Rozmowy w ciemnym kącie

Dodane przez: nieprawicz, 2.10.2018, 02:45
Reklama:

W zbudowanej tylko z drewna, niemalże góralskiej karczmie, pośród wielu ławek i siedzisk oraz stołów znajdował się mroczny kąt. Wypełniony był on jedynie dwoma krzesłami oraz owalnym stołem. Całe zaś światło jakim rozświetlony był ów przybytek, zdawało się niknąć i żednąć w obliczy nieznanej mrocznej siły w jaką utkany był owy narożnik pomieszczenia. Przesiadywał tam od czasu do czasu pewien starzec o atletycznej i szczupłej posturze, siwej brodzie, wąsach i popielatej, rozczapierzonej fryzurze której włosy układały się na sztorc jakoby rażone piorunem.

Starzec nigdy nie mówił nikomu jak się nazywa ani skąd przyszedł. Czasami towarzyszyła mu mała żeńska postać o włosach czarnych jak smoła, bladej twarzy w akompaniamencie kocich, księżycowych oczu oraz trójkątnych, goblinich uszach. Para ta przesiadując w najciemniejszym kącie często między sobą rozmawiała wymieniając się rozmaitymi uwagami na temat porządku rzeczy i wszechświata a nie zdarzyło się jeszcze tak by ktoś do owej dwójki się przysiadł.

Zagadał.

Miało się to jednak szybko zmienić gdyż pewnego dnia do karczmy wszedł stosunkowo młody wędrowiec który zaciekawił się ową dwójką. Nie mogąc odgadnąć o czym rozmawiają począł się im przysłuchiwać aż przeszło to w jego nawyk. Trudno powiedzieć czym spowodowany. Młodzieniec o którkich blond włosach, niebieskich oczach i równie atletycznej budowie ciała począł notować, i zauważył iż nietypowa para zjawia się w godzinach wieczornych tylko w weekendy a więc sobotę oraz niedzielę. Nie mogąc wyjść z podziwu iż czarniejący kąt zawiera w sobie jakąś tajemnicę

w końcu przemógł się i pewnej niedzielnej nocy kiedy to już większość gości zdążyła opuścić

tawernę, śmiałek przedarł się przez stosy stołów, siedzisk i docierając do rozgadanej dwójki

postanowił zagaić.

-Przepraszam ale nie mogłem oprzeć się ciekawości iż rozmawiają państwo o doprawdy nieodgadnionych rzeczach tym bardziej tajemniczych iż nie sposób powiedzieć jakich. Czy mógłbym się przysiąść?

Niziołkówna o czarnych, krótkich do ramion włosach wybałuszyła oczy ze zdziwieniem i poczęła się śmiać, zaś siwy mężczyzna już miał wyprosić natręta o nieprawdopodobnie pogodnej twarzy gdy goblino-ucha kreatura odpowiedziała:

-Jeżeli jest pan tak ciekawy to możemy porozmawiać o czym się tylko panu podoba. Aktualnie mówiliśmy o tym co ludzie nazywają dobrem a co należy do zła. Ów kolega mój ma brzydki nawyk do uogólniania, twierdzi bowiem że ludzie są z natury źli.

-Są źli a źródłem tego zła jest ich prymitywizm. -przerwał starzec gładząc długą na łokieć brodę po czym wskazał na młodzieńca iż może usiąść co ten zrobił pobierając dodatkowe krzesło niedaleko siebie. Tak usytuowana trójka zamilkła na chwilę póki głosu nie zabrał blondyn.

-Na imię mam Herbert- wyjaśnił pospiesznie niebieskooki mężczyzna.

-Mikołaj, miło mi. -odparł z ukrywaną wrogością starzec

-Ćma -powiedziała szybko goblino-podobna kreatura o bladej jak papier twarzy

-A więc twierdzi pan panie Mikołaju iż ludzie są źli bo są prymitywni? -spytał Herbert

-Dokładnie. -przyznał starszy mężczyzna, Ćma zaś zagryzła wargi w niemym uśmiechu.

-Mnie się to widzi zupełnie inaczej... -rozpoczął myśl blondyn- ludzie są z natury dobrzy

jedynie niewiedza sprawia iż popełniają błędy a błądzić jest rzeczą ludzką.

-Taa...błądzić jest rzeczą ludzką...ileż to błędów musiał popełnić człowiek nim nauczył się że palenie kobiet na stosie za uprawianie czarów to nie najlepszy pomysł. Ileż błędów musieli popełnić przywódcy światowi zanim nie posłali swoich rodaków na obmierzłą śmierć. Ludzie są prymitywni nie ważne w jak bardzo nowoczesnej epoce się ich postawi. Ich zło to prymitywność, niezdolność do podejmowania racjonalnych decyzji.

-JA się tu nie zgodzę -wtrąciła się Ćma a oczy jej zabłyszczały- ludzkie serca są z natury dobre, wiem to z pierwszej ręki czasami jednak ów dobre serca jak myśli ulegają zwyrodnieniu.

Są jak dojrzałe owoce które na starość zaczynają gnić i pleśnieć.

-Hmm...przyznam szczerze że nie podzielam obu Państwa widoków- odparł Herbert i nim Ćma zdążyła powiedzieć "my nie jesteśmy parą", blondyn ciągnął swoją myśl:

-Myślę iż dobro to idea. Coś co nie może ulec rozkładowi lub przeinaczeniu. Ludzie są do niej zdolni ale to od nich samych zależy czy będą tą ideę wyznawać.

-Też mi idea -odparł Mikołaj- Nie zależnie od tego jacy ludzie nie próbowali być dobrzy zawsze ulegną swojej prymitywności. Czyż grabieżca nie zabija i nie okrada po to by się wzbogacić a może ćpun nie wstrzykuje sobie narkotyku który da mu ekstazę. Ludzie są prymitywni i przewidywalni...

-A mimo to nadal są zdolni do czynów wyniosłych. -nie zgodził się blondyn

-Ludzie są dobrzy ale też i źli nic jednak nie jest w naszym świecie definitywnie czarne lub białe -zauważyła Ćma stukając miarowo paznokciem w blat stołu- Wszystko jednak prowadzi z czasem do zepsucia. Czyż Aleksander Wielki nie spoił się sam swoją chwałą?

-Co tu do rzeczy ma Aleksander? -zdziwił się Mikołaj- Był człowiekiem który miał ambicję, egoistyczny cel który urzeczywistnił jedynie na oka mgnienie. Czym jest bowiem imperium bez władcy, który jest spoiwem ludu? Jest niczym proch.

-A jednak idea Aleksandra choć egoistyczna...

-Nie przetrwała. -dokończył starzec gniewnie patrząc w kierunku Herberta na co ten się nieznacznie stropił lecz nie dawał za wygraną.

-Czy w pana świecie, panie Mikołaju jest miejsce na dobro?

-Dla mnie nie ma dobra. -odparł siwobrody- Dobro to jedynie wymysł człowieka.

-Czyż zło zatem też nie jest wymysłem człowieka.

-Jest -przyznał Mikołaj- tylko że zło to nic innego jak nasza prymitywność. Przemoc, zawiść, strach, gniew. Wszystkie te cechy składają się na naszą pierwotną formę którą jest dusza ludzka.

-Co zatem pan powie o momencie? Tym momencie, który widziałem kiedy to pewien człowiek

wpadł pod wagon metra i dziesiątki ludzi zebrały się by przepchnąć pociąg tak by można było go wydobyć.

-Ten człowiek był ćpunem i samobójcą.

-Nie wie pan tego...

-Owszem wiem. I tym człowiekiem nie był nikt inny niż PAN.

W opuszczonej karczmie nastała niezręczna cisza. Ćma ziewnęła przeciągle po czym zwróciła się do starca.

-Nie powinieneś Mikołaju tak wnikliwie zaglądać w duszę tego człowieka. To niezdrowe.

-Przepraszam. -odparł po dłuższej chwili Mikołaj po czym skwapliwie dodał- Byłem poirytowany tym jego wymysłem dobra.

-Skąd...wie pan takie rzeczy o mnie -spytał Herbert trząsąc się z niedowierzaniem jak galareta.

-Mikołaj potrafi wiedzieć wiele rzeczy o rozmówcy -przyznała Ćma i zakasała rękawy.

-Wiem Panie Herbercie -zabrał głos brodacz- iż jest pan ćpunem, wiem iż rzucił pan ten nałóg i weekendami trudził się pan na siłowni skąd wyrobił sobie tą sylwetkę. Przestrzegałbym Pana jednak w wierze w ludzkie dobro. To mit. Mit o tyle obrzydliwy iż wielu ludzi jeszcze w niego wierzy. Wiara jednak nie czyni cudów a Pan prędzej czy później ulegnie swej naturze i popełni kolejny błąd. Taki sam jaki zdarzył się w owej dawnej chwili gdy "nieszczęśliwy Herbert wraz z Marzeną postanowili popełnić samobójstwo". Sęk w tym że tylko Pana wyciągnięto spod pociągu żywego. Pańska miłość nie miała tyle szczęścia.

-Skąd to wiesz!!! -zakrzyknął Herbert panicznie wycofując się w tył aż przewrócił się i upadł.

-Ty mi powiedziałeś.- odparł Mikołaj- widzę jak cała twoja dusza wręcz krzyczy w agonii. Nie jesteś dobrym człowiekiem Herbercie. Miałeś swój czas by rozstać się ze swoją miłością, porzucić ją by uratowała się od Ciebie, a ty co postanowiłeś? W swym egoizmie namówiłeś ją do samobójstwa. Też mi romantyzm, tfu...

Herbert podniósł się na równe nogi, kontem oka zobaczył jak twarz Ćmy, tak dalece szkaradna i demoniczna poczyna się maniakalnie śmiać. Nie tracąc czasu, w przypływie paniki wybiegł z karczmy z myślą by trzymać się byle dalej od tej dwójki. Byle dalej od mrocznego kąta karczmy w którym zasiedli do rozmowy diabeł i czarodziej.

[The End]

Źródło: mój mózg
Oceń:
0
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!