Historia

Nocowanie

alastor 2 4 miesiące temu 1 870 odsłon Czas czytania: ~6 minut

George ziewnął i usiadł na dywanie. Światło mojej lampki nocnej, padało na jego blond włosy, sprawiając, że wyglądały jakby świeciły. Chłopak bawił się grzywką, zakręcając kosmyk włosów wokół palca i puszczając go tylko po to, by po chwili powtórzyć tą czynność.

Wyglądał na znudzonego. Nic dziwnego - prawie się nie znaliśmy. Zgodził się przyjść do mnie tylko dlatego, że byłem nowy w szkole. Chciał zobaczyć jak mieszkam; dowiedzieć się czegoś o mnie. Zdawało się jednak, że już żałował tej decyzji.

"Wydawało mi się, że mówiłeś coś o PS4?" - mówiąc to, rozejrzał się po pokoju, jakby liczył, że konsola magicznie się gdzieś pojawi.

Byliśmy na piętrze od obiadu, więc zdążył już przejrzeć mój pokój. Pogadaliśmy trochę i obejrzeliśmy jakiś film na Netfliksie. Bawiłem się całkiem nieźle, jednak gdy tylko zaszły ostatnie promienie słońca i za oknem nastała ciemność, można było wyczuć, że chłopak traci zainteresowanie. W tym momencie postanowiłem zaproponować coś innego. 

- Niestety, nie mam konsoli - powiedziałem - wybacz. Może jednak skusisz się na tę grę, którą zaproponowałem wcześniej?

- Masz na myśli tę, gdzie opowiadamy sobie historie? Nie wydaje ci się to trochę dziecinne?

George zerknął na swój lewy nadgarstek. Podążyłem za jego wzrokiem. Jego zegarek był pierwszą rzeczą którą w nim dostrzegłem. Siedzi przede mną na angielskim, zauważyłem ten przedmiot gdy pewnego dnia światło odbite od szkła oświetliło jego twarz przykuwając moją uwagę. Większość osób w naszym wieku nosi zegarki cyfrowe – podświetlające się po naciśnięciu odpowiedniego guzika. George'a był inny, bardziej "dorosły". To dlatego właśnie jego zaprosiłem do domu.

- Mogę przymierzyć twój zegarek? – zapytałem.

George spojrzał na mnie ze znudzeniem.

- Co?

- Twój zegarek. Mogę przymierzyć? Bardzo mi się podoba.

Chłopak przyjrzał mi się. Skierował prawą rękę w stronę zegarka, jakby chciał sprawdzić czy nadal tam jest.

- Sorry, nie pozwalam nikomu go dotykać. Mój tata mi zabronił.

Ponownie rozejrzał się po pokoju. Westchnął.

- Dobra, zagrajmy w tę twoją głupią grę. Co mam robić?

Ignorując malujące się na jego twarzy znudzenie, uśmiechnąłem się.

- Zasady są proste, na zmianę opowiadamy sobie straszne historie. Najstraszniejsze, jakie tylko przychodzą ci do głowy. Ten kto opowie najlepszą, wygrywa.

George przewrócił oczami. Wyprostował nogi, po czym stwierdził:

- Nie znam żadnych strasznych historii. Poza tym, chyba niedługo pójdę spać. Jestem trochę zmęczony.

- No weź, przynajmniej po jednej. Musisz jakąś znać. Wszyscy znają! Na przykład ja, mogę ci opowiadać je przez całą noc, a to będzie tylko połowa.

Przyjrzałem się Georgowi, oczekując jakiejkolwiek reakcji. 

- Oczywiście, jeśli nie jesteś jedną z tych strachliwych osób. Wtedy możemy porobić coś innego. 

To było ryzykowne, jednak chłopak połknął haczyk. Zmarszczył czoło, po czym prawie wykrzyczał:

- Obejrzałem wiele horrorów z moim starszym bratem! Nawet te, które są od osiemnastu lat. Znalazłem nawet jakiś straszny film na youtubie, i jego też obejrzałem.

Nic nie odpowiedziałem. Spojrzałem mu w oczy i uśmiechnąłem się.

Po chwili George znowu westchnął.

- Okej, zagrajmy. Jednak po twojej marnej próbie wystraszenia mnie, od razu idę spać. Ja zaczynam.

**

Jego historia nie była zła, muszę przyznać. Powiedział, że usłyszał ją od wujka kilka lat wcześniej. Klasyczny motyw – dwójka rodzeństwa, jedno z nich zostaje potrącone przez samochód, umiera. Po pogrzebie matka daje swojemu żyjącemu dziecku pieniądze i prosi o zakup wątróbki na obiad. Chłopak jednak jest chory psychicznie i wydaje pieniądze na słodycze, po czym odkopuje brata i wycina mu wątrobę. Tej samej nocy zmarły wstaje z grobu i zabija go we śnie.

Może nie jest to szczególnie straszna historia, na dodatek słyszałem ją wiele razy. Nie dałem jednak poznać tego po sobie – w odpowiednich momentach robiłem stosowne miny, raz nawet podskoczyłem. Wszystko, aby chłopak uwierzył, że przestraszyłem się jego opowieści. George naprawdę się wczuł. Zaczął gestykulować, a zegarek odbijał światło z lampki prosto w jego oczy, jednak zdawał się tego nie zauważać.

Gdy wreszcie skończył, rozciągnął się na dywanie i wyzywająco spojrzał mi w oczy.

- Wyglądałeś, jakbyś miał się zesrać w połowie - przeczesał włosy - równie dobrze możesz się poddać teraz. Nie boję się niczego.

Spojrzałem na niego.

*

W domu panowała cisza. Początkowo słychać było jeszcze stłumione odgłosy telewizora, rozmowę moich rodziców. Teraz nie było już nic. Jedynie szum wiatru i co jakiś czas przejeżdżający samochód naruszał ten spokój.

Idealnie.

- Mówisz, że nie boisz się strasznych historii?

- Nie boję się niczego, zwłaszcza twoich bajeczek dla małych dzieci.

- Nawet takich, które są prawdziwe?

Chłopak zaśmiał się.

- Niezłe. Opowiadaj już, bo zaraz usnę.

Ponownie się zaśmiał.

- W porządku - odparłem, i przysunąłem się do niego. Nasze kolana prawie się stykały.

George chrząknął, ale się nie ruszył.

- Moja historia jest o rodzinie.

Spojrzałem mu w oczy.

- O rodzinie, która wydaje się być całkowicie normalna. To są jednak tylko pozory.

Przewrócił oczami. Powoli zaczynał mnie już denerwować, jednak postanowiłem nie przestawać. Udawałem, że nie widzę jego znudzenia.

- Rodzina ta dużo się przeprowadza. Nie zostaje w jednym miejscu dłużej niż kilka tygodni. Nie mogą tego zrobić. Widzisz - oni są bardzo dobrzy w przebieraniu się. W udawaniu kogoś, kim nie są. W udawaniu ludzi. Gdyby zostali dłużej, ktoś mógłby odkryć prawdę.

- Kim oni są w takim razie?

Chciałem zwrócić Georgowi uwagę, aby mi nie przerywał. Zachowałem ją jednak dla siebie, i kontynuowałem:

- Rodzina ta, jest rodziną potworów. Każdy z nich. Co chwila się przeprowadzają, zostawiając po sobie krwawą ścieżkę martwych dzieci. Wszędzie gdzie dotychczas byli.

Przerwałem, oczekując reakcji Georga. Myślałem, że znowu skomentuje moją opowieść, jednak myliłem się. Siedział tylko, uważnie mi się przyglądając. Udało mi się skupić jego uwagę.

- Rodzina ta, zawsze postępuje w ten sam sposób. Pierwszą czynnością którą wykonują po wprowadzeniu się do nowego miasta jest znalezienie pustego domu. Niekoniecznie opuszczonego, ale takiego, którego mieszkańcy akurat wyjechali na dłuższy czas. Wystarczająco długi aby rodzina zdążyła załatwić swoje sprawy i wyjechać przed powrotem tamtych Więc włamują się do domu i zastawiają pułapkę. Wykorzystują do tego własne dziecko. Jego zadaniem jest zaprzyjaźnienie się z miejscowymi dzieciakami. Odwiedza w tym celu pobliskie parki, czasami nawet zaczyna chodzić do szkoły pod fałszywym nazwiskiem. Podczas gdy on szuka przyjaciół reszta rodziny czeka w domu. Głodna. Bardzo głodna. Czekają, aż ich syn wypełni swoją misję.

Przerwałem, aby złapać oddech. Opowiadałem tę historię już wiele razy, jednak z każdym kolejnym podobała mi się coraz bardziej.

Otworzyłem okno w moim pokoju jak tylko przyszliśmy na górę. Czułem chłód ogarniający moje ciało. Lekki powiew wiatru poruszył zasłonę za Georgem. Słychać było szum drzew.

Mimo to, chłopiec nie spuścił ze mnie wzroku nawet na moment.

- Rodzice nie muszą czekać długo – kontynuowałem - nigdy nie muszą. Dobrze wyszkolili swoje dziecko, wiesz? Ono nie jest tylko przynętą. Wie jak to działa. Kiedy wreszcie jest gotowe, zaprasza jednego z nowych kolegów do domu. Zachęcają go do tego rodzice - jest jeszcze za młody by móc posmakować tego co oni. Jednak otrzymuje coś w zamian.

- Co konkretnie?

George nie spuszczał ze mnie wzroku. Nerwowo stukał palcami o podłogę.

- Dostaje rzeczy należące do tego dziecka – odrzekłem - kogokolwiek by nie wybrał, wszystkie rzeczy dzieciaka należą do niego, po tym, jak rodzice z nim skończą.

Z parteru słychać było głośne trzaśnięcie. Wzrok chłopca powędrował w kierunku drzwi od mojego pokoju, jednak po chwili znowu spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się.

- Więc... – George przerwał. Patrzył się na mnie, próbując ułożyć odpowiednie pytanie - ...co konkretnie robią rodzice… co robią z zaproszonym dzieckiem?"

"Zjadają go. Zjadają jego flaki. Rozrywają brzuch dziecka, kiedy jeszcze krzyczy. Wyciągają wszystkie jego wnętrzności. Wyrywają je nie zostawiając nic."

Gdzieś na dole zaskrzypiała podłoga. Na tyle cicho, że George tego nie usłyszał. Nie uciekło to jednak mojej uwadze.

- Potrafisz sobie wyobrazić człowieka po usunięciu wszystkiego co go wypełnia? Nie wygląda nawet jak człowiek. Bardziej jak skórą którą zrzucił wąż.

Światło z mojej lamki nocnej sprawiało, że skóra Georga wyglądała na bledszą niż była. Miał delikatnie rozchylone usta gdy mi się przyglądał.

- Jak udaje im się uniknąć odpowiedzialności? Przecież rodzice zjedzonego dzieciaka w końcu zauważą jego nieobecność. Nie zaczną go szukać?

Zerknąłem na chłopca. Wyglądał na przejętego. Liczyłem, że zada to pytanie.

- Do tego czasu rodziny potworów już nie ma. Znikają jak cienie w nocy. Jedyne co ze sobą zabierają to pozostałości po martwym dziecku. Gdy jego rodzice przyjeżdżają go odebrać następnego dnia, zastają jedynie pusty dom, należący do kogoś zupełnie innego.

Usłyszałem trzask. Ktoś wchodził po schodach. George też to usłyszał, bo wpatrywał się w drzwi. Miał oczy szeroko otwarte.

- Co to było? – spytał przerażony.

Nic - skłamałem - spokojnie, George, nie ma się czego bać.

Spojrzałem na jego zegarek. Ciekawe, jak będzie wyglądał na moim nadgarstku.


Za drzwiami słychać było zbliżające się ciche kroki.


Tłumaczenie: alastor

https://www.reddit.com/user/nosleep/comments/bakgmc/we_took_turns_at_my_sleepover_trying_to_tell_the/

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Rzeczywiście, od połowy wiadomo co się odjaniepawli, mimo to bardzo klimatyczne i nawet trochę wciągające.
Odpowiedz
Trzyma w napięciu nawet. Ale już od połowy wiadomo jak się skończy :P
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Czas czytania: ~poniżej minuty Wyświetlenia: 207

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje