Historia

Samotność cz.1

grom2015 4 9 lat temu 1 338 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

3.10.2014

Nie wiem od czego zacząć, nigdy nie pisałem żadnego pamiętnika, czy czegoś takiego. Nie wiem czy to sen, czy nie żyję, nie mam pojęcia. To... To takie przytłaczające. Myśl, że nie ma nikogo oprócz mnie. Moja rodzina, przyjaciele, znajomi... Wszyscy zniknęli. Nie tylko oni. Nie ma nikogo innego. Jestem sam. Nie wiem dlaczego zacząłem pisać. Może chciałem się czymś zająć, żeby nie myśleć o tym co się dzieje, a może ktoś to kiedyś znajdzie. Może komuś pozwoli to przeżyć. Zacznę od początku.

Ostatnie wydarzenia jakie pamiętam dotyczą sprawy z mojej okolicy. Przeczytałem w internecie o dziwnym zniknięciu 24-letniego mężczyzny w okolicach Dąbrowy Górniczej. Zaciekawiło mnie, więc poszperałem i w promieniu 15 km były już trzy podobne przypadki. Zadzwoniłem do Kacpra i postanowiliśmy to sprawdzić. Po rozmowach z rodzinami staliśmy w tym samym punkcie, nie dowiedzieliśmy się niczego, co mogłoby być podejrzane. Mieliśmy odjeżdżać spod mieszkania ostatniego zaginionego - Roberta T, jednak jego brat złapał nas na podjeździe.

- Czekajcie! - krzyknął.

- Coś sobie przypomniałem. Dzień przed zniknięciem Robka widziałem go w barze, koło którego przechodziłem. Rozmawiał z jakimś mężczyzną, nie znam go. Raczej niczym się nie wyróżniał. No może poza tym, że miał założone skórzane, czarne rękawiczki i okulary jak z Matrixa. Dziwne, bo było wtedy z 20*C. Jak przyszedł do domu to zachowywał się trochę podejrzanie, mówił, że jutro się wszystko zmieni na lepsze, że koniec z jego zmartwieniami. Panowie. On nie zachowywał się jak samobójca.

- Dziękujemy, damy znać jak się czegoś dowiemy o Twoim bracie. - odpowiedział Kacper.

Po tym pojechaliśmy do pobliskiej pizzerii coś zjeść.

- I co o tym myślisz? - spytał Kacper.

- Nie mam pojęcia, może sprawdzimy jeszcze raz jego pokój? Może coś przeoczyliśmy?

- Wątpię, ale dobra. Daj mi tylko skończyć ten kawałek.

Miałem rację - znaleźliśmy coś. W jednej z książek Roberta, jakiejś o umyśle, Kacper znalazł skrawek z adresem jakiegoś miejsca w Dąbrowie. Pojechaliśmy tam, to był jakiś opuszczony, stary magazyn. Weszliśmy od tyłu, bo główne drzwi były zamknięte. Rozdzieliliśmy się. Usłyszałem krzyk Kacpra, a po chwili silny ból. To ostatnia rzecz jaką pamiętam. A teraz jestem sam. Sam jak palec... Nie wiem dlaczego i jak się tu znalazłem. No tak, ale gdzie jest to "tu".

To było wczoraj, 2 października 2014r.

Obudziłem się o 7 rano, właściwie to budzik zrobił to za mnie. Wstałem, spakowałem się, ubrałem, zjadłem śniadanie i poszedłem do auta. Nie było bardzo ciemno, ale letnim porankiem bym tego nie nazwał. Zdziwiłem się trochę, że nie widziałem żadnego sąsiada z psem na spacerze, zwykle kilku się przechadzało, gdy wychodziłem z domu, ale cóż, nie moja sprawa. Odpaliłem samochód, włożyłem płytkę do odtwarzacza i czekałem aż pojazd się trochę zagrzeje i przełączy na gaz. Wyjechałem z osiedla, moje zdziwienie było jeszcze większe niż wcześniej. Ulica, którą jechałem była pusta, zupełnie pusta. Pomyślałem "dobra, zdarza się". Już nieraz widziałem tą ulicę pustą, ale nie o tej godzinie. Zmierzałem w stronę domu Kacpra. Zawsze go zabierałem po drodze do szkoły. Podjechałem pod jego dom i trąbię. Zwykle czekałem minutę, maksymalnie dwie, zanim wyjdzie. Czekam. Czekam. Mijają dwie minuty. Pięć. Dziesięć. Trochę mnie to zaniepokoiło, biorąc pod uwagę to, co widziałem wcześniej. Wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę jego domu. Pukam. Drugi raz. Trzeci. Brak odzewu. Otworzyłem drzwi, na szczęście były otwarte. Przeszukałem cały dom. Od piwnicy po strych. Nie było nikogo. Nie mogłem tego zrozumieć...

"Jak oni gdzieś pojechali i zaraz wrócą, a zobaczą mnie w swoim domu to po mnie, pomyślą, że jestem jakimś złodziejem" - pomyślałem.

Wróciłem do samochodu i pojechałem do szkoły, pomyślałem, że Kacper może już tam jest, że ktoś go zawiózł. Szkoła była pusta. Była pusta tak samo jak miejscowość, w której się znajdowała, tak samo jak wsie między moją i tą miejscowością i tak samo jak moja miejscowość, mój dom... Byłem przerażony całą sytuacją, ale nie spanikowałem. Oglądałem "Jestem Legendą" i "The walking dead". Wyśmiejesz mnie, ale nawet z takich filmów można coś wynieść. Wróciłem do domu. Pomyślałem, że blok będzie lepszym rozwiązaniem niż dom, by zrobić z niego małą fortecę. Zanim zacząłem cokolwiek robić sprawdziłem każde mieszkanie w każdej z trzech klatek mojego bloku, co prawda nikogo ani niczego podejrzanego jeszcze nie widziałem, ale musiałem się upewnić. Gdy to zrobiłem zebrałem potrzebne mi materiały. Zabarykadowałem drzwi we wszystkich trzech klatkach, wszystkie okna i balkony na parterze zostały zabite deskami. Jak tam wchodziłem/wychodziłem? Podstawiłem drabinę pod zadaszenie nad drzwiami jednej z klatek i wchodziłem przez okno na półpiętrze. Tak było bezpieczniej, mimo tego, że jeszcze nie widziałem oznak życia. Drugą rzeczą jaką zrobiłem było zebranie całego jedzenia do jednego mieszkania. Miałem dużo wolnego miejsca i nie zaśmiecałem sypialni, którą był mój dom. Nie był wielki, trzy pokoje, kuchnia i łazienka. Ale dzięki temu czułem się tak, jakby nic się nie stało, jakby wszystko było takie jak kiedyś. Wszystko to zajęło mi cały dzień i pół nocy, byłem bardzo zmęczony, ale postanowiłem wstać wcześniej, żeby pozbierać jeszcze kilka potrzebnych mi rzeczy. Znów obudziłem się o 7. Zebrałem noże i inne narzędzia, które mogły posłużyć odparciu wroga, a gdy to zrobiłem poszedłem po lornetkę i składany leżak. Wyszedłem na dach, usiadłem na moim nowym "tronie" i obserwowałem. Rozglądałem się po całej okolicy z nadzieją, że cokolwiek zobaczę. Cokolwiek lub kogokolwiek. Wciąż miałem nadzieję, że ktoś jeszcze tu ze mną jest. Nie mogłem znieść myśli, że jestem sam. Moja rodzina, przyjaciele, znajomi. Dziewczyna, którą... Dziewczyna, bez której nie mogłem żyć, nie chciałem żyć. To było tak przytłaczające. Ta niemoc wobec tego co się dzieje. Poważnie zacząłem myśleć nad tym, czy nie wbić sobie noża prosto w serce lub skoczyć z bloku na beton. Nagle spostrzegłem postać niedaleko torów kolejowych. Moje oczy niedowierzały temu, co zobaczyły. To był Kacper...

C.D.N.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Link do całości! http://straszne-historie.pl/story/8627
Odpowiedz
Cóż, zastosuję się do rad, "A jednak" wrzucę od nowa w jednej części(choć nie powiem, że wydaje mi się gorsze od tego), a jak dopiszę ciąg dalszy to to połączę z tym i wrzucę "Samotność" w całości, a póki co niech czeka w poczekalni, coby mi się nie zgubiło ;) Dziękuję też za miłe słowa z Waszej strony.
Odpowiedz
Całkiem ciekawie się zaczyna :) Niestety Kamil ma rację .
Odpowiedz
z tego co wiem i co jest w regulaminie nie powinno się dodawać w częściach bo jak pisze w regulaminie to albo były takie wypadki że ktoś zaczynał ciekawie a kończył beznadziejnie albo dodawał pierwszą część a drugiej nie dodawał i że takie opowiadania nie dostaną się na główną, ale to tylko wiem z tego co pisze.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje