Historia

Ulica Warszawska

scarystory 5 4 lata temu 5 273 odsłon Czas czytania: ~3 minuty

Nie ma nic lepszego niż wakacje. Dwa miesiące bez klasówek, sprawdzianów i wykładów nauczycieli. Moje ostatnie wakacje przed studiami, jako mól książkowy miałam je spędzić na czytaniu książek.

Siedemnastego lipca moja mama obchodziła czterdzieste piąte urodziny. Ze względu na to że dwa razy nie zdałam egzaminu na prawo jazdy musiałam jeździć autobusami. Tego dnia miałam pojechać z przesiadką do sąsiedniego, większego miasta. Rano zaczęłam czytać nową lekturę. Tak się wciągnęłam, że zanim się obejrzałam była godzina dziewiętnasta. Ze względu na ostatnią kolizję, autobusy jeździły tylko do godziny osiemnastej, a ja nie miałam jeszcze prezentu dla mamy. Pomyślałam, że mogę zrobić coś własnoręcznie, ale to nie był najlepszy pomysł. Postanowiłam, że poradzę się mojej przyjaciółki - Pauliny. Ona zawsze miała dobre pomysły w zanadrzu. Kilka minut później zadzwoniłam do niej. Paula doradziła mi żebym poszła do pobliskiej apteki i kupiła mojej mamie tabletki wzmacniające włosy. Pomysł wydawał się niezły, apteka była oddalona od mojego domu o około dwa kilometry. Zabrałam ze sobą klucze, portfel, telefon i gaz pieprzowy (to wymysł mojego taty - policjanta). Robiło się już trochę ciemno, ale na szczęście miałam w telefonie latarkę. Wydawało mi się że tylko ja chodzę skrótem przez las (wszyscy mówią, że jest nawiedzony). Nagle przede mną pojawiła się kobieta. Była ładna, szczuła,miała długie czarne włosy nosiła czarną sukienkę.

- Przepraszam bardzo, czy wie może pani gdzie jest ulica warszawska? - zapytała kobieta

Odkąd tu mieszkam (czyli odkąd pamiętam) nie słyszałam o takiej ulicy, a jeżdżę autobusami więc znam większość miejsc w moim mieście.

- Nie, niestety nie. - odpowiedziałam

Usłyszałam trąbienie samochodu, kiedy się odwróciłam usłyszałam pisk opon, ale nic szczególnego nie zobaczyłam. Po chwili zorientowałam się, że kobieta z którą rozmawiałam zniknęła. Ona chyba jest sprinterką, bo biega bezszelestnie, w szpilkach szybciej niż ja w tenisówkach. została jeszcze niewyjaśniona sprawa pisku opon. Przeszłam kawałek lasu, lecz nie zauważyłam nawet śladu opon. To wydawało się dziwne. Po chwili namysłu szłam dalej w kierunku apteki. Kilka dni później moja mama źle się czuła. Podejrzewałam, że zaszkodziły jej tabletki ode mnie. Przed godziną dwudziestą poszłam do apteki po tabletki przeciwbólowe dla mamy. Tego wieczoru było zimno więc po wyjściu z domu wróciłam się po bluzę. Usłyszałam rozmowę rodziców. Mówili o jakiejś młodej dziewczynie, o jej dziecku, wypadku i o tym że zżera ich sumienie. Nie chciałam się wtrącać, bo wyszłoby, że podsłuchuje rodziców i im nie ufam. Chociaż rozmowa wydawała się jednoznaczna. Moja rodzina chyba coś przede mną ukrywa. Po cichu wyszłam z domu i poszłam po te leki.

Przechodząc przez las znowu podeszła do mnie ta kobieta i zapytała o ulicę Warszawską, ja odpowiedziałam to samo co ostatnio. Ona zdjęła kaptur z głowy i odgarnęła włosy. Na szyi miała siniaki jakby ktoś dusił ją sznurem. Ponownie usłyszałam pisk opon i trąbienie, lecz tym razem się nie odwróciłam. Kobieta zaczęła płakać i pokazała mi czarno-białe zdjęcie małej dziewczynki. Potem znowu zniknęła. Po powrocie do domu spanikowana, zaczęłam przeszukiwać szafkę z rodzinnymi zdjęciami i dokumentami. Znalazłam dwie gazety sprzed ponad dwudziestu lat. Pierwsza gazeta opowiadała o wypadku w którym zginęła mała dziewczynka, a druga o samobójczej śmierci jej matki. Na początku nie połączyłam ze sobą tych wszystkich faktów. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. O piątej godzinie włączyłam komputer i przeszperałam pół internetu w poszukiwaniu informacji o wypadku. Dowiedziałam się, że samotna matka została potrącona podczas spaceru z córeczką. Matka złamała sobie nogę natomiast jej dziecko zmarło na miejscu w wyniku rozległych obrażeń głowy. Kobieta w dniu pogrzebu córki powiesiła się w lesie.

Teraz dopiero zaczęłam się bać, nawet tabletki na uspokojenie mi nie pomogły. Kilka godzin później zadzwoniłam do ,,mojej doradczyni".

Paulina powiedziała mi, żebym porozmawiała z rodzicami. Tak też zrobiłam. Rodzice opowiedzieli mi o tym jak spowodowali wypadek, oraz o tym, że uciekli z miejsca wypadku. Wpadłam w histerię. Z tego co mi opowiadali wynikało, że ta kobieta utożsamia mnie ze swoją córką.

Od tej historii minęło już kilka lat, jednak ślad w mojej psychice pozostanie na zawsze. Przestałam widywać kobietę odkąd rodzice przyznali się do winy na policji.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

świetne
Odpowiedz
Nawet ujdzie, ale nie jest jakieś specjalnie porywające
Odpowiedz
Historia fajna i warta dopracowania, bo w niektórych miejscach strasznie drewniano napisana
Odpowiedz
Dużo jest takich creepast, że zwidy był wypadek i to ktoś z rodziny był, czy go spowodował. Dla mnie przeciętne, nie zaskakujące 6/10.
Odpowiedz
wooow mega XD 10/10
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje