Historia

XoRax

zbig 16 4 lata temu 6 278 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Moi rodzice byli pierwszymi osobami które brutalnie zmarły przez chorobę obecnie znaną jako XoRax. Mogę sobie dokładnie przypomnieć, jak mój ojciec leżał w łóżku, gdy dławiąc się swoimi wymiotami, musiał wytrzymywać skurcze większości mięśni. Stałem u jego boku i odmawiałem odejścia, wstrzymując swoje łzy. Jego źrenice rozszerzały się, aż jego całe oko było niczym ciemna nicość. Obracając głowę do mnie próbował coś powiedzieć, lecz ilekroć próbował otworzyć usta, przybywała kolejna fala wymiotów. Pamiętam, że coś mówiłem, lecz zapomniałem co. Pamiętam jak patrzyłem w jego szklące się oczy, podczas gdy trząsł się coraz słabiej, aż w końcu zaprzestał. Wydałem z siebie jęk i pobiegłem do swojego pokoju, niechętny i nieprzygotowany do zrozumienia prawdy. Najpierw odeszła moja matka, potem brat, który dopiero co skończył 16 lat, a w końcu mój ojciec. Nie sądziłem, że sam złapałem tą chorobę - gdyby okazała się zaraźliwa - po prostu sądziłem, że miałem szczęście, choć było to szczęście w nieszczęściu.

Zasnąłem w kącie otulony kocem, który wcześniej ogrzewał moją matkę; jej perfuma sprawiała, że wstrętny aromat dało się wytrzymać, może na tyle, żebym mógł zasnąć. Pamiętam, że później usłyszałem ciągłe stukanie w zamknięte drzwi. Krzyczeli w poszukiwaniu ocalałych, szukając kogokolwiek żywego pomimo wybuchu choroby. Pobiegłem do drzwi i otworzyłem je, by spotkać tych, których później identyfikowałbym jako Day-Crew. Ich twarze zasłaniały duże maski przeciwgazowe z jakimiś kapsułami na ich policzkach. Ich oddech był powolny i stale monitorowany, a ich głosy stale zasłaniało ich mechaniczne sapanie. Byli od stóp do głów pokryci w czarnych strojach chroniących ich przed chorobą, a na ich plecach było napisane na pomarańczowo DAY-CREW.

Kazali mi wyjść na główną ulicę, gdzie zdążyłem zauważyć czternaście innych dzieci w moim wieku, które ustawiano w szeregu. Po przebadaniu całej grupy, zaczęliśmy naszą wędrówkę przez ulicę, gdzie widzieliśmy czysty chaos. Słyszeliśmy z naszych domów odgłosy grabieży i rozpaczy, lecz przez tygodnie nie wychodziliśmy na zewnątrz w strachu przed złapaniem choroby.

Było tu jeszcze więcej żołnierzy z Day-Crew, którzy spalali ciała, które upadły na ulicę. Byli oddaleni od ciał, by nie wdychać powstałych oparów. Po cichu przeniesiono nas na tyły dużej ciężarówki, która zabrała nas na południe, w gęsty las.

Gdy ciężarówka zahamowała, drzwi się otworzyły pokazując jeszcze więcej Day-Crew, którzy zabrali nas na polanę. Zostaliśmy przepytani na temat naszego narażenia XoRax i czy czuliśmy jakiekolwiek symptomy jak nudności czy zawroty głowy. Chociaż wszyscy widzieliśmy, jak nasza rodzina chorowała i próbowaliśmy ich bezskutecznie wyleczyć, wszyscy byliśmy kompletnie zdrowi w jakimkolwiek fizycznym sensie.

Powiedziano nam, że Day-Crew było zdziwione w stosunku do naszej odporności na chorobę, gdyż każdy, kto miał z nią kontakt, zaraziłby się nią i zmarłby po kilku godzinach, więc szokiem było zobaczyć, że niektórzy z nas żyli w tym koszmarze przez tygodnie. Jednakże robiąc nam więcej testów i zadając więcej pytań, powiedziano nam, że odporność była związana z pewnym hormonem, który zaraza wykorzystywała, by zagrozić systemowi odporności, a ponieważ byliśmy zbyt młodzi by poprawnie go rozwinąć, zaraza nie mogła na nas zadziałać.

Powiedziano nam, że Day-Crew chciało nas badać, że żylibyśmy w kwarantannie ukryci w lesie. Mieli nadzieję, że mogliby z nas pobrać lekarstwo, którym można by wyleczyć świat i pozbyć się XoRax.

Próbowali brzmieć pozytywnie, lecz było oczywiste, że nawet oni w to wątpili.

Mimo tego zachowali pozytywny nastrój i obiecali nam, że naszym wysiłkiem ocalilibyśmy niezliczone życia. Zbudowali oddzieloną wioskę, dając każdemu z nas domek. Wprowadzono mnie do małego domku na drzewie, który miał pojedyncze łóżko przy ścianie i stół na środku. Powiedziano nam, że następnego poranka pobiorą naszą krew, więc nie mogliśmy do tego czasu nic jeść. Nie przejmowałem się tym. Nie byłem głodny od kilku dni, na myśli wciąż miałem widok mojej matki, ojca i brata. Nie spałem zbyt długo. W lesie było słychać świerszcze, a aż do wczesnych godzin na nogach utrzymywały mnie przygłuszone sprzeczki Night-Crew.

Następnego dnia obudzono nas i ustawiono w szeregu, by pobrać naszą krew. Gdy szykowano nam igły, powiedziano nam, że musielibyśmy otrzymać szczepionkę, która powstrzymałaby nas przed dojrzewaniem, by utrzymać stan hormonu, co możliwie doprowadziłoby do wynalezienia lekarstwa. Nigdy nie wyjaśniono, że nie bylibyśmy w stanie dorosnąć czy mieć dzieci, lecz cudem byłoby przeżycie przez pierwsze kilka godzin infekcji, co dopiero kilka lat, więc naszą dorosłość widziano jako potrzebne poświęcenie.

Trwało to przez kilka tygodni, otrzymywaliśmy szczepionki i mówiono nam, że wkrótce powstanie lekarstwo, lecz było tylko lekkie opóźnienie. Lubiłem słuchać przygłuszonych rozmów Night-Crew w nocy, po pewnym czasie łatwiej było zrozumieć co mówią, gdy siedzieli pod moim oknem przy ogniu.

Odkryłem, że nasza kryjówka była tylko jedną z wielu w pobliskim terenie i wydedukowano, że XoRax przyszedł z morza na zachodzie. Przekazywali straszne historie ludzi, którzy żyli na wybrzeżu; ich ta choroba trafiła najgorzej. Mówiono, że zrobili się bladzi, a z ich łokci, palców u nóg i bioder zaczęły wyrastać narośla. Musieli być stale nawadniani, inaczej ich skóra zaczęłaby odłazić. Ich źrenice były rozszerzone, a ich całe oko było czarne. W tym momencie przypominałem sobie o moim ojcu.

Jeden zapewniał drugiego, że w górach jest pożywienie. Kolejny odezwał się mówiąc, że znaleźli oczekujące kobiety, które nie chorowały na XoRax i że są trzymane w górach, aby mogły urodzić z dala od choroby. Temat wrócił do ich obecnej sytuacji. Zaczęli dyskutować o naszej kryjówce i o tym, że wyniki - chociaż obiecujące - wychodzą zbyt powoli. Obwiniono kilka osób, lecz w końcu postanowili utrzymać swój dobry humor i ustalili, że w coś w końcu się powiedzie, tylko potrzeba było więcej czasu.

Rozmowa wróciła do strasznych opowieści o zachodnim wybrzeżu, które najwidoczniej ich zainteresowały. Mówili o zwłokach znalezionych w wodach, oczy każdej czarnego koloru.

Obróciłem się w łóżku. Nie byłem w stanie słuchać więcej tych opowieści bez przypomnienia sobie o mojej rodzinie. Patrząc się na sufit, modliłem się, że wkrótce odkryjemy lekarstwo i że nie będę już musiał słuchać opowieści o ludziach z zachodu.

Po prawie miesiącu badań coś poszło nie tak - kilka godzin po naszej ostatniej szczepionce kilka dzieci zaczęło mówić, że miały pogorszony wzrok. Widzieli światła, które poruszały się po polanach. Chociaż twarze tych z Day-Crew były pokryte maskami, mogłem wyczuć ich zmartwienie.

Powiedziano nam, że to tylko wizualne halucynacje i że ustaną za kilka godzin. Po obudzeniu się następnego ranka ja też mogłem zobaczyć światła, które szybując w powietrzu, pozostawiały za sobą ścieżkę. Zakazali komukolwiek mówić o światłach, chociaż było oczywiste, że wszyscy je widzieli.

Gdy ustawialiśmy się do pobrania krwi, jeden z Day-Crew poważnie zachorował i zaczął wymiotować przez swoją maskę. W panice wysłano nas do domów i wyprowadzono chorego głębiej do lasu. Kazano nam wyjść i ustawić się w szeregu do dekontaminacji. Po pokryciu wszystkich w substancji podobnej do kredy, zaczęli nas szorować jakimś śmierdzącym płynem, dopóki nie byli przekonani, że znowu dało się nas badać. Ta procedura stała się codziennością do tego stopnia, że zaczęliśmy ich nazywać "Skrobiący" [tłumaczenie dosłowne, ang. The Scrubs] . Iluzja zniknęła i oni też o tym wiedzieli.

Halucynacje zaczęły się pogarszać, chociaż przestaliśmy brać szczepionki już dawno temu. Niektóre dzieci zaczęły zaprzyjaźniać się z wyimaginowanymi stworzeniami i rozmawiać ze światłem. Byłem przerażony, że ja też mogę stracić swój rozsądek.

Tamtej nocy nie chciałem podsłuchiwać dyskusji, która pogarszała się z tygodnia na tydzień. Night-Crew zaczęli wymieniać informacje o innych strefach z rozpaczą w ich głosach.

Jedzenie w górach zostało zakażone i krążyły plotki, według których wszystkie porody skończyły się defektami. Każde z niemowląt znacznie przekroczyło zdrową wagę, a ich oczy były daleko od siebie. Zadecydowano, że prawdopodobnie umarłyby przez chorobę. Lekarstwo testowane na chorych nie pozbywało się choroby, lecz tylko spowalniało jej przebieg, więc zabijała w dni, zamiast w godziny.

Chociaż były to nieco dobre wieści, skupili się na tym jak mało udało się osiągnąć w tak dużo czasu i o tym, że chorych na XoRax powinno się zniszczyć, żeby nie mogli nikogo zarazić.

Obróciłem się w łóżku, by patrzeć na bawiące się światła, które tańczyły przed moimi oczami, aż zasnąłem.

Następnego ranka Skrobiących nie było. Porzucili nas i uznali za eksperyment skończony fiaskiem. Inne dzieci nie zdawały sobie z tego sprawy i zadecydowały dalej przyjaźnić się z wyimaginowanymi stworzeniami. W depresji położyłem się do łóżka, i zacząłem mieć skurcze mięśni i silne drgawki. Tamtej nocy bezustannie zasypiałem i budziłem się, za każdym razem mając koszmar. Gdy obudziłem się, usłyszałem jak coś wchodzi przez otwarte drzwi, coś, czego nie mogło tam być. Przewracając się w łóżku spojrzałem w górę, by zobaczyć kulę światła latającą po moim domu, która zbliżyła się do mojego łóżka.

"Witaj, Link! Wstawaj!"

"Wielkie Drzewo Deku chce z tobą pomówić! Link, wstawaj!"

---

Pasta napisana i opublikowana przez anonimową osobę na /x/ 29 stycznia 2012 roku.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Moim zdaniem zakończenie sugeruje, że ten chłopiec też w końcu zachorował na tą chorobę i ma realistyczne halucynacje... Ale nie znam tej gry więc nie mogę porównać xD
Odpowiedz
Moim zdaniem zakończenie sugeruje, że ten chłopiec też w końcu zachorował na tą chorobę i ma realistyczne halucynacje... Ale nie znam tej gry więc nie mogę porównać xD
Odpowiedz
Może mi ktoś powiedzieć o co chodzi w końcówce
Odpowiedz
Nawiązanie do gry the legend of Zelda
Odpowiedz
Pasta sama w sobie bardzo fajna, przyjemnie się czytało, ale końcówka z gry nie pasuje do całokształtu :\
Odpowiedz
Tylko mi to opowiadanie skojarzylo się z grą ,,Plague Inc. Evolued?
Odpowiedz
Nie piszcie, że zakończenie do bani, jak go nie rozumiecie.. Tu chodzi o to, że cała ta epidemia to geneza rasy Deku z Legend of Zelda
Odpowiedz
[+]
Odpowiedz
Zajebiste opowiadanie XD
Odpowiedz
O co chodzi z tym "Drzewem Deku"?
Odpowiedz
"Drzewo Deku" To takie chodzące drzewo-krzaki z The Legend Of Zelda
Odpowiedz
Mikołaj Florczak Wielkie Drzewo Deku było czymś w rodzaju boga dla Kokiri (tych leśnych ludków). Te małe krzakoludki, o których mówisz, to Deku Scrubbs
Odpowiedz
Fajnie sie czyta, ale zakończenie do bani xd
Odpowiedz
Chce czytac dalej ;)
Odpowiedz
Pasta fajna bez dwóch zdań. Tylko myślałem, że zakończenie będzie trochę lepsze
Odpowiedz
fajnie mi się to czytało tylko moim zdaniem zakończenie mało emocjonalne ::)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje