Jak powstaje mgła

Dodane przez: maciekzolnowski, 23.09.2018, 22:41
Reklama:

Posłuchaj uważnie, gdyż moja opowieść adresowana jest właśnie do ciebie.

Była listopadowa noc tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego. Odbywałem akurat samotną przechadzkę po nieprzeniknionych zaułkach i niezbadanych zakamarkach parku Upton. Dziwne miejsce; upiorne, ogromne, labiryntowe… I ani jednej żywej duszy wkoło. Byłem całkiem, całkiem sam. Tej nocy – mówię ci – coś mnie tknęło… I choć nie należę do osób trwożnych, to jednak, tym razem, rozglądałem się bacznie na boki, gdyż miałem wyjątkowo złe przeczucie, czego racjonalnie nie potrafię wyjaśnić. Jesienny, zimny wiatr wydał mi się wyjątkowo uciążliwym i niechcianym towarzyszem. Bił po głowie, smagał me policzki bezlitośnie i rzucał mną, jak pijakiem, na boki – raz na lewo, a raz na prawo, na lewo i na prawo – niczym okrętem podczas sztormu; niczym opadłym z drzewa, ostatnim listkiem, pozbawionym siły, witalności i wszelkiej woli.

Kiedy znalazłem się w głębokiej, do niedawna jeszcze zielonej otchłani mrocznego Uptonu, naraz, zupełnie nieoczekiwanie, zgasły zabytkowe latarnie – wszystkie jednocześnie; zaś na pobliskim Wzgórzu Potępieńców (którego nazwy wolałbym raczej nie pamiętać, a w każdym razie – nie w tej chwili) pojawił się na tle księżycowej łuny tajemniczy jegomość z długą i siwą brodą. „Oho” – pomyślałem – „Święty Mikołaj”. Ale z miejsca się poprawiłem: „no przecież ja nie wierzę w Świętych, a tym bardziej w… [i tutaj urwałem]”.

Tymczasem nieznajomy pogrążał się coraz bardziej w tworzonym przez siebie na bieżąco puchu: słodkawym, białawym i przypominającym gęstą, nieomal lepką mgłę i pęczniejącym z sekundy na sekundę i minuty na minutę. Jego oldskulowa maszyneria, do której wciąż dosypywał całe tony białego surowca, skrzypiała melodyką obłędu, szaleństwa i rozpaczy niczym niechciana i znienawidzona katarynka z najgorszego koszmaru. “Waciarz… no taki od waty cukrowej, tylko że nocny”, pomyślałem. I bardzo, bardzo się swej konstatacji zląkłem – każdy by się na moim miejscu przestraszył. Nabrałem ochoty, by zawrócić do domu, a cofając się, zahaczyłem niechcący o metalowy kubeł na śmieci, powodując cholernie niepożądany brzdęk, co zresztą zbiegło się w czasie z pomrukiem wzmagającego się bez ustanku wichru. I dopiero teraz stwierdziłem z niejakim zdziwieniem, że coś z tej niby-mgły, nie-mgły z wolna wypełza, starając się mnie za wszelką cenę dopaść swoimi obleśnymi szponami. Zacząłem biec co tchu. Usiłowałem temu plugastwu umknąć, lecz na próżno! Ugryziony i podrapany oraz boleśnie okaleczony, ale na szczęście wciąż jeszcze żywy, zapadłem wkrótce w głęboki i dobroczynny sen.

Minął dzień, może dwa… Obudziłem się w swej nowej samotni (rodem z baśni braci Grimm); ocknąłem w jednej z tych dębowych i niebywale przestronnych dziupli, jakich pełno na terenie straszliwego Uptonu, gdzie czekała już na mnie mała-niemała, upiorna-nieupiorna, dziwaczna-niedziwaczna niespodzianka w postaci długaśnej i śnieżnobiałej brody, którą nie wiadomo jak posiadłem. Okazało się też, że – ni mniej, ni więcej – ja sam stałem się, i jestem nim nadal, nowym Panem Mgieł i Waty Cukrowej, Przyjacielem Nocy – wielu długich, zimnych, listopadowych i nieprzespanych czarnych godzin.

No więc tak… Siedzę sobie, milczę, dumam. Znów jestem sam. Znów nikt nie chce ani nie śmie mi przeszkadzać, ale wszystko, co trwa – trwać musi tylko do pewnego czasu.

Razu pewnego (w trakcie wykonywania mej wieloletniej – że tak się wyrażę – posługi, którą z takim oddaniem i namaszczeniem pełnię do tej pory niczym Dobry Pasterz) dostrzegam nieopodal metalowego kosza na śmieci postać, która mi się bacznie przygląda. „Aha” – myślę sobie prawie że na głos – „gość w dom, Bóg w dom”. Ale intruz stara się być ostrożny, najostrożniejszy jak to tylko możliwe, choć nie potrafi opanować drżenia swych rąk ani nóg.

Rozpoznaję go – rozpoznaję w nim osobę mego godnego następcy. I wiesz co? No, zbliż się! Niech no ci się przyjrzę; taaak… Rzeknę to w sekrecie. Szepnę na ucho. Ty nim jesteś!

Źródło: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21329
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!