Historia

Przytul się do ściany. (część 2)

astarot 5 6 lat temu 713 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Część 1:

http://straszne-historie.pl/story/8784

----- ----- ----- ----- ----- -----

Zamknąłem oczy, wstrzymując oddech i zaciskając palce na swojej jedynej broni. Zaczynałem się z wolna trząść, nie mogąc tego opanować. W kuchni cisza. Grobowa cisza.

Nie wiedziałem cóż uczynić. Ruszyć się? Zabije mnie.

Krzyknąć, zawołać o pomoc? Zabije mnie.

A może dobiec do drzwi? Nie... To głupie. Pochopne. Dogoni mnie na dworze, rozszarpie swoimi długimi, ostrymi zębami.

Poczułem lekkie ciepło na policzku. Powtarzało się w kilkukrotnych, krótkich odstępach czasowych, jakby coś powiewało w moją stronę. Otworzyłem oczy.

Przed moją twarzą, z początku z mroku - wyłoniły się kontury, nos, oczy, usta... Czarne włosy opadały na czoło, pomarszczona skóra dawała znać o sędziwym wieku. To był mój ojciec.

- Synu, co Ty do jasnej cholery robisz? - zapytał.

Przez chwilę nie mogłem uwierzyć w to co właśnie się dzieje. Wziąłem głęboki oddech, odepchnąłem delikatnie tatę w prawą stronę i zajrzałem do kuchni. Na podłodze nie było ani okruszyny szkła. Szyba w całości, nic nie leżało na podłodze.

Co tu się dzieje? Nie rozumiem. Wyobraźnia płata mi figle?

Ojciec wpatrywał się we mnie. Od zawsze byłem dziwny, znali mnie już z moich wybryków i niecodziennych odpałów. Tym razem jednakże musieli się trochę zdziwić. W milczeniu udałem się do swojego pokoju, usiadłszy na łóżku oparłem się o ścianę. Zimny dreszcz obleciał całe moje ciało. Czy to była definicja szaleństwa? Tak realne przywidzenia? A może jestem chory?

Może coś jest nie tak z tym domem? Jak zwykle, podchodziłem do sprawy sceptycznie, aczkolwiek w tym przypadku musiałem już parę niewytłumaczalnych rzeczy wziąć pod uwagę. Chwyciłem za ołówek, za kartkę, i postarałem się to coś uwiecznić, narysować. Tak jak to zapamiętałem. Ręce mi się trzęsły, pierwsza linia przebiegła w miarę pomyślnie. Długi kark, mała głowa... Chuda sylwetka, cała czarna. I oczy. Dwa, małe, żarzące się na biały kolor punkciki utkwione w smolistym cielsku, przenikliwie spoglądające w głąb mnie.

Położyłem się do łóżka, miałem dość jak na jeden wieczór - za dużo wrażeń. Moje oczy zmrużyły się, do umysłu wtargnął spokój. Po raz kolejny mogłem odetchnąć. Przekonałem już siebie, że całe to zajście było jedynie bardzo realistycznym złudzeniem. Oczywiście wszystko trwa krótko. W domu zapadła cisza, rodzice po imprezie bardzo delikatnie zakrapianej alkoholem położyli się spać, tako i ja postanowiłem to zrobić. Spojrzałem w stronę okna.

O nie. Jednak część zdarzeń okazała się prawdziwą. Okno było przysypane śniegiem, światło księżyca wdzierało się jedynie przez małą szczelinkę u góry. Przyśpieszyło mi tętno, podniosłem się z łóżka i podszedłem powoli do okna. Stąpałem delikatnie i cicho. Odsunąłem firanę, wyjrzałem przez drobną szczelinę. Wszystko skąpane w blasku księżyca, jego białe światło, obecne wszędzie, odbijające się od każdego pojedynczego, widocznego miejsca. Trwałem tak nieruchomo przez kilkanaście sekund, wpatrując się w głębię podwórka, widząc urywek budy mojego psa zasłanianej przez drzewka świerkowe. Odetchnąłem ponownie, uspokoiłem się już całkowicie. Usiadłem na łóżku, oparłem się o ścianę i uśmiechnąłem. Wszystko było w porządku!

Poczułem ukłucie w lewym barku. Coś z wielką siłą się w niego wbiło. Próbowałem krzyczeć - było to niemożliwe. Moje usta były unieruchomione, wydawałem z siebie jedynie głuchy jęk. Ból był wręcz nie do zniesienia. Chciałem uwolnić się z objęć tego.. Tego czegoś, jednakże utrzymywało mnie w miejscu. Szarpnęło mnie za żebra, nie mogłem złapać oddechu. Spadłem z łóżka, wypchnięty. Czułem krew ściekającą po ramieniu, po klatce piersiowej. Leżałem nieruchomo na ziemi. Zacząłem krzyczeć, o dziwo - teraz było to możliwe.

Zupełnie nie wiedziałem co się stało. Moja matka przyszła do pokoju, zapaliła światło i zaczęła krzyczeć.

- Wstawaj z tej podłogi! Jest pierwsza w nocy! - dało się wyczuć zdenerwowanie w jej głosie.

Przez chwilę nie wiedziałem co dokładnie się dzieje. Przytknąłem dłoń do poranionego barku, przynajmniej - tak mi się wcześniej wydawało. Po ranie nie było ani śladu, po krwi też. Kurwa. To zaczynało się robić przerażające nawet dla mnie.

Z poczuciem zażenowania, z lekkim trudem podniosłem się z podłogi. Matka wyszła z mojego pokoju szybkim krokiem, a ja usiadłem na podłodze, oparłszy się o łóżko. Zacząłem płakać. Nie rozumiałem tego co się dzieje. Najpierw to dziwne stworzenie, wszystkie te zjawiska. Teraz paranormalny atak na moje ciało. Słyszałem o takich przypadkach, ale nigdy nie sądziłem, że mogą być odczuwane i widziane jedynie przez odbiorcę. Przede wszystkim starałem zachować się zimną krew i uspokoić. I poczuć jakoś bezpieczniej. Nie wiedziałem co jeszcze może się wydarzyć. Może własna poduszka będzie próbowała mnie udusić?

Podniosłem się z podłogi, przetarłem twarz, spojrzałem na biurko. Leżał tam rysunek, ten sam rysunek który stworzyłem tak krótki czas temu. Zmienił się? Tak, nieznacznie, ale jednak. Teraz, w czarnej sylwetce, ponurej i stworzonej prostymi metodami dało się zobaczyć przenikliwy uśmiech. Widocznie mamy do czynienia z duchem. Zastanawia Was pewnie jedno - to coś próbowało mnie zabić, a ja podchodzę do całości na spokojnie, opowiadam o swoich przeżyciach - całkiem normalnie. Powód jest jeden, mianowicie zakazuje się wręcz popadania w obłęd, zwariowanie to pierwszy krok do porażki. Przedstawiając ogólnie sytuację, mam do czynienia z czymś w rodzaju demona, który może mieć swój wkład w otaczającą mnie rzeczywistość, może mnie zaatakować, pojawiać się i znikać.

Potraktujmy to jak dziennik. Dziennik prób, dziennik spostrzeżeń i sposobów na pokonanie... Tego. Muszę poznać swojego wroga.

Siadłem przy biurku, zacząłem pisać. Im dłużej to robiłem, im więcej słów pojawiało się na czystych jeszcze przed chwilą kartkach zeszytu, tym bardziej pochłaniała mnie moja "praca". Jednakże również się bałem. Ciągle czułem się obserwowany, jakby tylko to coś czekało na mnie, zaraz za moimi plecami, siedząc na łóżku, wpatrując się we mnie. Wiedziałem jednak, że karmi się moim strachem, żeruje na mnie. Jest pasożytem, naprawdę paskudnym, wykorzystującym każdy odruch mojego wewnętrznego wcielenia, podatnego na wszelkie bodźce mające mi zagrozić.

Nie dam za wygraną. Będę pisał, poznam Ciebie - i Twoją naturę.

(kontynuacja wydarzeń w nadchodzącej części trzeciej)

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetne ;)
Odpowiedz
Czekamy na ciąg dalszy ;-)
Odpowiedz
Polecam! :)
Odpowiedz
:v
Odpowiedz
Autorze! Bardzo dobrze piszesz i szkoda, żeby Twoja praca poszła na marne - ale nie przyjmujemy na główną opowiadań w częściach. Jeśli zamieścisz wszystkie części jako jedną spójną całość w jednym tekście i utrzymasz poziom - będzie główna :-) Wszystkie reguły dotyczące zasad przenoszenia na główną znajdziesz tu: http://straszne-historie.pl/d/poradnik
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje