Historia

Legenda 1

czarna pani 1 5 lat temu 5 212 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Moja rodzina od XV wieku prowadzi drzewo genealogiczne w linii prostej. Jeden z moich przodków wpadł na pomysł zapisywania imion i nazwisk kolejnych członków w rodzinie i przekazywanie jej najstarszemu dziecku. Oprócz nazwisk w książkach, znajdują się losy mojej rodziny, różne legendy i ogólne opisy, jak wyglądało ówczesne życie.

Jedno z opowiadań mówi o pięcioosobowej rodzinie, która składała się z dziadków, rodziców i małej dziewczynki. Akcja rozgrywa się koło 1750 roku w małej wiosce. Babcia razem z dziadkiem są to starzy ludzie, mają problemy z poruszaniem się i rzadko kiedy wychodzą gdzieś dalej niż na ganek swojego małego domu. O pracy w polu, które posiadali ogromne, już w ogóle nie było mowy. Byli to rodzice ojca dziewczynki. Miał on dwóch młodszych braci bliźniaków, ale jak byli mali, utonęli w stawie, który pokrywała cienka warstwa lodu. Jak nietrudno odgadnąć, pod ciężarem lód się załamał, i dwóch nieszczęsnych chłopaczków wpadło do wody. A więc ojciec dziewczynki był jedynym spadkobiercą pola i razem z żoną sami musieli się nim zajmować. Pracowali całymi dniami i nie miał kto się zająć małą dziewczynką, która wbrew pozorom potrafiła świetnie się sama sobą zaopiekować.

Od kilku dni panowały upały, wszystkie dzieci gromadziły się przy jeziorze, żeby się trochę popluskać w chłodnej wodzie. Dziewczynka nie odstawała od reszty swoich rówieśników i też spędzała całe dnie na małej plaży. Pewnego dnia jednak, a dokładnie w pierwszy poniedziałek lipca, weszła do wody i nigdy z niej nie wyszła. Znaleziono jej ciało niedaleko brzegu. Jej mała nóżka była zaplątana w jakieś zarośla, z których nie mogła się wydostać i się utopiła. Jej wzrost jednak wskazywał, że gdyby stanęła dwoma nóżkami na piasku, jej buzia mogła by być na powierzchni tak, że była by możliwość „łapania” powietrza. Według mieszkańców wsi najprawdopodobniej duża ilość dzieci w wodzie mogła powodować fale, które zalewały małą buźkę dziewczynki. Niektórzy sugerowali, że mogła głośno krzyczeć, ale nie wiadomo czemu by nikt na te wrzaski nie zareagował, skoro koło niej bawiło się dużo dzieciaków.

Jakiś czas później, dzieci, które nadal kąpały się w jeziorze i zanurzały główki razem z uszami w wodzie, słyszały krzyk dziewczynki i jakieś szepty. Z czasem przestały się tam bawić, a dorośli sami chcieli sprawdzić prawdomówność swoich pociech, które panikowały na samą wzmiankę o jeziorku. Słowa dzieciaków potwierdziły się. Dorośli słyszeli najpierw stłumione krzyki dziecka, a potem szepty, z czasem, kto wsłuchiwał się w nie, mógł usłyszeć tak jakby jej ostatnie słowa: kocham Cię mamusiu i tatusiu i Józku...

Nikt nie wiedział, kto to jest Józek. Później jedna z koleżanek dziewczynki wyjaśniła, że chodzi o kotka, którym zajmowała się dziewczynka. Dała mu właśnie na imię Józef.

Od tamtej pory chodzi legenda, że gdy jesteśmy na przykład w jakiś zbiorniku wodnym, w którym ktoś kiedyś się utopił, i zanurzymy nasze uczy w wodzie, wsłuchując się w jej szum, możemy usłyszeć duszę zmarłej osoby, która jest uwięziona nadal w wodzie, pomimo, że jej ciała już tam nie ma. Jedni mówią, że można usłyszeć ostatnie słowa lub myśli człowieka który tonął, inni zaś twierdzą, że to zmarła dusza do nas przemawia szukając kontaktu.

Ostatnio było właśnie głośno o nastoletnim chłopaku, który podczas kąpieli w wodzie słyszał jakieś głosy. Prawdopodobnie w wannie, w której się kąpał, mogło być kilka kropli z wody np. jakiegoś jeziora, w którym ktoś kiedyś się utopił.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetne :) A co to za chłopak?
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje