Historia

Dzieci

yappir 0 9 lat temu 1 364 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Nareszcie na dachu. Szukałem tej klapy chyba już pięć minut. Spojrzałem na panoramę miasta. Szare i zniszczone, a szkoda bardzo ładne miasto było. Szybko oceniłem widok. Trzy ulice, skrzyżowanie, kilka ogródków, świetna pozycja. Trochę tu poleżę. Zdjąłem z ramienia karabin i sprawdziłem amunicje. Oczywiście załadowany do pełna. Położyłem się na dachu i przez lunetę spojrzałem na miasto.

Oj jak ja już miałem dość tej wojny, a jeszcze tutaj zaczęli wariować. Chciałem już wrócić do domu, do żony i dzieci. Chciałbym znowu zagrać ze szwagrem w szachy. Zamiast tego poluje tutaj na terrorystów. Leżałem w bezruchu już kilka ładnych minut, ale nic się nie działo, zacząłem sobie podśpiewywać.

- Narody, narody po diabła narody, stojące na drodze do szczęścia i zgody. Historia nam daje dobitne dowody, pragniecie pokoju usuńcie przeszkody, narody, narody, narody. Ah gdyby narodów na świecie nie było, jak nam by się szczęśliwie tu żyło, dla dobra człowieka dla szczęścia ludzkości złączonej w potężnym uścisku miłości, aż z trzaskiem pękały by kości! - Przestałem śpiewać. Wreszcie ruch na ulicy. Przyjrzałem się ludziom. To oni, terroryści. Trzech dorosłych i dziewięciorga dzieci żołnierzy. Wszyscy byli obwieszeni bronią. Te skubańce wykorzystują dzieci do jakiś drobnych zadań, a i nawet w walce. Cóż mam zrobić kula od dzieciaka taka sama jak od dorosłego. Co te potwory sobie myślą robiąc to. Czy oni zdają sobie sprawę, że są źli? Nie ma czasu na gdybanie, zaczynamy.

Wymierzyłem w pierwszego dorosłego, najpierw oni, dzieci nie będą wiedziały co robić. Wycelowałem i nacisnąłem spust. Iglica uderzyła w spłonkę i pocisk wyleciał z lufy. Przeleciał całą drogę do głowy przeciwnika. Przebił się przez hełm i rozszarpał głowę. Nieprzyjaciel padł martwy. Pozostali próbowali się chować, ale nie wiedzieli nawet gdzie jestem więc nie mogli zrobić tego dobrze. Drugi dorosły padł martwy na ziemie. Dzieci zaczęły krzyczeć ich twarze zrobiły się czerwone. Trzeci wreszcie mnie zobaczył. Zaczął krzyczeć coś w swoim języku i wskazywać na mnie. Wszyscy zaczęli do mnie strzelać, ale ja byłem dla nich tylko małym punkcikiem na jakimś odległym dachu.

- Kto was kurwa uczył strzelać? - Parsknąłem. Kolejny chirurgicznie dokładny strzał i głowa trzeciego dorosłego zniknęła. Westchnąłem, teraz dzieci. Wycelowałem w głowę pierwszego dzieciaka, hełm miał jak zwykły żołnierz. To trochę ułatwiało sprawę, udawałem, że to głowa zwykłego żołnierza. Strzeliłem, potem znowu i znowu, każdy pocisk był dokładny. Nie wypuszczałem nawet powietrza, chciałem zrobić to szybko. Po dziesiątym strzale miałem pusty magazynek. Ostatnia dwójka rzuciła się do ucieczki. Przeładowałem błyskawicznie. Oddałem dwa ostanie strzały. Koniec. Skurwysyny, jak można to dzieciom robić, wysyłać do walki.

Wstałem poprawiłem kołnierz na którym znajdowały się dwie błyskawice. Pora na zmianę pozycji. Zarzuciłem karabin na ramię.

- Sieg heil vi-kto-ria, pampararam. - Pośpiewałem sobie, aby zapomnieć o tym co musiałem zrobić. Warszawa ma dużo dobrych dachów, mogę co chwila zmieniać pozycje.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje