Historia

Wymazywanie

zuzia412855 5 6 lat temu 5 770 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Obudziłam się leżąc na środku wąskiej alejki. Czułam się paskudnie. Niczego nie pamiętałam. Nic złego nie przeczuwałam.

Pierwsze promyki słońca padały na moją rękę. Cholernie piekło, ale nie miałam siły żeby poruszyć się. Patrzyłam bezradnie, jak plama słońca obejmuje większą część mojej nogi, a potem przesuwa się coraz dalej i dalej. W końcu dotknęła mojej twarzy i kręgosłupa. Nie mogłam dłużej znieść bólu, który towarzyszył temu zjawisku. Przeczołgałam się w cień. Byłam bezpieczna. Chwilowo.

Przylgnęłam twarzą do asfaltu i zastanawiałam się co robić. Może zawołać ‘pomocy’ albo sięgnąć po komórkę i zadzwonić do domu?

Nagle wściekle zapiekła mnie większa połowa ciała. Co do cholery?

Uniosłam głowę na tyle ile mogłam i rozejrzałam się. Uliczka była całkiem pusta. W otaczających mnie ścianach nie było okien. Niedaleko stał duży pojemnik na śmieci. Nic więcej. Próbowałam zawołać ‘pomocy’ lecz z mojego gardła wydobył się paskudny skrzek. Przestraszyłam się. Co takiego strasznego mogło stać się wczoraj, że dziś ze mną jest aż tak źle? Owszem, czasem lubiłam wypić, jak większość społeczeństwa. Kilka razy urwał mi się film, ale w innych wypadkach wszystko pamiętałam. Jednak tym razem miałam w głowie kompletną pustkę. Nawet nie pamiętałam czy w ogóle balowałam. Niedobrze...

Raptem wschodzące słońce zaświeciło mi w oczy. Krzyknęłam przerażona. Dźwięk, który wydobył się z mego gardła sprawił, że sparaliżowało mnie na kilka sekund. Przestałam oddychać a na dodatek odkryłam, że mam mokro w majtkach. Posikałam się! Nawet nie wiem kiedy!

Upokorzona i przerażona zaczęłam łapczywie łapać ustami powietrze. Od hiperwentylacji rozbolała mnie głowa. Być może to wcale nie był prawdziwy powód ale starałam się wyrównać oddech. Wtedy właśnie poczułam swąd przypiekanego ciała. Spojrzałam na rękę. Moje ciało dymiło! Jeszcze chwila, może dwie i spłonę! Boże, co jest?

Nie znalazłam ani skrawka cienia więc poczołgałam się w kierunku pojemnika na śmieci. Jakoś do niego wlazłam i zamknęłam wieko. Zamiast poczuć się bezpieczniej, poczułam się gorzej! Nie przeszkadzał mi smród ani ciasnota. Ja widziałam w ciemności! Rozróżniałam te wszystkie opakowania, resztki jedzenia, pozostałości nocnych uciech, wszelkie sprzęty i odpadki. Tego już było za wiele. Bałam się nie na żarty. Ze strachu przed samą sobą zaczęłam się trząść. Rozklejałam się. Łzy z wolna toczyły się po moich policzkach. Objęłam kolana rękoma i przycisnęłam do brody. Pogrążyłam się w spazmach płaczu. To właśnie wtedy po raz pierwszy poczułam ten cudowny, ożywczy zapach – zapach krwi. Na razie swojej własnej. Płakałam krwawymi łzami. Delikatnymi ruchami dłoni zbierałam je z twarzy i bardzo dokładnie zlizywałam. Delektowałam się smakiem krwi, jeszcze nie bardzo zdając sobie sprawę z tego co robię. Odkryłam, że ma nie tylko niesamowite walory smakowe ale też poprawia samopoczucie. Nagle mnie olśniło. Potrzebuję krwi! Nie wiem jak to się stało ale chyba...chyba...mogę...nazwać się wampirem... Słońce mnie pali, krew przyzywa, siedzę w pojemniku na śmieci i czekam aż słońce zajdzie... Czy wczoraj spotkałam wampira?

Odkryłam wąską szparkę w ściance pojemnika. Przez nią przedostawała się niewielka smuga światła. Najpierw postanowiłam zatkać ją ale w końcu zrezygnowałam z tego pomysłu. Uznałam, że może być użyteczna. Przez nią zobaczę kiedy się ściemni. Odsunęłam się w najdalszy kąt i czekałam na nadejście mroku.

Około południa w szparze pojawił się jakiś kształt. Błyskawicznie wślizgnął się do środka i zniknął w odmętach śmieci. W myślach próbowałam nadać temu kształtowi jakąś nazwę. Szczur! Ożywiłam się. Zanurzyłam dłonie w śmieciach i po chwili pochwyciłam bezradne stworzonko. Obejrzałam je sobie dokładnie i zbliżyłam do ust. Tak apetycznie pachniał...

Uświadomiłam sobie, że moje uzębienie jeszcze nie dostosowało się do nowej roli. Pomimo tego nie mogłam wypuścić żywej cysterny krwi z drżących rąk. Znalazłam jakąś otwartą puszkę, podcięłam szczurowi gardło i wyssałam krew. Była taka smaczna, cieplutka tylko, że... było jej mało. Za mało! A ja pragnęłam więcej. Trudno. Muszę zaczekać do zmroku.

Odrzuciłam szczurzego trupa i ponownie zwinęłam się w kłębek. Odczuwałam zbyt dużą pustkę w głowie żeby martwić się przyszłością. Próbowałam zasnąć – nie mogłam. Czy wampiry nie sypiają? Z tego co wiem to śpią w ciągu dnia to czemu ja nie mogę?

Pokrzepiona nieco krwią szczura miałam ewidentnie więcej siły co przejawiało się w bezustannym wierceniu. Męczyła mnie konieczność ukrywania się przed słońcem. Chyba rosły mi zęby bo coś ostrego dotykało moich warg. Paznokcie wydłużały się i twardniały. Z ich pomocą udało mi się uformować kupę śmieci w wygodne legowisko. Odetchnęłam i zamknęłam oczy. Nie myślałam o niczym. Czekałam na zmrok.

Po kilku godzinach bezmyślnego leżenia usłyszałam ciche pogwizdywanie. Ktoś najwyraźniej zbliżał się do kontenera. Coraz wyraźniej słyszałam nie tylko gwizd ale i pompujące krew serce, które musiało należeć do mężczyzny w sile wieku. Zaraz otworzy wieko pojemnika na śmieci! Zamarłam w radosnym oczekiwaniu. Po chwili wieko uchyliło się a w kontenerze błysnęła dłoń trzymająca worek ze śmieciami. To była moja szansa!

Chwyciłam szorstką dłoń i wciągnęłam mężczyznę do środka. Wieko opadło z hukiem. Zanim mężczyzna zorientował się co się stało, ja zdążyłam poderżnąć mu gardło. Szybko opadał z sił i już po chwili nie był w stanie bronić się. Bez przeszkód mogłam delektować się jego krwią.

Gdy było już po wszystkim, ukryłam ciało pod stertą śmieci w drugiej części kontenera. Teraz już spokojna i najedzona mogłam czekać na zachód słońca.

Przez wąską szparę wpadały ostatnie, słoneczne promyki. Z każdą chwilą bladły coraz bardziej. Powolutku uniosłam wieko – wreszcie mogłam wyjść! Właśnie chciałam odrzucić klapę by jak najszybciej opuścić kontener, gdy usłyszałam dwa przyśpieszone oddechy. Zmieniłam swoje zamiary na kilka kolejnych chwil oczekiwania. Wiedziałam, że za chwilę zza zakrętu wynurzy się zakochana parka szukająca spokojnego zaułka.

‘Zaraz podadzą jedzonko’ – pomyślałam i z uśmiechem na ustach zniknęłam w ciemnym kontenerze. Pozostawiłam lekko uchylone wieko żeby móc obserwować co się dzieje. Nie wystarczyły mi pozostałe zmysły. Chciałam wykorzystać akurat wampirzy wzrok.

Ostry zapach uderzył mnie w nos. Pili czerwone wino – nie wiedzą co dobre. Ale ja wiem – ich krew! Zaśmiałam się bezgłośnie. W tym samym momencie chłopak oparł dziewczynę o ścianę i dobierał się do niej. To dobry moment. Szybko ich załatwię. Prawie nic nie poczują.

Po cichu otworzyłam wieko i wyszłam z kontenera. Delektowałam się ich zapachem. Byli tacy młodzi i niedoświadczeni... Niedoświadczeni?

Wycofałam się i ukryłam za kontenerem. To był ich pierwszy raz. Nie chciałam pozbawić ich możliwości doświadczenia miłości cielesnej. W końcu to dla ludzi takie ważne... Przecież mogę zaczekać, więc zaczekam. W międzyczasie popatrzę sobie.

Przeżyli swój pierwszy stosunek na asfalcie – jakie to głupie i infantylne. Na szczęście wymażę to wspomnienie z ich życiorysów. Eee... W ogóle pozbawię ich życiorysów. Już czas. Krew stygnie.

Dopadłam ich błyskawicznie i załatwiłam zanim zdążyli krzyknąć. Doznałam chwilowego zawrotu głowy. Może tak działa młoda krew, a może zawarte w niej wino...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Epickie opowiadanie więcej
Odpowiedz
Inny, przyjemny styl przysania o wampirach, nie nudzi :D
Odpowiedz
Świetne. Więcej takich "wampirów".
Odpowiedz
wampir ze śmietnika. True story bro
Odpowiedz
Nawet niezłe
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje