Historia

ogród różany

babol 6 6 lat temu 5 227 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Jako małe dziecko mieszkałam wraz z rodzicami w niewielkim domu na przedmieściu. Niewiele pamiętam z tego okresu. Jedyne wspomnienia, jakie pozostały dotyczyły głównie ogrodu różanego- pozostałości po poprzednich właścicielach. Na czarno- białych fotografiach, które cudem znalazłam po tylu latach od przeprowadzki, widnieje ten właśnie ogród zaraz po kupieniu domu przez mego ojca. Zdjęcia są stare, ale wystarczająco wyraźne, aby dostrzec uschnięte krzaki róż, chwasty sięgające do kolan dorosłemu mężczyźnie i ledwo widoczny, zarośnięty płotek. Sterczące z gleby korzenie małych drzewek przypominały dotknięte artretyzmem, powykrzywiane dłonie. Pamiętam jeszcze Panią Anielę, która czasem towarzyszyła mi w ogrodzie, niedługo po tym, gdy mama zrobiła tam porządek. Pani Aniela była 20-kilku letnią kobietą, ale nie pamiętam jak wyglądała. Właściwie to nikt nie pamięta jej w ogóle, prócz mnie. Jednak tych kilka fotografii i zamglone wspomnienia to nie wszystko, co pozostało mi po tamtych latach. W tym domu zginęła moja matka i trójka rodzeństwa. W pewnym sensie umarł też mój ojciec, choć nie fizycznie, lecz mentalnie. Krew za bardzo zamarzła mu w żyłach, aby próbował szukać pomocy u psychologa. Po tragedii miewałam stany lękowe i zapisano mnie na specjalistyczne leczenie. Podobno mogłam być świadkiem morderstwa, ale 20 lat leczenia się u specjalistów nie przynosiło rezultatów i wciąż pamiętam tylko ten przeklęty ogród. „Przeklęty” jest słowem, które opisuje najlepiej to miejsce, chociaż nie pamiętam, czemu. Terapeuta stwierdził, że powinnam wrócić do starego domu, że to pomoże mi przypomnieć sobie, co się stało. Obłęd.

Stoję przed ogrodzeniem tego upiornego budynku, nawet nie potrafię powiedzieć, czemu mnie przeraża. Do tej pory nikt w nim nie zamieszkał. Wchodzę od strony ogrodu i od razu uderza we mnie zapach róż, mimo, że na zaschniętym krzaku nie kwitnie ani jedna. Zapach róż, ten sam powracający w koszmarach odór, bierze się z nikąd, jak zawsze. Teraz wiem, że nie pochodzi z kwiatów. Nigdy nie pochodził z ogrodu.

Idę dalej, po schodach, a potem do małego salonu, a ten smród nasila się i powoduje u mnie mdłości. Kolejne schody- prowadzą na pierwsze piętro, potem korytarz i czuję, że na pozostałościach dywanu robi się miękko, idąc korytarzem słyszę pluskanie pod stopami. Moje ręce są mokre, a z włosów kapie woda. Wchodzę do łazienki i znajduję źródło różanego zapachu- jest to wanna wypełniona wodą z jakimś pieniącym się cholerstwem. Podchodzę, aby wyciągnąć korek, ale zamiast niego wyciągam zwłoki niemowlęcia, później drugiego- moi młodsi bracia, bliźniacy! Wybiegam z łazienki, ale na drodze staje mi mała dziewczynka, Mój Boże, to ja! Ja sprzed 20 lat! Pod schodami leży nieruchomo moja matka z moją siostrą na rękach. Stałam osłupiała i słuchałam słów, które teraz już pamiętam:

- Anielko, ja włożyłam bliźniaków do wanny jak mówiłaś, ale oni nie potrafią chyba pływać. Jak mama zapytała, to skłamałam, że to Ty zrobiłaś, gniewasz się? Zresztą, mama spadła ze schodów razem z Kasią i chyba już nie będzie krzyczeć.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

spoko
Odpowiedz
zgadzam się, że nie dopracowana. Koniec opowiadania, byle jaki. Jakbyś w pewnym momencie, już nie wiedziała co napisać i napisała byle co. Ale pomysł na fabułę, fajny :)
Odpowiedz
Pomysł naprawde bomba, ale brakuje tu jakiegoś elementu przejścia, czegoś co uzupełniłoby te historie, bo naprawde nie jest głupia, ani zła, tylko jakby to ująć, niedopracowana.
Odpowiedz
Dobrze by było, gdyby ta historia miała swój ciąg dalszy ;)
Odpowiedz
Bardzo dobry pomysł, jednak mógłby być bardziej rozwinięty ~ Jednak i tak opowiadanie jest całkiem dobre, ciekawe. Pozdrawiam :)
Odpowiedz
Okkkeyy... Dziiwne.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje