Historia

Wciąż patrzą 30 [Zakończenie]

kuro 41 3 lata temu 3 842 odsłon Czas czytania: ~15 minut

Początek serii: http://straszne-historie.pl/story/11034-Wciaz-patrza

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Ciche uderzenia kropli deszczu o parapet wypełniają martwą ciszę. Chwilę później rozlega się głośny świst czajnika, w którym woda zaczęła już wrzeć. Za oknem panuje wielka ulewa, która zatapia świat kolejnymi hektolitrami swoich łez. Patrzę na zegarek. Cholera. Już dziesiąta. Cholera. Cholera. Cholera.

Chwytam grzebień i rozczesuję splątane włosy. W głowie szacuję, ile czasu potrzeba mi, by się zebrać. Trzydzieści minut? Godzina? Muszę doliczyć jeszcze parę minut na nagłe zmiany. Chaotycznie rozprostowuję pukle, wygładzając je przy tym dłonią. Sięgają już za ramiona. Szybko urosły, ale ich kolor się nie zmienił. Są białe. Ciągle tak przerażająco białe. Upinam je w zgrabny kok, starając się nie myśleć o tym wspaniałym, czarnym odcieniu, którego kiedyś były moje włosy. Robię szybki makijaż, by wyglądać nieco przyzwoiciej. Kiedy już prawie wyglądam zadowalająco, nachodzą mnie dziwne myśli. To naprawdę zły czas na kontemplacje, ale nie potrafię tego powstrzymać. Patrząc na swoje odbicie w lustrzanej tafli, zauważam błysk w oczach, który sprawia, że niebieski odcień wydaje się głębszy. Tak właśnie wyglądają tęczówki kogoś, kto nie odczuwa ciągłego strachu. Kogoś... kto sypia, je, pije i czasami się uśmiecha. W dodatku ten ktoś nie boi się swojego widoku.

Przesuwam dłońmi wzdłuż talii, wygładzając materiał sukienki. Zatrzymuję się na swoich piersiach. To ciało nie jest już tylko wystającymi kośćmi z obrzydliwą, szarą skórą. Cieszę się, że przytyłam. Teraz wyglądam normalnie i muszę przyznać, że niezła ze mnie laska. Chichoczę do odbicia. To nieprawdopodobne, że dojście do stanu normalności zajęło mi tak mało czasu. Choć... tak, to prawda minęło już pół roku, odkąd wyszłam z psychiatryka, ale mam na myśli coś innego. Kiedy tylko preszłam przez próg „mojego” rodzinnego domu, poczułam okropny chłód. Wiedziałam, że nikt tam na mnie nie czekał. Mój pokój został zamieniony na schowek, a rzeczy, do których byłam przywiązana, wylądowały na strychu. Naprawdę, nie miałam powodu tam zostawać. Po tygodniu oznajmiłam matce i ojcu, że zabieram swoją dupę na własne. Znalazłam mieszkanie w dobrej lokalizacji. Prywatny apartament z pełnym wyposażeniem. Nie musiałam się nawet zastanawiać. Zaczęłam naukę, by znaleźć pracę i odciąć się całkowicie od mojej wesołej rodzinki. I, co było dla mnie szokujące, nie zapomniałam, jak żyć wśród ludzi. Nie bałam się wychodzić na zakupy. Nie bałam się płacić rachunków.

Niczego się już nie boję.

Wyciągam z lodówki karton mleka. Nalewam trochę do miski i stawiam ją na brzegu stołu. Burczy mi w brzuchu, dlatego, by zagłuszyć ten upierdliwy odgłos, upijam łyk herbaty. Na korytarzu słyszę człapiące kroki Pełzaka. Nareszcie wstał. Ile można spać? Przez niego się spóźnimy...

Mruczy mi na powitanie, po czym wdrapuje się na krzesło i zaczyna pić mleko. Kilka kropel spada na podłogę, za co karcę go krzykiem. Po kolejnym łyku ciepła zaczynam czuć siebie w sobie. Ogarniam myśli, co powoduję nagły krwotok w sercu. Przenoszę wzrok na komórkę, zastanawiając się, od jak dawna nie mamy ze sobą kontaktu. Obiecał dzwonić codziennie, później co trzy dni. Zawsze mówił, żebym czekała. Powtarzał to milion razy, ale nigdy nie pozwolił mi wykręcić numeru do psychiatryka. Pewnie nie chce, rozmawiać ze mną, kiedy jest na prochach – tak właśnie myślałam. Później dzwonił rzadziej niż co tydzień, a nasze dialogi były nielogiczne, chaotyczne, niezrozumiałe. Teraz nie dzwoni w ogóle. Nie wiem, co się z nim dzieje. Kilka razy usiłowałam dodzwonić się do psychiatryka. Zawsze mnie zbywano, mówiąc, że pacjent jest na wizycie, śpi, albo sra. Pierdolony Edek. W taki sposób postanowił się na mnie zemścić... Ostatnio słyszałam jego głos cztery miesiące temu. Kiedyś nawet prawie udało mi się czegoś dowiedzieć, ponieważ słuchawkę podniósł ten ochroniarz, który nam pomagał. Zaczął do mnie mówić. Szybko. Kompletnie go nie rozumiałam. Wiem, że powinnam pojechać do ośrodka, kiedy tylko zauważyłam, że coś złego się dzieje, ale niestety, jestem egoistycznym tchórzem. I przede wszystkim człowiekiem, dlatego boję się rzeczy, które kiedyś mnie skrzywdziły. Ale dzisiaj nadszedł ten wyjątkowy dzień.

Aleksy... czy wciąż tam jesteś? Żywy?

Czy nic ci nie jest?

- Pełzak, zaraz wychodzimy.

Wsuwam stopy w czarne szpilki i zarzucam na plecy letni płaszcz. Mam nadzieję, że wiosenny deszcz nie ukradnie mi zapasów ciepła. Mój kok uległ poluzowaniu, więc kiedy schylam się po resztę niezbędnych papierów, kilka pasm włosów, opada mi na policzki, ale już się tym nie przejmuję. Biorę klucze, chwytam torebkę, sprawdzam okna, wyłączam komputer.

- Szybko! Co ty tam robisz?

Stoję już przy wyjściu, kiedy Pełzak przypełza do mnie. Patrzy mi w oczy tymi swoimi ślepiami. Nie rozumiem, o co mu chodzi. Chwilę stoimy w całkowitym milczeniu, aż w końcu pojmuję przekaz. Biegnę do salonu, a echo uderzeń obcasów o płytki odbija się od ścian. Zaplątuję palce w łańcuszek medalionu, wpychając go do kieszeni. Tak. Pamiętam. Pamiętam. Przecież nie mogłabym o niej zapomnieć.

- Już, wychodź. – mówię, dobiegając do drzwi. Szybkim ruchem odwracam się i zatrzaskuję zamek. Taksówka pewnie czeka od kilku minut. Jeśli kierowca powie, że należy się dopłata za zwłokę, to się poważnie wkurzę.

Wychodząc na zewnątrz, słodki zapach miasta w deszczu uderza mnie po twarzy. Napycham płuca wspomnieniami, póki mam ku temu okazję. Chcę wracać do tego dnia, ponieważ właśnie dziś, postanowiłam wziąć życie w swoje ręce. Unoszę głowę, pozwalając świeżości głaskać skórę. Kałuże odbijają obraz pochmurnego nieba, które grozi zrzuceniem kolejnych kropel na ziemie. Promienie słońca nieustannie próbują przebić się przez puch. Dźwięk klaksonu zmusza mnie do ruszenia z miejsca, ale zanim robię krok naprzód, splatam palce ze szponami cienia. To zabawne, jak potwór z mojej głowy uratował mnie od świata, otworzył mi oczy i nauczył, że to właśnie on będzie ze mną do samego końca.

***

Stojąc przed potężnymi drzwiami, zastanawiam się, czy powinnam już wejść. To miejsce zniszczyło moją psychikę w ułamku sekundy. Po przekroczeniu progu psychiatryka zaczęłam dostawać nagłych dreszczy. Myśli powróciły. Straty, które poniosłam, uderzyły w moje delikatnie bijące serce. W powietrzu ciągle czuję ból.

Zatrzaskuję powieki, kręcąc chaotycznie głową. Biorę głęboki wdech i muskam palcami klamkę. Odważam się ją nacisnąć dopiero po kilku sekundach. Drzwi odsłaniają wnętrze gabinetu. Wśród stosów papierów, teczek i cholernie drogich rzeczy, siedzi przygarbiona postać. Wchodzę do środka, starając się zatrzymać drżenie. Edmund podnosi wzrok. Uśmiecha się, co powoduje napływ strachu.

- Czemu mogę zawdzięczać tę wizytę? – poprawia okulary. – Dawno się nie widzieliśmy,Hanno. Wyrosłaś.

Próbuję powstrzymać się od wybicia mu zębów.

- Jestem w trakcie przygotowywania zarysu projektu, który finansuje twój ojciec. Może chcesz się z tym zapoznać?

Śmieje się. Dobrze wie, że ma całkowitą władzę nad tym miejscem. Gdybym wyciągnęła rękę przed siebie, byłabym w stanie dotknąć jego pewności siebie. Niestety dla niego, dziś zburzę tą śmiałość. Edek siada za biurkiem. Podchodzę bliżej, by lepiej widzieć tą parszywą twarz. Wszystkie zmarszczki przypominają mi o tym, jak dużo czasu straciłam. Gdyby tylko przestał odurzać mnie tym świństwem, wszystko byłoby teraz inne. Wszystko inaczej by się skończyło. Wszystko... Prawie zapomniałam o oddychaniu.

- Jak się czuje Aleksy? – zdanie przechodzi przez moje gardło z wielkim trudem i kaleczy wargi.

- Chodzi o tego pielęgniarza, który się tu zapisał?

Milczę.

- Oh – wzdycha teatralnie. – jest w trakcie terapii, ale nie spodziewałbym się poprawy stanu zdrowia. Był twoim „przyjacielem”, prawda?

Mam ochotę zetrzeć pięścią ten żałosny uśmieszek. Jednak, zamiast przypierdolić mu prosto w nos, otwieram torebkę. Wyciągam z niej teczkę. Otwieram teczkę. Edmund śledzi wyczekująco każdy mój ruch. Chwytam odpowiedni pik dokumentów. Upewniam się, że akt własności ma wszystkie strony, po czym rzucam kartki na biurko.

- Co to?

- Przeczytaj.

Niepewność, która go ogarnęła, sprawia mi niezwykłą przyjemność. Przegląda strony. Po chwili spogląda na mnie.

- Czy to żart?

- Nie. – uśmiecham się.

- Jest sfałszowany.

- Nie jest. – chichoczę. – Przykro mi, że dopiero teraz się o tym dowiadujesz.

Policzki Edka różowieją. Żyły na pomarszczonych dłoniach uwydatniają się, tworząc rozbudowane mosty skóry. Mogę przysiąc, że nawet trochę bardziej posiwiał przez wściekłość.

- Jak to możliwe?

- Współwłaściciel sprzedał swoje udziały. Kupiłam je, a własność, którą nabył mój ojciec, została przepisana na mnie.

- Niemożliwe. Nasz projekt...

- Wasz projekt już nie istnieje. Teraz psychiatryk należy do mnie. Rozumiesz? – uderzam pięścią w blat. – Ja decyduję o tym, co się tu dzieje. Jesteś na moim terenie, więc bądź... miły.

Odważam się spojrzeć w jego oczy. Widzę w nich swoją przeszłość i teraźniejszość pozostałych tu pacjentów. Te oczy nie różnią się ani trochę od oczu mordercy. A te dłonie? Ile razy wstrzykiwały komuś narkotyk do żył, pozbawiając go nadziei na opuszczenie tego miejsca? Ten cały psychiatryk to jedna, wielka obłuda, stworzona tylko po to, by pobierać kasę od rodzin, które nie chcą zajmować się swoimi bliskimi-czubami.

- Ty cholerna... – wykrztusza z trudem.

- Siedzisz na moim fotelu. – szepczę.

Atmosfera staje się napięta. Mam wrażenie, że za moment jedno z nas wybuchnie. Mierzymy się wzrokiem, a żadne nie zamierza się poddać.

- Nie będę dla ciebie pracować.

- To się bardzo dobrze składa, bo teraz zabierzesz wszystkie swoje rzeczy, poprosisz o wypowiedzenie i wyjdziesz na zewnątrz przez ten prostokąt, który widzisz na ścianie pokoju.

Zaciskam palce w pięść.

- I nigdy tu nie wrócisz.

To początek mojej zemsty. Dopiero się rozkręcam. Kiedy tylko zgromadzę dowody na jego nielegalną działalność, wsadzę go do więzienia na co najmniej piętnaście lat. Chcę, żeby tam zgnił. Żeby już nigdy nie wyszedł. Nienawidzę go.

- Twój ojciec nie będzie zadowolony.

- To wszystko jest teraz moje. – powtarzam. – Mogę spalić tę posiadłość, mogę zrobić z niej basen. Co się z nią teraz stanie, zależy tylko ode mnie. I jeszcze jedno. Cofam wszystkie środki, przeznaczone przez mojego ojca na twój destrukcyjny, chory projekt.

- Nie możesz.

- Wypierdalaj.

Przez kolejnych pięć minut patrzę, jak Edek zabiera wszystko, co należy do niego. Uległ, ponieważ wie, że nie ma już żadnych szans. Sprawdza szuflady, pakuje ubrania. Obserwuję go uważnie, pilnując, by nic nie ukradł. Wiem, że jest do tego zdolny. W końcu ma już wszystko, więc bierze płaszcz z wieszaka i zarzuca go na plecy. Odwraca się w moją stronę.

- Powodzenia w prowadzeniu tego domu wariatów. – jego głos ocieka sarkazmem.

- Dziękuję. Powodzenia w szukaniu nowej pracy.

Widzę, jak zaciska zęby. Naciska na klamkę i wychodzi. Trzask drzwi zamienia moje nogi w watę, więc opadam na wielki, skórzany fotel. Nie czuję wyrzutów sumienia. Należało mu się. Pierdolony... Wzdycham przeciągle. Wkładam dłonie do kieszeni, a moje palce napotykają wisiorek Zośki. Wyciągam go i przez chwilę patrzę na niego.

Jedna z rzeczy, których nigdy sobie nie wybaczę, jest nieuratowanie jej.

Otwieram medalion. Uśmiechy osób ze zdjęć witają mnie iluzją szczęścia. Pomimo czasu, śmierci i świata, oni zawsze będą szczęśliwi. Pozostaną promienni do chwili, w której kolory zostaną pomieszane, a papier nie pokrzywi się przez starość.

A ja będę pamiętać. Zawsze.

Nagle ogarnia mnie złość. Nie jestem pewna, z jakiego powodu wpadłam w szał. Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane. Czuję, że mam dość tego miejsca i nawet, teraz kiedy siedzę na najważniejszym miejscu w budynku, jestem tylko nic nieznaczącym pacjentem.

Zaczynam zrzucać wszystko, co znajduje się w moim zasięgu. Na podłodze ląduje wazon, pióra, przedmioty biurowe, aż w końcu tysiące kartek wzbijają się w przestrzeń. Rozrzucam pliki dokumentów, dając upust emocjom. Zamykam głowę w klatce swoich objęć, zastanawiając się, co ja właściwie zrobiłam. Co ja zrobię teraz?

Z trudem powstrzymuję piekące łzy pod powiekami. Kiedy otwieram oczy, przed sobą napotykam kartę, na której widnieje zdjęcie Aleksego. Drżącą dłonią dotykam mlecznych kartek. Aleksy... już idę. Już po ciebie idę.

***

Pokonuję kolejne metry szybkim krokiem. Gdybym mogła, pewnie biegałabym po wszystkich pokojach, szukając tego właściwego, ale nie wypada mi takie zachowanie. Nie, teraz kiedy jestem tu szefem. Dwie pielęgniarki powiedziały mi, gdzie jest oddział piąty. Od mojego odejścia wiele się tu pozmieniało. Jeden budynek jest całkowicie nieczynny z powodu remontu. Pewnie miała być tam pracownia Edka, w której tworzyłby nowe, cudowne leki.

Przemierzam korytarz na ostatnim piętrze w dawnym bloku D. Jest tu cicho. Naprawdę, cisza niemal mnie ogłusza. Białe ściany zdają się nie kończyć. Niby normalne piętro, ale coś tu jest nie tak. Czyżby to była loża najbardziej naćpanych pacjentów w całym psychiatryku?

- Przepraszam panią. – odzywa się głos za moimi plecami. – Nie można tutaj wchodzić.

Kobieta jest młoda. Szczupła. Ma piękne czarne włosy, zaplecione w warkocz.

- Szukam kogoś.

- Wizyty są zabronione, przykro mi.

Podchodzę do niej, chwytając kołnierz kremowego uniformu.

- Aleksy. Gdzie jest Aleksy? – wycedzam przez zaciśnięte zęby.

Jestem już tak zdenerwowana, tak zestresowana i zrozpaczona, że daruję sobie logiczne myślenie i pozwalam impulsom kierować ciałem.

- Pacjent dostał dawkę leku, nie może z panią rozmawiać. W ogóle, jak pani tu weszła?

- Nogami, kurwa. Gdzie on jest?!

- Zawołam ochroniarza.

- Gdzie jest … – szarpię ją.

- Proszę mnie puścić!

Rozluźniam uchwyt. Mówię, że jestem właścicielem budynku, w co kobieta nie wierzy. Dopiero gdy pokazuję odpowiednie dokumenty, przestaje mi się sprzeciwiać, choć ciągle zerka na mnie podejrzanie. Moje dłonie drżą i chyba sprawiam wrażenie kogoś, kto potrzebuje pomocy psychiatrycznej. Nic dziwnego, że kompletnie mnie nie słucha.

- Chcę go zobaczyć. – mówię.

- Muszę to skonsultować.

- Powiedz mi, gdzie jest, albo ja skonsultuje twoje odejście z tej pracy.

- Przykro mi. Nie mogę tego zrobić.

Uparta suka. Wygładzam czarną sukienkę, chcąc dać sobie chwilę na pozbieranie myśli.

- Dobrze, to proszę iść i to załatwić, ale nie wiem, do kogo powinna się pani zwrócić. Doktor Edmund już tu nie pracuje, więc...

Na schodach słyszę odgłos kroków. Patrzę w tamtą stronę, zauważając ochroniarza. Zdzisław...? Chyba tak miał na imię. Prawie dotyka mnie wzrokiem, idąc ku pielęgniarce. Jego twarz jest poważna. Nieco zmartwiona. Nie potrafię odczytać emocji i to sprawia, że zaczynam się go bać.

- Pani Dario. – zwraca się do kobiety. – Jest pani potrzebna na oddziale drugim.

Jego głos brzmi tak chłodno. Tak chłodno.

- Dobrze, ale ta pani...

- Ta pani może robić tu, co tylko chce, ponieważ jest właścicielem ośrodka.

Moje oczy prawie wypadają z orbit. Już wie?

Pielęgniarka okazuje skruchę i ze zmieszaniem biegnie w stronę schodów, nawet na mnie nie patrząc. Dezorientacja jest moim tlenem.

0 Witam panią, pani Hanno.

- Siema. – wykrztuszam.

- Nareszcie po niego przyszłaś.

Budzę się z własnego szoku.

- Wiesz, gdzie jest Aleksy?

- Wiem.

- Powiesz mi? – niepewność w moim głosie rozlewa się po ciszy.

Zdzisław milczy przez chwilę.

- Pokój na końcu korytarza. – mówi w końcu. – Jest tu jedynym pacjentem. Odizolowali go i... prawie niczego nie pamięta. Jest z nim niezbyt dobrze i nie miej mi za złe, że to powiem, ale mogłaś przywlec tu swoją zgrabną dupę wcześniej, jeszcze zanim zamienili go w kukłę.

Oddech osiada na moich drżących powiekach. Spóźniłam się? Znów się spóźniłam?

- Dziękuję. Dziękuję. – szepczę bardziej do siebie.

- Zabierz go stąd.

Zaciskam palce w pięść.

- I jak już odzyska rozum, powiedz mu ode mnie „żegnaj”

- Odchodzisz?

- Wyjeżdżam. Mnie nic tu nie trzyma. Czekałem z nim na ciebie, a teraz mogę już odejść. Jest moim najlepszym kumplem, więc zaopiekuj się nim, ok?

Z trudem powstrzymując łzy, podnoszę wzrok.

- Ok.

Zdzisław uśmiecha się i odchodzi. A ja myślę, że w pewien sposób pomógł mi się stąd wydostać. I naprawdę jestem wdzięczna za opiekę nad Aleksym.

Zrzucam szpilki i zaczynam biec w stronę wskazanego pokoju. Odgłos moich bosych stóp roztrzaskuje się, opadając na zimną podłogę. Kiedy już stoję przed drzwiami i kładę dłoń na klamce, strach niespodziewanie łapie mnie w objęcia. Co tam zobaczę? Co jest za tymi drzwiami? Czy Aleksy mnie pamięta? Czy uda mi się go wyleczyć?

A co jeśli zdążył mnie znienawidzić?

Przełykając zwątpienia, otwieram drzwi.

W środku jest pusto. Światło z wielkich okien wpada do środka, rozchlapując na szarawych ścianach cienie liści wysokich drzew. Zaczynam panikować, ale po chwili, w rogu zauważam jakiś kształt. Podchodzę bliżej. Moje oczy chyba są ślepe, ponieważ dopiero teraz zauważam Pełzaka, stojącego przy wózku inwalidzkim, na którym ktoś siedzi. Głowa sylwetki zwisa nieruchomo. Przez chwilę myślę, że jest martwy.

Chyba zwymiotuję.

Podchodzę powoli. Pełzak mruczy cichym, głębokim głosem. Skrobie pazurami w metal. Zastanawiam się, jak szybko znalazł Aleksego. Czy jest tu długo?

- H- hej.

Milczenie.

- Aleksy?

Zauważam, że choć jego oczy są zamknięte, klatka piersiowa lekko się unosi. Nie wiem, czy jestem z tego powodu szczęśliwa, czy bardziej przerażona, że ze zdrowego, pięknego człowieka, można zrobić ruszający się szkielet. Jego ciało pokryło się żyłami, a odcień skóry przypomina mleko. Chudość odkrywa wszystkie kości, które wydają się usiłować wyjść na zewnątrz. Boże. Boże. To niemożliwe.

- Aleksy! – krzyczę, a jego powieka drga.

Jestem bliska popaścia w histerię. Muszę go wyrwać z tego miejsca, muszę uwolnić go od zimy, która się w nim zalęgła.

Przytykam grzbiet dłoni do ust. Kątem oka dostrzegam ruch. Kiedy Figa wypełza z cienia, nie jestem w stanie powstrzymać już płaczu. Dlaczego im to zrobili? Czemu? Jest słaba. Ledwo utrzymuje się na nogach. Wydaje cichy, monotonny dźwięk. Pełzak piszczy i po chwili podbiega do potwora. Obejmuje ją. Przytula. Pomaga wstać.

Zauważam, że światło jej oczu przygasło. Jest taka słaba. Jest zniszczona.

Zbieram w sobie głos. Odpycham cały żal, ale mój wzrok pada na dłoń Aleksego. Boże... Boże gdzie jesteś? Gdzie byłeś, kiedy co noc modliłam się o niego? Chyba wszystkie wyższe moce opuściły dawno ten świat, pozwalając ludziom krzywdzić siebie nawzajem.

- Trochę mi nie wyszło. – powstrzymuję powstrzymać wybuch płaczu. Uśmiecham się. Przecież już tu jestem, a to znaczy, że wszystko będzie dobrze. Już zawsze będziemy razem. – Kupiłam mieszkanie. Myślę, że ci się spodoba. Mamy piękny widok na miasto i jest blisko bardzo dobrej uczelni. Ja studiuję trochę dalej. Wyszukałam dla ciebie kierunek, który mógłby cię zainteresować.

Krople łez zawieszają się na mojej brodzie i popełniają samobójstwa, rozbijając się o podłogę.

- I nie zdałam na prawo jazdy. – chichoczę. – Ale spróbuję jeszcze raz. Powinieneś mnie trochę przyuczyć, bo jestem kiepska w te klocki.

Niespodziewanie powieki Aleksego się podnoszą. Otworzył oczy.

- Obiecałeś mi, że wrócisz. Wybacz, ale nie mogłam już czekać. Dlatego po ciebie przyszłam.

Przysięgam, że lekko się uśmiechnął. Mam ochotę upaść na kolana i go przytulić, krzycząc do świata, że już nic nigdy nas nie rozdzieli, ale nie wiem, czy jeśli go dotknę, nie rozpadnie się na kawałki.

Pełzak zawiesił Figę na swoim grzbiecie. Powoli chwytam zimne rączki wózka. Pociągam nosem. To czas, w którym odchodzimy, zostawiając to cholerne miejsce. Nie wiem jeszcze, co zrobię z tą posiadłością. Może pomysł ze spaleniem jej, nie jest taki zły? Izabela i inne dzieci odeszły w spokoju. Pacjenci zasługują na prawdziwą pomoc. A ja po prostu nie mogę patrzeć na ten budynek.

Wyglądam przez okno. Stąd doskonale widać sadzawkę i kapliczkę. Je też należy zniszczyć. Należy zniszczyć wszystko. To, co materialne i tak nie ma znaczenia w porównaniu z pamięcią o tych, którzy odeszli.

Człapanie Pełzaka słychać już na korytarzu. Wzdycham, popychając wózek.

- Wracamy do domu, Aleksy.

Od autora:

Jeśli dotrwałeś do końca opowieści, to dziękuję. Pisanie „Wciąż patrzą” było niezwykle emocjonującym przeżyciem. Dziękuję również za szansę, jaką otrzymałam. Dziękuję, za możliwość wykreowania Hanny, Aleksego, Pełzaka, Figi i innych bohaterów. Razem stworzyliśmy książkę ;D Bez Waszych rad, uwag i słów motywacji, nie dałabym rady napisać opowieść w tak krótkim czasie (ponad pół roku)

Zapraszam na swojego wattpada → https://www.wattpad.com/user/JuliaKierepka

i na stronę fb → https://www.facebook.com/Kuro-Dark-Art-1455858561318535/?fref=ts

Mam nadzieję, że seria się podobała i czasami będziecie do niej wracać ;) Na pożegnanie mam jeszcze art z głównymi bohaterami --> https://www.facebook.com/1455858561318535/photos/a.1455869337984124.1073741827.1455858561318535/1728546570716398/?type=3&theater

Kuro się odmeldowuje.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Super zakończenie uwielbiam tą serie
Odpowiedz
Niesamowita historia. Przeczytałam jednym tchem.
Odpowiedz
Fantastyczne. Czytałam z zapartym tchem
Odpowiedz
Wspaniała :) mam nadzieję że nie spoczniesz na laurach i niedługo bd mógł znów się utopić w Twoim arcydziele :) pozdrawiam i czekam na kolejne ?
Odpowiedz
Już można ;) Zapraszam do lektury "Mały chłopiec" ;D
Odpowiedz
Julia Kierepka z przyjemnością zajrzę ?
Odpowiedz
Naprawdę super opowieść, zapewne długo jeszcze zostanie w mojej pamięci :)
Odpowiedz
Cudowne � zakochałam się w tym. Przeczytałam to w niecałe dwa dni. Żałuję, że to już koniec, będzie mi brakowało tego opowiadania. Przyznam, że zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło i zasmuciło jednocześnie � miałaś super oryginalny i genialny pomysł, który pięknie przelałaś na papier, że tak się wyrażę. Już sama wizja, że główna bohaterka była w psychiatryku było interesujące, pierwszy raz się spotkałam z czymś takim, czasami sama nie wiedziałam co jest prawdą, a co nie. Jednak muszę przyznać, że te cienie i duchy pobiły wszystko. Dobrze ujęłaś wszystkie emocje, a te opisy były bardzo realistyczne. Czasami sama się bałam, czy nie zobaczę takiego dziecka � Najbardziej urzekł mnie Pełzak � poprostu podbil moje serce � gdzieś tak od 16 części było " o jaki uroczy stworek " " jaki słodziak " itp � Fajne jest też, to że każdy ma takiego stróża. Wszyscy myślą, że aniołowie stróże muszą być piękni, idealni, a to pokazuje, że nie musi tak wcale być � Nie umiem wyrazić posziwu za napisanie czegoś tak fantastycznego. Pozostaje mi tylko zatem życzyć ci weny, pomysłów, byś kiedyś wydała własną książkę oraz przesyłam pozdrowienia od Mroczka ( mojego prywatnego cienia ), który czytał to razem ze mną �
Odpowiedz
To ktoś to jeszcze czyta? XD i dzięki za komentarz. Akurat wena się przyda, bo ostatnio brakuje. Pozdrawiam <3
Odpowiedz
Julia Kierepka właśnie przeeczytałam w jeden dzień, żadna książka przeczytana ostatnio nie wciągnęła mnie tak bardzo...mam teraz efekt odstawienny :( BRAWO <3
Odpowiedz
Natalia Świerczewska ja w dwa dni czytałam, bo czasu nie miałam, ale to jest cudowne. A ty masz kaca książkowego ;)
Odpowiedz
Muszę coś napisać, ponieważ całe dnie czytałam tę historię z zapartym tchem. Brawo dla autorki, uważam, że masz talent! W opowiadaniu bardzo podobał mi się klimat i Twój styl potrafił wpłynąć na moją wyobraźnię, niemniej jednak zauważyłam małe niedociągnięcia. Zbyt często jako czytelnik zagłebiałam się w psychikę Hanny. Dlaczego podcas pogrzebu babci pojawiło się kilka potworków a tak naprawdę jej przypisany był jeden? Kim on był? Dlaczego był straszny? Nie wiem też do końca co wnosiła postać szalonej Zośki? Szczerze myślałam, że była ona tą opiekunką Izabeli, ale nie. No cóż to tylko moje odczucia. P.S. uwielbiałam te fragmenty, w których podkreślałaś niezdarność pełzaka xD Ogólnie daję 8/10!!!
Odpowiedz
Po 4 miesiącach wyjaśniam XD Podczas pogrzebu było dużo takich Pełzaków, bo te stwory to ludzka dusza, anioł stróż (coś w tym stylu) Każdy ma swojego, a Hanna potrafiła je zobaczyć, więc logicznie na pogrzebie było jej dużo. Straszny był dla Hanny, ponieważ nie uważała tego, że go widziała za coś normalnego (dlatego jest w psychiatryku) A ukazałam go w ten sposób, bo lubię kontrast --> coś, co nas chroni, bo te stworki przejmują nasze rany i wgl są z nami cały czas, nie muszą wyglądać pięknie. Szalona Zośka też potrafiła je zobaczyć, dlatego została "wybrana" jednak nie wytrzymała psychicznie. Izabela i wszystkie duchy dzieci chciały, by prawda wyszła na jaw, dlatego najpierw ukazywały się Zośce, a później wybrały Hannę, bo tylko one mogły wynieść prawdę o przeszłości tego budynku na światło dzienne. Tutaj chciałam podkreślić, jak ważna jest pamięć o zmarłych dla zmarłych. Taka idea dla idei, bo przecież tylko Hanna wiedziała o tym, co zdarzyło się dawniej w psychiatryku.
Odpowiedz
Cudna opowieść, przeczytałam ją w jeden dzień, wciągnęła mnie maksymalnie, mam nadzieję że napiszesz więcej takich opowiadań, pozdrawiam
Odpowiedz
Ok. Nigdy tutaj nic nie komentowałam, ale zasługujesz na szacunek, dziewczyno. Sama piszę, toteż często czepiam się szczegółów, ale tutaj...cóż, poza kilkoma uciążliwymi powtórzeniami i literówkami, totalnie nie ma się do czego dokleić - całość sztos, gratuluję pomysłu i zupełnie serio chciałabym kiedyś trafić na Twoje nazwisko w księgarni. Ukłony!
Odpowiedz
W poprawionej wersji na wattpadzie nie ma już (chyba) tych literówek i powtórzeń. Dzięki za komentarz ^^ Cieszę się, że mogłam zająć Ci chwilę tą serią(⌒▽⌒)
Odpowiedz
Jestem teraz taka smutna,że ta historia tak szybko dobiegła końca. Tyle czasu zajęło mi jej czytanie,a i tak wydaje mi się tak jakbym zaczęła ją czytać dopiero godzinę temu. Wiem,że Aleksy to wymyślona postać,ale i tak okropnie boję się co z nim dalej będzie :'( Chociaż nawet dobrze,że nie wiem co będzie dalej,bo mogę sama wymyślić MEGA ODJECHANIE dobre zakończenie :D Naprawdę,świetna historia. Pisz takich więcej :')
Odpowiedz
*hug* na pocieszenie i będę pisać takich więcej ^^
Odpowiedz
Wow;) bomba;) więcej takich prosze;)
Odpowiedz
to jedno z najpiękniejszych opowiadań jakie w życiu czytałam oby tak dalej, czym właściwie są te stwory?
Odpowiedz
Właśnie skończyłam czytać i teraz czuje cholerna pustkę bo już się nie dowiem co się będzie z nimi wszystkimi działo.
Odpowiedz
super.. szkoda ze to koniec :(
Odpowiedz
Zakończone z klasą Czy planujesz juz jakiś następny duży projekt?
Odpowiedz
Nope. Muszę odpocząć, zrobić korektę na tej serii i dokończyć kilka opowiadań ;)
Odpowiedz
Powieść po prostu cudowna, zakończenie kompletnie nie do przewidzenia. Przepraszam, że to powiem, ale... Babciu, to jest ZAJEBISTE! ;D Dwa momenty na zawsze będą w mojej pamięci. Jeden Gd pełzak dobrał się do paczki miętówek Hanny. Drugi gdy Aleksy powiedział,ze swojego by nazwał Windows 10 bo się zacina, ale nie chce być aż tak brutalny xD Po prostu. Dzięki za maksymalne umilanie prawie każdej niedzieli przez pół roku ;)
Odpowiedz
Mi też było niezwykle miło pisać kolejne części :D
Odpowiedz
Genialne, nakrec film
Odpowiedz
Chciałabym, ale w pojedynkę raczej się nie da :D
Odpowiedz
Julia Kierepka Zbierzmy ekipę ze Strasznych Historii! :D
Odpowiedz
Coś czuję, że bedę mieć kaca książkowego ;) Opowiadanie jest genialne i każdej niedzieli odświeżałam stronę co 30 sekund sprawdzając, czy jest już kolejna część xP Gratuluję talentu. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję przeczytać inne Twoje dzieła :)
Odpowiedz
Miało być podobno wyjaśnienie czym konkretnie jest Pełzak... Jakoś nie widzę żeby było gdziekolwiek, ale może coś przeoczyłam po prostu...
Odpowiedz
Było, było ;) Wystarczy tylko połączyć fakty.
Odpowiedz
Które konkretnie? Nie jestem dobra w takim szukaniu ukrytych informacji...
Odpowiedz
Ola Hałupka Wszystkie cienie są czymś w stylu aniołów. Był fragment, w którym Hanna sama to zauważyła. Później - każdy ma swojego opiekuna - w scenie, gdzie widziała potwory ochroniarzy. I na koniec fakt, że cienie przejmują wszystkie rany. Po prostu chronią ludzi, do których należą. Można to interpretować, jako zmaterializowaną duszę.
Odpowiedz
Dziękuję :-) Dziękuję za umilenie każdej niedzielnej nocy przez te kilka miesięcy. Opowiadanie jest swietne.
Odpowiedz
Dziękuje za wytrwałość w czytaniu ;D
Odpowiedz
Julia Kierepka może to nie wytrwałość w czytaniu, bo nie czytałam tego na siłę, to była przyjemność z czytania tego opowiadania i czekania na kolejny rozdział. Pozdrawiam
Odpowiedz
To była jedna z najpiękniejszych internetowych powieści, jakie czytałam. Podziwiam Cię, serio. I wiem, że nie tylko ja :D I, Kuro, mam pytanie - co się stało z Aleksym? Wyzdrowiał? Hannie się udało, więc on też powinien...
Odpowiedz
Zakończenie jest otwarte, więc to od czytelników zależy, co się stanie z bohaterami. ;) Wystarczy o nich chwilę pomyśleć, a odpowiedź sama się pojawi :D
Odpowiedz
Julia Kierepka ja juz mam dalsza czesc;) wymyslona;) haha. I BYLO IM ZIELONO;)
Odpowiedz
Jestes genialna. Takie zakonczenie to idealne zakonczenie;) tylko szkoda ze. To zakonczenie ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje