Historia

Opowieści ze stacji benzynowej - Mroczny Bóg (Część 6)

youhavetrouble 1 7 miesięcy temu 2 106 odsłon Czas czytania: ~15 minut

Heja wszystkim! To ja, Jerry ze stacji benzynowej na skraju miasta. Dumny z bycia najnowszym członkiem drużyny. Właściciele byli pod ogromnym wrażeniem po tym, jak udało mi się zostać w sklepie przez kilka dni bez wychodzenia i nie zwariowania, więc zaproponowali mi pełnoetatową pozycję, podczas gdy zwykły kasjer dobrzeje po kontuzji nogi. Szczęśliwego poniedziałku wszystkim!

Drugi gość poprosił mnie, abym zrobił mu małą przysługę, podczas gdy on potrzebuje trochę "odpoczynku" i relaksu. Podał mi hasło do swojego laptopa i szczegółowe instrukcje do przepisania jego zapisów w dzienniku z zeszłego tygodnia. W zamian zgodził się mnie zatrzymać jako asystenta pełnoetatowego po powrocie. Mogę się dowiedzieć, czego się spodziewać w pracy dzięki dokumentacji z pierwszej ręki, a on będzie kontynuował swój dziwny mały blog. To się nazywa upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.

Szczerze, to prawdopodobnie najlepsza rzecz, która mogłaby mi się teraz przydarzyć. Odkąd społeczność Matematystów w tajemniczy sposób rozpłynęła się w powietrzu, czuję się bardzo zagubiony i bezbronny. Straciłem na wadze i mam problemy ze snem, a kiedy już śpię, wciąż mam te dziwne sny o jakiejś ogromnej istocie, głęboko pod stacją benzynową, czekającej, by nas wszystkich pożreć. Najwyraźniej popełniono błąd i mnie przeoczono. Jeśli któryś z moich starych braci i sióstr gdzieś tam jest i zobaczy ten post, proszę, proszę, skontaktuj się ze mną! Powiedz seniorom, że mnie zapomnieli! Nie jestem zły! Tęsknię za Wami! Kocham Was!

Zanim zacząłem, pojawili się faceci w garniturach i zasugerowali, że jeśli ten blog będzie kontynuowany, powinienem umieścić informację. Jeśli ktoś kto czytał historię o tym, co wydarzyło się tutaj w Halloween jeszcze żyje, nie czekaj na pojawienie się symptomów. Proszę udać się do najbliższej stacji pogotowia lub zadzwonić do Centrum Kontroli Chorób i powiedzieć im, że odczuwasz skutki "Syndromu Romalda".

Wracając do dzienników. Zrobię co w mojej mocy, bo pismo gościa jest okropne. Ale oto części, które mogłem przeczytać:

07/11/17

19:00

Mężczyzna w płaszczu stał na tyłach, kiedy poszedłem wynieść śmieci dziś wieczorem. Nie wiem, dlaczego ten mężczyzna w trenczu ciągle odwiedza mój sklep, lub dlaczego nigdy mu się dobrze nie przyjrzałem. Stał przy linii drzew tuż za śmietnikami i patrzył, jak zwykle. Dzisiaj ja też patrzyłem.

Jego szczęka zaczynała się w połowie jego twarzy, tam gdzie powinien być nos, a jej krawędzie wyciągnięte były od ucha do ucha w szkieletowym uśmiechu. Jego maleńkie, mlecznobiałe oczy były koralikami za oleistą czarną linią włosów, która zwisała prosto w grzywkę aż do policzka. Jego niewiarygodnie szerokie usta przecinały głowę między tłustymi włosami i mokrym ciałem. Zakładam, że mokrym od śliny...

Staliśmy tam, piętnaście stóp od siebie, wpatrując się w siebie przez czas, który mógł być dziesięcioma sekundami lub dziesięcioma minutami, aż w końcu mężczyzna w płaszczu się odwrócił. Jego nogi wyginały się tak, jak ludzkie nogi nie powinny być w stanie się zgiąć. Wylądował na czworakach, zanim galopem ruszył w las.

Nie wiem, czy to ostatni raz, kiedy widziałem tego gościa w płaszczu.

Cholera jasna! Czy wy to czytacie?! To jakieś szalone gówno! Wybaczcie, tu znowu Jerry. Obiecuję więcej nie komentować, ale po prostu musiałem powiedzieć… Jezu! To dopiero dziwne rzeczy. Znaczy, pamiętam, jak powiedział mi kilka tygodni temu, że mam wyjść na zewnątrz i pogadać z gościem w trenczu. Jestem teraz super-zadowolony, że tego nie zrobiłem. Co do diabła? Ok, to wszystko, Skończyłem. Wracamy do transkrypcji. Następna strona jest przemoczona krwią i zupełnie nieczytelna, więc będę musiał pominąć tę część:

[...]setki z nich. Nigdy wcześniej nie widziała tylu w jednym miejscu, nawet w snach. Zanim odeszła, powiedziała mi, że znowu ją zobaczę. Czy to miało być ostrzeżenie, czy flirt?

3:23

Jest dzisiaj cichsza noc niż do jakich przywykłem. Paczka z wczorajszego popołudnia wciąż leży na ladzie, gdzie ją zostawiłem. Etykieta mówi, że jest dla mnie, z adresem zwrotnym, którego nie rozpoznaję. Prostokątna paczka jest owinięta jak świąteczny prezent z czerwonymi i żółtymi paskami i jest ciężka. Powiedziałbym, że odpowiada rozmiarom martwego kota.

Nie mogę wymyślić żadnego realistycznego powodu, dla którego nie powinienem otworzyć paczki, ale jest coś, co w głębi duszy mówi mi, że otwarcie tego byłoby równoznaczne z otwarciem Puszki Pandory. Że zawartość tej małej paczuszki nieodwracalnie zmieni bieg mojego życia w sposób, który wcześniej wydawał się niemożliwy. Czuję, że ta skrzynka jest pełna motyli gotowych do tworzenia tsunami, a ja po prostu nie jestem pewien, czy jestem na to gotowy.

Myślę, że zamierzam nauczyć Marlboro jak czyścić maszyny do napojów.

3:47

Marlboro rozwalił się w hamaku w szafce z zapasami. Myślę, że sam skończył tę butelkę. Chyba sam pójdę wyczyścić maszyny z napojami.

5:45

Roślino-ręce rosną szybciej niż się spodziewałem. Są już za łokciami, prawie do ramion. Widziałem jak jedna z rąk złapała ciekawskiego kojota, który podszedł zbyt blisko. To nie było ładne. Zauważyłem też, że Rocco wciąż żyje. Złapałem go siedzącego na dachu, rzucającego jedzenie na roślino-ręce.

To dlatego tak szybko rosną. Za dużo jedzą. Jeśli to wymknie się spod kontroli, być może będę musiał spalić ten ogródek, tak jak inne.Nie chcę tego robić. Kiedy słyszę jak krzyczą, czuję dreszcz przeszywający mój kręgosłup.

7:30

Carlos przyszedł na swoją poranną zmianę wyglądając okropnie. Napełnił kubek kawą i powiedział mi, że nie spał zbyt dobrze. Złe sny uniemożliwiały mu spokojny sen.

Zastanawiam się, czy powinienem powiedzieć Carlosowi o mojej przypadłości.

Zapytał o zapakowaną jak na prezent paczkę leżącą na ladzie. Powiedziałem mu, że przyszła wczoraj pocztą i nie wiedziałem, od kogo pochodzi. Zapytał, czy mam zamiar ją otworzyć. Powiedziałem mu, że mam złe przeczucia i zdecydowałem, że nigdy jej nie otworzę.

10:00

Zdecydowałem, że otworzę paczkę. Bez fanfar i perkusji, powiem wam tylko, że to, co znalazłem w środku, to zupełnie nowy laptop. Nigdy wcześniej nie posiadałem własnego laptopa, a jedynym komputerem, jaki kiedykolwiek do mnie należał był tandetny Tandy-1000, który złożyłem jako dziecko. Zawsze korzystałem z komputera w bibliotece lub przeglądarki w moim telefonie, aby uzyskać dostęp do Internetu. To może być przełom.

Pudełko zawiera również wzmacniacz sygnału i kilka innych gadżetów. Wiem, że to szalone, ale myślę, że teraz mogę już mieć dostęp do internetu ze stacji benzynowej.

Na dole paczki znajdowała się odręczna notatka:

“Witam.

Zostawiłem komentarz na twojej stronie. Jest coś, co chcę ci powiedzieć. Podobają mi się historie, które piszesz, ale myślę, że jeśli usiądziesz i napiszesz jedną historię na raz, otrzymasz o wiele więcej pozytywnych ocen. Jest bardzo dobrze, nie mówię, że jest źle. Ale teraz wygląda na to, że wiele połowicznych historii zostało zrzuconych razem. Myślę, że zostałoby świetnie odebrane, gdybyś napisał całą historię naraz. Założę się, że naprawdę można zdobyć wiele ocen i uwagi. Teraz jest to trochę zagmatwane. Może zacznij od tego jak to się zaczęło i co się wydarzyło do teraz. Założę się, że byłoby super. Jestem tak zafascynowany, ale także trochę zdezorientowany. Mogę powiedzieć, że masz wielki talent do pisania, ale pomyślałem, że może zaproponowałbym ci pomoc. Proszę, nie obrażaj się... To tylko coś, o czym myślałem. Mam nadzieję, że wszystko u ciebie dobrze!”

Świetnie. Kolejny z moich czytelników mnie wytropił. Będę musiał dowiedzieć się, jak ludzie ciągle mnie odnajdują i położyć temu kres. Dziękuję, kimkolwiek jesteś, za laptopa. Zdecydowanie go zatrzymuję.

10:15

Włączyłem kartę wifi i zauważyłem, że z jakiegoś powodu na stacji benzynowej znajdują się dziesiątki zabezpieczonych sieci, z których większość ma cztery lub pięć kresek. Nazwy tych sieci są kompletnie chaotyczne, na przykład: “1E7G7C7TA11GUY232331324.” Kto do diabła transmituje tu wi-fi?

11:00

Kilka godzin temu jakiś mężczyzna przyszedł do sklepu, żeby kupić benzynę. Wtedy nie myślałem o tym zbyt wiele, ale potem wrócił pytając, czy moglibyśmy mu pomóc z czymś na trasie. Nigdy nie spytałem o jego imię, ale był to wielki facet. Opalona skóra i gęsta broda. Powiedział, że ma "problemy z samochodem". Powiedziałem mu, że nie jestem gościem od samochodów, ale nalegał, że nie potrzebuje mechanika, po prostu potrzebuje kogoś innego, żeby zobaczyć to, co on widzi.

Marlboro zgodził się prowadzić sklep podczas gdy Carlos i ja poszliśmy w dół wzgórza za zakrętem, blisko miejsca, gdzie Carlos widział tę rzecz w lesie.

Nie pamięta co wydarzyło się tamtej nocy. Po tym, jak udało nam się załatwić sprawy ze Spencerem i wszystko zaczęło wracać do "normalności", spytałem Carlosa, co takiego widział w lesie, co wpędziło go w tak ogromną panikę, ale on tylko pokręcił głową i powiedział, że nie wie. Umysł jest zabawny, a wspomnienia nie są najbardziej wiarygodne. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem jedyną osobą ze stacji benzynowej z listą historii "spróbuj i zapomnij".

Samochód brodacza stał zaparkowany na poboczu drogi, w pobliżu tego samego miejsca, w którym zniszczony został SUV Kieffera.

"Więc mój samochód zaczął dziwnie się zachowywać," powiedział facet, kiedy zbliżyliśmy się do jego pojazdu. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego przeszliśmy tę drogę, kiedy nasz własny pojazd byłby bardzo przydatny w przypadku martwej baterii lub przypadkowego ataku niedźwiedzia. Facet szedł dalej. "Zatrzymałem się na poboczu drogi, gdy cała moja elektronika zaczęła szaleć. Wyłączyłem silnik, a potem, kiedy próbowałem go włączyć ponownie, nic. "

W tym momencie widziałem, że maska jest podniesiona. Mężczyzna jechał wielkim czarnym SUVem podobnym do tego, który posiadał Kieffer, ale był nowszy i mniej brudny.

“Nie widzę w tym nic dziwnego. Mamy zadzwonić po lawetę, czy-” mężczyzna przerwał Carlosowi (niegrzecznie, mógłbym dodać).

"Otworzyłem maskę, ale wszystko było w porządku. Myślałem, że może potrzebuję trochę paliwa, więc poszedłem na stację. Potem, kiedy wróciłem, zobaczyłem to."

Okrążyliśmy przód samochodu i zobaczyliśmy "to", co opisywał brodacz: mały dąb, może cztero- lub pięcioletni, wyrastał z ziemi pod samochodem, przez silnik i rozciągał się w górę. co najmniej dziewięć stóp. Pień drzewa wrósł w większą część silnika i wyglądało to, jakby samochód stał tam przez lata.

“Interesujące.” Powiedziałem. “I jesteś pewien, że nie było go tam, kiedy zacząłeś jazdę?

Zanim zdążył odpowiedzieć, odwrócił głowę i spojrzał na las.

"Wy chłopcy to słyszycie?" Zapytał.

Staliśmy nieruchomo i nasłuchaliśmy, ale nic nie słyszałem.

"Nie," odpowiedziałem. Carlos wzruszył ramionami.

"Wy chłopcy, wiecie czym jest żabnica?" - zapytał brodacz, podchodząc do tylnych drzwi i otwierając je.

“Ta, chyba.” Odpowiedziałem.

Brodaty mężczyzna otworzył tajną komorę pod deską podłogową i wyciągnął duży karabin automatyczny. Nie jestem gościem od broni i nie mogę wam powiedzieć, jaki to był karabin, ale był duży, imponujący i fajnie wyglądający. Facet sprawdził magazynek i kliknął coś na broni. Coś, co mogło być bezpiecznikiem. Powtórzę, nie jestem gościem od broni, ale brzmiało super fajnie. Carlos położył mi rękę na ramieniu i powoli odsunął się od mężczyzny z karabinem, pociągając mnie za sobą.

Ale ten człowiek nie wydawał się mieć nic przeciwko nam, był skupiony na tym, co usłyszał w lesie.

"Jeśli mam rację, wy chłopcy macie tutaj żabnicę. To coś chce mnie zwabić. Chce sprawić, że pomyślę, że słyszę coś, czego tam nie ma. Potem, kiedy szukam tej rzeczy, ona atakuje. "

“Oh, jak syrena?” Spytałem.

Mężczyzna spojrzał na mnie przez ramię z uśmiechem i powiedział: "Tak. Jak syrena. Powinniście się stąd zabierać. To może stać się niebezpieczne. Nie martwcie się o mnie. Już wcześniej zajmowałem się tymi sprawami, wszystko będzie dobrze. "

Mężczyzna wskazał swoją broń i pomaszerował do lasu, podczas gdy Carlos i ja wróciliśmy na stację benzynową.

14:00

Czas, bym wrócił do domu. Nie korzystałem jeszcze z laptopa, ale może jutro zacznę pisać ten dziennik.

08/11

18:00

W dzisiejszych czasach szybko robi się ciemno.

Zauważyłem, że SUV brodatego mężczyzny wciąż znajduje się na samym dole wzgórza, a przez niego rośnie drzewo. Nie nazwałbym tego dobrym znakiem.

11:00

Spaliłem resztę roślino-rąk. W końcu wiem, co się dzieje.

Dawno temu zauważyłem coś, co wyglądało jak dziwne grzyby rosnące w plastrze w pobliżu śmietnika za stacją benzynową. Niewiele o nich myślałem, poza tym, że dziwne było to, że rodzinka Rocco nie zbliżała się do nich na metr.

Kiedy się przyjrzałem, mogłem przysiąc, że wyglądają jak małe palce wystające z ziemi.

Gdy pogoda się ocieplała, pilnowałem grządki. Roślinki zaczęły się wydłużać i wyglądać coraz bardziej jak ludzkie palce. Przysięgam, że nawet zaczęły na nich rosnąć paznokcie. Czasami widziałem, jak zginają się we wszystkich stawach, żeby zgnieść robaka, który błąkał się zbyt blisko.

W końcu z grzybów zaczęły wyrastać liście, a sekcje palców nadal się rozciągały, tworząc coś, co można określić tylko jako dłonie. Ludzkie ręce. W ciągu dnia zawijały się w pięści i otwierały się w świetle księżyca. Pewnego dnia wykopałem jeden z nich, gdy mieliśmy naprawdę powolny dzień w pracy i zadzwoniłem do Farmera Juniora, by poprosić o jego profesjonalną opinię.

Dla niewprawnego oka roślino-ręka wyglądała jak zwykła ludzka ręka. Mniejsza niż dorosłego, ale większa niż dziecka. Dorastająca. Może nastolatka. Na nadgarstku zamieniała się w sękaty korzeń, który pachniał sasafracją, a na całej roślinie kiełkowały maleńkie liście.

Farmer Junior stał przez chwilę na stacji benzynowej, po czym spytał mnie, czy mamy tego więcej. Skłamałem i powiedziałem mu, że nie.

Zapytałem właścicieli, co chcą, żebym zrobił. Myśleli nad tym przez kilka dni, a potem kazali mi je zatrzymać. Sądzę, że spodziewali się, że będą mogli w jakiś sposób z nich zarobić, ale w końcu wszyscy zapomnieli, że tu były. Wszyscy oprócz mnie. I oczywiście Farmera Juniora.

Myślałem o brodatym człowieku, kiedy po raz pierwszy usłyszałem odgłos płaczu dziecka na zewnątrz. Byłem sam w sklepie i mój pierwszy instynkt nie był bohaterski, jaki większość ludzi mogła mieć: wyjść na zewnątrz i zobaczyć, gdzie jest biedne dziecko. Mój pierwszy instynkt był bardziej bezczelny i racjonalny, w formie pytania: jak do diabła dostało się tu dziecko bez wydawania żadnego dźwięku wcześniej?

Coś nie było w porządku. Dźwięk krzyków, które mogłem wywnioskować, pochodził z linii drzew, stawał się coraz głośniejszy i coraz bardziej rozpaczliwy.

Rozejrzałem się za Marlboro, ale nigdzie go nie znalazłem. Gdybym miał zbadać potencjalne leśne dziecko, musiałbym to zrobić sam.

Przypomniałem sobie brodatego mężczyznę, który słyszał wołanie syreny, którą nazwał żabnicą. Przypomniałem sobie spanikowanego Carlosa i "Stregę". I absolutnie żadna część mnie nie wierzyła, że będę bezpieczny, jeśli pójdę do lasu, albo że naprawdę tam płacze dziecko.

Ale co jeśli?

Wziąłem latarkę i wyszedłem. Wydawało się, że płacz coraz szybciej wnika w las, tak jak płaczące dziecko zostało porwane przez coś, co nie musiało się zatrzymywać i poruszać wokół drzew ani fizycznych barier.

Wszedłem do lasu na tyle daleko, by znaleźć ostatnią rzecz, jaką spodziewałem się znaleźć.

Wygląda na to, że roślino-rece wybiegały nieco dalej niż mała przestrzeń na zewnątrz stacji benzynowej. Rośliny, które obserwowałem i paliłem, kiedy stały się zbyt agresywne, nie były tak kontrolowane, jak wcześniej sądziłem. Ponieważ tutaj, zaledwie kilka kroków w lesie, znajdowała się roślino-ręka, którą przeoczyłem, której nigdy nie przycinałem, ani nie paliłem, więc pozostała wolna, by rosnąć na tak dużą i dziką, jak tylko mogła. Tutaj znajdowała się roślino-ręka, która urósła tak wysoko, że się przewróciła. Wyrosła poza ramię. Wzrosła jego głowa, tułów, krocze i nogi. Było tu całe ludzkie ciało pokryte maleńkimi liśćmi, skulone na ziemi i przyczepione do ziemi za pomocą grubych szponów brązowych korzeni. I najdziwniejsza część tego wszystkiego? To było ciało, które rozpoznałem.

Ciało, całkowicie rozwinięta roślino-ręka, należało do Kieffera.

Nie wiem, co mnie opętało, by go dotknąć. Może po prostu chciałem się upewnić, że on jest prawdziwy, jakby dotknięcie to udowodniło. Kiedy to zrobiłem, jego oczy się otworzyły i uśmiechnął się. Nie mógł się ruszyć, korzenie trzymały go w miejscu, ale ta kiefferowa roślina mogła mówić. I mówiła, nawet całkiem dużo.

Stałem tam rozmawiając z nim przez ponad godzinę.

Nie będę wchodził we wszystko, co mówiła kiefferowa roślina, ale powiem to. Coś jest pod stacją benzynową. Coś wielkiego i potężnego. Coś, co spiskuje. Pracuję od lat w chmurze pierdów tego mrocznego boga.

Czułem się strasznie okropnie w chwili, w której w pełni rozwinięta kiefferowa roślina płonęła, po tym jak spaliłem resztę roślino-rąk, ale szczerze mówiąc, jaki miałem wybór?

Kiedy wróciłem na stację benzynową, Spencer już na mnie czekał. Wiedział, że wiem. I wiedziałem, że on wiedział, że wiem. W połowie oczekiwałem tego, co było potem, ale nie spodziewałem się, że będzie się tak dobrze bawił.

Spencer zamknął frontowe drzwi, po czym zaczął mnie bić. Chciałbym powiedzieć, że oddałem mu dobre kilka razy, ale byłoby to ogromne kłamstwo. Nie sądzę, że położyłem na nim palec. Mimo to, zepsułem mu knykcie twarzą, więc chociaż za to punkt dla mnie.

Spencer przeciągnął mnie przez stację benzynową do korytarza obok łazienki, obok lodówki do tych dziwnych drzwi, które dopiero co zauważyłem parę tygodni temu. Gdybym fizycznie mógł zemdleć, jestem pewien, że byłbym teraz nieprzytomny.

"Dlaczego to robisz?" Zapytałem, gdy Spencer trzykrotnie uderzył w drzwi. Z drugiej strony rozległ się dźwięk, a potem Spencer krzyknął.

"Otwieraj! To ja!"

Drzwi się otworzyły i Spencer zaciągnął mnie do pokoju, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Wyglądał jak stare biuro.

Obok ściany monitorów stało biurko z widokiem z kamer z całego sklepu i okolicy. Widok z kamer, o których istnieniu nigdy nie wiedziałem. Pośrodku pomieszczenia znajdowała się duża dziura, która wyglądała tak, jakby została stworzona przez zespół ludzi z młotami pneumatycznymi.

"Czas, żebyś spotkał się z moim szefem", powiedział Spencer, ciągnąc mnie aż do krawędzi otworu.

“Kieffer.” Powiedziałem, na co Spencer zareagował śmiechem.

“Nie, nie Kieffer. Mój szef zrobił Kieffera tym, kim jest i zatrudnił mnie, bym go obserwował. Mój szef jest znacznie większy niż jakiś idiota polityk. "

W połowie spodziewałem się, że Spencer rozpocznie ekspozycję rodem z filmu, ale zamiast tego zespartował mnie w tę dziurę.

Myślę, że moja noga jest złamana. Przynajmniej zakładam, że to właśnie oznacza wystająca kość, ale hej, nie jestem lekarzem.

Byłbym teraz bardzo zmartwiony, gdyby nie to, że w bójce ukradłem telefon komórkowy Spencera. Tak jak się spodziewałem, Spencer miał tę samą sieć co Kieffer, co oznacza, że w jakiś sposób ma tu zasięg. Zadzwoniłem pod bezpośredni numer Toma, więc jestem pewien, że wkrótce się pojawi. Dopóki tu nie dotrze, po prostu spędzę czas aktualizując mój dziennik.

Ktoś właśnie wrzucił laptop do tej dziury ze mną. Może to był Spencer? Może myśli, że jestem martwy? Może jestem. Nie jestem lekarzem. Ktokolwiek to był, wydaje mi się, że słyszałem odgłos ostróg stukających o płytki, gdy odchodził.

Chyba odpalę laptopa i zacznę przepisywać mój dziennik zanim będzie za późno.

Ok, więc to jest ostatni wpis z jego dzienników!!

Pewnie zastanawiacie się, gdzie był Jerry, podczas gdy Spencer spuszczał łomot biednemu staremu Jackowi? Cóż, pojechałem do miasta, żeby obejrzeć film. Tak, poszedłem obejrzeć Thora: Ragnorok. Jeśli go nie widziałeś, obejrzyj! Był niesamowity! Sądzę, że miałem szczęście, że poszedłem akurat wtedy, w przeciwnym razie ten facet, Spencer też by mnie wrzucił do tej dziury.

To ja znalazłem Jacka. Kiedy wróciłem na stację benzynową nie mogłem nigdzie nikogo znaleźć, więc poszedłem szukać, aż zauważyłem, że drzwi na skraju sali były lekko uchylone. Za ladą znalazłem też naprawdę źle wykonaną bombę, ale nie trzeba było jej długo rozbierać. Możecie podziękować obowiązkowym zajęciom budowy bomb w programie Matematystów. Nic wielkiego, tylko ja, będący typowym, heroicznym sobą.

Poprosiłem Carlosa, aby pomógł mi wyciągnąć Jacka z dziury, a następnie Carlos przeniósł go do "nieujawnionego miejsca" na kilka dni, podczas gdy jego noga dobrzeje. Kiedy wróci, oddam mu jego laptopa, aby mógł kontynuować tego swojego bloga.

Do tego czasu jestem tu tylko ja, Carlos i szopy.

Jak Jack zwykle kończy te wpisy? O tak, "Ciąg dalszy nastąpi ..."

Edit: Właśnie złapałem się na kopaniu.

---

Autor: Jack Townsend (strona autora w źródłach)

Tłumaczenie: Paweł Michalewski

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Trochę słabsze niż wcześniejsze ale nadal świetne
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje