Historia

Jak znika whiskey - czyli żartobliwie o spotkaniu ze śmiercią

Bez_granic 9 5 miesięcy temu 6 958 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Budzę się. W pokoju panuje nieznośny zaduch, moja rodzinka w obawie przed umarznięciem nawet w kwietniu podkręca temperaturę. Podnoszę się i paraliżuje mnie strach. Na skraju łóżka siedzi nieruchomo jakaś postać.

 - Mamo - niepewnie potrącam postać w ramię.

 - Nie mama, nie mama tylko ŚMIERĆ.

 - Że co? Proszę?- Nie wiem czy się śmiać czy płakać z tej groteskowej sytuacji.

 - O! Uszu się nie myje. To pierwszy stopień do śmierci – Postać zatarła ręce i zarechotała głośno odwracając się do mnie. Doprawdy mogła tego nie robić bo oddech jakim zionęła w moim kierunku był powalający. 

 - O! Szczoteczki do zębów to się chyba całe wielki nie widziało – Odcięłam się zatykając nos.

 - A nie całe wieki bo w '95 pochowali nieboszczyka ze szczotką do butów to sobie pozwoliłem skorzystać. Chyba nic nie miał przeciwko. W ogóle jakiś drętwy typ był – Postać stuknęła mnie łokciem i zaśmiała się rubasznie.

 - Dość tych żartów! Co Pan robi w moim łóżku?

 - Jak to co? Siedzę i czekam aż się obudzisz. My tam w zaświatach to mamy takie powiedzonko: „Najwięcej wypadków zdarza się w łóżku. Kostucha radzi: Nie siedź w łóżku”. Przyjemniej się kosi ludzi jak stoją. Można się wtedy dobrze zamachnąć i tak o...- zaczął rękami symulować koszenie ludzkich głów.

 - Nie no wariat z Tworek uciekł jak nic. Czemu ja mam zawsze takiego pecha do ludzi? - Oparłam głowę na kolana i rozpaczliwie zaczęłam szczypać własne ramię, żeby się obudzić.

 - Nie martw się. Pecha do śmierci można mieć tylko raz. Ale teraz już jestem poważny. Śmiertelnie poważny – Znów zarechotał trzęsąc swoim wielkim brzuchem - Przychodzę do Ciebie z misją.

 - Wyjdź z mojego pokoju bo..bo zadzwonię po policje – Jak mogłam nie wpaść na to wcześniej?

 - Próbuj szczęścia. Śmierć wskazała mój telefon. Złapałam go i już wybierałam numer - Ale nie radzę. Zastaną na miejscu tylko histeryczkę, która wypiła rodzicom whiskey.

 - COOO? Wypiłeś irlandzką whiskey? Oni mnie zabiją. - Pomyślałam, że mogę sobie już zacząć kopać grób.

  - Śmierć do usług. Kłaniam się nisko. A tak poważnie to całkiem, całkiem ta whiskey. Ale nie można przyrównać do trunku, który kiedyś przyniósł w zaświaty pewien faraon. To dopiero była ambrozja. W ogóle kiedyś to lepsze czasy były. Ludzie jak umierali to flaszeczkę ze sobą zabierali i prowiant. To i Śmierć łaskawszym okiem patrzyła. A teraz wszędzie te kryzysy, oszczędności...

 - Proszę wyjść z mojego pokoju i przestać gadać brednie!

 - Ale ja naprawdę jestem Śmiercią. 

 - Nie wierzę! Udowodnij! A tak w ogóle to gdzie masz swoją kosę?

 - Oddałem do ostrzenia bo się przytępiła trochę wszak nie próżnuje. Mogę Ci przypomnieć dowolne wydarzenie z Twojego życia. Pamiętasz jak byłaś na festynie i prawie przewrócił się na Ciebie stragan z watą cukrową? To ja Cię uratowałem bo nie chciałem żebyś umarła.

 - Z tego co pamiętam uratował mnie mój tata. Ciebie tam nie było.

 - Byłem. Ciągle Cię wyciągałem z jakiejś opresji bo wszędzie wściubiałaś ten swój nos. A pamiętasz jak miałaś 4 lata i oblazły Cię mrówki i … - Tu nachylił mi się do ucha.

 - O nie... Nie możesz tego wiedzieć – Zaczerwieniłam się jak burak.

 - Mogę bo jestem Śmiercią - Stwierdził i cwaniackim wyrazem twarzy i zaczął lewitować w powietrzu.

 - Więc co? Chcesz mnie zabrać? - Zapytałam i stanęły mi łzy w oczach gdy wyobraziłam sobie zapłakanych rodziców nad moim grobem.

 - A chciała by dusza do raju ale tam nie wpuszczają !– Śmierci nie opuszczał dobry humor - Nie tak szybko moja panno.

 - A kiedy mnie zabierzesz?

 - Ale ja Cie wcale nie chce zabierać. Na coś Ty mi tam potrzebna? Jadaczka Ci się nie zamyka. Jeszcze te wasze babskie menstruacje, owulacje...Zwariować z tym idzie. Albo co gorsza zeżarłabyś mi całą czekoladę. Już ja dobrze wiem co chowasz w pudełku po balerinkach. A właściwie chowałaś – Puścił do mnie porozumiewawczo oko.

 - No nie mów, że zjadłeś moje krówki!

 - A zjadłem. Zjadłem też delicje i ptasie mleczko. Niebo w gębie.

 - Ja się pytam jakim prawem? - Byłam już mocno wkurzona.

 - Takim, że jestem Śmierć i mam kosę. Stawiasz się? - Spytał zaczepnie i zaczął się głośno śmiać.

 - Więc przyszedłeś na darmowe słodycze Ty pasożycie jeden. Każdy tylko brać by chciał a robić nie ma komu! - Poziom mojego zdenerwowania zwiększał się proporcjonalnie do ilości wyrzucanych przez niego informacji.

 - Nie na darmowe bo z interesem przyszedłem.

 - A to słucham – Odparłam ironicznie czego Śmierć jakoś nie wyłapał.

 - Pamiętasz starą Maciejową z tego domku pod lasem?

  - Pamiętam!Nie żyje już. była strasznie wredna. Napchaliśmy jej raz za to czereśni do poszewek na poduszki. Ganiała nas z miotłą po całej wsi potem.

Śmierć uśmiechnął się zgryźliwie.  

 - Hahaha! Toś sobie nagrabiła teraz. Bo Maciejowa przez tą pościel odejść w zaświaty nie chce.

 - Teraz to naprawdę żartujesz??

 - To była pościel z kory. Kobiecina kupiła od Rumunki na targu po promocyjnej cenie i przeżyć nie może, że jej poszewki czereśniami usmarowałaś i za nic sobie nie da wytłumaczyć, że to koło kory nawet nie leżało bo ją ta babeczka oszukała. Nieboszczka Maciejowa tak się zawzięła, ze teraz odejść na drugą strone nie chcę i o pomstę woła.

 - No masz! Zawsze to mściwe babsko było. Ale to nie tylko ja te czereśnie pchałam.

 - Ale Ciebie akurat zapamiętała. Mówi, że kawał cholery z Ciebie był.

 - Nie dość, ze wredna to jeszcze pamięć ma wybiórczą. I co ja mam niby zrobić? Zanieść jej tą pościel z kory na cmentarz?

 - Bingo! I jeszcze zamawia 5 fartuchów w kwiatki, kapcie i landrynki owocowe.

 - A po co jej w zaświatach 5 fartuchów??

 - No wiesz, kobieta zmienną jest. Zresztą cóż jest te 5 fartuchów z perspektywy wieczności?

 - A jak nie zaniosę to co? - Zaczęłam już kalkulować, że finansowo na tym dobrze nie wyjdę.

 - To się osobiście do Ciebie pofatyguje. Razem ze swoją miotłą.

 - To mam jej na cmentarz zanieść te rzeczy?

 - Ta. Pod osłoną nocy. I w krzakach przy ławce schować.

 - I co? Ona przyjdzie po to? Czy to jakiś Wasz paczkomat na zaświaty?

 - Spokojna Twoja rozczochrana. A i te landrynki to mają być tylko białe bo ona białe lubi. 

 - No nie przeginaj pały. Mam jej powybierać tylko białe cukierki?? A co zresztą?

 - Możesz dać mnie na przykład. 

 - Zapomnij! I tak ledwo w drzwiach się pewnie mieścisz...

 - Nie żałuje sobie. Kochanego ciałka nigdy za wiele. U nas w zaświatach jest dużo miejsca. Ale my tu gadu gadu a tam klienci na mnie czekają.

 - Klienci? Trudnisz się jeszcze sprzedażą?

 - Ta, wysyłkową. – Znów zaczął śmiać z własnego żartu. - Odpowiadam też za transport i logistykę - Znów się roześmiał - Muszę lecieć. A z tą whisky to ja żartowałem.

 - Nie wypiłeś? – zapytałam pełna nadziei.

 - Wypiłem ale tylko połowę. Większą połowę - Mrugnął do mnie i rozpłynął się w powietrzu zanim zdążyłam go uświadomić, że połowy są zawsze równe.

A ja ułożyłam się wygodnie w łóżku i odnotowałam w pamięci żeby kupić 5 fartuchów, kapcie i białe landrynki. I irlandzką whiskey rozrobić z wodą . Koniecznie.


Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetne Świetne :) A tak poza tym, to muszę koniecznie zapamiętać, żeby w ostatnim życzeniu napisać "pochować mnie z najlepszą whiskey". Żeby się Śmierci miło zrobiło :)
Odpowiedz
Czemu jak to czytałam to przed oczami stanął mi brandon lee z kruka? Takie skojarzenie xd
Odpowiedz
a dlaczego ona byla czerwona jak ją oblazły mrównki?
Odpowiedz
a dlaczego ona byla czerwona jak ją oblazły mrównki?
Odpowiedz
a dlaczego ona byla czerwona jak ją oblazły mrównki?
Odpowiedz
a dlaczego ona byla czerwona jak ją oblazły mrównki?
Odpowiedz
Aż się roześmiałam :) Gdyby mnie takie coś spotkało to byłby lekki dreszczyk :)
Odpowiedz
Świetne, taka czarna komedia :)
Odpowiedz
Dziękuje ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje