Historia

Zuza.

adi914 13 5 lat temu 7 994 odsłon Czas czytania: ~22 minuty

1.

- O której mamy tego busa? – spytała zniecierpliwiona Klara. Kolejny bus podjechał na przystanek.

Dziewczyna spojrzała na tabliczkę na przedniej szybie – kierunek: Rabka Zdrój, przeczytała.

- Cholera – zaklęła cicho, lecz nie wystarczająco, by nie dosłyszał tego stojący obok niej chłopak, który lekko wzdrygnął się. Fabian, bo tak miał na imię długowłosy młodzieniec, nie lubił, gdy Klara przeklinała. Uważał, że to nie przystoi kobiecie, a już na pewno nie jego kobiecie.

Fabian poznał Klare w pierwszej klasie technikum. Doskonale pamiętał pierwsze dni w nowej szkole. Teraz często parafrazuje tytuł znanego filmu komediowego i tamte chwilę określa jako „Fabian sam na korytarzu”, lecz doskonale pamięta, iż wtedy nie było mu wcale do śmiechu. Czuł się jak zagubiona owca w obcym stadzie – wszyscy jego znajomi ruszyli w sobie znanych kierunkach. Jedynie on poszedł do „elektryka”. Doskonale pamiętał swe pierwsze dni w nowej szkole. Korytarze wydawały mu się tak ogromne, a możliwość znalezienia bratniej duszy tak nierealna.

Fabian nie należał do osób, które określane są mianem „duszy towarzystwa”. Wręcz przeciwnie – lubił trzymać się z boku. Był typem obserwatora. W gimnazjum miał dwójkę oddanych przyjaciół – Damiana i Sylwie. Niestety, Sylwia wyjechała z rodzicami do Stanów, gdzie jej ojciec dostał propozycje dobrze płatnej pracy, a wspólne drogi z Damianem zaczęły się rozgałęziać i tworzyć coraz to liczniejsze ściężki, które zniszczyły przyjaźń, która kwitła od wczesnego dzieciństwa.

- Szkolny wolontariat skupiony jest wokół – Fabian już prawie przysypiał, gdy rozbudziły go słowa katechetki. Szkolny wolontariat? To jest to, pomyślał.

- Fabi, Fabi! – z rozmyśleń wyrwał go głos Klary – to chyba nasz bus.

2.

Zuza szła wolnym krokiem. Nigdzie się jej nie spieszyło. Doskonale wiedziała, że wiele osób się spóźni i impreza rozpocznie się z opóźnieniem. Wychodziła właśnie tunelu i dziarsko zmierzała w stronę dworca PKS, gdy ją ujrzała. Była to starsza kobieta ubrana w długi, podziurawiony płaszcz. Dziewczynę naszła dziwna myśl, że starowinka nie ma nic pod nim. Spojrzała na kobietę i ogarnął ją nagły niepokój, gdy ta również odpowiedziała tym samym. Jej oczy...

Zuza zawsze uważała, że oczy są odzwierciedleniem duszy. W takim razie staruszka jej nie miała, gdyż jej szare oczy zdawały się być martwe. Dodatkowo grozy dodawał fakt, iż nikt z przechodzących nie spoglądał na zebrzącą kobiete. ‘Spokojnie – zaczęła się uspokojać – ona pewnie tu często jest, dlatego nie zwracają na nią uwagi’. Tak, tak na pewno jest. Dziewczyna ruszyła przed siebie, lecz jej kroki nie były już tak pewny, jak choćby przed sekundą. ‘Tylko spokojnie, tylko spokojnie’ – powtarzała sobie.

Minęła już kobietę, a w głowie zaczęła formułować myśl adekwatną do sytuacji (zapewne coś w stylu „I czego się bałaś idiotko?”), gdy na ramieniu poczuła lodowaty uścisk. Momentalnie się odwróciła, by ujrzeć szare-martwe oczy wpatrujące się w jej twarz. Była tak blisko kobiety, że mogła się jej dokładnie przyjrzeć. Nie tylko oczy staruszki wyglądały na martwe – jej pomarszczona twarz również sprawiała takie wrażenie.

Kobieta wyszczerzyła zęby w uśmiechu, które już dawno nie widziały się z dentystą. Szponiasta dłoń mocniej zacisneła się na ramieniu młodej dziewczyny. Staruszka otworzyła usta i długo trzymała je w tej pozycji, jakby chciała coś powiedzieć, lecz słowa nie mogły znaleźć wyjścia. Zuza bała się usłyszeć głos starej żebraczki. Obawiała się, że okaże się on tak samo martwy jak oczy i twarz jego właścicielki.

Dziwaczna scena trwała jeszcze dobre kilkadziesiąt sekund, przez które Zuza szukała pomocy wśród przechodzących, ale nikt jej nie zaoferował ( Ludzie wyglądali jak zaprogramowane roboty maszerujące ku swojemu celowi), po czym uścisk zelżał, a jeszcze po chwili całkowicie ustąpił.

„Jestem wolna. Całkowicie wolna”.

Resztę drogi Zuza pobiegła. Bała się zatrzymać i sprawdzić czy kobieta dalej tam jest. Nie obawiała się tego, że ją tam ujrzy,bardziej bała się tego, że jej nie zobaczy.

3.

Dziewczyna z olbrzymim różowym irokezem biegła na busa, który odjeżdżał ze swojego peronu. Znajdowała się dość daleko od pojazdu i powoli dochodziło do niej, że na niego nie zdąży, lecz mimo to nie rezygnowała. Nie wiedziała, że ktoś z pasażerów uparcie się w nią wpatruje.

Długowłosy chłopak siedzący w czwartym rzędzie przy oknie nie chciał, by różowowłosa punkówa zdążyła na busa. Fabian nie przepadał za Zuzą. Uważał ją za zbyt wulgarną.

Leżąca na jego ramieniu Klara przytuliła się do niego. Chłopak nigdy nie rozumiał jak te dwie mogą się ze sobą przyjaźnić, były przecież totalnym przeciwieństwem. Na szczęście rudzielec drzemiący na ramieniu swego mężczyzny nie ujrzał bięgnącej przyjaciółki.

4.

Koniec roku szkolnego, a pierwszy dzień wakacji od zawsze uważany był za idealną okazję do urządzenia hucznej imprezy. Rodzice Basi rok temu kupili dość działkę z pięknym domkiem trzy kilometry za Myślenicami. Było to dokładnie przed rozpocząciem drugiego roku nauki w liceum. Już wtedy ówczesna siedemnastolatka postanowiła, że po zdaniu klasy urządzi tam niezapomnianą imprezę. Rodzice początkowo nie chcieli o tym słyszeć, aczkolwiek ulegli namowom córki i sile jej argumentów, że to ostatnie wakacje przed maturą i potem już nie będzie czasu na zabawę, gdyż trzeba zająć się nauką. Termin imprezy został ustalony na pierwszy lipca, czyli dziś.

Basia od rana uwijała się na działce, by jak najlepiej przygotować teren imprezy. Za godzinę miała do niej dołączyć jej przyjaciółka Ula, wraz z ojcem, który obiecał dowieźć potrzebne rzeczy.

Pogoda zapowiadała się idealnie na grilla. Po dwóch godzinach wszystko było przygotowane.

Plastikowy stół ogrodowy uginał się pod ciężarem przeróżnych pyszności, a w tle leciała muzyka.

Baśka nie wyobrażała sobie imprezy bez swych ukochanych Beatlesów.

- O której mają się zjeżdżać? – zapytała Ula. W tle czwórka z Liverpoolu śpiewała o żółtej łodzi podwodnej.

- Zaraz powinni być Klara z Fabianem. Jakiś czas temu dzwonili, że stoją na dworcu i czekają na busa. Zuza, z tego co wiem, też była w tych okolicach, ale nie mam pojęcia co z resztą. Mam nadzieję, że mają do mnie numer.

Była godzina 16. Godzina 16 tego złego dnia.

5.

Dwóch chłopców i towarzysząca im dziewczyna podeszli do furtki.

- To tutaj? – zapytał wyższy z nich.

Dziewczyna spojrzała na niego. Miała długie, rozczochrane blond włosy opadające na kształtny biust, wesoły wyraz twarzy i duże, niebieskie oczy. Z kieszeni swych wytartych jeansów wyjęła kartkę, spojrzała na nią, a potem na numer na ogrodzeniu. Zapewne sprawdzała poprawność adresów.

- Tak, to tutaj – odpowiedziała i krótko nacisneła dzwonek. Wydał on z siebie krótki, zduszony „kwik” - Ale dziwaczny dzwięk dzwonka – zdziwił się drugi z chłopców.

Zza domu wyszła uśmiechnięta Basia.

- Witaj Zołza – zawołała.

- Ile razy mówiłam ci, byś mnie tak nie nazywała? – obruszyła się blondynka, ale już po chwili serdecznie przywitała się z koleżanką – To jest Michał, mój kuzyn – wskazała na niższego z towarzyszących jej nastolatków. Basia wymieniła uścisk dłoni z nowopoznanym – Zwierzaka już znasz.

- Ile osób już przyszło? – z zaciekawieniem spytał Zwierzak.

- Jesteście pierwsi, ale pozostali już za chwilę powinni się zjawić.

Gdy szli w stronę domku Michał zaczepił Zwierzaka.

- Dlaczego na Aśkę mówią Zołza? – spytał, ale Zwierzak uśmiechnął się i wzruszył ramionami.

Przyśpieszyli, by dogonić dziewczyny. Była godzina 16:15.

6.

O 17 prawie wszyscy pojawili się na działce. Oprócz Zołzy, Michała i Zwierzaki zjawiło się jeszcze 9 osób. Nastolatki siedziały z puszkami z piwem w rękach pogrążone w rozmowach. Rozmawiali o wszystkim, aczkolwiek motywem przewodnim były plany na wakacje. Baśka z piwem w ręku mijał Zołze, gdy ta opowiadała Sylwi o wycieczcę na Majorkę, na którą zabierała ją matka. Rodzice dziewczyny rozwiedli się dwa lata temu i teraz każde z nich prześciga się w coraz to bardziej imponujących i zaskakujących prezentach wręczanych dorastającej córce. Niedawno od ojca dostała nowy telefon i olbrzymi telewizro, a teraz Majorka z matką. Baśka nie miała pojęcia skąd oni biorą tyle pieniędzy.

Jej rodzice pracowali od rana do wieczora, rzadko kiedy mieli czas by chociaż trochę pobyć w trójkę, a pieniedzy jakoś nie przybywało. Wręcz przeciwnie – kiedyś co roku kupowali jej nową kurtkę na jesień, nowe buty, a pracowali o wiele mniej. Dziś są częścią bezlitosnego wyścigu szczuru, a mimo to nie stać ich z roku na rok na nową kurtkę.

- Smutne to – pomyślała i poszła dalej. Przysiadła się do Uli, która dopijała końcówkę Harnasia.

- Całkiem ich dużo przyszło, co nie? Wszystkich z nich zapraszałaś?

- Nie, niektórzy przyszli jako osoby towarzyszące, ale nie będę nikogo wypraszać. To niekulturalne, a poza tym nie wiem, czy o tej porze kursuje bus.

Pociągnięła łyk piwa, gdy z jej kieszeni rozległ się refren „Back in black” zespołu AC/DC.

- Halo, słucham? – odebrała telefon – A co się stało? – zapytała – Rozumiem. Szkoda, ale odbijemy to sobie następnym razem.

- Co się stało? Co się stało? – dopytywała Ula.

- Fabian z Klarą nie przyjadą.

- Dlaczego? – z za pleców dziewczyn wyrósł Dominik, kuzyn Klary i przyjaciel Fabiana. Chłopcy grali razem w zespole. Krótkowłosy brunet wyglądem nie pasował do towarzystwa, lecz wiedzą wielokrotnie zaskakiwał niejednego długowłosego metala.

- Byli w busie, gdy Klara strasznie źle się poczuła. Musieli wracać – oznajmiła Barbara.

- Szkoda – Dominik przyszedł na imprezę specjalnie, by spotkać się z Fabianem. Chciał mu pokazać solówkę, której się nauczył, lecz niestety nic nie wyszło z planów.

7.

Zuza wysiadła z busa. Była spóźniona, lecz nie zamierzała się spieszyć. Zawsze lubiła być w centrum uwagi, a wejście na imprezę, niczym spóźniona gwiazda rocka wkraczająca na scenę, zapewniłbym jej to... przynajmniej przez kilka minut.

Zajęta sobą nie zauważyła, że ktoś się jej przygląda. Stare, martwe oczy obserwowały ją przez całą podróż uważnie zerkając w jej duszę.

Młoda punkówa wyruszyła w podróż z dworca na działkę. Miała przed sobą kilometr drogi, który musiała pokonać. Staruszka z Krakowa ruszyła za nią. Była dość żwawa, jak na swój wiek.

Zuza nie widziała jej, więc nie mogła również zauważyć jej dziwacznego zachowania. Starowinka opierała się, lecz mimo wszystko posuwała się na przód, jakby zmuszała ją do tego jakaś niewidzialna siła. W rzeczywistości tak było. Kobieta była Pracownicą, której przydzielona została Zuza. Od lat siedziała w tej nadnaturalnej branży i zawsze z radością wykonywała swe zadania. Dziś jednak miała opory.

„Zmęczenie materiału, to na pewno zmęczenie materiału” – wmawiała sobie, chociaż wiedziała, że to nieprawda. Polubiła te dziewczynę i jej zadziorną, niezwykle skomplikowaną osobowość. Przypominała jej samą siebie z młodzieńcych lat.

Stop! To nie moment na sentymenty! Praca to praca i sama się przecież nie wykona.

Teraz już beż żadnych oporów ruszyła za Zuzą.

8.

Alkohol zaszumiał co niektórym w głowach i zaczęły się bezsensowne rozmowy o wszystkim i o niczym, co zauważyła Baśka.

- Proszę wszystkich o ciszę – stanęła na środku „terenu tanecznego” – Chciałam teraz coś powiedzieć i proszę, aby każdy z was wziął lampkę szampana.

Po tych słowach ..... nieunikniony chaos – każdy chciał jak najszybciej wziąć lampkę alkoholu dla siebie. Po opanowaniu sytuacji i ustawieniu się gości w wyznaczonym miejscu Barbara wróciła do swej mowy:

- Jako, że braliśmy się tu dziś z okazji rozpoczęcia wakacji chciałam życzyć wam... – nie dokończyła, gdyż rozległ się dzwięk dzwonka – cholera – zaklęła po cichu, po czym dodała głośniej – To pewnie Zuza, bo tylko jej nam brakuje. Pójdzie ktoś otworzyć?

9.

Zabawa trwała w najlepsze. Niektórzy tańczyli do ballady Bostonu, inni, pogrążenie w rozmowach,siedzieli z boku, by nie przeszkadzać tańczącym. Była godzina 21. Godzina 21 tego feralnego dnia.

Tymczasem w oddalonym o 50 kilometrów w Krakowie Fabian siedział na łóżku w pokoju swej ukochanej. Klara spała... a raczej chciała usnąć, lecz nie dawała rady. Za każdym razem, gdy zamknęła oczy, po chwili otwierała je równocześnie krzycząc.

Fabian bał się o dziewczynę. Próbował dowiedzieć się co takiego widzi Klara, lecz ta nie odpowiadała mu. Nie potrafiła mu odpowiedzieć. Twierdziła jedynie, że nie pamięta.

Po 22 drugiej znów próbowała usnąć, lecz momentalnie po przymknięciu oczu zaczeła krzyczeć, przeraźliwie krzyczeć, jakby ciemność, albo to co w niej widzi, sprawiało jej ból. Zaczęła się trząść, mimo dwudziestu stopni na zewnątrz. Wtrząsy nie ustępowały. Wyglądało, jakby dziewczyna dostała nagłego ataku epileptycznego. Fabian objął swą ukochaną, by ta nie uderzyła o coś i nie zrobiła sobie krzywdy, i w tym momencie stało się coś dziwnego. Dziewczyna spojrzała w twarz swego ukochanego. Chwili spoczywali w takim położeniu – spoglądając na swoje twarzy, tyle, że twarz Klary nie była jej twarzą. Z jej oczu zniknął cały niebieski kolor, który zastępiła czerń. Najprawdziwsza czerń.

Z ust dziewczyny wydobył się głos. Straszny, matowy głos, brzmiący, jakby mówiący miał w ustach dużo porcję... piasku? Fabian przeraził się! Nigdy nie należał do tchórzy, ale tym razem naprawdę się przeraził. Bał się o swoją ukochaną. Był wystraszony jej nagłym stanem i tym, co teraz się działo.

Klara-nie-będąca-w-tym-momencie-Klarą powiedziała dwa słowa pomiędzy, którymi zrobiła długą pauzę, po czym usnęła. Spała do rana.

Słowa, które powiedziała brzmiały:

Ona.......Zaczęła.

10.

Na domówkę przyszło wiele osób. Byli wśród nich „gwiazdy” szkolne, ale i też osoby mniej popularne. Basia nie miała zwyczaju klasyfikowania znajomych na jakiekolwiek grupy. Dla niej liczyli się tylko ludzie i ich charaktery, a nie ich ubiór, model telefonu czy też popularność wśród rówieśników. Tak naprawdę gardziła ludźmi, którzy tworzyli takową klasyfikacje swych znajomych. Miała kiedyś znajomą, która mieszkała w bloku obok oraz uczęszczała z nią do tej samej klasy. Znajoma ta urządzała urodziny. Chyba piętnaste, czy coś koło tego. Nieistotne. Znajoma, przyjmijmy, że miała na imię Kasia, przyszła dwa tygodnie przed urodzinami do szkoły. Parę minut przed lekcjami zebrała całą klasę i uroczyście wręczyła zaproszenia na „najlepszą imprezę urodzinową ever”. Tak się złożyło, że Baśka była wśród „szczęśliwych wybrańców”. Zdziwiło ją to, iż nie utrzymywały z Kasią bliższych kontaktów. Zwyczajne „cześć” na korytarzu i tyle. Co zdziwiło ją bardziej, najlepsza przyjaciółka Kasi –Zosia, nie dostała zaproszenia.

Co się okazało, list gości była ograniczona do dziesięciu osób z klasy, a o miejscu na niej decydowała mozliwość kupienia jak najlepszego prezentu. Basia oczywiście zrezygnowała z zaproszenia, a jednoczesnie zyskała dobrą koleżankę, którą po miesiącu zaprosiła na swe urodziny, mimo, że jej tata był słabozarabiającym murarzem, a mama nie pracowała.

Basia wzięła ze stołu dwie puszki Harnasia i podeszła do jednej z dalszych częściu działki. Usiadła na ławce. Początkowo wydawało się, że jest tam sama, lecz w ciemności ktoś się poruszył.

Gracjan nie był zbyt lubiany w szkole. Gruby, pryszczaty chłopiec w okularach starał się zawsze siadać z boku. Nie prowokować nikogo. No cóż, tajemnicą nie było, że chłopiec był po prostu bity przez „kolegów”. Baśka nigdy nie pogodziła się z takim obrotem spraw i wstawała w obronę mniej lubianego kolegi. Starała się wspierać chłopca i próbować rozbudzić w nim chociaż iskierkę „duszy towarzystwa”.

- Jak się bawisz?– spytała – Przyniosłam ci piwo.

- Jest dobrze – cicho odparł chłopak – Dziękuje, ale dobrze wiesz, że nie piję. Alkohol niszczy szare komórki.

Baśka czasami uważała, że Gracajn przesadnie wszystkiego się obawia, aczkolwiek nigdy do niczego go nie namawiała. Tym razem postanowiła to zmienić.

- Na pewno? Może przyłączysz się do reszty? Są wakacje, więc spróbuj się rozluźnić. Dobrze ci to zrobi.

Po namowach koleżanki, chłopak zgodził się wypić piwo, ale nie chciał ruszyć się z miejsca. Powiedział, że będzie lepiej, gdy tu zostanie, a poza tym dobrze mu tutaj.

- No cóż – pomyślała zawiedziona nastolatka – nic na siłę. Po czym odeszła.

11.

Na prowizorycznie urządzonym parkiecie tańczyło coraz więcej osób. Z odtwarzacza leciał jakiś szybki utwór, chociaż to teraz było najmniej ważne. Jutro i tak nikt nie będzie pamiętał co to było.

Taneczny nastrój bynajmniej nie udzielił się Zuzie, który bardziej od pójścia w tany, ceniła sobie barek i jego alkoholową zawartość.

W końcu uważała się za punkowe, a takim nie przystoją rozrywki dla mas. Ceniła sobie niezależność.

Usiadła na wolnej ławce i raczyła się butelką taniego siarkofruta.

W szkolę i wśród sąsiadów miała opinie bezczelnej i bezywstdnej. Opinie, na którą sama zapracowała.

Mimo, iż była w wieku Baśki, to chodziła do niższej klasy, ale nie miało to dla niej znaczenia. Szkoła się dla niej nie liczyła, ale nie było tak od zawsze. Zmiany w dziewczynie zaszły, gdy skończyła 12 lat.

Zmiany zapoczątkowane pewnym traumatycznym wydarzeniem. Nigdy nikomu o tym nie mówiła i starała się to wyrzucić z pamięci, a jako, że nikt zbytnio nie ciekawił się przyczyną zmiany zachowania, jak dotąd grzecznej i miłej nastolatki, więc udało się jej częściowo wymazać z pamięci to wydarzenie.

Częściowo. Często w nocy wracały do niej te straszne wspomnienia. Dzisiejszej nocy również tak się stało.

Siedziała z do połowy pełną butelką i powoli sączyła jej zawartość, a złe myśli powoli krążyły. Szukały klucza do drzwi, za którymi czaiła się wolność i szeroko otwarty otwarty umysł Zuzanny.

Staruszka z dworca siedziała obok dziewczyny i pilnowała, by sprawy ułożyły się po jej myśli. To był ostatni dzień w jej pracy, więc nie mogła nic popsuć.

Butelka była już prawie opróźniona, gdy wspomnienia odnalazły właściwy klucz.

Poszła jedynie do toalety na przerwie pomiędzy lekcjami. Nie wiedziała, że kogoś tam spotka i, że tym kimś będzie starszy od niej chłopiec.

„Przepraszam, chyba pomyliłam drzwi”, speszyła się, ale uroczy uśmiech chłopca i jego słowa „to ja się pomyliłem, już wychodzę”, uspokoiły ją. Weszła do środka i minęła „zagubionego chłopca”. W tym momencie poczuła jego ręce na swoich plecach i szept „spokojnie, nic ci nie zrobię”. Nieznajomy popchnął ją w kierunku ściany i sprawnym ruchem ściągnął z niej sukienke. Mówił, że nie powinna nikomu o tym mówić, bo to co robią to nic złego i każdy tak robi. Nie wierzyła mu, że to nic złego, ale wiedziała, że nikomu o tym nie powie. Wtedy nie miała pojęcia dlaczego. Dziś już wie, że nie pozwalał jej na to wstyd. Po paru minutach chłopiec wyszedł, a ona siedziała oparta o drzwi śmierdzącej kabiny i po cichu łkała. Do tej pory nikomu nie powiedziała ani słowa o tym wydarzeniu, ale już wtedy postanowiła się zmienić, by nikt więcej nie mógł jej skrzywdzić.

Trauma spowodowana gwałtem sprawiła, iż dziewczyna od tej pory nie miała żadnych moralnych oporów.

Wiele zgwałconych dziewczyn ma później problemy z seksem. Zuza ich nie miała, wręcz przeciwnie. Seks stał się dla niej ochroną. „Jeśli mu pozwolę, to on siłą nie weźmie” – stało się jej mottem.

Od tamtego wydarzenia minęło już sześć lat, ale demony pozostały przy życiu.

Dzisiejszej nocy znikną na zawsze.

12.

Gracjan nigdy w życiu nie pił alkoholu. Brzydził się nim, tak samo jak obecnymi tutaj ludźmi. Nie miał ochoty przychodzić na tę żałosną imprezę, ale zrobił to dla Basi, która była przyjaciółką i jedyną bratnią duszą. Zawsze mógł do niej przyjść i porozmawiać, czego nie mógł powiedzieć o rodzicach. Matka – uznana pani doktor, a ojciec szanowany adwokat nie mieli czasu dla syna. Rzadko, gdy przychodził po szkole do domu, kogoś w nim zastawał. Był to olbrzymi budynek, zresztą tylko w takich mieszkaniach mieszkają wpływowi ludzie, za których uważali się rodzice Gracjana. Chłopiec czuł się samotny. Jego życie nabrało barw, gdy poznał Basię. W szkole nawet żartowano, że zakochali się w sobie, ale była to całkowita nieprawda; on przecież kochał kogoś innego.

Chłopiec doskonale wiedział jaką opinią „cieszy się” Zuza, ale czuł, że uda mu się ją „naprawić” i sprowadzić na właściwą drogę. Znów będzie przykładną uczennicą i grzeczną dziewczyną, wystarczy jedynie pokonać jej problem, który ją dręczy. Tak, Gracjan czuł, że jest w stanie to zrobić... gdyby tylko był w stanie odezwać się do niej.

- Podoba ci się, czyż nie?

Gracjan obrócił się. Siedziała przy nim Klara.

- Co ty tu robisz? – Spytał – Przecież miało was z Fabianem nie być.

Dziewczyna uśmiechnęła się i odparła:

- Poczułam się trochę lepiej, więc przyjechaliśmy przed chwilą. Nie mogłam odpuścić tej imprezy i rozmowy z Tobą.

Czuł, że coś jest nie tak, przecież Klara nigdy z nim nie rozmawiała i nie czuł, by miała na to ochotę, a teraz przysiadła się do niego? Coś tu nie gra. W normalnych okolicznościach zapytał by ją o to, ale pierwsze w życiu piwo zamroczyło mu umysł.

- Podoba ci się? – ponowiła pytanie Klara.

Gracjan kiwnął głową, że tak. Nie miał pojęcia w jaki sposób Klara się domyśliła i nie miało to już większego znaczenia. Od jutra cała szkoła będzie już o tym huczeć – „Pryszcza kocha Łatwą Zuzkę”.

- To dlaczego nie podejdziesz do niej? Porozmawiasz? Nie wstydź się!

- A właśnie dlaczego nie? – spytał bardziej siebie niż Klary – Przecież nie mam nic do stracenia.

Wstał i lekko chwiejnym krokiem ruszył na poszukiwanie Zuzy. Gdy znikł, w miejscu Klary pojawiła się staruszka. Siedziała smutna w pogrążonej w ciemności części ogrodu. Pierwszy raz miała wyrzuty sumienie. Ona! Ona, który przecież ma je wzniecać, a nie sama padać ich ofiarom. Wiedziała, że szefostwo nie da jej zbyt łatwo zrezygnować i będzie się imało wszelkich sztuczek, by ją zatrzymać.

Do tej pory miała do czynienia ze złymi ludźmi i nie miała żadnych oporów, by wzbudzać w nich poczucia win, które prowadziły do tego, do czego prowadziły. Należało im się. Tak, należało się.

Ale ta zagubiona i szkrzywdzona dziewczyna? Czym ona zawiniła?

13.

Od zarania dziejów alkohol był skutkiem wielu głupich czynów, których na trzeźwo nigdy by nie popełniono. Tak było tym razem.

Kilka butelek Amareny sprawiło, że Zuza popełniła największe głupstwo w swym młodym życiu, a mianowicie wylądowała w łóżku z Gracjanem.

Sypialnia była mała, proporcjonalna do wielkości domku, ale dwójce pijanych nastolatków w zupełności wystarczyła. Zuza rzuciła Gracjana na łóżko, po czym wskoczyła na niego okrakiem. Szybkimi ruchami zaczęła rozpinać jego koszulę, jednocześnie go całując. Gdy już uporała się z niesfornym bawełnianym tworem zaczęła schodzić ustami coraz niżej. Była napalona. Dawno nie uprawiała seksu i nie miało dla niej znaczenia, że robi to z najbrzydszym facetem w szkole. Penis, to penis. A skoro o penisach mowa, to zaczęła odpinać pasek u jego spodni, lecz nie poczuła tam nic twardego. Mimo dość mocnego upojenia alkoholowego, przestraszyła się. Jej obawy były słuszne.

W miejscu oczekiwanego „stalowego drąga”, była malutka, chuda gałązka. Zeskoczyła z chłopaka i zaczęła się śmiać. Nie mogła przestać, nawet, gdy Gracjan zaczął płakać. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej ją to rozbawiło. W tym momencie stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewała.

Gracjan zeskoczył z łóżka i podbiegł w jej stronę. Była pewna, że chce ją uderzyć, lecz ten zrobił coś gorszego. Chłopak chwycił nożyczki leżącego na stoliku nocnym i wbił je w sobie w klatkę piersiową.

Krew trysnęła z niego, niczym woda z fontanny. Zuza nie mogła na to patrzeć. Wybiegła z domu.

14.

Biegła przed siebie. Nie wiedziała gdzie i po co. Nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Biegła, aż znalazła się nad myślenicką Rabą. Wtedy plan dalszego działania przyszedł natychmiastowo . Stała już na brzegu, gdy usłyszała szmer za sobą. Pewnie ktoś z imprezy zobaczył jak tu biegnie i przyszedł ją uratować.

- Zostawcie mnie! – Krzyczała – Nie próbujcie mnie ratować, słyszycie?!

Była rozpaczona. Maska twardej i bezwględnej punkówy spadła z jej twarzy i z hukiem rozbiła się o twarde kamienie. Stała tu w mroku słaba i bezbronna jak nigdy wcześniej. Bała się wskoczyć w bezkresną, mroczną toń, ale jednocześnie tego pragnęła. Dla niej życie się skończyło po tym, jak przyczyniła się do śmierci innego człowieka.

Nurt był rwący. Woda płynęła z dużą szybkością, jak krew spływająca po Gracjanie. To już koniec, pomyślała i już miała skoczyć, gdy opadła na kolana i usnęła. Rano przebudzi się i nie będzie pamiętała skąd się tutaj wzięła. Obudzi ją wołanie. To jej znajomi szukający jej. Gracjan będzie z nimi.

15.

Pracownicy mają swój regulamin, którego muszą się trzymać. Składa się on z jednej zasady. Pewnie pomyślicie, że to jedna głupia zasada, którą łatwo zapamiętać, ale tak nie jest.

Zasada ta brzmi: „Nie cofać.”

Głupie, co nie? Przyznajcie sami. Jakie „nie cofać”? O jakie znowu cofanie chodzi? Pozwólcie, że wam wytłumacze.

Pracownicy, to grupa specjalnie wyszkolonych poddemonów, tak, poddemonów, które służą prawdziwym demonom. Ich zadaniem jest sprowadzanie wyrzutów sumienia na grzeszników, by ci popełniali samobójstwa i zasilali szeregi piekielne. Śmierć przez samobójstwo automatycznie przekreśla możliwość rozmowy z Bogiem na temat zbawienia.

A więc o takie cofanie chodzi – Pracownik nie może zniwelować samobójstwa grzesznika. To znaczy może, ale wiążę się to z jego śmiercią.

Staruszka stała w cieniu i obserwowała śpiącą dziewczynę. Była ona tak piękna i niewinna. Były to jej ostatnie chwile na ziemi, więc chciała nacieszyć swe starę oczy widokie Zuzy. Za kilka minut pójdzie na spotkanie ze swą starą przyjaciółką Śmiercią, z którą tyle razy spotykała się, by porozmawiać i poplotkać o różnych sprawach. Tym razem jednak będzie to spotkanie w sprawach zawodowych.

Staruszka prawie całkowicie zanikła, ale na jej twarzy gościł uśmiech. Cieszyła się, że uratowała tę dziewczynę. Gdyby tylko mogła cofnąć wspomnienie gwałtu...

16.

W Krakowie Klara przebudziła się rozpromieniona. Po chorobie i wspomnieniach z nocy nie pozstało ani śladu. Uścisneła Fabiana i dała mu całusa, po czym poszła zrobić śniadanie dla nich dwojga. Nie wiedziała jak blisko była, by zastąpić odchodzącą na emeryturę pracownice.

Opowiadanie konkursowe – wakacje 2014

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

No heej (͡° ͜ʖ ͡°)
Odpowiedz
Dziewczyna po tak traumatycznej nocy idzie robić śniadanie chłopakowi??? Prawdziwy facet nie wypuściłby jej z łóżka i sam jej przyniósł śniadanie.
Odpowiedz
Czasy się zmieniają ^,^ a tak serio może to śniadanie w ramach przeprosin ? Bo w końcu przez jej zle samopoczucie nie dotarli na imprezę, a później jeszcze ta mroczna scenka w jej wykonaniu, może sumienie ruszyło :)
Odpowiedz
konkurs..? z taką ilością błędów...? to co to za konkurs...? ;)
Odpowiedz
Bardzo fajne :P ale troszke jednak tych literowek za duzo. Super pomysł :D pisz dalej
Odpowiedz
Siarkofrut xD
Odpowiedz
Jak dla mnie opowiadanie bardzo ciekawe... pomysl bardzo dobry ale móglby byc wykonany w innej formie
Odpowiedz
od razu wiadomo kto pisze takie opowiadania... mogłaś darować Sobie Harnasie i Amareny
Odpowiedz
dobre
Odpowiedz
Opowiadanie dość spoko tylko zakończenie słabe : /
Odpowiedz
Błędy, błędy...
Odpowiedz
Opowiadanie konkursowe z taką ilością literówek i błędów gramatycznych? No nieźle.
Odpowiedz
Nie złe
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje