PAMIĘĆ EDITH

Dodane przez: białadama, 28.11.2012, 09:56
Reklama:

Odwiedzam Edith w każdy weekend. Nie jest moją biologiczną matką, ale kocham ją tak samo.

Nigdy nie chciała, żebym nazywał ją matką. Kazała mówić na siebie „babciu”, bo miała 68 lat, kiedy mnie adoptowała (ja miałem wtedy 15 lat).

Edith nie wzięła mnie do siebie dlatego, że pragnąłem mieć dom. Chciała, żebym miał szansę ukończyć szkołę, zacząć college i dojść do czegoś w życiu. Uwielbiam ją za to. Obecnie mam 28 lat.

Edith nie może wiele ostatnimi czasy – spaceruje jedynie po mieszkaniu i po ogrodzie bez celu. Jednak większość czasu spędza w łóżku, oglądając telewizję. Tina i Olivia, jej opiekunki, zawsze były dla niej dobre. Musiałem je zatrudnić, ponieważ Edith odmawiała przeprowadzki do miasta, mimo że mogłaby zamieszkać ze mną. Podejrzewam, że była związana ze swoim domem i nie chciała się z nim rozstawać.

„Wspomnienia”.

To słowo teraz sprawia, że ogarnia mnie strach.

Edith ma Alzheimera – nie jest to nic dziwnego, jako że ma już 81 lat. Kiedy ją odwiedzam, praktycznie nie mogę z nią porozmawiać o bieżących wydarzeniach. Mimo że ogląda telewizję przez cały dzień, nie zapamiętuje z tego zupełnie nic. Ale to nie oznacza, że Edith jest nudną, starszą panią.

Pamięta prawie wszystko ze swojej przeszłości. Kiedy siadam obok niej, oglądamy razem telewizję i rozmawiamy o przeszłości.

Dzisiaj opowiedziała mi coś, co nigdy nie opuści mojej pamięci.

Usiedliśmy obok siebie, oglądając reklamę, w której mężczyzna oświadczał się kobiecie.

- To była słodka reklama – powiedziała Edith radośnie, ale zmęczonym tonem. Wpadłam wtedy na pewien pomysł.

- Edith – powiedziałem. – Jaka była najmilsza rzecz, jaką ktoś dla ciebie zrobił?

Uśmiechnęła się.

- Na pewno chcesz wiedzieć? – zapytała.

- Oczywiście! – odparłem z entuzjazmem. – Dlaczego miałabym nie chcieć?

- Kiedy byłam młodą kobietą – powiedziała przestając się uśmiechać. – Rozbiłam samochód. Nie pamiętam dokładnie, dokąd jechałam albo dlaczego się robiłam, ale pamiętam, że uderzyłam w słup telefoniczny.

Zachichotała lekko.

- Na szczęście nie przewrócił się – kontynuowała. – Kto wie, co by się stało, gdyby upadł. Na dworze było ciemno, a ja nie chciałam wyjść z auta, żeby ocenić straty. Bałam się ciemności. Nadal się boję. Ale bardzo miły człowiek, jadący za mną, zatrzymał się, by sprawdzić, czy nic mi się nie stało. Nie pamiętam jego imienia, ale pamiętam, że był przystojny. Tak jak ty – szturchnęła mnie w bok po tych słowach.

Mimo że jestem już dorosłym mężczyzną, wciąż czasami traktuje mnie jak chłopca.

- Po obejrzeniu szkód – mówiła dalej. – Mężczyzna zdecydował, że zawiezie mnie do swojego mieszkania, niecale cztery mile dalej, gdzie mogłabym użyć jego telefonu i zadzwonić po pomoc drogową. Byłam wdzięczna losowi, że mieszkał tak blisko.

Edith ucichła i po jakimś czasie to ja przerwałem ciszę:

- To miłe, że obcy człowiek tak się zachował.

- Tak – Edith pokiwała głową. – Wysłałam później do niego list z podziękowaniami...

Znowu cisza. Byłem coraz bardziej zdezorientowany.

- I? – ponagliłem ją.

- I kilka dni później przeczytałam w gazecie, że zaginął.

Przyznaję, że zanim dotarłem do domu, byłem lekko zaniepokojony. Ale przynajmniej wiedziałem, dlaczego Edith zapytała mnie, czy na pewno chcę poznać odpowiedź na swoje pytanie. Jej historia miała smutne, i dziwne zarazem, zakończenie. Ale to nie był definitywny koniec tej historii.

Kiedy jechałem do domu tamtego wieczoru, wyprzedził mnie samochód, pędzący co najmniej dwa razy szybciej ode mnie. Ludzie wariują na drodze przez cały czas, więc nie przejąłem się tym zbytnio. Do czasu, kiedy to samo auto uderzyło w słup telefoniczny.

- Cholera! – zakląłem i zjechałem na pobocze. Myślałem o dwóch rzeczach: „Czy wszystko w porządku z kierowcą?” i „Co za zbieg okoliczności!”.

Wyciągnąłem ze schowka latarkę, wyszedłem z samochodu i podbiegłem do rozbitego pojazdu.

- Wszystko w porządku? – zapytałem, kierując światło latarki na okno auta. Z wnętrza samochodu patrzyła na mnie kobieta. Jej niebieskie oczy odznaczały się na tle bladej cery.

Kiedy byłem młodszy, Edith i ja przeglądaliśmy stare zdjęcia. Widziałem wiele fotografii Edith w wieku dwudziestu lat.

Ta kobieta wyglądała niesamowicie podobnie. Zadrżałem.

Po obejrzeniu szkód, odkryłem, że auto już dalej nie pojedzie.

Zwróciłem się w stronę nieznajomej, która wciąż dziękowała mi za pomoc.

- Ja... eee – powiedziałem. – Ma pani może telefon komórkowy?

- Telefon komórkowy? – zapytała zdezorientowana. – Nie, niestety nie mam czegoś takiego.

Nie byłem zaskoczony jako, że kobieta wyglądała, jakby pochodziła z lat 50. Miała na sobie długą spódnicę i skórzaną kurtkę. Prawie oczekiwałem, że nie będzie miała komórki.

Ja też nie miałem, więc mogłem albo zostawić ją tam, albo zaoferować jej podwiezienie.

- Cóż – zacząłem ostrożnie. – Myślę, że mógłbym panią podwieźć do domu...

Pociłem się z nerwów.

Kobieta uśmiechnęła się.

„To uśmiech Edith,” pomyślałem.

- Jeśli to nie będzie problemem – odpowiedziała.

- Oczywiście, że nie! Mieszkam zaraz za rogiem – powiedziałem szybko, zdając sobie sprawę, że mieszkałem około cztery mile od miejsca wypadku.

Moje dłonie drżały na kierownicy, kiedy jechałem do domu, gdzie pozwoliłem kobiecie na skorzystanie z mojego telefonu, by zadzwoniła po taksówkę albo pomoc drogową.

Miałem miękkie nogi, kiedy odprowadzałem ją do taksówki.

- Dziękuję panu za pomoc! – powiedziała. – Czy mogę coś zrobić, aby się odwdzięczyć za...

- Nie! – przerwałem jej. – Nie trzeba. Cała przyjemność po mojej stronie.

- Cóż – zaśmiała się. – Zachował się pan jak gentelmen. Może zobaczymy się jeszcze.

Kiedy odjeżdżała, nie mogłem odpędzić od siebie myśli, że miała rację.

Nie mogłem spać. Chciałem zadzwonić do Edith i zapytać o dziwne wydarzenie, ale była już 23:00. Musiałem odłożyć to na jutro.

W końcu usnąłem. Obudził mnie natarczywy dzwonek do drzwi. Wyskoczyłem z łóżka.

- Proszę, żeby to nie była osoba, o której myślę – mamrotałem pod nosem, idąc do drzwi.

Wyjrzałem przez wizjer. Na zewnątrz nie było nikogo. Westchnąłem z ulgą. Doszedłem to wniosku, że wyobraziłem sobie dźwięk dzwonka.

Kiedy wracałem do łóżka, przypomniałem sobie, co mówiła Edith o wysłaniu listu z podziękowaniami.

Chciało mi się płakać. Nigdy wcześniej nie byłem aż tak roztrzęsiony.

Podszedłem do skrzynki na listy. Nie znalazłem w niej nic poza rachunkami.

Prawie oszalałem z radości.

Zacząłem się śmiać, myśląc, że mam wybujałą wyobraźnię.

Zamarłem, zanim jeszcze wszedłem do domu. Po drodze nadepnąłem na coś.

Tego ranka dzwonek do drzwi faktycznie musiał dzwonić.

List został dostarczony. Wepchnięty pod drzwiami.

Słowa Edith rozbrzmiewały w mojej głowie: „Przeczytałam w gazecie, że zaginął.”

List był pod moją stopą.

Nie ruszałem się. Jęknąłem przerażony, co stanie się później.

Część druga: http://straszne-historie.pl/story/660

tłumaczenie; CreepyCarbs

Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!