Historia

Druga Strona

fugi 4 4 lata temu 4 485 odsłon Czas czytania: ~8 minut

Mark zazwyczaj nie skupiał na sobie uwagi innych ludzi. Wyglądał na typowego, schludnego mężczyznę w średnim wieku. Jego krótkie, czarne włosy, starannie ułożone, tylko potwierdzały nienaganną schludność tak popularną wśród pracowników wszelkiej maści korporacji. Miał na sobie ciemny garnitur, a jego czarna aktówka zdradzała, że pracuje w kancelarii prawnej albo w podobnej, pełnej biurokracji i stosów papieru firmie. W centrum Bostonu można było napotkać setki podobnych osób.

Jednak prawie każdy z mijających Mark’a przechodni obrzucał go zaciekawionym spojrzeniem. Trwało to tylko chwilę, po której uznawali, że w dzisiejszych czasach po ulicach przecież chodzi wielu lekko szurniętych gości. Mijali go i po kilku sekundach, zajęci swoimi myślami, wymazywali mężczyznę z pamięci. W końcu prawie każdy przygląda się znajdującej za szybą wystawie biżuterii.

Ale gdyby ktoś przystanąłby na chwilę i dłużej mu się przyjrzał, zauważyłby, że mężczyzna miał nienormalnie bladą twarz, a jego oczy nie były zwrócone w stronę wystawy złotych bransolet i wisiorków. Patrzyły na przezroczystą szybę.

Gdyby ktoś postałby obok niego znacznie dłuższą chwilę i podążyłby za jego wzrokiem, zobaczyłby tylko szybę i znajdującą się za nią ścianę z przyczepionymi wielkimi literami układającymi się w nazwę sklepu. Nie było w niej nic zaskakującego, ani odbiegającego od normy.

Całkowitym przeciwieństwem był ów mężczyzna. Po dłuższej obserwacji można było zauważyć, że w ogóle się nie poruszał. Żadnego przeniesienia ciężaru ciała na drugą nogę, ruchu ręki, nawet drgnięcia palca. Stał wyprostowany, w jednej tylko pozycji, w jednej ręce trzymając uchwyt od aktówki i patrzył na szybę. Oczywiście, można byłoby go dotknąć, spytać czy wszystko w porządku. Jednak nikt jakoś wolał tego nie robić.

Gdyby ktoś stał przy nim naprawdę długo, to zauważyłby, że człowiek w garniturze nie ruszył się stąd od prawie sześciu godzin.

Zaciekawiony jubiler wyszedł ze sklepu spytać go, czy może jakoś pomóc albo doradzić z wyborem. Już był gotów zadać kolejne pytanie, czy biżuteria ma być dla żony, narzeczonej, czy prezentem dla matki, ale zamilkł, gdy spostrzegł, że nieznajomy nawet na niego nie spojrzał. Lekko zdziwiony odwrócił się na pięcie i wrócił do sklepu. W końcu po ulicach chodzi naprawdę wielu świrów, a lepiej nie mieć z nimi do czynienia.

Znacznie bardziej był zdziwiony, gdy koło dziewiętnastej chciał już zamknąć sklep. Pozamykał szuflady, włączył system alarmowy i wyszedł przed drzwi.

Mężczyzna nadal tam stał , w tej samej pozycji i patrzył w szybę. Nawet nie zwrócił na niego uwagi.

- Zamykamy, kolego – powiedział jubiler – na pewno nic nie chcesz kupić?

Brak odpowiedzi.

- Jak chcesz, jakbyś się na coś zdecydował, to jutro otwieramy o dziesiątej.

„To miasto naprawdę jest pełne świrów” pomyślał i trochę za szybkim krokiem ruszył w stronę domu.

Mark oderwał w końcu wzrok od szyby i rozejrzał się po ulicy. Zapadła już noc, niebo było bezchmurne i nawet pojawiło się kilka gwiazd. Elektroniczny zegar zawieszony nad wejściem do banku wskazywał 2.17. Ulica ,oprócz kilku zaparkowanych aut, była pusta. W tej części miasta było niewiele mieszkań, głównie lokale biurowe, które tętniły życiem tylko do wieczornych godzin zamknięcia.

Ale to było nieważne.

Powrócił spojrzeniem na szybę i ujrzał swoje odbicie. Postać w lustrze także miała ciemny garnitur i ściskała aktówkę. Jednak w tym względnie bliźniaczym odbiciu były pewne różnice.

Mężczyzna za szybą był przemoczony do suchej nitki, jakby stał w środku szalejącej ulewy.

A jego aktówka była cała we krwi, która mieszała się z kroplami deszczu i kapała na chodnik.

I w przeciwieństwie do Mark’a uśmiechał się.

Nie wiedząc co zrobić Mark tylko się patrzył. Starał się sobie wmówić, że to tylko przywidzenie albo sen, z którego się obudzi. Nie spuszczając wzroku ze swojego odbicia, podwinął rękaw koszuli i uszczypnął się w ramię. Zabolało.

W przeciwieństwie do niego, jego podbicie nie poruszyło ręką. Za to puściło mu oko.

„To jest naprawdę pojebane, to musi mi się śnić” pomyślał.

Nagle jego odbicie poruszyło się. Postać w garniturze sięgnęła do neseseru i otworzyła go. Na jego buty kapnęły krople krwi strącone z klapy aktówki.

Przez setną sekundy uderzyła go myśl, że tamten zaraz wyciągnie pistolet i rozwali go przez szybę.

„Nie no, to sklep jubilerski, szyba musi być pancerna”

Wzdrygnął się na myśl o wycelowanej broni w jego twarz.

Ale postać wyciągnęła z neseseru mały notesik z kartkami samoprzylepnymi. Kiedyś kartki musiały być koloru żółtego, ale teraz były zbroczone krwią oraz pokryte kroplami deszczu.

Następnie z kieszonki marynarki wyciągnął pozłacane pióro i napisał coś na pierwszej kartce. Oderwał ją z notesu i przyłożył do szyby sklepowej. Klej na górnej części karteczki od razu złapał.

Mężczyzna docisnął ją palcem, jakby obawiając się, że karteczka zaraz odleci z podmuchem wiatru.

Było na niej napisane koślawymi literami:

Cześć

Mark patrzył z niedowierzaniem na karteczkę. Rozejrzał się dookoła. Na ulicy nie było nikogo. Sięgnął do swojej teczki i wydobył z niej swój notes i pióro.

Z szybkim biciem serca zaczął na pierwszej stronie wypisywać litery. Część musiał skreślić, dokończył zdanie i też przyczepił ją do szyby.

Kim czym jesteś?

Jego odbicie uśmiechnęło się dobrodusznie. Puścił kartkę, która przykleiła się do szyby. Spłynęła z niej kropla wody zmieszana z krwią. Znów zaczął skrobać litery na następnej karteczce.

Po chwili nakleił ją na szybę.

Nazywam się Druga Strona

Poczuł jak ciarki przechodzą mu po plecach. Co to za imię? To nie może być imię, musi coś oznaczać! Ale druga strona czego?

Mark prawie wyskoczył z butów na dźwięk puknięcia w szybę. To jego odbicie chciało zwrócić na siebie uwagę. Postać przyłożyła następną kartkę.

Nie chcę cię skrzywdzić

Mężczyzna szybko napisał coś na kartce i przykleił do szyby.

Dlaczego cię widzę i słyszę?

Druga Strona patrzył na niego przez dłuższą chwilę. Z jego włosów spływały strużki wody, a jego skóra przybrała lekko wodnisty kolor. Na szybie pojawiła się następna kartka, były na niej trzy zaschnięte plamy krwi i napis:

Potrzebuję twojej pomocy

Mark prawie natychmiast dokleił następny kawałek papieru. Na szybie z każdą wiadomością pojawiało się ich coraz więcej.

Niby jakiej?

Postać rozejrzała się po zalanej deszczem ulicy, jakby miała wrażenie, że ktoś ich podsłuchuje. W końcu sięgnął po następną karteczkę i koślawie napisał kilka zdań.

Ten świat umiera, zobacz co dzieje się za mną.

Muszę się stąd wydostać, proszę

pomóż mi.

Wcześniej tego nie zauważył. Cały czas skupiał się na Drugiej Stronie. A nie zwrócił uwagi na to co dzieje się za nim. Ulica była podobna do tej na której stał Mark. Ale na asfalcie było widać masę szczelin i dziur. Ściana budynku była popękana, pokryta jakimś obleśnym grafitti, a okna zabite spróchniałymi deskami. Od ścian i ziemi odbijały się krople deszczu. Powstałe strumyki wody spływały do zardzewiałych studzienek kanalizacyjnych.

Nie. Nie tylko wody. Razem z nią płynęła krew. Dużo krwi.

Mark spojrzał na swoje odbicie. Stało w strugach deszczu i patrzyło na niego z wyczekiwaniem. Czekało na odpowiedź. Mark sięgnął po pióro.

Jak mogę ci pomóc się stamtąd wydostać?

Druga Strona miał już przygotowaną kartkę i po kilku sekundach na szybie pośród innych kartek zawisł kolejny kawałek papieru.

To nie jest takie trudne

Ta szyba jest Przejściem

Wystarczy, że ułożymy Znak,

który otworzy…

Nie starczyło mu miejsca na kartce, przykleił ją do szyby i potarł ramieniem, żeby się lepiej trzymała. Wyrwał z notesu następną i zaczął na niej pisać. Co chwilę obracał się, jakby się obawiał, że ktoś go obserwuje. Po kilkunastu sekundach kolejny kwadracik wylądował na szybie:

… Przejście i będę mógł przejść do

twojego świata, ale musimy

go ułożyć po obu stronach

wtedy uratujesz mnie stąd

Mark powoli przeczytał koślawe zdania i zerknął na Drugą Stronę. Jego odbicie patrzyło mu prosto w oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Nie błagał o pomoc. Po prostu stał tam, przemoczony do suchej nitki i czekał aż on podejmie decyzję. Wyglądał jakby już nic nie miał do stracenia.

Mężczyzna sięgnął pod pióro i już chciał napisać pytanie jak ma wyglądać ten ‘Znak’, gdy coś przyszło mu do głowy. Coś tu się nie zgadzało.

Nagryzmolił kilka słów i przykleił papierek obok innych kartek.

Co zniszczyło twój świat?

Odbicie przyglądnęło się z bliska kartce, jakby nagle pogorszył mu się wzrok. Po chwili odchylił się i wybuchnął śmiechem.

Było to tak niespodziewane zachowanie, że Mark aż odsunął się od szyby. Druga Strona wyrwał dwie kartki i wesoło spoglądając na mężczyznę pisał na nich.

Wrzucił pióro do kieszonki i wziął po jednej kartce do każdej dłoni. Zrobił pozę jak magik, który szykuje się do sztuczki.

Szybkim ruchem przykleił jedną w sam środek szyby, dokładnie przed oczami Mark’a. Było tam tylko jedno słowo:

Ja

Następnie przykleił drugą kartkę.

Ja go spaliłem

Ja zabiłem wszystkich

Ja krew ich do ścieków spuściłem

Ja go zniszczyłem i twój też zniszczę

Spojrzał na minę Mark’a i zaczął chichotać. Mężczyzna nie wiedział co robić, stał naprzeciwko jakiegoś demona, którego krok dzielił od jego świata. Albo aż krok. Wyrwał przedostatnią karteczkę z notesu, napisał na niej kilka słów i przykleił ją obok kartki z wielkimi literami ‘JA’.

Nie dostaniesz się tu,

nigdy nie ułożę tego Znaku

Druga Strona spojrzał na niego z politowaniem. Poprawił krawat, podniósł całą we krwi teczkę i wyjął z kieszeni ostatnią kartkę. Była cała zbroczona krwią.

Zamiast przykleić ją do tablicy, jego twarz wykrzywiła się w chichocie szaleńca, zamachnął się ręką i przykleił ją sobie do czoła. Po brwiach spłynęły mu kropelki krwi.

Mark zbliżył twarz do szyby, żeby zobaczyć co tam jest napisane.

Nagle Druga Strona walnął głową w szybę, krew z kartki bryzgnęła na inne przyklejone papierki. Mężczyzna odruchowo odskoczył. Teraz łatwo mógł odczytać słowa na czole sobowtóra.

Za późno

Z przerażeniem odsunął się od szyby.

I wtedy to ujrzał.

Karteczki przyklejone do szklanej powierzchni układały się w pentagram.

Dał się wodzić za nos jak małe dziecko. Po chwili dostrzegł coś jeszcze.

Na szybie były pęknięcia.

Trzasnęła błyskawica, z nieba zaczął padać deszcz. Złowieszczy rechot już nie wydobywał się jakby zza ściany, tylko bliżej.

W ataku paniki Mark zerwał się do biegu, i zaczął biec w dół ulicy. Potknął się o własne nogi i upadł prosto w kałużę, już miał wstać, gdy usłyszał dźwięk zbijanej szyby i kawałków szkła upadających na ziemię.

Odwrócił się i spojrzał w stronę sklepu z biżuterią.

Złote wisiorki i bransolety leżały porozrzucane po chodniku. Z dziury w szybie wystawała ręka trzymająca aktówkę, a krew z niej kapała na chodnik.

Mark poderwał się z ziemi, zaczął uciekać przed siebie, byle jak najdalej od tego miejsca i już więcej się nie obrócił.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetna pasta, bardzo nieprzewidywalna, ja myślałam, że oni się po prostu zamienią miejscami, a tu takie coś :D
Odpowiedz
Niezły pomysł, naprawdę niezły, wkręciłam się w to na maksa :-) dalej gdzieś mam z tyłu głowy, jak tak stoją po dwóch stronach szyby brr. Fajne.
Odpowiedz
Nawet interesujące ale na początku trochę za dużo napisane niepotrzebnie.
Odpowiedz
Bardzo ciekawa pasta, ale szkoda, że tak szybko się kończy.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Czas czytania: ~40 minut Wyświetlenia: 259

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje