Historia

Policyjne historie- intro

marcinov123 3 5 lat temu 3 034 odsłon Czas czytania: ~6 minut

OD AUTORA: Mam zamiar przedstawić wam w najbliższym czasie opowieści mojego autorstwa- niniejsze opowiadanie należy traktować jako swojego rodzaju wstęp do trzech tekstów które ukażą się niebawem :)

***

Zapukałem do drzwi ściskając w ręce teczkę z dokumentami.

- Wlazł- rozległo się ze środka. Wykonałem polecenie.

Pomieszczenie było duże- wielkości sporych rozmiarów mieszkania. Efekt psuł tylko niski, piwniczny sufit.

I pachniało stęchlizną. Zapachem książek, które kiedyś zawilgotniały i nigdy nie wyschły do końca.

Policjant siedział przy wielkim biurku zaraz przy wejściu. Czytał akta w świetle lampki. W zasadzie było to jedyne źródło światła. Pomieszczenie tonęło w półmroku.

- Dzień dobry, nazywam się….

- Wiem wiem.. Stary mi mówił. Ty ten nowy jesteś w wydziale tak? Czemuś do prewencji nie poszedł ? fachu byś się nauczył, tutaj to wiesz..- splunął na podłogę.

Przywykłem do tego, że starzy policjanci psioczą na co się da.

Młodzi zresztą niewiele lepiej.

Posterunkowy Burczak był już jedną nogą na emeryturze- komendant wspominał, że pracuje w archiwum od pięciu lat i po prostu chce doczekać w spokoju końca służby.

Odznaczany wielokrotnie- jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Potem z powodu problemów z kręgosłupem poszedł za biurko.

Usmiechnąłem się w duchu.. Wtedy w policji panowała jeszcze inna praktyka- ‘starych’ się trzymało- mimo problemów zdrowotnych. Po prostu dawali im fuchę w papierach i pozwalali doczekać do emerytury.

A teraz- na bruk…

Burczak wstał od biurka przeciągając się.

Był wielki- zwalisty. Mimo, ze dorobił się już sporego ‘piwosza’ nadal sprawiał wrażenie silnego jak tur.

Całkowicie osiwiał- stary mówił, że zaczał dopiero jak trafił do archiwum.

Podaliśmy sobie ręce.

Burczak zapalił jarzeniówki.

Zobaczylem całe archiwum- rzędy metalowych,skręcanych półek zastawione brązowymi teczkami.

Gdzieniegdzie teczki leżały w kartonach- związane taśmą w spore bloki.

Domyslałem się, ze to akta do których nikt nie potrzebuje i nie będzie potrzebował wglądu, ale trzymać je trzeba.

- To witam w naszych skromnych progach.. partnerze- dodał cynicznie. – Wynudzisz się tutaj, zapalenie płuc nabawisz. W zimie taki mróz, ze lód na oknie.

Szedłem pomiędzy półkami sprawdzając daty. 1987, 1986…

Akta z kilkudziesięciu lat. Zakładałem, ze wcześniej była podobna biurokracja- musiały tutaj być całe tony papierów.

Burczak szedł za mną gadając coś do siebie aż doszliśmy do końca archiwum.

Stał tutaj niewielki, drewniany stolik zawalony pudełkami po herbacie, kawie, ciastkach. Kilka kulek z kanapkowiej folii aluminiowej, spleśniały pomidor na spodeczku, zmumifikowany ogryzek.

Mikrofalówka na której stał czajnik była tak brudna, ze przysięgłem sobie umyć ją w pierwszych godzinach pracy.

- No, to będzie twoje biurko młody- klepnął mnie w ramie Burczak – Sprzatne ci zaraz, normalnie to tutaj stołówkę miałem. Tak wiesz, przy oknie. – wskazał na malutkie okienko pod sufitem- zakurzone i pokryte pajęczynami tak, ze prawie nie wpuszczało światła.

- Rozgość się, zaraz zmotam ci coś do siedzenia.- odszedł między regały i wrócił za chwilę z drewnianym, skrzypiącym krzesłem.

Pamiętałem takie ze szkoły.

- Twarde, poduszkę sobie jakaś musisz przynieść.

Kiwnąłem głową.

Burczak chyba widząc moją minę zaczął się śmiać.

- Spokojnie młody, zadomowisz się.. Tutaj nie jest tak źle.

Miałem taką nadzieję.

Stary mówił, że Burczak siedział tu sam praktycznie cały czas- kiedyś przydzielili mu do pomocy jakiegoś funkcjonariusza, ale długo tu nie wysiedział.

- Dobra, chodź, pokaże ci co i jak- Burczak znowu wszedł ze mną między regały- Tutaj masz dochodzeniówki, tu kwity i faktury posterunku, tamte trzy regały kadrowe…

Wyciągnąłem notes i zacząłem zapisywać.

Burczak zobaczył to i znowu zarechotał.

- Młody… nie pisz.. tutaj i tak nikt nie przychodzi. Poza tym na regałach masz tabliczki- wskazał na małą plakietkę, zakurzoną tak, ze ledwo było widać co jest na niej napisane.

Przeszliśmy całe archiwum. Mój partner omówił po krótce zawartość każdego regału. Pomiędzy piątym a szóstym zrobiliśmy małą gonitwę za szczurem- który wyskoczył wprost pod nasze nogi.

Szczur jednak zwiał i znikł w dziurze pod ścianą.

- Czasem wyłażą, kiedyś pułapki rozłożyłem, ale chyba żaden się nie złapał. Uważaj zresztą- bo nie pamiętam gdzie i pare jeszcze leży. Po prostu nie wkładaj łap pod szafki bo ci palce upierdoli..

- Jasne szefie..- mruknąłem.

Wróciliśmy do biurka Burczaka.

Z niewielkiego, odpustowego radyjka leciała właśnie transmisja meczu.

- Weź se krzesło młody, posłuchamy. Starego męczyłem, żeby mi tu telewizor dał ale nie maja na stanie.. Książki czytasz?

- Czasem.

- To zaczniesz więcej- uwierz- wskazał na stosik leżący na biurku.

Kryminały, fantastyka… Kieszonkowe, tanie wydania które można kupić na tych wszystkich kramikach przy dworcu.

Przyniosłem sobie krzesło. Byłem gotów założyć się o trzynasta pensje, ze widziałem dwa szczury przebiegające obok.

Mecz skończył się remisem, a Burczak klął coś pod nosem o zakładach w Fortunie.

Dopiero teraz moją uwagę przykuła niewielka szafka stojąca zaraz przy biurku mojego partnera.

Odrapana, zamykana na malutką kłódkę.

Kłódka była nowa, nie zakurzona ani zardzewiała.

Burczak musiał jej używać.

- Szefie a tutaj co jest?

- Tutaj jest archiwum x młody, bursztynowa komnata i zwłoki mojej pierwszej żony..

Zarechotaliśmy, mimo, że żart był suchy.

Przy poziomie abstrakcji i absurdalności w komendzie policji ludzie nauczyli się śmiać z zupełnie kretyńskich rzeczy.

O szafce zapomniałem zupełnie na długie tygodnie.

**

Czas mijał jakby w przyśpieszonym tempie.

Pracowałem od ósmej do szesnastej- w praktyce zawsze wychodziliśmy chwilę po trzeciej.

Życie codzienne komendy jakoś mnie omijało- spotykałem się z chłopakami jedynie kiedy szedłem na górę podpisać listę.

Ze Starym widziałem się raz- zszedł na dół parę dni po moim przydziale i spytał jak mi się pracuje.

Powiedziałem że dobrze, on odparł ze się cieszy- i wrócił na górę.

Policjanci działający w terenie byli jakby osobną grupą- ci siedzący w papierach również.

A że na komendzie za papiery i archiwum odpowiadałem tylko ja i Burczak chcąc nie chcąc byliśmy na siebie skazani.

Nie było to zresztą takie złe- facet drzemał w fotelu przez pół dnia, resztę czasu słuchał radia.

Nauczył mnie palić pety bez filtra, przez co od czasu do czasu zanosiłem się suchotniczym kaszlem.

Ja z kolei przyniosłem do pracy laptopa, i czasem robiliśmy seanse filmowe.

W ciągu pierwszego miesiąca pracy do archiwum zeszło może trzech policjantów.

Chciało akta jakiś spraw sprzed paru lat.

Burczak mruknął tylko, żeby sobie sami poszukali bo nie wie gdzie są- a oni zrezygnowali po kilkunastu minutach.

Grzebanie w papierach wzbijało tumany kurzu, pleśni i innego syfu które chcąc nie chcąc musiało się wdychać.

Dlatego, po pierwszych paru dniach zacząłem stosować zasadę mojego mentora- po prostu nie ruszałem tych papierów.

Kończyliśmy oglądać „Władcę Pierścieni”, kiedy do drzwi ktoś zapukał.

Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni.

- Cóż to sprowadza gości do naszego lochu?- powiedział cicho Burczak i otworzył drzwi.

Do środka wszedł kurier DHLa, ściskający w ręce żółtą kopertę.

Rozejrzał się po piwnicy i skrzywił.

- Wywietrzcie sobie tutaj panowie… Przesyłkę mam, Krzysztof Bur..

- Moja..- Burczak wziął od niego kopertę i podpisał pokwitowanie.

Kurier znikł równie szybko jak się pojawił.

- I już gości nie ma.

- Ano nie ma. Tutaj nikt długo nie wytrzymuje- uśmiechnął się ponuro.

Wyciągnął z kieszeni mały kluczyk, otworzył kłódkę i wrzucił kopertę do szafki.

Patrząc mu przez ramie spostrzegłem teczki poukładane równo w środku.

- Jutro się tym zajmę, teraz do lekarza lecę, stary powiedział ze mogę się zerwać wcześniej.

Podaliśmy sobie ręce.

- Szefie- zapytałem kiedy był już w progu- O co chodzi z tym ‘archiwum x’?

Milczał przez chwilę jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Tutaj są sprawy…. Dziwne.. W zasadzie jedna dziwna….

Spojrzałem na niego nie bardzo rozumiejąc.

- Jak chcesz zresztą możemy je jutro poczytać. Chyba że będzie dużo roboty..

Zarechotałem.

Tak. To był standardowy żart w naszym lochu.

Nie przestawał śmieszyć.

Zdrzemnąłem się chwilę w fotelu, potem, koło czwartej zgasiłem światło i wyszedłem z archiwum.

Pomyślałem chwilę o szafce Burczaka.

Był policjantem z prawie trzydziestoletnim stażem.

Z tego co się mówiło takich trudno było ich czymś zaskoczyć.

Widzieli kupę naprawdę paskudnych rzeczy.

„Dziwna sprawa”…

Coś naprawdę musiało być na rzeczy…

Wyszedłem z komendy klnąc cicho na padający deszcz.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Halo, już 3 miesiące minęły, gdzie reszta? :D
Odpowiedz
Zgubiłem pendrajwa z resztą :/ ale powinienem napisać raz jeszcze w tym msc :)
Odpowiedz
Halo halo, to już 4 lata i nic! A fajne to!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje