz to to powinno być trudniejsze ;//
Odpowiedz
Opowiadanie fajne tylko końcówka nie wyszła. Kim był koleś spotkany w karczmie ? Co miał oznaczać napis na ścianie ? I co dusiło Faola ? Sporo niewiadomych :)
Odpowiedz
Masz racje Julia Korneluk
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje