Historia

Najpierw mnie to dziwiło, teraz przeraża. Moja żona podgląda mnie zza rogów i zza mebli.

P->K 1 1 miesiąc temu 985 odsłon Czas czytania: ~24 minuty

Jestem z Lidką od sześciu lat, pobraliśmy się 11 miesięcy temu. Całe nasze wspólne życie było całkowicie normalne i nigdy nie pojawiały się w nim żadne niepokojące zachowania. Nie potrafię nawet określić jak bardzo zmieniła się moja żona. 

 Lidka jest bardzo miła, inteligentna i rozważna. Zawsze była racjonalną osobą. Zwykle nie zachowuje się dziecinnie i nie próbuje mnie przestraszyć. 

 Nawet nie lubi oglądać horrorów. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, zgodziła się obejrzeć ze mną Lśnienie, wiedziała, że kręcą mnie straszne filmy. Była tak przerażona, że nie dotrwała nawet do połowy, musieliśmy go wyłączyć. Nie przepada za niczym przerażającym i nigdy nie lubiła pranków. Nie jej klimat. No I okej.

 Powinienem też dodać, że nigdy nie miała żadnych problemów ze zdrowiem psychicznym i o ile mi wiadomo, nie było takowych jej rodzinie. Wiem, że niektórzy ludzie są w stanie ukryć swoje problemy z psychiką, ale przez te sześć lat, kiedy byliśmy razem, myślę, że zauważyłbym jakieś oznaki. 


 Dwa miesiące temu byłem w kuchni i robiłem sobie kawę przed pracą. Tego ranka byłem nieco spóźniony i wiedziałem, że nie zdążę przed pracą na stację po kubek kawy, co było moim porannym rytuałem. 

 Wziąłem łyk kawy, śpieszyłem się do wyjścia, przypadkiem zauważyłem Lidkę zerkającą na mnie zza rogu korytarza. Widziałem tylko jej oczy i kosmyk jej długich, ciemnych włosów wystający zza ściany. Reszta jej ciała była ukryta za rogiem. Prawie wylałem kawę, gdy ją zobaczyłem.

 - Jezu, Lidka! - powiedziałem, wycierając kilka kropel kawy ze spodni - cholernie mnie przestraszyłaś! Natychmiast zniknęła z mojego pola widzenia, jak małe dziecko, które coś zmajstrowało i zostało przyłapane na gorącym uczynku. Usłyszałem, jak ucieka w kierunku salonu. Szedłem w stronę drzwi wejściowych, po niej nie było już śladu. 

 To było naprawdę dziwne i zupełnie nie w jej stylu, ale wydawało mi się to nawet zabawne, że była bardziej szalona i trochę mniej poważna niż zwykle. Krzyknąłem, że ją kocham i żartobliwie rzuciłem, że jest nienormalna! Gdy zamknąłem za sobą drzwi, usłyszałem jej śmiech.

 Jej zachowanie było nieco dziwne, ale z pewnością nie było to coś, co wymagałoby wezwania księdza. Zapomniałem o tym już przed obiadem, kiedy wróciłem do domu, zachowywała się zwyczajnie. Nie poruszyłem tego tematu, ona też nie, a życie toczyło się dalej. 


 Kolejną akcję odwaliła trzy dni później. Koło drugiej w nocy obudziłem się, bo chciało mi się pić. Nalewałem wodę w kuchni, i miałem przeczucie, że jestem obserwowany. Kiedy szklanka była pełna, odwróciłem się od kranu.

 Oparłem się o kuchenną wyspę, spojrzałem w dół, a na podłodze ujrzałem Lidkę. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, nie mrugała i uśmiechała się w bardzo dziwny sposób. 

 Muszę przyznać, że odruchowo krzyknąłem. Nie z irytacji, ale ze strachu. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu przeraziłem się. 

 Na dźwięk mojego krzyku Lidka uciekła, znikając mi z pola widzenia. Słyszałem tylko dźwięk jej stóp i rąk uderzających o kafelki, uciekła z kuchni na czworaka.Nie pobiegłam za nią, nie krzyknąłem już więcej. Po prostu stałem, zamurowało mnie, zastanawiałem się co ją, kurwa, opętało. 

  Powrót na górę zajął mi trochę więcej czasu, niż chciałbym przyznać. Kiedy dotarłem do naszej sypialni, Lidka leżała na boku i spała. A raczej udawała, że śpi Stałem tam przez chwilę, obserwując jej oddech, aby upewnić się, że naprawdę zasnęła. 

 Wydawało mi się, że kiedy tylko podejdę do łóżka, wyskoczy z niego próbując mnie przestraszyć jeszcze bardziej. Ale nic takiego się nie stało. Oddychała spokojnie. Zaczęła kiełkować we mnie myśl, że to wszystko mi się przewidziało, albo przyśniło. 


 Rano wstałem pierwszy, zrobiłem kawę i czekałem aż zejdzie na dół. Wręczyłem jej kubek, pocałowałem w policzek i postanowiłem zagaić o to co się wczoraj stało. 

 - Czy możesz mi wytłumaczyć co wydarzyło się wczorajszej nocy? - wypowiedziałem łagodnym tonem, nie chciałem jej obrazić ani zawstydzić. 

  Zmarszczyła brwi nad filiżanką kawy, kręcąc głową, jakby nie miała pojęcia, o czym mówię. 

 - Znowu na mnie patrzyłaś. O, tam - powiedziałem i wskazałem na podłogę przy wyspie kuchennej. 

 Spojrzała na wskazane miejsce, potem przeniosła wzrok na mnie i wybuchnęła śmiechem. Śmiała się tak mocno, że nie mogłem się powstrzymać, i też się roześmiałem. 

 - Czasem mnie przerażasz, wiesz? - powiedziałem. Zachichotała, postawiła kubek na blacie i owinęła mi ramiona wokół szyi. 

 - Ty przerażasz mnie cały czas, jesteśmy kwita! - drażniła się ze mną. 

 Pożegnaliśmy się, pojechałem do pracy. Jadąc myślałem o tym, jak przeraził mnie ten jej dziwny uśmiech zza wyspy, ten dźwięk kończyn stąpających po podłodze kiedy uciekała na czworaka. Próbowałem racjonalizować sobie, że to po prostu głupia zabawa. Przecież wie, że lubię horrory i może próbuje w jakiś sposób do tego nawiązać. 

 Nie bałem się jej, ale nie dawało mi to spokoju, coś wydawało mi się być bardzo nie tak.  

 Zaczęło się to zdarzać coraz częściej. Spoglądała na mnie zza kanapy, zza zasłon. Raz nawet wlazła do starego kufra, który stoi przy naszym łóżku. Pewnie nawet nie wiedziałbym, że tam siedzi, gdyby nie skrzypiące zawiasy. 

 Pokrywa kufra była ledwie uchylona, widziałem tylko połowę jej twarzy. Miała uśmiech jak podekscytowane dziecko. Irytowało mnie to, nie wiedziałem co mam jej powiedzieć. Po prostu gapiłem się na nią. Kiedy wrócił mi rezon, zapytałem ją dlaczego to robi. Nie odpowiedziała, tylko powoli zamknęła kufer. Wstałem i wyszedłem, czułem lekki niepokój. 

 Nie rozumiałem, dlaczego to robi, ale najwyraźniej sprawiało jej to przyjemność. Miałem tylko nadzieję, że szybko jej się to znudzi. 


 Przez następne dwa tygodnie Lidka nie zerkała na mnie już w ten sposób. Zaczynałem myśleć, że porzuciła swoje dziwne żarty i trochę mi ulżyło. Wieczorem, kiedy oglądaliśmy głupoty w telewizji, powiedziałem, że nie widziałem, aby ostatnio mnie podglądała i że chyba przestała bawić się w małego szpiega. Uśmiechnęła się, spojrzała na mnie. - A może po prostu stałam się w tym już na tyle dobra, że mnie nie zauważasz? 

 Nic nie odpowiedziałem, zacząłem się jedynie zastanawiać czy to żart. 

 Przez kolejnych kilka dni dręczyła mnie myśl, że może nadal na mnie zerka, a po prostu ja już tego nie widzę. Ale co, do cholery, miałaby mieć z tak dziwnej zabawy? Popadałem w lekką paranoję, ciągle byłem czujny i sprawdzałem czy nie zauważę jej za jakimś rogiem, meblem czy drzwiami. Czułem niepokój gdy byłem w domu, a Lidki nie było w zasięgu wzroku. Było to głupie, i zastanawiałem się czy nie popadam w jakieś szaleństwo. 

 Od ostatniej akcji upłynęło już sporo czasu. Niepokojące myśli zaczęły powoli znikać i przestałem być czujnym, nie sprawdzałem już czy mnie nie obserwuje. Wszystko wydawało się być tylko złym wspomnieniem. 

 Do czasu.


 Kilka dni temu sytuacja stała się znacznie gorsza. 

 Lidka miała wychodne, pojechała do swojej przyjaciółki. Położyłem się na kanapie z laptopem i pograłem sobie w kilka gierek.

 Koło dziewiątej wieczorem poszedłem pod prysznic, podczas mycia włosów, spłukując szampon, poczułem, że ktoś mnie obserwuje. Powoli otworzyłem oczy. Prawie dostałem pieprzonego zawału serca! 

 Lidka wyglądała zza zasłony prysznicowej. Wsadziła głowę za prysznicową zasłonę, reszta jej ciała była na zewnątrz. Jej ciemne, długie włosy były całe mokre, ociekała z nich woda. Jej usta wykrzywione były w przerażającym uśmiechu, oczy szeroko otwarte i zaczerwienione, jakby nie mrugała od dłuższego czasu. Krzyknąłem i odskoczyłem do ściany. Nie poruszała się, jej uśmiech ani drgnął. Po policzkach spływał jej makijaż, przerażające czarne smugi od tuszu do rzęs. Wyglądała jak obłąkana. Cholernie się przeraziłem. 

 Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka chwil w kompletnym milczeniu, wydawało mi się, że upłynęła wieczność. Wtedy wyciągnęła głowę spod prysznica. Widziałem tylko jej niewyraźną sylwetkę przez zasłonę, kiedy kierowała się do wyjścia z łazienki.

 Sekundę później usłyszałem trzask drzwi. Walnęła nimi tak mocno, że lustro prawie spadło ze ściany. Krzyknąłem jeszcze raz, wyskoczyłem spod prysznica, aby zaryglować drzwi. 


 Siedziałem w łazience ponad godzinę. Niektórzy z was mogą uważać to za przesadę, ale byłem roztrzęsiony. Miałem dość tego chorego gówna, nie obchodziło mnie czy to żart czy nie, ale nie miałem zamiaru dłużej tego tolerować. Chodziłem po łazience utwierdzając się w tym myśleniu, co kilka minut zatrzymywałem się, aby posłuchać co dzieje się za drzwiami. 

 Nagle usłyszałem stłumiony dźwięk. Przycisnąłem ucho do drzwi i wytężyłem słuch. Nic nie było już słychać, oczami wyobraźni widziałem Lidkę stojącą po drugiej stronie drzwi, dumną i chichoczącą ze swojego żartu. 

 Poczułem uderzenie gniewu. Byłem wkurzony, że muszę bać się we własnym domu i chować się w kiblu przez godzinīę. Niby dlaczego? Przez jakiś pieprzone, okrutne żarty?

 - Lidka, do kurwy nędzy, co to ma być - wrzasnąłem - te pojebane żarty robią się naprawdę irytujące. Czekałem aż mnie przeprosi, albo nazwie dupkiem za tę wiązankę, ale nie. Usłyszałem tylko jęk, tak cichy, że zacząłem się zastanawiać czy się nie przesłyszałem. Później nastała całkowita cisza. 

 - Lidka?! - zawołałem drżącym głosem. W odpowiedzi usłyszałem tylko swój własny, ciężki oddech.

 - Na wszystkie świętości, Lidka, kurwa, przestań! - krzyknąłem waląc pięścią w drzwi. 

 Czekałem aż mnie zwymyśla, w końcu nigdy wcześniej tak na nią nie krzyczałem. Ale znów odpowiedziała tylko cisza, przerywana kapaniem wody spod prysznica. 

 Bałem się. Na tyle, że nie chciałem nawet otwierać drzwi, aby spojrzeć na własną żonę. 

 Spędziłem w łazience kolejne trzydzieści minut, wydawało mi się jednak, że upłynęła wieczność. Pomyślałem, że do jasnej cholery, przecież nie mogę spędzić nocy w kiblu na ukrywaniu się. Pochyliłem się w dół i spojrzałem przez szparę na dole drzwi. Myślałem, że zobaczę tam twarz Lidki, ale nic takiego się nie stało. Widziałem korytarz, aż do schodów, był on pusty. Obserwowałem tak przez kilka minut spodziewając się, że zaraz zobaczę żonę wchodzącą na górę, ale nie pojawiała się. 

 Wstałem, przygotowywałem się mentalnie, że zaraz otworzę drzwi. Powoli, drżącymi dłońmi, zacząłem otwierać zamek. Kiedy prawie odryglowałem drzwi usłyszałem dźwięk. Taki który wciąż przyprawia mnie o mdłości kiedy o tym pomyślę.

 Jęk, o wiele głośniejszy niż poprzedni. Teraz byłem w stanie określić skąd pochodzi. Odwróciłem głowę, stronę szafki łazienkowej. Wydawało mi się, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Drzwi szafki były lekko uchylone, a przez szparę zerkała na mnie moja żona. 

 Miała szeroko otwarte oczy, twarz wykrzywiona w najbardziej groteskowym uśmiechu jaki w życiu widziałem. Byłem zbyt przerażony aby krzyknąć. Lidka przyciskała ręce do ciała i cała drżała w dziwnym podnieceniu. Wydała krótki, chrapliwy, głęboki jęk, który przyprawił mnie o dreszcze na całym ciele. 

 Dałem radę otworzyć drzwi i wybiegłem tak szybko jak tylko potrafiłem. Skierowałem się na dól, chwyciłem kluczyki i telefon, pobiegłem do auta. Słyszałem za plecami jej przenikliwy śmiech, ale nie słyszałem aby się zbliżała. Nie zamknąłem nawet frontowych drzwi. Chciałem stamtąd jak najszybciej odjechać. Złamałem wszelkie przepisy ruchu drogowego, dreszcze nie ustępowały. Sam już nie wiem czy to z przerażenia czy z zimna. Być może z obu tych powodów. Byłem w końcu w samych bokserkach, wciąż miałem wilgotne włosy. 


 Pojechałem do Krzyśka, mojego brata, mieszkał on czterdzieści minut drogi ode mnie. Mój telefon ciągle wibrował, ale ignorowałem go. Dopiero kiedy bezpiecznie zaparkowałem pod domem brata sprawdziłem komórkę. Lidka dzwoniła cztery razy i napisała dziesiątki smsów - pytała dokąd pojechałem i dlaczego wyszedłem “w ten sposób”. 

 Byłem wściekły, rzuciłem telefon na deskę rozdzielczą. Ale miała tupet! 

 Krzysiek i jego żona byli zaskoczeni widząc mnie w samych gaciach. Pozwolili mi zostać na tak długo, jak tylko potrzebuję. Pożyczyli mi ubrania i zapytali co się stało. Powiedziałem tylko, że pokłóciłem się z Lidką. Nie chciałem wchodzić w szczegóły, nie chciałem żeby myśleli że przesadzam, że uciekam z domu przez głupi, dziwny żart. Sam w końcu zachęcałem ją latami, żeby nie była taka spięta. Nie takie rozluźnienie miałem jednak na myśli. 

 Leżałem na kanapie i próbowałem zasnąć, galopada myśli jednak mi na to nie pozwalała. Kiedy tylko zamykałem oczy, niczym powidok, widziałem twarz Lidki wpatrującą się na mnie z szafy. Przytłaczała mnie świadomość, że była ona tam cały czas, nie wyszła z tej jebanej łazienki, tylko wślizgnęła się do szafki, a drzwiami trzasnęła tylko po to, aby mnie oszukać. 

 Kiedy tylko pomyślałem o powrocie do domu, czułem niepokój. Przewracałem się z boku na bok, bezsenność nie ustępowała. Dostałem od Krzyśka tabletkę nasenną i w końcu oddałem się w objęcia Morfeusza. Szkoda tylko, że miałem pieprzone koszmary. W każdym z nich widziałem przeraźliwy uśmiech Lidki. 


 Obudziłem się o wschodzie słońca. Nie wyspałem się na tej kanapie, bolały mnie plecy, czułem się wyczerpany. Wiedziałem, że w końcu będę musiał zadzwonić do żony, ale co niby miałem jej powiedzieć? Nie wrócę do domu, dopóki nie obieca mi, że to koniec tych przerażających gierek

 Chciałem tylko wrócić do normalności, odzyskać żonę. Chciałem, żeby znów była sobą. Starą, dobrą, spiętą Lidką. 

 Sięgałem po telefon, miałem wygarnąć jej jaki mam warunek powrotu do domu. I wtem znów, znajome uczucie powróciło. Ktoś mnie obserwował. Wlepiłem wzrok w sufit, serce miałem w gardle. Nie chciałem spoglądać w bok, ale im dłużej z tym walczyłem, tym bardziej zaczynałem świrować. 

 W końcu spojrzałem, jej twarz przyciśnięta była do okna, wpatrywała się we mnie, z tym przerażającym uśmiechem. Ślina wypływała jej z ust pozostawiając dwie długie smugi na szybie. Nie wiedziałem jak długo tam była. Miałem irracjonalne przeczucie, że być może całą noc. 

 Nawet nie krzyknąłem, gniew wygrał ze strachem. Poderwałem się z kanapy i uderzyłem dłonią w szybę. 

 - Lidka, co do kurwy?! Czy Ty oszalałaś?! Co jest z Tobą nie tak?! Jedź do domu - krzyczałem - Teraz!

 Nie poruszyła się, jej upiorny wyraz twarzy nie zmienił się, jedynie uśmiech stał się jeszcze szerszy. Nigdy nie była bardziej podekscytowana. 

 Usłyszałem poruszenie na górnym piętrze, brat z żoną musieli się zaniepokoić. Lidka musiała ich usłyszeć, jej głowa poruszyła się lekko i zaczęła powoli zamykać usta. 

 Krzysiek zawołał mnie z góry, w jego głosie słychać było trwogę. Wraz z żona zaczęli schodzić na dół. Spojrzałem na schody. Kiedy odwróciłem się do okna Lidki już nie było, pozostały po niej tylko dwie stróżki śliny na szybie. 

 Próbowałem wszystko wytłumaczyć bratu i jego żonie, opowiedziałem, że Lidka obserwowała mnie przez okno. Byli sceptyczni, ale kto by nie był? Razem z Krzyśkiem wyszliśmy przed dom, nie było nigdzie śladów stóp, tylko lekkie wgniecenia. Brat racjonalizował, że to pewnie zwierze, i że pewnie to wszystko mi się przyśniło. Byłem zbyt zmęczony aby próbować ich przekonywać. 


 Tego dnia wziąłem wolne w pracy, wyłączyłem komórkę. Nie chciałem mierzyć się z Lidką. Nie chciałem nawet z nią rozmawiać, miałem tego wszystkiego już po dziurki w nosie. Zacząłem wierzyć, że naprawdę jest z nią coś nie tak. Nawet jak obieca mi, że więcej tego nie zrobi - nic między nami nie będzie już takie samo. Przytłoczyła i zasmuciła mnie ta myśl, przepłakałem cały poranek. Kiedy emocje trochę opadły, popołudniu zdecydowałem, że jestem gotów aby się z nią skonfrontować. Chciałem dać jej ostatnią szansę na wytłumaczenie, zasługiwała na to po sześciu latach spędzonych razem. Włączyłem telefon. Znów dziesiątki smsów, wszystkie od pozornie zatroskanej żony. 

“Możemy porozmawiać?” 

“Kocham Cię”

“Proszę, zadzwoń do mnie”

“Zaczynam się martwić…” 

“Czy możesz mi odpisać?”

“Po prostu wróć do domu!” 

… I tak dalej. Wiadomości było od groma, w każdej z nich pisała, że mnie kocha i że chce abym wrócił do domu, że bardzo się martwi. W żaden sposób nie odniosła się jednak do chorych wybryków jej autorstwa. Jakby wcale nie zachowywała się jak postać żywcem przeniesiona do realnego życia z prozy Kinga. 

 Niektórym z was pewnie moja reakcja wydaje się dziecinna i przesadzona, ale gdybyście tylko mogli zobaczyć tę jej twarz, zobaczyć jak ucieka na czworaka, niczym dzikie zwierze, jak szczerzy się do mnie z wnętrza szafy w spazmach. Wtedy może nie mielibyście wątpliwości co do mojej reakcji. 


 Zostałem w domu brata na kolejną noc. Obudziłem się dopiero popołudniu następnego dnia. Tym razem Lidka nie wpatrywała się na mnie przez okno. 

 - Nie chce się wtrącać - zagaiła Rebeka, bo tak nazywała się żona brata, podając obiad - ale myślę, że każdą małżeńską kłotnię da się rozwiązać. Wydaje mi się, że chciała zapytać o szczegóły, nie wychodząc na wścibską. 

 - Nie wiem, po prostu… ona stała się inną osobą - powiedziałem, ostrożnie dobierając słowa, nie chciałem opowiadać o tym całym szaleństwie, które ostatnio mnie spotkało.  

 - Ludzie się zmieniają, Robert. Ona wciąż jest tą sama kobietą, którą poślubiłeś. Może po prostu powinniście usiąść i pogadać o problemach? Cokolwiek by się nie działo, na pewno musi być jakieś rozwiązanie - powiedziała. 

 - Tu chodzi o coś więcej, zwykła rozmowa tego nie rozwiążę. Ja już jej nie ufam - kiedy wymawiałem te słowa poczułem ukłucie w sercu. Bardzo tęskniłem za żoną. Kochałem ją. Ale jak mam z nią żyć, kiedy odwala takie cyrki? Mam żyć w ciągłym strachu? 

 - Lidka Cię kocha, musi być zdruzgotana Twoją wyprowadzką - powiedziała.

 - Tego nie wiem - odparłem. 

 - Jak dla mnie wyglądała na bardzo poruszoną, nigdy nie widziałam jej takiej zdenerwowanej - Rebeka kręciła głową z niedowierzaniem. 

 Minęła minuta, zanim jej słowa naprawdę do mnie dotarły. Poczułem jak strach ogarnia całe moje ciało. 

 - Czekaj! Jak to?! Widziałaś ją? Widziałaś Lidkę?! - zapytałem, nagle zaschło mi w ustach. 

 Rebeka skinęła głową. Koszmar zaczął narastać. 

 - Wpadła dzisiaj rano, zaraz po tym jak Krzysiek wyszedł do pracy - powiedziała krzątając się po kuchni - nie widziałam jej samochodu, może przyjechała taksówką. 

 - Co powiedziała?! Weszła do środka? - zapytałem i poczułem jak pot zaczyna spływać mi po czole. Zacząłem się nerwowo rozglądać, jakby za rogiem miał czaić się drapieżny zwierz. 

 - Nie wchodziła, zapytała tylko czy już wstałeś. Powiedziałam, że nie, zapytałam czy mam cię obudzić, ale powiedziała, że nie trzeba, że mam pozwolić ci spać. 

 - To wszystko? Nie powiedziała nic więcej? - zapytałem. 

 - Nie, ale wyglądała okropnie, jakby nie spała od kilku dni, powinieneś do niej zadzwonić. 

 Wstałem od stołu i podziękowałem Rebece za obiad. Poczułem się trochę lepiej wiedząc, że nie weszła do środka. Dla pewności sprawdziłem czy drzwi są zamknięte. 

 Usiadłem i próbowałem zebrać myśli. Nie chciałem wracać do domu, ale czułem, że jestem winny mojej żonie pomoc. Może mogę coś dla niej zrobić. W końcu złożyłem przysięgę, że będziemy razem na dobre i na złe - w zdrowiu i chorobie. 

 A Lidka wydawała się być bardzo chora, przynajmniej chciałem w to wierzyć. Muszę spróbować jej pomóc. Nie wiedziałem od czego zacząć, nie chciałem wzywać policji - zresztą, co miałbym im powiedzieć? Że żona mnie podglądała? Że zachowywała się dziwnie? Jej dziwactwo to jeszcze żadne przestępstwo. Przynajmniej na razie. Czułem się fatalnie, czułem się zagrożony. Myślę, że pod jej złowieszczym uśmiechem czai się jakiś mrok. Przytłaczało mnie to wszystko. 


 Zrobiłem to co wielu mężów zrobiłoby na moim miejscu - zadzwoniłem do jej matki. Nie chciałem tego robić, ale czułem, ze nie mam wyjścia. 

 Z jej matką - Marią - nigdy nie łączyły mnie najlepsze relacje. Nie kłóciliśmy się, ani nic w tym stylu. Po prostu była oziębła i miała trudny charakter. Prawie nigdy się nie uśmiechała, przebywanie w jej pobliżu sprawiało mi dyskomfort, zawsze miała z czymś problem. 

  Spotkałem ją tylko dwa razy, i to podczas krótkich wizyt. Wydawało mi się, że nie akceptuje mnie jako partnera dla swojej córki. Lidka szybko przerywała te odwiedziny, za to wdzięczny. Cieszyłem się, że przeprowadziliśmy się do innego województwa, aby nie musieć często widywać teściowej. Teraz jednak potrzebowałem jej pomocy. 

 Nie chciałem z nią rozmawiać, ale musiałem - w końcu znała Lidkę lepiej niż ja. Zacisnąłem zęby i wybrałem numer. 

 - Tak? - odebrała i od samego początku brzmiała na podirytowaną. 

 - Pani Mario, to ja, Robert, ma pani chwilę, żeby porozmawiać? - zapytałem, usłyszałem jej podirytowane chrząknięcie. 

 - Jestem trochę zajęta, ale jeśli to pilne, to proszę, możemy pogadać. Cóż się stało, Robercie? - rzuciła chłodno. 

 - Chodzi o Lidkę, ona… zachowuje się dziwnie. Zastanawiam się czy może mi pani pomóc… - Maria szybko mi przerwała. 

 - Robert, do brzegu, czego ode mnie właściwie chcesz? - oczyma wyobraźni zobaczyłem ją podirytowaną, w tym swoim kiczowatym sweterku, stukającą niecierpliwie palcami o blat stołu. 

 - Chciałem zapytać, czy kiedykolwiek Lidka zachowywała się dziwnie? Miała jakieś problemy ze zdrowiem psychicznym? - zapytałem, po czym nastąpiła długa, niewygodna pauza. Nie wiedziałem czy się namyślała, czy chodzi o coś innego. W końcu po paru sekundach przemówiła. 

 - To ma być jakiś głupi żart? Bo jeśli tak, to niezbyt mnie bawi. Jak już mówiłam , jestem zajęta więc jeśli nie masz nic przeciwko… - powiedziała, ale przerwałem jej, zanim zdążyła się mnie pozbyć. 

 - Pani Mario, to nie jest żart, bardzo martwię się o zdrowie psychiczne Lidki. Jej zachowanie jest ostatnio bardzo nieobliczalne. Martwię się o nią i myślę, że pani, jako matka, również powinna zacząć - powiedziałem z frustracją w głosie. 

 - Jeśli się tak martwisz, to może powinieneś zabrać ją do lekarza. Naprawdę nie wiem czego ode mnie oczekujesz- warknęła. Czułem, że jeszcze kilka sekund i się rozłączy, ale byłem zbyt zdesperowany aby jej na to pozwolić. Miałem wrażenie, że coś przede mną ukrywa. 

 - Proszę, nie robi pani tego dla mnie, tylko dla Lidki - spróbowałem odnieść się do jej matczynego instynktu. 

 Usłyszałem słaby, cichy wdech, jakby walczyła aby nie wyjść z roli surowej teściowej. 

 - Pani Mario, co się stało? - zapytałem. 

 - Robercie, nie wiem co mogę ci powiedzieć. Jedyne co mogę ci radzić, to abyś znalazł dla niej profesjonalną opiekę. Nie dzwoń do mnie więcej - rzuciła słuchawką. Próbowałem do niej dzwonić, ale odrzucała moje połączenia. 

 Próbowałem jakoś poukładać to sobie w głowie. To co powiedziała i to, że odmówiła mi pomocy. Rozumiem, że może mnie nie lubić, ale dlaczego nie chce pomóc własnej córce. Nie potrafiłem tego zrozumieć. Może coś mi umknęło? Próbowałem przeanalizować tę rozmowę, może coś przegapiłem? 

 Prawie się poddałem. Wydawało mi się jednak, że słowa “poszukaj dla niej profesjonalnej opieki” wypowiedziała odrobinę innym tonem. Powiedziała to tak, jakby było to naprawdę ważne. 

 Co miała mna myśli? Wydaje mi się, że chodzi o lekarzy. Ale może o kogoś innego? O kogoś, o kim z jakiegoś powodu nie chciała mi powiedzieć wprost? A może jestem już tak zdesperowany, że sobie dopowiadam. 

 

    Poczekałem aż Krzysiek wróci do domu, i po długiej, szczerej rozmowie z nim i Rebeką przekonałem ich, że Lidka naprawdę potrzebuje pomocy psychiatrycznej. Nie powiedziałem im wszystkiego, nie byłem gotowy aby się w to zagłębiać. Opowiedziałem im o tym, jak ukryła się w szafce łazienkowej i w jaki sposób mnie obserwowała. 

 Zszokowało ich to, ale na szczęście - uwierzyli mi. Chcieli jej pomóc, ale nie sądzili, że może być to coś poważnego - ot, dziwne żarty, które stroi sobie Lidka.

 - Może kręci jakiegoś pranka na YouTube’a? - rzuciła Rebeka, choć bez przekonania. 

 Krzysiek uważał, że jeszcze nie powinniśmy zgłaszać tego na policję. Zaproponował, że pojedzie ze mną do domu, chętnie na to przystałem. Uznał, że spokojna rozmowa będzie najlepszym rozwiązaniem i oboje nakłonimy ją aby dobrowolnie zgłosiła się po pomoc. 


 Pojechaliśmy rano, zaraz po śniadaniu. Nie chciałem jechać tam po nocy. Kiedy byliśmy pod domem, ścisnęło mnie w żołądku. Nigdzie nie było widać samochodu Lidki, ale pozostawałem czujny. 

 Drzwi wejściowe były uchylone i przez ułamek sekundy myślałem, że zobaczymy jej oczy wpatrujące się przez szparę. Miałem ciarki, Krzysiek był spokojny. Stał i czekał aż otworzę drzwi, ręce trzymał w kieszeniach. Zazdrościłem mu tego spokoju. 

 Pchnąłem drzwi, odrazu poczułem smród zgnilizny. Krzysiek też to poczuł i wszedł za mną do domu. 

 - Czego używacie do mycia podłóg, psiego gówna? - wymamrotał Krzysiek. 

 - Zamknij się - powiedziałem i zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu śladów Lidki. 

 W środku panowała grobowa cisza, było ciemno, mimo porannej pory. Zasłony były szczelnie zasłonięte. Gdyby nie fakt, że jeszcze dwa dni temu tu mieszkałem, pomyślałbym, że to jakiś opuszczony dom. 

 Sprawdziliśmy każde pomieszczenie, zajrzeliśmy w każde miejsce, w którym mogła się ukryć co raz wołając jej imię. 

 - Dlaczego, do kurwy, zaglądasz pod kanapę? - zapytał Krzysiek - przecież szukamy twojej żony - patrzył na mnie jak na kretyna. 

 - Idziemy na górę - szepnąłem. Skinął głową i wszedł ze mną po schodach. Mieliśmy sprawdzić łazienkę i pokój gościnny. Co rusz następowałem na kawałki szkła, które leżały na stopniach. 

 Zauważyłem, że rama, w której wisiało nasze zdjęcie ślubne, jest przekrzywiona, a szkło zostało rozbite. Wpatrywałem się w fotografię i poczułem ściśnięcie w gardle. Lidka wyglądała przepięknie w białej sukni. Spojrzałem na jej twarz. Nigdy nie spodziewałem się, że będzie ona dla mnie źródłem przerażenia. 

 Pokój gościnny wyglądał na nietknięty. 

 Do sprawdzenia pozostała nam tylko łazienka, bałem się tam wejść. Krzysiek to zauważył i zaproponował, że pójdzie tam sam. Nie mogłem mu na to pozwolić. Weszliśmy razem, sprawdziliśmy szafkę i prysznic. Łazienka wyglądała dokładnie tak jak w dzień, kiedy uciekłem z domu. 

 - Robert, raczej jej tu nie znajdziemy. Spakuj jakieś ciuchy i wrócimy tu jutro czy coś - powiedział mój brat. 

 Przytaknąłem, poszedłem do sypialni. Zebrałem do torby kilka rozrzuconych po sypialni ubrań. Potem otworzyłem szafę. 

 I bingo. Znalazłem źródło smrodu. Prawie zwymiotowałem. 

 Krzysiek tylko rzucił okiem i cały zbladł. Musiał oprzeć się o ścianę na korytarzu, przytłoczył go ten widok i smród. 

 W szafie znalazłem tuzin gałek ocznych. Były starannie ułożone parami. Niektóre były wielkości pięciozłotówek, inne małe, niczym szklane kulki. Wpatrywałem się w te oczy. Na samą myśl w jaki sposób je zdobyła ogarnęło mnie przerażenie. Samodzielnie wykrawała je ze zwierząt? 


 - Kurwa, człowieku, myślałem, że to Rebeka przesadza, z kupowaniem butów. Ale ja pierdolę. Twoja żona kolekcjonuje pierdolone gałki oczne! - powiedział Krzysiek, krztusząc się od smrodu - musimy stąd wyjść, zaraz się porzygam. 

 - Masz rację - chwyciłem torbę, zamknąłem szafę. Wyszedłem na korytarz i wziąłem głęboki oddech. Na języku czułem smak zgnilizny. 

 - Kurwa mać, kto trzyma w szafie gałki oczne? - mamrotał Krzysiek. 

 - Przecież ci mówiłem, że ona potrzebuje pomocy! - odpowiedziałem. 

 - Robert, ona nie potrzebuje pomocy, tylko pierdolonego egzorcysty! - krzyknął - idziesz czy nie? Nie mogę znieść tego… - przerwał w pół zdania. 


 Słowa zamarły mu w gardle, otworzył szeroko oczy ze strachu. 


 Nie pytałem dlaczego. Czułem to. Czułem czyjeś oczy na sobie, i bynajmniej nie chodziło o gałki oczne z szafy. Odwróciłem się, zacząłem powoli skanować sypialnie wzrokiem. 

 - Chryste - wyszeptałem, gdy w końcu zobaczyłem co przegapiliśmy. Pod łóżkiem, skulona, podekscytowana jak dziecko przed rozpakowywaniem prezentów na wigilię, leżała moja żona.

 Trzymała dłonie pod brodą i trzęsła się z podniecenia. 

 Teraz kiedy wie, że ją znaleźliśmy, zaczęła wydawać ciche odgłosy, coś w rodzaju czkawki, jakby podekscytowanie zaczynało ją przerastać. Miała szeroko otwarte oczy i ten przerażający uśmiech. 

 Instynkt kazał mi uciekać, ale zmusiłem się aby zostać. To w końcu moja żona. Nieważne jak porąbana, wciąż była kobietą, którą poślubiłem. Musiałem jej pomóc. 

 - Lidka - powiedziałem cicho. Nie odpowiadała, jej głowa poruszała się w tył i przód szybkimi ruchami. 

 - Kochanie, chcę ci tylko pomóc, dobrze? Czy możesz mi pozwolić? - zrobiłem krok do przodu, zbliżając się powoli do niej, jakby była groźnym zwierzęciem. 

 - Kocham cie, Lidka - wyszeptałem. Kolejny krok. Wydała jęk, a ja znów musiałem panować nad swoimi odruchami, aby stąd nie uciech. Jej ramiona zaczęły drżeć, a oczy zrobiły się wielkie jak spodki. 

 Przykucnąłem aby lepiej ją widzieć. Jej ręce były całe pokryte krwią, i drżały coraz bardziej, i bliżej niej byłem. Jakby ledwo była w stanie się opanować. 

 - Lidka, jesteś ranna? To twoja krew? - zapytałem. Znów pokiwała głową, jej zakrwawione palce poruszały się w górę i w dól jakby grała na niewidzialnym pianinie, czasem dotykała się po twarzy, zostawiając smugi krwi na twarzy, 

 Chciałem stąd wyjść, walczyłem z obrzydzeniem. Smród jaki było od niej czuć powodował, że wymiociny podchodziły mi już do gardła. Jej wargi były suche i cienkie, sączyła się z nich krew. 

 Wiedziałem, że sama nie wyjdzie, ale nie chciałem zostawiać jej w takim stanie. 

 Przysunąłem się bliżej i wyciągnąłem do niej rękę. Podekscytowane odgłosy czkawki stały się głośniejsze, a jej dłonie trzęsły się. Wtedy zobaczyłem krew sączącą się spomiędzy jej palców. 

 - Mój Boże, Lidka, ta krew - powiedziałem i instynktownie sięgnąłem po jej rękę. Zanim zdążyłem ją dotknąć, wykonała szybki ruch ręką. Ostry ból przeszył moje ramie i upadłem na tyłek. Ból był ostry, zobaczyłem krew. 

 Spojrzałem na nią zszokowany i zobaczyłem, że uśmiecha się szaleńczo, a jej palce ściskają duży odłamek szkła. 

  - Wszystko w porządku? - zapytał Krzysiek. 

 Odwróciłem głowę i skinąłem, przyciskając rękę do piersi. Kiedy spojrzałem na Lidkę zobaczyłam, że nie patrzy już na mnie. I jej uśmiech zniknął. 

 Wpatrywała się w Krzyśka tak, jak głodny lew wpatruje się w antylopę. Jej usta wciąż były otwarte, ale wykrzywione w grymasie.

 Wstałem i zacząłem iść tyłem korytarzem, bojąc się oderwać od niej wzrok. 

 - Czy ty... krwawisz? - zapytał Krzysiek. W chwili, gdy słowa opuściły jego usta, Lidka zaczęła szybko wysuwać się spod łóżka, w ręce trzymała duży kawałek szkła.

 - Biegnij, uciekaj! - krzyknąłem do brata. Musiał być sparaliżowany strachem i zbyt przerażony aby się ruszyć. Sekundę później wpadłem na niego plecami. Wciąż stał na szczycie schodów wpatrując się w moją żoną. Wyglądało to jak scena żywcem wyjęta z horroru. 

 Lidka wyczołgała się spod łóżka i stanęła w drzwiach sypialni z twarzą wykrzywioną wściekłością. Całe jej ciało było wyraźnie napięte. Krew spływała po jej palcach na podłogę. 

 - Boże, Lidka - powiedział Krzysiek - Czy ty… bawisz się w chowanego? 

 Sięgnąłem do tylu i popchnąłem go w stronę schodów. 

 - Rusz dupę, Krzysiek! - powiedziałem cicho, ale stanowczo. 

 Lidka pokiwała głową szybkimi ruchami. Na jej twarzy zaczął rodzić się ten złowieszczy uśmiech. Rozszerzyła usta tak szeroko, że jej podbródek zdawał się dotykać klatki piersiowej. Usłyszałem jak Krzysiek zaczyna się modlić, a potem zbiega po schodach. Stałem na szczycie schodów. Miotałem się między miłością do kobiety, która ewidentnie potrzebowała pomocy, a instynktem samozachowawczym. 

 Chcę ci pomóc - powiedziałem, dławiąc łzy. Jej oczy ponownie skupiły się na mnie. Powoli podniosła odłamek szkła, trzymała go przed sobą. Nagle zaczęła biec w moją stronę, szczerząc się, całą podekscytowana. Moje ciało przejęło kontrolę, zbiegłem w dół po schodach, przeskakując po kilka stopni na raz. Kiedy dobiegłem do drzwi poczułem jak wskakuje mi na plecy, owija ramiona wokół szyi, usta miała koło mojego ucha, mogłem wyraźnie usłyszeć dziwne dźwięki jakie z siebie wydaje. Zrzuciłem ją z siebie, poczułem przeszywający ból w plecach. Otworzyłem drzwi i sprintem ruszyłem do auta. 

 Krzysiek stał na zewnątrz, rozmawiał przez telefon z policją. Nie odezwałem się ani słowem tylko biegłem w stronę samochodu. Brat zrozumiał sugestię i rzucił się w stronę pojazdu. 

 

 Odjechaliśmy, patrzyłem w lusterko wsteczne, byłem pewien, że zobaczę ją biegnącą za nami, ale nic takiego się nie stało. 

 Pojechaliśmy na ostry dyżur. Założono mi 11 szwów na ramieniu i 3 na plecach. Policja długo mnie przesłuchiwała. Przeszukali dom, ale oczywiście nie znaleźli tam Lidki. 

 Poradzili mi abym został u Krzyśka i wystąpił o sądowy zakaz zbliżania się dla żony. Nie miało to teraz dla mnie jednak żadnego znaczenia.

 Odwiozłem Krzyśka do domu i pojechałem do motelu, miałem tam ponad godzinę drogi. Chciałem być jak najdalej od Lidki. 


 Byłem tam przez ponad cztery godziny. Myślałem, że policja ją znajdzie i odwiezie do szpitala psychiatrycznego, że dostanie pomoc, której ewidentnie potrzebuje. 

 Teraz już tak nie myślę. Czterdzieści minut temu dostałem wiadomość z nieznanego numeru. 


 Dwa słowa: 

 “Znalazłam cię”. 


 Dołączone było zdjęcie. Obraz był ciemny i ziarnisty, ale odrazu zauważyłem, że to oko mojej żony.


 Natychmiast zacząłem spisywać te wspomnienia. Nie wiem co robić. Jestem samotny, przerażony i ciągle czuję się obserwowany…


Tłumaczenie dla Straszne-Historie.pl; Źródło: https://www.reddit.com/r/nosleep/comments/sva7z6/my_wife_has_been_peeking_at_me_from_around/ 

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Jest klimacik, można się wczuć
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje