Historia

Zwierzak

blody_lee 0 7 lat temu 673 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Każdy z nas miał na pewno kiedyś swojego zwierzaka. Zwierzaka, którego kochał nad życie. Czasami ma się je jako dziecko, czasami gdy już się wkroczy w dorosłość. Jeśli nigdy nie miałeś zwierzaka – nawet nie wiesz co tracisz! A może jednak nie warto mieć zwierząt? Sam ocenisz, po przeczytaniu poniższego tekstu.

- Fado! Do nogi! – krzyczałam do mojego pięknego psa, rasy labrador. Nie był on najpiękniejszym psem na świecie – ale był mój. Dla mnie był najlepszy.

Przybiegł w mgnieniu oka. Wiedział, że zaraz dam mu jeść. Był bardzo energicznym psem, ale nigdy nie zrobił by nikomu krzywdy. Moi znajomi bardzo się go bali, ale to pewnie ze względu na to, że był duży i cały czarny. Było dość zimno, ale jeszcze nie było na tyle dużego mrozu, żeby mama pozwoliła mu wejść do domu, więc postawiłam miskę przy budzie i weszłam do środka.

- Mamo, Kidy Fado będzie mógł spać w domu? – zapytałam.

- Jak będzie mróz, kochanie – odpowiedziała z udawaną troską.

- Ale mamo…

- Żadnych ale!

- No dobrze – odpowiedziałam zawiedziona i wyszłam pospacerować po podwórku.

Fado jeszcze jadł. Przeszłam całą naszą działkę, wspięłam się na dąb stojący na końcu podwórza i obserwowałam wszystko dookoła. Gdy zaczęło się ściemniać wróciłam do domu. Położyłam się spać o dwudziestej drugiej, jak na mnie, to było bardzo wcześnie.

W nocy miałam koszmar. Mój dziadek (który zabił się przeszło rok temu) przyszedł w nocy do mojego kochanego psa i skręcił mu kark. Obudziłam się o trzeciej w nocy cała zalana potem. Od razu wstałam, założyłam kapcie i wybiegłam w samej piżamie sprawdzić, gdzie jest Fado. Leżał przy budzie. Podbiegłam do niego. Otworzył swoje śliczne, zaspane oczka (chociaż w innym kolorze niż zwykle?). Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do łóżka.

Jako że mamy teraz przerwę świąteczną, to spałam do oporu. Gdy rano wstałam usłyszałam szczekanie pod moim oknem. „Fado” – pomyślałam.

Ubrałam się, umyłam zęby i wyszłam z domu bez śniadania. Postanowiłam pójść na spacer z psem.

Ku mojemu zdziwieniu, nie przybiegł do mnie. Nie przyszedł się przywitać. Siedział przy budzie, odwrócony tyłem. Zawołałam go. Nic. Spróbowałam jeszcze raz. Nadal nic. Wzięłam smycz, podeszłam do niego i złapałam za obrożę żeby go zapiąć. Ugryzł mnie w dłoń. Pierwszy raz mnie ugryzł. Pierwszy raz ugryzł kogokolwiek. Łzy pociekły mi z oczu i kapały razem z moją krwią z ręki na ziemię. Trawa barwiła się od czerwonej, gęstej cieczy. Nie płakałam z bólu. Płakałam z rozpaczy. Mój ukochany piesek mnie ugryzł. Wtedy ujrzałam jego oczy. Czerwone jak moja krew. A zaraz za nim martwy kot. Stałam jak osłupiała i patrzyłam się na biedne stworzonko zabite przez mojego potulnego psa. Krew nadal kapała z ręki, a łzy leciały strumieniami.

- Fado? – zapytałam psa, łudząc się, że mnie zrozumie – Co się z tobą dzieje?

Nagle oczy psa zmieniły się na zwykłe, brązowe, a ja usłyszałam przeraźliwe wycie. Było tak straszne, że omal nie przewróciłam się, bo od tego niezrozumiałego dźwięku zakręciło mi się w głowie. Mój pies rzucił mi ostatnie skruszone spojrzenie, po czym upadł martwy na ziemię. Martwy, z rozdartym brzuchem, z którego wylewała się krew. Obok niego stał mój dziadek. Z sinymi śladami od sznura na szyi. Miał czerwone oczy, tak jak Fado, jeszcze parę minut temu. Wyglądał jak by nie spał przez długie tygodnie. Pół jego twarzy i dłonie były zdarte ze skóry do krwi, ale krwi tam nie było.

- Myśleliście, że dam o sobie zapomnieć? – zapytał, po czym rzucił się w moją stronę.

Potem widziałam już tylko ciemność.

_________________________________________________________________

Autor: Blody_Lee

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje