Historia

Opowieści ze stacji benzynowej - Mroczny Bóg (Część 8)

youhavetrouble 2 3 miesiące temu 769 odsłon Czas czytania: ~23 minuty

Minęła jakaś godzina od mojego ostatniego posta.

Nie mieliśmy jeszcze klientów, a gdyby stacja benzynowa nie była aktywnym miejscem zbrodni, mógłbym poprosić jednego z pozostałych pracowników o przelanie dużej ilości krwi do kanalizacji koło chłodni.

Nie wiem, jak wygląda codzienna rutyna Arnolda i muszę założyć, że spędza co najmniej dwadzieścia minut dziennie na pielęgnacji swoich wąsów, ale nawet biorąc to pod uwagę, powinien był już dotrzeć do stacji benzynowej.

Zadzwoniłem do niego kilka minut temu, by upewnić się, że nie wrócił do łóżka i upewnić się, że nie wyobraziłem sobie telefonu. Rozmowa przebiegła mniej więcej tak:

“Ta?”

“Hej, Arnold? Jesteś już w drodze?”

“Spokojnie, mieliśmy mały problem.”

“Ok.”

“Droga między miastem a tobą jest zablokowana.”

“Ok… Która?”

“Wszystkie. Nawet drogi służbowe. To musiała być ogromna burza. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Wszystkie drogi są pokryte drzewami. Ale one nie są, wiesz, upadłe. Drzewa rosną na środku ulicy. Przez cały ranek próbowałem znaleźć drogę, ale zrezygnowałem. Zaraz będę próbował przejść pieszo. Żeby było jasne, powiedziałeś, że wczoraj wieczorem usłyszałeś od Spencera Middletona? Czy nawiązał jeszcze jakiś kontakt?

“Cóż, w rzeczywistości jest tutaj. Przyszedł wcześniej, wydarzyło się parę rzeczy, a teraz nie żyje.”

“Co!? Mówisz mi, że na stacji benzynowej jest martwe ciało?”

Już mu to wszystko tłumaczyłem. Naprawdę tęsknię za Tomem.

“Nie zdawałeś sobie z tego sprawy?”

“Przykro mi - odpowiedział. - Kiedy zadzwonił telefon, właśnie obudziłem się z tego pięknego, dziwnego snu o ... mrocznym bogu ... wzywającym mnie do swojej wiecznej łaski, biorąc mnie za rękę i prowadząc mnie w błogosławione zapomnienie, uwalniając mnie od wszelkiego bólu i cierpienia tego śmiertelnego więzienia. Pielęgnując mnie jak dziecko i zapraszając do królestwa wyższego istnienia, pozwalając mi na przywilej poświęcenia się chwalebnej niewoli. "

“Okej - powiedziałem. "Pogadamy kiedy już tu dotrzesz.”

Zakończyłem rozmowę i sprawdziłem poziom baterii. Wskaźnik znajdował się blisko pięćdziesięciu procent.

- O co chodzi, Lucille? - zapytał Benjamin.

"Arnold jest już w drodze. Ale możemy mieć inny problem. "

- Cholera, widzisz to? - zapytał Carlos, wskazując okno. Nie mogłem się oderwać od miejsca, w którym siedziałem za ladą, i nie miałem ochoty skakać nad zwłokami tylko po to, żeby się przyjrzeć.

"Co to jest?" Zapytałem.

"Drogą idzie grupa nagich ludzi." Odpowiedział Carlos.

"Do diabła, mówisz?", Powiedział Marlboro, który nagle zainteresował się sprawą. Przycisnął twarz do okna, żeby lepiej się przyjrzeć. "To nie są tylko ludzie. Znam ich. To Marla! i Tyler! I Fred! Przynajmniej te imiona im dałem.

Benjamin podszedł do maszyny z mrożonymi napojami i szybko rzucił przez ramię: "Twoi przyjaciele?"

"Właściwie to rodzina. Cóż, tak czy inaczej, zanim zniknęli. Ale nie pamiętam, żeby tak wyglądali.

"Jak wyglądali?" Zapytałam, zaczynając odczuwać nieprzyjemne uczucie.

"Jak ..." Przez chwilę szukał słów, ale wszystko co wymyślił to "Wyglądają śmiesznie."

Kontynuowali podchodzenie bliżej stacji benzynowej. Wystarczająco blisko, że mogłem ich zobaczyć. Co najmniej tuzin osób, zupełnie nagich. Im bardziej się zbliżali, im więcej szczegółów mogłem rozpoznać, tym bardziej żałowałem, że mogłem. Ich oczy były mleczne i blade, a z całych ich ciał wypełzały larwy. Ich skóra brudna, pokryta zmianami i siniakami. Marlboro w sumie nie był w błędzie, wyglądali śmiesznie.

Jestem pewny, że znasz Hollywoodowy styl chodu zombie. Pociąganie nieumarłego ciała z zaburzeniami motorycznymi. Najstraszniejszą częścią tych "ludzi" zbliżających się do frontowych drzwi stacji benzynowej było to, że chodzili w stu procentach idealnie normalnie. Tylko garstka gnijących nudystów na spacerze.

Nastąpił głośny trzask, który wyrwał nas z naszego prawdopodobnie niegrzecznego spojrzenia. Wszyscy odwróciliśmy się, aby zobaczyć, że Benjamin przewrócił maszynę z napojami na ziemię i próbował ją przeciągnąć nad Spencerem w kierunku frontowych drzwi, lepki syrop wylewał się powoli na ziemię, mieszając się z zakrzepłą krwią i pokrywając podłogę w czerwonej, brązowej i purpurowej lepkiej zupie. Nie ma mowy, żebyśmy po tym nie mieli problemu z owadami.

Marlboro i Carlos nie musieli pytać o co chodzi. Natychmiast zorientowali się w planie i zaczęli szarpać się, by przesunąć jakiekolwiek urządzenia nie przytwierdzone do ziemi, i ustawiać je w barykadzie przy szklanych drzwiach.

Pomagałbym, gdyby nie ta złamana noga. Poza tym wyglądło na to, że mieli to pod kontrolą.

"Chłopcy, myślicie, że możemy pozostać przy życiu wystarczająco długo, by przybyła pomoc?" Zapytał Benjamin.

"Między nami wszystkimi mamy prawie dziewięćdziesiąt lat doświadczenia, pozostawania przy życiu " - zażartował Carlos.

Benjamin skierował do mnie następne pytanie. "Masz tu jakąś broń?"

Powiedziałem mu, że nie. Jedyne, co mam, to w połowie pusty pojemnik z benzyną w szafce z zapasami i naprawdę twardą suszoną wołowinę, ale mógł wykorzystać wszystko, co mógł znaleźć. Właśnie wtedy zaczął MacGyverować włócznie z nóżek krzesła i potłuczonego szkła z pojemnika na napoje.

Około dziesięć minut temu stacja benzynowa straciła prąd. Teraz naprawdę świetnie byłoby mieć olbrzymiego motyla świecącego w ciemności.

Głupie szopy.

Było całkiem cicho, z wyjątkiem mokrych gardłowych szeptów pochodzących od tych "ludzi" na zewnątrz. Benjamin wciąż szuka broni, podczas gdy Carlos szuka rzeczy, którymi można wzmocnić barykadę drzwi wejściowych i (zakładając, że nie zasnął) Marlboro pilnuje tylnych drzwi. Czułem się całkiem bezużyteczny po tym, jak Benjamin skonfiskował moje kule, więc pomyślałem, że skorzystam z tej okazji, żeby opisać to, co się stało, na wszelki wypadek, gdyby Arnold przybył tu zbyt późno. I w duchu gotowości, powinienem powiedzieć kilka rzeczy komuś, kto znajdzie to przesłanie (czy powinno być "ktokolwiek"? Nigdy nie wiedziałem jak to zapisać).

Po pierwsze, do właścicieli: przepraszam za bałagan.

Po drugie, do niej: przykro mi, że nie wpadliśmy na siebie po raz ostatni.

Po trzecie, do tego kogoś, kto wylewa smołę do rowu przy stacji benzynowej, nienawidzę cię.

Sądzę, że to wszystko, co muszę powiedzieć. To była dziwna, szalona przygoda.

Tutaj Jack ze stacji benzynowej, odmeldowuję się po raz ostatni...

Nie umarłem!

Przepraszam, że minęło tyle czasu od ostatniej aktualizacji, właśnie odebrałem laptopa z policji. Wiem, że pewnie zastanawiacie się, co się stało. W zeszłym tygodniu spotkałem mrocznego boga.

Znajdowaliśmy się na stacji bez zasilania przez wiele godzin. Zimno o tej porze roku, więc skuliliśmy się wokół talerza z wonnymi świecami, zajadaliśmy skórki wieprzowe i fasolki w puszkach. Marlboro prawie kilka razy się zdrzemnął, zanim Carlos postanowił złupić pigułki energetyczne zza lady. Rozdał je, a my wszyscy wzięliśmy kilka, popijając zimną kawą i mówiliśmy sobie, że to dla "czujnośći", ale wszystko, co dla mnie zrobiły, to spowodowanie arytmii bicia serca. To na pewno byłoby zabawne, gdyby te rzeczy w końcu się tu wdarły, żeby znaleźć naszą czwórkę zmarłą na zawał serca.

Cóż, nie "zabawne". Ale wiesz.

Carlos próbował parę razy nawiązać rozmowę z Benjaminem, ale brodacz nie był zbyt towarzyski.

"Jesteś z armii?"

"Nie,".

"Znałem faceta. Był wysoko rangą w armii. Przypominasz mi go.

"W porządku."

"Te rzeczy tam, masz jakieś pojęcie, z czym mamy do czynienia? Widziałeś kiedyś coś takiego? "

"Nie".

"Masz jakąś rodzinę?"

"Nie".

Przez cały dzień sprawdzałem telefon Spencera, ale nie miał już zasięgu. Spróbowałem kilka razy wykręcić 911 , ale nawet to nie przeszło. Kiedy bateria spadła do pięciu procent, wyłączyłem telefon. Może będziemy potrzebować go później na połączenie alarmowe.

W końcu adrenalina i pigułki zaczęły przestawać działać, a ja przypomniałem sobie, że moja noga nadal goiła się ze skomplikowanego złamania i być może nie powinienem był tak szybko wrócić do pracy. Zrobiłem kaleki spacer z powrotem do lady, żeby wziąć moje leki. Kiedy tam byłem, zauważyłem wciąż nie otwartą paczkę opakowaną na prezent na półce pod rejestrem. Postanowiłem ją zignorować i zamiast tego chwyciłem pracowniczą butelkę whisky, która była za nią. Mówiliśmy sobie, że to na nasze "nerwy", ale spowodowała ona jeszcze gorszą arytmię bicia serca.

Minęło kilka godzin. Po skończeniu pierwszej butelki otworzyliśmy kolejną, potem Marlboro przyniósł napoje energetyczne, ponieważ potrzebowaliśmy mikserów. W pewnym momencie były kultysta wyciągnął swój schowek i zapalił zioło i (nie pytając, dodam) zmienił całą stację w haszkomorę. Nie mogłem sobie przypomnieć, czy wziąłem moje leki przeciwbólowe, więc poszedłem do lady i je wziąłem.

Kiedy słońce zaczęło zachodzić miałem dwie myśli konkurujące o pierwsze miejsce w moim umyśle. Pierwsza - Naprawdę szybko zrobiło się ciemno. Druga - Mogę być troszeczkę zbyt przyćpany, żeby poradzić sobie z tym, co może się wydarzyć.

Czas stał się jeszcze bardziej iluzoryczny niż normalnie, kiedy laptop padł i nie mieliśmy pojęcia, jak długo czekaliśmy. Zaczęliśmy mierzyć czas w świecach. Nasze przekąski i morale ścigały się nawzajem do wyczerpania.

W pewnym momencie Carlos odciągnął mnie od innych, żeby zapytać, co myślę o Benjaminie. Powiedziałem mu, że jest najmilszym facetem, który w ciągu tego tygodnia wycelował mi pistolet w twarz. Ale Carlos powiedział mi, że miał dziwne przeczucie. Przypomniałem Carlosowi, że kilka razy zabił Kieffera, więc może powinien delikatnie wyluzować.

"Hej!" Krzyknął do nas Benjamin z drugiego końca pokoju. "O czym rozmawiacie?"

"Anime." Skłamałem. Myślę, że to kupił.

"Wracaj tutaj. Nie potrzebuję tutaj więcej trupów.

Benjamin był w kącie, ogrzewając dłonie nad świecą. To było jedyne źródło światła w budynku i rzucało cienie, które można by opisać jako "upiorne", gdybym nie znajdował się w tak poważnej sytuacji życiowej lub śmierci. Niektóre z tych cieni wyglądały jak twarze, uśmiechały się, śmiały się z nas, idiotów. Jeden lub dwóch wyglądało jak dawni prezydenci. Jeden z nich zapytał mnie, która jest godzina i cholera jasna! Byłem kompletnie naćpany!

"Wszystko dobrze?" Zapytał Carlos, przywracając mnie do rzeczywistości.

"Szczerze? Nie mam pojęcia."

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, kto podłożył tę bombę? - zapytał Spencer Middleton rechocząc.

"Co masz na myśli? Myślałem, że to zrobiłeś. "

Nie ja. Bomby nie są w moim stylu. Kto, kogo znasz, umie zbudować bombę?

"Hej, gdzie jest Marlboro ?!" Zapytałem.

Benjamin podniósł włócznię - dawniej moją kulę, na której parakordował swój nóż - i zapytał: "Kim do diabła jest" Marlboro? "Czy jest tu ktoś jeszcze?

"Marlboro. Drugi pracownik. Spojrzałam na Carlosa, który tylko wzruszył ramionami i powiedział: "Nie znam Marlboro. Ile tabletek wziąłeś?

Czy przez cały ten czas wyobrażałem sobie Marlboro?

Czy ja właśnie wyobraziłem sobie tego gościa do rzeczywistości? Próbowałem usiąść na macie, ale skończyło się to na leżeniu na plecach, podczas, gdy pomieszczenie kręciło się wokół. Kiedy oparłem głowę o matę poczułem rozlewające się pod spodem ludzkie szczątki. W sumie ile z tego wszystkiego było prawdziwe?

Wariujesz, wiesz?.

“Wiem.”

Wszystkie te lata temu pierwszy lekarz próbował mnie przygotować do życia z moją przypadłością. Nie było wielu innych spraw przede moją, więc nie wiedzieli dokładnie, jak wszystko będzie przebiegać, ale każdy przypadek miał kilka takich samych efektów ubocznych. Oczywiście na początku będzie utrata masy ciała, zmęczenie, bóle głowy, wszystkie oznaki normalnej choroby fizycznej.

Wraz z rozwojem choroby pojawią się więcej "interesujących" efektów ubocznych. Halucynacje, utrata pamięci, takie sprawy.

I oczywiście nie można mnie odpowiednio znieczulić. W innych przypadkach próbowali wywoływać medyczne śpiączki, ale u mnie to tylko pogłębiło sprawę. Zawsze jestem rozbudzony i w połowie świadomy podczas operacji. Jeśli chcesz wiedzieć, jak to jest, powiem ci prawdę. To jest nudne.

Wiesz co? Zwykle, gdy walnę kogoś wystarczająco mocno, mdleje z bólu.

Dali mi parę lat, góra. Nie śledziłem czasu.

Właśnie wtedy Marlboro wszedł do pokoju, zapinając rozporek. Przypuszczalnie właśnie przyszedł z łazienki, ale kto naprawdę wie? Wskazałem na niego i krzyknąłem: "Ten koleś! Widzisz go, prawda ?! To Marlboro! "

Carlos spojrzał tam, gdzie wskazywałem, a potem znów na mnie. "Masz na myśli Jerry'ego?"

Oh. No tak. On ma prawdziwe imię.

“Nienawidzę jak nazywa mnie Marlboro.”

Benjamin odłożył improwizowaną włócznię i skierował swoją uwagę z powrotem na ogień. "Lepiej go opanuj."

Powinieneś otworzyć swoją paczkę. Powiedział Spencer.

"Hej, chwileczkę, czy nie powinieneś być martwy?"

Czy nie powinieneś być martwy? - Odparł.

Touche, Spencer.

"Z kim rozmawiasz?" Zapytał Carlos.

"Ze Spencerem" - odpowiedziałem.

"Cóż, przestań. To nas przeraża. "

Dwie świece zapłonęły od początku do końca, zanim Benjamin zdecydował, że pomoc nie jest w drodze, a naszą najlepszą szansą na przetrwanie było walczyć z tym, co siedzi na zewnątrz.

Nie zgodziłem się, ale Benjamin poinformował mnie w uprzejmy sposób, że to nie głosowanie.

Odsunął pozostałe barykady na tyle, by uzyskać widok na zewnątrz. Gdybyśmy dowiedzieli się, z czym mamy do czynienia, łatwiej byłoby wymyślić lepszy plan gry. Tylko, że nie mógł wyjrzeć, ponieważ coś blokowało widok. Coś po drugiej stronie szklanych drzwi.

Benjamin ściągnął resztę barykady i cofnął się o kilka kroków, by to podziwiać.

"Cóż, nie widzisz tego codziennie", powiedział Jerry.

Nie, nie mogę tego zrobić. Przykro mi. Nazywa się Marlboro.

Zostaliśmy tam uwięzieni, na stacji benzynowej. Po drugiej stronie drzwi rosła sieć drzew, skręcona w węzły i przyciśnięta do szkła. Były tak gęsto przyciśnięte w jedną ścianę pni drzew, że nawet światło nie mogło się przez nie przedostać . Z tego, co wiedzieliśmy, na zewnątrz mógł być jeszcze dzień.

"Musimy się stąd wydostać," powiedział Benjamin.

Sprawdziliśmy tylne drzwi, ale to było to samo. Często zastanawiałem się, jak długo osoba może przetrwać na stacji benzynowej bez żadnych nowych dostaw. Miałem scenariusz w głowie milion razy. W nudne noce, co jeszcze można zrobić? Przeprowadziłem eksperyment myślowy w niezliczonych, różnych kontekstach. Jak długo mógłbym przeżyć, gdyby stacja benzynowa została przetransportowana w czasie? Na inną planetę? Jeśli była apokalipsa zombie? Itp.

Wywnioskowałem, że w idealnych warunkach mógłbym żyć z zapasów przez cztery lata, gdybym mógł znaleźć źródło wody. Sześć tygodni, jeśli nie.

To nie były idealne okoliczności.

Rozwaliliśmy, przerobiliśmy na broń lub zjedliśmy prawie wszystkie nasze zapasy. Gdybyśmy zostali tu uwięzieni, nie zajęłoby długo, żebyśmy wszyscy razem wzięli udział w imprezie Donnerów.

Kiedy się nad tym zastanawiałem w korytarzu przy chłodni usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła z głównego pomieszczenia. Benjamin podniósł włócznię i poprowadził nas z powrotem.

Ściana drzew była nadal po drugiej stronie drzwi. Nasz bałagan wciąż tam był. Wszystko było tak, jak zostawiliśmy to z jednym wyjątkiem. Plandeka została odciągnięta, a ciało Spencera zniknęło. Szereg śladów stóp ze skrzepniętej krwi prowadzące go z miejsca, w którym powinien był znaleźć się w rozsypanym kieliszku frontowych drzwi. Tak jak on właśnie wstał, podszedł i został wchłonięty przez drzewa.

"Potrzebuję chłopcy, abyście naprawdę ciężko pomyśleli" - powiedział Benjamin. "Czy jest stąd jakaś inna droga wyjścia?"

- Cóż - zaczął Marlboro. Spojrzałem na niego i potrząsnąłem głową, ale chyba nie widział tego gestu w przyćmionym świetle świecy. A może był zbyt powolny, żeby to zrozumieć. "Jest ta dziura".

“Dziura? Jaka dziura?”

“Dziura w sekretnym pokoju zaraz przy chłodni.”

“Sekretnym pokoju?”

“Ta, o tam, zaraz.”

Marlboro wskazał puste miejsce na ścianie, gdzie były drzwi. Właściciele zdecydowali, że najmądrzejszą rzeczą, jaką mogą zrobić, gdy dowiedzieli się o sekretnym pokoju, to usunięcie drzwi, zbudowanie staroświeckiej ściany i zapomnienie o wszystkim, ale to działa tylko wtedy, gdy wszyscy zgodzą się o tym zapomnieć, Marlboro!

"Mówisz mi, że jest tam sekretny pokój? I dziura w tym pokoju, w której możemy się zmieścić i uciec? Dlaczegoście chłopcy nie powiedzieli mi o tym wcześniej?

Nie czekał na odpowiedź. Benjamin podszedł prosto do ściany i zaczął uderzać w nią swoją włócznią, a potem, po tym, jak trochę ją rozbił, gołymi rękami. Po minucie ściana znów była drzwiami.

Gdy Benjamin zapalił i umieścił kilka świec wokół gigantycznej dziury w podłodze, złapałem Carlosa i odciągnąłem go na bok.

"Hej," powiedziałem, "powinienem ci coś powiedzieć. Otworzyłem tę paczkę. Te, która wyglądała jak prezent. "

“Ta?” Powiedział.

“Tak.” Odparłem.

Nie jestem pewien, w którym momencie w końcu się złamałem i otworzyłem paczkę, ale miałem zawartość pudełka w mojej kieszeni przez co najmniej jedną świecę. Podobnie jak w poprzednim pakiecie, była tam notatka:

"Nie spodziewałem się, że wykorzystasz mój list jako część opowiadania, ale dzięki LoL. Nie przeszkadza mi to, że go użyłeś, to było bardzo miłe! Podobało mi się. Byłem bardzo zaskoczony.

Dzięki. Podobały mi się twoje historie i wiedziałem, że przeczytanie ich od początku może być naprawdę świetnie. Dlatego napisałem to, co napisałem. Byłem zaskoczony, ale w dobry sposób, że użyłeś mojego listu, lol. Dziękuję Ci. Jestem zaszczycony, naprawdę zaszczycony. "

Pod tym listem był mały pistolet. Wiedziałem wystarczająco dużo o pistoletach z grania w gry wideo, aby wiedzieć, jak sprawdzić magazynek i ta, został załadowany.

Pokazałem broń Carlosowi, który powiedział: "To Ruger 380!"

"Czy to dobrze?"

"Cóż, to broń, więc prawdopodobnie będzie miała więcej siły hamowania niż noga krzesła. Dlaczego mu go nie dałeś? "Carlos wskazał na naszego nieustraszonego przywódcę.

"Nie znam go ani mu nie ufam".

"Słuszna uwaga."

"Trzymaj", powiedziałem, próbując przekazać przedmiot, "Nie jestem facetem od broni".

"Nie ma mowy człowieku. Zachowaj to. Mam obie nogi, potrzebujesz tego bardziej niż ja. "

Benjamin krzyknął do nas z sekretnego pokoju: "Jesteście gotowi, czy nie? Czas zobaczyć, co tam jest.” Wskoczył do środka.

Być może zapomniałem wspomnieć, że był to dziesięciostopowy spadek do kamiennej jaskini poniżej. Mogłem również poczuć małą przyjemność z dźwięku jego lądowania i jęczenia z bólu, które nastąpiło później. Dla reszty z nas zwinęliśmy plandekę i zawiązaliśmy na niej kilka węzłów, jak drabinę sznurową, i muszę przyznać plandekom - są niesamowicie przydatne.

Spędziliśmy wiele godzin nad ziemią w pokoju z martwym ciałem, nieschłodzonym jedzeniem i zapachem ciała Benjamina. Wszyscy jedliśmy fasolę w puszkach i myślę, że ktoś pewnie zwymiotował w śmietniku. Chodzi mi o to, że wszyscy bardzo brzydko pachnieliśmy. Do tego stopnia, że wątpiłem, czy wciąż mam zmysł węchu. Ale kiedy weszliśmy do tej dziury, wiedziałem już z pewnością, że węch nadal działa. Ten zapach sprawił, że nasza stacja benzynowa sprawiała wrażenie wody kolońskiej. Najgorsze okropne zapachy z kanalizacji burzowej wokół stacji były niczym w porównaniu z tym. Czy zapach może być ciężki? Ponieważ to najlepsze słowo, jakie mogę wymyślić. Nie gęsty. Po prostu ciężki.

Carlos i Marlboro na zmianę wymiotowali. Kiedy skończyli, Benjamin rozdał pochodnie, które zrobił z benzyny nasączonej szmatami i nóg krzesła. Nie wiem, kim jest ten gość, ale na pewno jest przemyślny.

Jaskinia była prostym tunelem zaczynającym się pod stacją benzynową i zmierzającym w kierunku przeciwnym od miasta. Był wystarczająco wysoko, abyśmy wszyscy mogli wygodnie stać, a także lekko nachylony, prowadząc nas w dół im dalej się posuwaliśmy.

"Co to jest, do diabła?" Zapytał Benjamin około dwudziestu stopach. Machnął pochodnią pod ścianą i zobaczyłem, że ktoś namalował sprayem wiadomość na ścianie w jaskini na czerwono. Drżące pismo mówiło: "Rita the Racoon Ate the Cacoon!" *(Szop Rita zjadł kokon -przyp. tłum.)*

Powiedziałem to kilka razy w mojej głowie i byłem wkurzony, jak bardzo fraza zbliżyła się do rymowania, ale nie rymowała się. Jak piosenka nieco poza kluczem. Pismo było niesamowicie znajome, zwłaszcza w okolicy "R", ale nie mogłem sobie przypomnieć dlaczego.

Pod ziemią pod spodem znajdował się kolejny krasnal ogrodowy.

Ruszyliśmy dalej do jaskini, Benjamin na czele, ja na końcu, przemieszczałem się najszybciej jak potrafiłem używając tylko jednej kuli. Im głębiej szliśmy, tym węższa stawała się jaskinia, tym silniejszy stawał się zapach. Nic z bycia tutaj z dala od stacji benzynowej nie było lepsze od naszej poprzedniej sytuacji. Ale dopiero kiedy dotarliśmy do drzewa, naprawdę zdecydowałem, że spieprzyliśmy.

Nie wiem, jak długo tam szliśmy. Może jakieś pół mili. Mile o kulach wydają się znacznie dłuższe niż normalne mile. Ale w końcu natrafiliśmy na ogromne czarne drzewo zajmujące szerokość jaskini. Wyglądało jak jedna z tysiącletnich sekwoi, wystarczająco dużych, by przepuścić przez nie dwupasmową drogę.

“Cho. Le. Ra. Jasna.” ogłosił Benjamin. Byłem ostatnim, który zobaczył, wpatrują się wszyscy inni byli szeroko otwartymi oczami i gapili się na niego. Drzewo, oprócz tego, że jest ogromne, miało pewne cechy, których nie można by oczekiwać od normalnego drzewa. W szczególności części ludzkiego ciała. Kilka rąk i nóg wystających w przypadkowych miejscach. I na wysokości oczu, ludzka twarz.

"Hej," powiedział Marlboro, “znam tego gościa. To Patrick.” - Dotknął twarzy Patricka, która zsunęła się i opadła na ziemię jak mokra maska na Halloween.

"Nie sądzę, że to przetrwa", powiedział Benjamin, wyciągając coś z kieszeni kurtki i przyczepiając to do drzewa.

"Co to jest?" Zapytałem.

Niespodziewanie, to Marlboro odpowiedział. "To wygląda na plastyczne materiały wybuchowe C4".

Benjamin zachichotał, "Wow, wygrywasz nagrodę Rain Manie. Tak, to ostatnie z moich materiałów wybuchowych. Próbowałem zabić to coś przez poprzedni tydzień, ale wciąż odrasta. Muszę zabić system korzeniowy, wysadzić go i zabić mózg, żeby reszta sieci umarła.

- To ty umieściłeś tę bombę na stacji benzynowej - powiedziałem.

"Tak, cóż, wtedy myślałem, że budynek jest epicentrum tego wszystkiego."

"Hej," przerwał Carlos, "Jack był jeszcze w budynku, kiedy to posadziłeś."

"Wiem."

"Um, chłopaki?" Marlboro próbował zwrócić ich uwagę, ale to nie działało.

"Wiedziałeś? Mógłby umrzeć, gdyby to wybuchło.

"Ludzie?"

"Okej dupki, to jest wojna. A na wojnie zawsze są ofiary. Nie możesz zrobić masła orzechowego bez rozbicia kilku orzechów. "

"Hej, ludzie!"

"Co ?!" krzyknął Benjamin. "Jestem trochę zajęty."

Marlboro wskazał nam drogę, którą przyszliśmy. Wszyscy odwróciliśmy się i zobaczyliśmy Spencera stojącego na środku ścieżki, z dzikim uśmiechem na twarzy.

"Cześć. Tęskniliście za mną?"

Carlos krzyczał na mnie: "Jack! Broń!"

Wyciągnąłem pistolet z kieszeni i rzuciłem nim tak mocno, jak tylko mogłem. Uderzył Spencera prosto w twarz i zwalił go z nóg. Byłem bardzo dumny w trakcie tych dwóch sekund, po których zrozumiałem, co zrobiłem źle.

To, co nastąpiło później, zdarzyło się zbyt szybko, abym mógł to pojąć. Coś wyskoczyło ze ściany obok nas. Ogromny przedmiot, rozmiar samochodu i w kształcie dłoni. Owinął swoje gigantyczne palce wokół pozostałych trzech i wciągnął ich do ściany. A potem spadałem. Ziemia otworzyła się pode mną i leciałem przez ciemny tunel. Nie, byłem ciągnięty. Bardziej jak połknięcie. Trwało to chwilę, brud wypełniał mój nos, uszy i usta, a potem cokolwiek to było, wypluło mnie do ciemnego pokoju na skalistym, mokrym kawałku ziemi. Wylądowałem na mojej złej nodze i prawdopodobnie znowu ją złamałem.

Pomyślałem, przynajmniej tym razem udało mi się trafić Spencera. Jeśli chodzi o ostatnie chwile na ziemi, ten fakt był nieznaczną poprawą w porównaniu z zeszłym tygodniem.

Pokój w którym byłem był chłodny, nie zimny. I przepastny. Słyszałem, jak mój oddech odbija się echem od ścian. Mogłem też usłyszeć coś innego, oddychającego. Nagle uświadomiłem sobie obecność innej istoty.

Istota w pokoju ze mną. Trudno to wytłumaczyć, podobnie jak trudno jest wytłumaczyć sen zaraz po przebudzeniu. To coś, czego musicie doświadczyć, aby zrozumieć, ale uczucie było czymś w rodzaju podłączania się do wspólnej świadomości z inną inteligencją, która umieszczała myśli bezpośrednio w mojej głowie.

Oczywiście, to mogły być te wszystkie leki.

"Witaj w moim domu", rozległ się donośny głos dobiegający z ciemnego pokoju. "Przykro mi, że tak długo zajęło nam spotkanie twarzą w twarz."

"Nic nie widzę."

"Tak, jakiej części "Mrocznego Boga" nie rozumiesz?"

O cholera. Jestem w sali tronowej mrocznego boga, a on brzmi jak troll internetowy. Myślę, że to ma sens. Równie dobrze można to zakończyć.

"Czy myślisz, że możesz zapalić światła, żebym mógł zobaczyć, z kim rozmawiam?"

Wydał z siebie bardzo ludzkie westchnienie i wykrzyknął: "Dooooooobra".

Znikąd, cały pokój zamienił się w intensywną, wściekłą, jasną biel. Wszystko, co mogłem zobaczyć, to czyste światło. Zasłoniłem oczy, ale nawet wtedy widziałem kości moich rąk przez moje powieki. Nawet na lekach to bolało jak cholera.

"Za jasno! Za jasno! "Krzyknąłem:" Podziel różnicę! "

"Wow", odpowiedział głos, "Nie zdawałem sobie sprawy, że będziesz tak wielkim dzieckiem".

A potem, równie nagle, jasność ustąpiła. Po chwili moje źrenice dostosowały się i mogłem zobaczyć, z czym rozmawiałem.

"Drżyj!" - zawołał - "Drżyj przed Mrocznym Bogiem!"

On (jeśli to był "on", ja po prostu wywnioskowałem to z dźwięku jego głosu) był mniej więcej wielkości słonia, spuchnięty i okrągły z opaloną żółtą skórą. Najlepszym zwierzęciem, z którym mógłbym go porównać, byłby ogromny kleszcz, z sześcioma rzędami krótkich ramion po obu stronach, sześcioma rzędami obwisłych piersi i ludzką głową na szczycie. Głowa miała nieco ludzką twarz i nie miała szyi. Ciało połączone z ziemią w najszerszym miejscu jego brzucha, jakby było w połowie zakopane. A na dodatek, miał czerwonego irokeza.

Uśmiechnął się do mnie.

"Eh? Co myślisz?"

"O czym?"

"Moje włosy! Czy to nie jest niesamowite? Spojrzał na swój irokez.

"Zgaduję."

"Zgadujesz? Czy masz pojęcie, ile wysiłku wkładam w moje włosy? Wiesz co, w porządku. Nie powinienem był marnować czasu, próbując ci zaimponować. Moja wina. "

"Ok", powiedziałem, próbując podnieść się na nogi, aby przypomnieć sobie, że moja noga była całkiem złamana. Byłem unieruchomiony, pod ziemią, naćpany i bez żadnej broni. Naprawdę nie było szans na ucieczkę. "Jeśli masz zamiar mnie zabić, nie masz nic przeciwko temu, żeby zrobić to szybko?"

"Co to jest z wami ludźmi? TAK NIEUFNI. Tak uprzedzeni. Dlaczego w KIEDYKOLWIEK widzicie coś, czego nie rozumiecie, myślicie, że to zgiń lub zabij? Nie jestem tutaj potworem. Ty jesteś. Widzę wasze dusze. Widziałem twoje grzechy. Pamiętasz, kiedy miałeś piętnaście lat i porysowałeś samochód dyrektora?

“Nie.”

“Serio? Może to nie byłeś ty. Ludzie wyglądają bardzo podobnie.”

"Dlaczego tu jestem? Dlaczego zaciągnąłeś mnie do podziemia?

- Ponieważ, Jack, nie mogę znaleźć innego sposobu, żeby z tobą porozmawiać i chciałem ci powiedzieć, żebyś przestał zabijać moje dzieci! Spaliłeś tak wielu z nas, a co my ci kiedykolwiek zrobiliśmy, co?

"Kiefferowe rośliny".

"Tak, tylko kopie zapasowe, ponieważ ten idiota jest taki niezdarny. Są jednak nieszkodliwe. Próbowałem wprowadzić swoich ludzi w urzędy, aby uzyskać wpływ polityczny w tym okropnym mieście. "

"Przejąć kontrolę nad światem?" Spytałem, chociaż zaczynałem widzieć, dokąd zmierza ta rozmowa.

"Nie! Chcę wywrzeć nacisk na radę miasta, aby ograniczyć wycinkę drzew. Próbuję uratować świat. Ale ty i twoi straszni przyjaciele nadal nas zabijacie i próbujecie wysadzić mnie w powietrze.

"Ale Spencer mnie pobił. Ten facet jest okropny i wykonuje twoje rozkazy! "

"Przepraszam, że uważam, że ludzie mają potencjał do rehabilitacji! Zatrudniłem Spencera, ponieważ potrzebowałem kogoś do ochrony Kieffera.

Dałem mu bardzo konkretne rozkazy, by nikogo nie zabić, na co się zgodził.

"Ale on zabił mnóstwo ludzi! Kultyści! Cały ich kompleks! "

"Tak właściwie, to nie. Nienawidzę być tym, który to mówi, ale ci ludzie sami się zabili. Tak, to było naprawdę smutne zbiorowe samobójstwo. Ale jeśli ich posłuchasz, myślę, że to było dość oczywiste. Powinniście byli widzieć to z odległości mili. Mam na myśli, że konsekwencjalizm zmieszany z moralnym obowiązkiem, by położyć kres cierpieniu? "

Pomachał jednym z sześciu ramion ruchem ręki, po czym kontynuował: "Nie chciałem pozwolić, by te wszystkie doskonale dobre, pełnoprawne, dorosłe ciała poszły na marne. Czy wiesz, jak trudno jest zrobić jedno z nich od zera? To nie jest łatwe."

"Ale wysłałeś te rzeczy po nas na stację benzynową."

"Znowu z egocentrycznym kompleksem bohatera. Nigdy nie chodziło o ciebie. Wysłałem moje dzieci, aby sprowadziły tu ciało Spencera. Miałem nadzieję, że uda mi się go zabrać do domu na czas, aby go odbudować bez trwałego uszkodzenia mózgu. Myślę, że następnym razem, gdy go zobaczysz, powinieneś przeprosić za to, co się stało. Przysięgam, od kiedy Romero stworzył zombiaki, ludzie widzą martwego człowieka, który wraca do życia i natychmiast odczuwają chęć zabijania, zabijania, zabijania. Co się stało z nazwaniem tego cudem? Nikt nie przeraził się, gdy Jezus wrócił. "

“Więc mówisz, że Jezus był jak ci Matematyści? Tylko ożywione zwłoki?

"Czy naprawdę o tym chcesz rozmawiać, Jack?"

"Ale czy" mroczny bóg "nie oznacza złego?

Westchnął.

"Ostatnim razem, gdy się obudziłem, mroczny bóg miał zupełnie inne konotacje. Ale nie możesz użyć mojego brandingu jako pretekstu do spalenia Kieffera. Pytasz mnie, zasłużyłeś na wpierdziel, który dostałeś.

"Ale ..." Szukałem w myślach jakiegokolwiek dowodu na to, że mroczny bóg był potworem, jakim go znałem. Ale jedyne, co mogłem wymyślić, to smutna, lodowata realizacja. "Jesteśmy potworami?"

"Obawiam się że tak."

"Przykro mi."

"Dobrze. To jest początek. "

"Więc to jest to? Jesteś powodem wszystkich dziwnych rzeczy, które dzieją się na stacji benzynowej?

Roześmiał się ponownie i poruszył głową, co zrozumiałem jako jego wersję wstrząsającego "nie".

"Nie. Będę z tobą szczery, nie mam pojęcia, co jest z połową z tych rzeczy.

Wasza stacja benzynowa jest dziwna i nawet ja nie wiem dlaczego. Ręko rośliny i Kieffery były ze mną. Zapach, przyznaję się. To też ja. Ale wszystkie inne rzeczy, człowieku, aż ciary mnie przechodzą. Widziałęś tę dziwną, świecącą robalopodobną rzecz? To było dość dziwne, huh?

"Więc ... Co teraz robimy?"

"Teraz wysyłam ciebie i twoich przyjaciół z powrotem do domu, a wy przestaniecie mnie zabijać. To moja umowa. Czy możemy się na to zgodzić?"

"Um, tak, tak myślę."

"Dobrze."

"Powinniśmy przybić pionę, czy..."

W tym momencie ogromna dłoń wyskoczyła ze ściany i zacisnęła mocno palce wokół mnie. Następną rzeczą, o której wiedziałem, był wykrztuszanie ziemi, na czworakach na ulicy przed stacją benzynową.

Był ranek.

"Och, dobrze", powiedział Benjamin, "Ty też przetrwałeś."

Spojrzałem i zobaczyłem pozostałych trzech stojących, pokrytych czarnym brudem. Wróciłem tam, gdzie to się zaczęło. Drzewa zniknęły, nie pozostawiając śladu, że w ogóle tam były. Stacja benzynowa była wrakiem, frontowe drzwi zostały zmiażdżone, a szopy z podekscytowaniem zaczynały łupić wszystko, co mogły przenieść od frontu do gniazda za plecami.

"Co się stało, człowieku?" - zapytał Carlos.

"Nie jestem do końca pewien" - odpowiedziałem, wykopując kępki brudu z nosa i uszu.

"Cóż, masz szczęście. Twoi przyjaciele kazali mi poczekać kilka minut, aby dać ci szansę na wyjście.

Spojrzałem na moje ręce, były prawie czarne od wszystkich warstw brudu, które je pokrywały.

"Czekać na co?" Zapytałam.

- Na to - odpowiedział Benjamin, naciskając przycisk na swoim zdalnym detonatorze.

Gdzieś w głębi lasu nastąpiła eksplozja, która wstrząsnęła ziemią i posłała ptaki w niebo. Włączył się alarm samochodowy Carlosa i pękł bruk. Czarna chmura powoli zaczęła wypełniać niebo i poczułem, jak coś w moim umyśle krzyczy i umiera.

"No" - powiedział Benjamin. "Moja praca tutaj jest skończona. Jeśli nie masz nic przeciwko, zgubię się, zanim pojawia sie gliny. Potem wyszedł do lasu, mam nadzieję, że już nigdy go nie zobaczę.

I to jest to, co się wydarzyło. Jeśli możesz w to uwierzyć, wracam na stację benzynową i znów pracuję. Arnold jest na osobistym urlopie od policji i nie chciałem prosić o szczegóły, więc mamy nowego funkcjonariusza opiekującego się nami. Powiem ci wszystko o niej innym razem. Policja zbadała ten incydent i ostatecznie doszła do wniosku, że jesteśmy ofiarami histerii spowodowanej przez wyciek gazu, i po raz kolejny nie było nic nadprzyrodzonego, o czym można by donosić.

Nie wiem, czy to koniec mrocznego boga, ale wiem, że nie odczuwałem żadnych kompulsji, by dalej kopać, odkąd Benjamin wysadził to podziemne drzewo.

Rzeczy wracają do naszej marki normalności. Nadal pracuję za dużo. Nadal prowadzę dziennik. I dziwne rzeczy wciąż dzieją się na cholernej stacji benzynowej na skraju miasta. Właśnie wczoraj ludzie zaczęli zgłaszać, że widzieli w lesie coś, co wyglądało jak olbrzymi szop z nietoperzowymi skrzydłami, kradło małe zwierzęta przed ucieczką do lasu. Powiedzieli nawet, że ten uskrzydlony demoniczny szop świeci w ciemności.

Marlboro podszedł do mnie i spytał: "Wiesz, że w łazience jest facet ubrany jak kowboj?"

Zapewniłem go, że tego nie wiem.

To może być ostatnia aktualizacja przez jakiś czas. To będzie wymagało dużo pracy, żeby przywrócić to miejsce z powrotem do funkcjonalności. Mam całą nową ekipę do pracy w niepełnym wymiarze godzin do wytrenowania, więc do następnego razu …

---

Autor: Jack Townsend(strona autora w źródłach)

Tłumaczenie: Paweł Michalewski

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Wszystkie części są genialne,polecam tego autora
Odpowiedz
Cześć, mogę użyć tą pastę do mojego kanału na yt? Oczywiście załączę autora w opisie
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje